29 czerwca 2026
Przekaz z Watykańskiego Konsystorza
"Młodym brakuje nadziei i zrozumienia współczesnego świata, dorosłym ubywa natomiast mądrości płynącej z doświadczenia" - cytuje Vatican News.
26 czerwca 2026
Czy człowiek może powrócić do społecznego życia?
Czy człowiek może powrócić do społecznego życia? Musi na powrót nauczyć się współdziałania razem z innymi. Tutaj współpraca w ramach jakiejś instytucji (firmy) niczego nie załatwia, gdyż działalność instytucjonalna nie stanowi faktycznych relacji społecznych. Tam panują jedynie relacje władzy -- czyli relacje przełożony-podwładny. Działanie społeczne wymaga równorzędności członków, co więcej, konieczne jest wzajemne poszanowanie innych osób i ich twórczej godności. Na tym właśnie powinna polegać równość działających obywateli. Natomiast państwo jest zobowiązane do wspierania takiego działania. Dopiero takie działanie można nazwać pozarządowym (i oczywiście pozainstytucjonalnym). Działania społeczne stają się więc służbą społeczną, czyli bezinteresowną służbą dla innych ludzi.
Czy dzisiaj znajdziemy jeszcze takie działanie, taką służbę? Chyba tylko w wyjątkowych sytuacjach! Czyli jest to możliwe! Ale trzeba wiedzieć, że to nie dzieje się w sposób naturalny. Lecz nadprzyrodzony (na mocy łaski).
18 czerwca 2026
16 czerwca 2026
Wywiad z prof. Majcherkiem
Znalazłem wywiad z prof.
Majcherkiem, który deklaruje się jako liberał. Zobaczmy, jak interpretuje on
rozwój liberalnej demokracji. Na pytanie o kryzys liberalnej demokracji
powiada: - Jedna odpowiedź brzmi: bo ideały liberalne zostały
zrealizowane. Wszyscy się zgodzili, że wolność, prawa jednostki, wolności
obywatelskie i swobody są fundamentem demokracji. Liberalizm zrealizował swoje
cele, a inni przechwycili jego postulaty. Można się więc pocieszać, że choć
liberałowie jako zorganizowana, zinstytucjonalizowana siła polityczna są słabi,
to ich ideały zostały wcielone w życie. I dalej: Druga odpowiedź jest
bardziej pesymistyczna. Polaryzacja polityczna sprawiła, że liberalizm znalazł
się w strefie zgniotu między lewicą a prawicą - ściślej między populistycznymi
prawicowcami a populistycznymi lewicowcami. Przy silnej polaryzacji centrowy,
umiarkowany zwykle liberalizm ma mało miejsca. Jest zgniatany przez dwa
napierające populizmy.
Profesor uważa, że na zrównoważone poglądy liberalne napierają dzisiaj dwa ujęcia kolektywistyczne, zarówno lewica jak i prawica. Lewica i prawica występują dziś w formule komunitariańskiej, kolektywistycznej, przedkładającej zbiorowość nad jednostkę. Lewica ma podejście komunitariańskie ze względu na swoje interpretacje zbiorowego interesu klasowego. Natomiast obecna prawica jest mocno nacjonalistyczna - swój komunitaryzm czy kolektywizm utożsamia z interesem narodowym. A więc w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z siłami politycznymi preferującymi zbiorowość nad jednostką. Tymczasem liberalizm zawsze czynił odwrotnie. I to go w pewnym sensie zdezaktualizowało, gdy te dwa komunitariańskie nurty napierają.
W związku z tym pojawiła się kwestia odniesienia do rządzących elit. Pogarda elit dla ludu była zawsze zarzutem stawianym przez tych, którzy mienili się reprezentantami tego ludu - pojmowanego jako klasa ludowa na modłę lewicową albo jako naród na modłę prawicową. Rozwijając ten temat Profesor stwierdza: Każda charakterystyka prawicowego populizmu wśród podstawowych cech wymienia na pierwszym miejscu antyelityzm - populizm z samej nazwy zakłada skierowanie ludu przeciwko elitom. Żeby skutecznie ów lud przeciwko owym elitom podburzyć, należy owe elity temu ludowi obrzydzić. W najłagodniejszej wersji elity nie rozumieją ludu, nie nadają się do rządzenia państwem, bo nie rozumieją interesów i potrzeb zwykłych mieszkańców. W bardziej radykalnym wydaniu elity gardzą ludem. A w najbardziej radykalnym powiada się, że elity zdradziły ten lud (z Brukselą, z Niemcami, z międzynarodowym kapitałem). Populizm podbija swoją popularność, obarczając elity jak największą liczbą grzechów i przewin.
Mój komentarz do wywiadu
Mój komentarz do wizji
liberalizmu przedstawianego przez prof. Majcherka, a wcześniej przez pana
Wróblewskiego. Otóż widać jasno, że teoria liberalizmu skupia się wyłącznie na
wolności jednostkowego człowieka i ochronie praw tego człowieka, oraz próbie
podporządkowania struktur instytucjonalnych państwa do realizacji tych zadań i
zamierzeń. Jednak pomysłodawcy takich rozwiązań nie zdawali sobie sprawy, że w
ostatecznym rozrachunku takie uprawianie polityki stanowi zaprzeczenie
działalności społecznej. Ponieważ wolność pojedynczego człowieka będzie zawsze
stała w sprzeczności z koniecznym współdziałaniem społecznym. Nie da się zebrać
większej liczby zupełnie wolnych obywateli, żeby samorzutnie byli skłonni do
współpracy i wspólnego wypracowywania osiągnięć gospodarczych czy kulturowych.
To dlatego wizja marksistowska
chciała zaprowadzić i narzucić odgórnie siłą potrzebną współpracę w ujęciu
klasowym. Komuniści uważali, że należy wymusić na społeczności podporządkowanie
się koniecznej walce klasowej i doprowadzeniu do rządów klasy proletariackiej,
czyli sprowadzenia wszystkich do niskiego poziomu (nawet najniższego), jaki
mieli tworzyć pracownicy państwowi (pracownicy przymusowi). Wszystko zmierzało
do upaństwowienia obywateli przez uspołecznienie ich na siłę. Takie rozwiązanie
uwspólnotowienia i zmuszenia do pracy na rzecz państwa nie sprawdziło się z
powodu zupełnego braku innowacyjności. Przymus ze strony państwa wywoływał
stagnację i brak zainteresowania rozwojem ekonomicznym. Tak rozumiem podjętą
przez prof. Majcherka kwestię kolektywistycznego działania partii lewicowych.
Jeśli natomiast chodzi o poglądy prawicowe przeciwstawne wobec liberalnego indywidualizmu społecznego, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Otóż preferowanie podejścia społecznego w oparciu o wspólnotę narodową jest, moim zdaniem, odwołaniem się do naturalnych więzi społecznych. Widzimy bowiem w historii, że kształtowanie się organizmów państwowych było dawniej oparte na społecznym rozwoju wspólnot narodowych, czy też wielonarodowych. A więc dawniej zasadą życia społecznego była zawsze łączność wspólnotowa w ramach narodu. Powstawanie wspólnoty narodowej jest bowiem naturalnym rozwojem życia społecznego. Zaczyna się to od łączności wielu rodzin we wspólnoty lokalne (najpierw wiejskie na zasadzie dobrosąsiedzkiej pomocy i współpracy, a potem przekształcane we wspólnoty miejskie na zasadzie podstaw prawnych). Te podstawowe związki społeczne były rozwijane szerzej we wspólnoty regionalne zarządzane już odgórnie przez władzę zwierzchnią, aż po powstawanie jednolitych organizmów państwowych skupiających jedną narodowość albo łączących z czasem wiele narodów. Dlatego odwoływanie się w polityce do wspólnoty narodowej powinno być czymś zupełnie oczywistym, ponieważ łączność narodowa jest naturalną podstawą dla współpracy wielu ludzi i tworzenia rozwoju gospodarczego i budowania bezpieczeństwa dla własnych obywateli. Ludzie pracują najpierw dla rozwoju swojej własnej rodziny, aby w dalszej konsekwencji pracować dla rozwoju społecznego całego narodu. Nie da się narzucić ludziom innych potrzeb i zadań dla podejmowania pracy. A wspólna praca jest dla człowieka konieczna do jego osobistego rozwoju. Tego nie zapewni nam żadna wolność, gdyż wolność jest tylko możliwością działania, a nie sprawczą mocą do działania. Dlatego ludzie jako obywatele państwa muszą mieć swobodę działania, czyli podejmowania swojego działania i swobodnego określania jego kierunku i rozwoju. Ale to nie oznacza głoszonej dziś i wychwalanej wolności. Podstawą działania człowieka jest bowiem wewnętrzna moc sprawcza (aktywność egzystencjalna) i wynikająca z niej chęć działania. Dlatego najważniejszą sprawę odgrywa podmiotowość egzystencjalna (podmiotowość osoby i życia), która stanowi samo centrum realności człowieka, a już na pewno nie jest nią dowolnie interpretowana natura człowieka. Trzeba sobie zdawać sprawę, że natura człowieka (ogólnie pojmowana jako dusza i ciało) jest w swojej realności i aktywności zależna od podmiotów istnienia (czyli od osoby i życia pozanaturalnego). Bez sensu jest pogląd głoszący, że człowiek działa na podstawie wolności, na podstawie wolności człowiek może jedynie wybierać dowolne możliwości działania a nie samą realizację działania.
9 czerwca 2026
Demokracja liberalna się wyczerpała
Demokracja liberalna się wyczerpała. Czy więc potrzeba nowych instytucji? A może sprawę załatwiłyby fundacje? Ale skąd wziąć odpowiednie kierownictwo? Przecież nie ma mądrych ludzi, którzy mieliby na to kasę, a bez pieniędzy nie da się nic zrobić, Mamy więc problem nie do rozwiązania, i tyle. Potrzebna jest rewolucja, ale w jakim zakresie? Może wystarczy mądry przywódca? Problem w tym, że nie wiadomo, skąd się tacy biorą. Trzeba po prostu czekać! I tyle. Jesteśmy ciągle w tyle. A świat w kosmos leci (virtual reality), i co wy na to dzieci?
Europejska liberalna demokracja
Pan Wróblewski (WWR211 i 212) przedstawił polityczne założenia liberalnej demokracji. Jego zdaniem, chodziło o przyjęcie jednego paradygmatu politycznego. Autor przytacza również włoskie określenie "pensiero unico" (wydaje się. że chodzi o jednolite myślenie polityczne). Mamy więc do czynienia z liberalnym konsensusem, który ogarnia instytucjonalna struktura władzy (dziś pada nawet określenie "kartel władzy"). Wszystko to wiązało się z ogłoszeniem przez Fukuyamę kresu historycznego rozwoju (finis historiae).
Zdaniem Autora mamy trzy założenia polityczne: 1) ludzie są wolni i równi (wolni z natury i równi w naturze); 2) źródłem władzy jest jednostka wyzwolona ze wszystkich ograniczeń (a nie lud albo naród). Jest to koncepcja indywidualizmu; 3) zadaniem instytucji politycznych jest ochrona wolności jednostki, wolności polegającej na dowolności wyboru.
Jako podsumowanie Autor przytacza wypowiedź urzędnika EU pana Borella -- "Europa zbudowała ogród będący najlepszą kombinacją wolności politycznej, dobrobytu i spójności społecznej". Najlepsze jest to, co dodał na koniec, że reszta świata jest dżunglą. Ten urzędas twierdził tak jeszcze kilka lat temu, co świadczy o zupełnym zacietrzewieniu ideologicznym.
Wszystko to w polityce europejskiej oznaczało, że dla liberalnej demokracji nie ma alternatywy. Należało więc odrzucić wszelkie przeciwne wizje, czyli wyrzucić błędne i złe poglądy czy narracje. Taką sytuację określa się dziś mianem depolityzacji. Jeśli mamy jedynie słuszną teorię liberalnej demokracji, to trzeba zanegować i odrzucić inne pomysły. To prowadzi do zupełnego zawężenia przestrzeni politycznej. Przede wszystkim należy odrzucić konkurencję i opozycję, a nawet zdelegalizować konkurentów (zob. w Rumunii czy Francji).
Uważam, że w tych założeniach politycznych najważniejszą sprawą jest koncepcja człowieka wyznaczona przez rewolucję francuską. Ale na dzisiaj okazuje się, że ważna (albo nawet już najważniejsza) jest polityczna jednolitość. Widzieliśmy, że w tym myśleniu pojawił się termin "spójności EU". Możemy przyjąć, że ta spójność odnosi się do tworzenia jednolitego prawa europejskiego (zob. TSUE) oraz jednolitego ustroju politycznego. Co więcej EU zabezpiecza się przed jakimikolwiek zmianami. Autor powiada wprost, że jest to demokracja, która chroni się przed swoimi wyborcami. Otóż pewnych wyborów nie wolno dokonywać. Przed tym mają nas chronić prawa obywateli, ale te prawa ustala sama KE. Tak więc liczy się w EU tylko oficjalna wykładnia proponowana przez unijne instytucje. Oczywiście powołano również instytucje kontrolne: Europejski Akt Wolności Mediów (czyli cenzurę) oraz Europejską Tarczę Demokracji (do zwalczania herezji przeciw EU). Autor mówi wprost o pancerzu ochronnym dla Komisji Europejskiej. Wszystko to prowadzi do próby sterowania Głosem Ludu.
W podsumowaniu pada teza, że Komisja Europejska ustanowiła się suwerenem paneuropejskim, co oznacza, że wyznacza ona granice wyboru i decyzji politycznych (np. wprowadzenie stanu nadzwyczajnego).
6 czerwca 2026
O instytucjach /1
Awersja instytucjonalna
Zawsze chciałem pracować dla narodu i jego kultury, gdyż naród nie stanowi żadnej formy instytucjonalnej. Jednak w dzisiejszym społeczeństwie jest to właściwie niemożliwe, bo jeśli nie jesteś reprezentantem jakieś instytucji, to w kulturze Ciebie nie ma i nikt się z Tobą nie liczy. Czy można się przeciwstawić takim zależnościom i układom? Pewnie, że można, lecz trzeba mieć świadomość, że zostanie się pozbawionym możliwości oddziaływania na polu społecznym. Żeby móc dziś działać, trzeba przyłączyć się do różnego typu form zależności instytucjonalnej. Inaczej na pytanie, skąd jesteś, musisz odpowiedzieć, że znikąd. Ale jeżeli chcesz być naprawdę niezależnym, to musisz wszystko porzucić (całe życie społeczne) i żyć na własną rękę. To nie jest zbyt przyjemne, ale można spotkać w naszym kraju takich ludzi. Będą to zawsze ludzie o bogatej osobowości, a nie jacyś wypromowani przeciętniacy. Osobowości rodzą się na marginesie życia społecznego.
Mam
głęboką awersję do wszelkich urzędowych instytucji. Nigdy nie mogłem się zdobyć
na uznanie jakiejkolwiek atrakcyjności żadnej z nich. Dlatego nie zasłużyłem
sobie na pochwałę ze strony instytucji. Mogę jednak zaznaczyć, że taka postawa
uchroniła moją osobowość przed naciskami ze strony władzy instytucjonalnej, co
sprawiło, że mogłem zupełnie swobodnie rozwijać swoje talenty.
Tak
naprawdę działalność instytucjonalna nie służy człowiekowi. To znaczy, że nie
służy osobie człowieka, gdyż taka działalność nie ma nic wspólnego z
działaniami osobowymi. Osoba działa bowiem całkowicie bezinteresownie, zaś
każda instytucja pilnuje tylko swojego interesu, czyli prawa do skutecznego
funkcjonowania. Jeżeli chcemy pozostać człowiekiem, to nie możemy ulegać żadnej
presji ze strony urzędowych instytucji. Ale jeżeli wolisz stać się znakomitym
pracownikiem i marzysz o sukcesie zawodowym, to musisz całkowicie poświęcić się
działalności instytucjonalnej i zawodowej. Nie wyobrażaj sobie jednak, że
zachowasz wtedy pełnię swojego człowieczeństwa. Doskonałość człowieka może być
mierzona zasadami moralnymi, a nie skutecznością działania zawodowego. Trzeba
zdać sobie sprawę, że żadne instytucje nie tworzą i nie dają nam rozwoju
osobowego. Człowieka należy szanować za postawę moralną, a nie za dokonania
zawodowe. Tylko instytucje nagradzają nas za zawodową sprawność. Jednak dziś
pozycję społeczną mierzy się według sukcesu zawodowego a nie postawy moralnej.
O instytucjach /2
Instytucje nie mają charakteru osobowego
Tworzenie instytucji społecznych nie ma charakteru osobowego, lecz opiera się na naszym ludzkim myśleniu. Otóż zgodność w myśleniu, choć posiada postać łączności duchowej nie jest w stanie stworzyć wspólnoty osobowej. Toteż ustrój polityczny państwa zależy od myślenia jego przywódców i obywateli-wyborców. Ostatecznie chodzi o wiedzę na temat człowieka i jego natury. Dlatego już Grecy zdawali sobie sprawę, że potrzebna jest odpowiednia wiedza o człowieku i zaczęli uprawiać filozofię.
Filozofowie całe wieki analizowali sytuację społeczną człowieka. Doszli do wniosku, że albo człowiek jest doskonały, czyli działa najlepiej jak potrafi, albo ludzkie działania wymagają ciągłej kontroli, czyli sprawnego zarządzania. Stąd powstały dwie przeciwstawne teorie polityczne. Jedna twierdzi, że społeczeństwo powstało na skutek działań poszczególnych ludzi, które to działania łączą się i komasują tworząc wspólnotę społeczną oraz ogólny dobrobyt społeczny. Natomiast druga teoria twierdzi, że społeczeństwo powstało jako twór i emanacja władzy politycznej i jej decyzji. To oznacza, że główny wpływ na społeczeństwo ma ustrój państwowy, czyli inaczej mówiąc instytucja państwa i prawa.
O instytucjach /3
Człowieczeństwo
zinstytucjonalizowane
Zinstytucjonalizowanie osiągnęło dzisiaj szczyty absurdu. Człowiek bez instytucji już się zupełnie nie liczy. Jeśli za Tobą nie stoi jakaś potężna instytucja, to tak jakby Cię w ogóle nie było. Poza instytucją człowiek wcale nie istnieje.
Trzeba stwierdzić, że to jakaś kompletna bzdura, że nasze człowieczeństwo ma się wyrażać poprzez instytucje. Przecież instytucje zabijają człowieka, gdyż niszczą jego osobę, która powinna się wyrażać w osobowości, a nie w urzędowej strukturze. Dla instytucjonalnych struktur nie istnieje coś takiego jak osoba ludzka. Człowiek ma być zinstytucjonalizowanym tworem. Na przykład jakąś kartoteką lub jakimś numerem rejestracyjnym (PESEL) w urzędniczych archiwach. Jeszcze nigdy urzędowa presja na człowieka nie była tak silna, chociaż całą sytuację znakomicie opisał Kafka. A ta sytuacja pogarsza się w EU-ropie z każdym dniem.
Jak obronić własną osobę? Trzeba by całkowicie zniknąć ze wszystkich urzędowych kartotek. Najlepiej byłoby uciec na bezludną wyspę albo wyspę bezinstytucjonalną, bo we współczesnym państwie nie można się wypisać ze wszystkich urzędowych instytucji. Zawsze Cię dopadną jakieś urzędowe służby. A to wszystko za sprawą państwa prawa. Ponieważ rządzącym wydaje się, że wszystkie ludzkie sprawy można uregulować i załatwić przepisami prawnymi. Nie ma chyba bardziej beznadziejnego pomysłu.
Człowiek naprawdę nie jest sprawą urzędową. Nie jest żadnym klientem lub petentem. Może nimi co najwyżej bywać od czasu do czasu. A dzisiaj okazuje się, że wszystkie swoje sprawy musimy załatwiać w urzędach. Każdy urząd jako wymyślona instytucja pragnie całkowicie podporządkować sobie człowieka. Chce zapanować nad podległymi sobie klientami. Wszelkie przepisy prawne, a nawet kodeksy etyczne, traktują ludzi załatwiających swoje sprawy jako klientów i petentów. W instytucjonalnym prawodawstwie nie ma już człowieka lecz klient. Kiedyś w dawnej Polsce klientela miała bardziej osobisty wydźwięk. Było to zależność od osoby pryncypała (jak we włoskiej mafii), a nie koniecznie urzędu. Dzisiaj człowiek został sprowadzony jedynie do klienta urzędu.
Instytucje urzędowe działają z mocy prawa. W ten sposób prawo zaczyna rządzić postępowaniem człowieka. W dawnych czasach prawo regulowało jedynie podstawowe stosunki społeczne. Natomiast człowiek w swoim postępowaniu kierował się moralnością (czyli prawem moralnym), która wyrasta z samej realności osoby ludzkiej. Dzisiaj prawo stanowione zastępuje moralność, gdyż instytucje nie potrzebują moralności. Instytucje wymagają jedynie przepisów prawa, zaś prawo instytucjonalne jest doraźnie ustanawiane przez zarządzających instytucjami społecznymi, najczęściej przez władzę państwową. Stąd bierze się szumne określenie „państwa prawa”. Jednak prawo jest zdolne zarządzać jedynie działaniami instytucji, gdyż instytucja podobnie jak stanowione przez władzę prawo jest czymś wymyślonym przez człowieka (przez ludzki rozum). Ale kiedy rozum posługuje się wyłącznie danymi poznania zmysłowego (jak przegłosował angielski empiryzm, a dziś preferuje cała wiedza naukowa), wtedy nie posiada pełnej wiedzy o realności człowieka. Dlatego prawo ustanowione przez taki empiryczny rozum nie ogarnia osobowej realności człowieka. Stąd prawo podporządkowuje człowieka jedynie wymogom zewnętrznym, a nie zasadom wewnętrznym (czyli moralności).
Takie rozwiązanie wydawało się doskonałe, gdy je wprowadzano. Politycy uważali, że rozwiąże ono problemy społeczne. Ale dzisiaj widać, że to niczego nie rozwiązało, a jedynie doprowadziło do przerostu instytucji nad realnym życiem człowieka i wszelkimi realnymi więzami społecznymi. Instytucjonalizm pochłonął rodzinę jako fundament życia społecznego. Pochłonął także wspólnoty lokalne tworzące realne więzi społeczne i sprawujące faktyczną edukację społeczną. Pochłonął wreszcie wspólnotę narodową, czyli społeczny fundament kultury. Pochłonął wszystko nie dając nic w zamian. Dziś mamy poważny kryzys społeczny wywołany kompletnym nadmiarem instytucji. Nawet tworzenie różnego rodzaju instytucji pozarządowych nie rozwiązało problemu. Ludzkie życie zostało zinstytucjonalizowane w maksymalnym stopniu. Tutaj trzeba wrócić do realnych podstaw życia społecznego, a nie pakować się w wymyślanie kolejnych rozwiązań instytucjonalnych.
Człowiek nie może być tworem zupełnie podporządkowanym instytucjom. Człowiek potrzebuje całkiem sporego zakresu życia prywatnego. Sam chce bowiem zarządzać swoim życiem. Jednak powinien wiedzieć (a zatem powinien być nauczony), że swoim życiem ma zarządzać zgodnie z zasadami moralnymi. A tego nie nauczą nas żadne instytucje urzędowe, gdyż one są zarządzane na zasadach prawa ustawowego. Dlatego nie sposób wymagać od instytucji załatwiania spraw zgodnie z moralnością. Im wystarczają przepisy prawne, do tego interpretowane zawsze na korzyść instytucji. Dlatego w starciu z instytucjonalizmem zwykły człowiek (ze swoją osobą) nie ma szans.
Albo więc się obudzimy i przypomnimy sobie o moralności, albo instytucje urzędowe pochłoną nas całkowicie. A wtedy możemy zapomnieć o swojej osobowej realności i godności. Pozostanie nam wytrwała służba na rzecz instytucji. I tyle.
Dziś czymś prywatnym dla człowieka pozostał chyba tylko sen. Możemy sobie pomarzyć przez sen o lepszym życiu. A nawet jeśli coś genialnego wymyślimy, to i tak każą nam to realizować w ramach jakiejś instytucji. Jeszcze trochę i będziemy mogli pomarzyć tylko w sposób instytucjonalny. Trzeba więc założyć fabrykę snów. Och przepraszam, chyba zapomniałem, że fabryki snów doskonale prosperują od dawna w Hollywood. A więc koniec. The End. Nie ma już żywego i realnego człowieka.
O instytucjach /4
Miłość instytucji
Wszyscy żyjemy w zinstytucjonalizowanym systemie. Jesteśmy wdrażani do tego już od małego. Ludzie z czasem przywykli do takiego układu. Nie potrafią sobie radzić poza systemem. Jeżeli dzieje się coś złego, np. tracą pracę, to ratunku szukają w ramach systemu. Rzadko ktoś szuka nowego życia dla siebie, które mógłby zacząć poza systemem. Przeważająca większość szuka po prostu nowej pracy, bo chce przynależeć do systemu. Dlaczego tak się dzieje?
Otóż odpowiedź znalazłem w osobistej wypowiedzi człowieka, który potrafił rozpoznać swoją sytuację. Rainer Voss (filmowy dokument niemiecki) powiedział, że chciał być kochany przez jakąś instytucję. Co ciekawe, powiedział wprost, że chciał być kochany, a nie szanowany lub doceniany. Lecz gdy został odrzucony przez swoją instytucje (firmę), poczuł jakby stracił godność. To pokazuje do jakiego stopnia ludzie są zdolni angażować się w działalność firmy, czyli w pracę zawodową. Czy to nie jest przerażające. Może warto zastanowić się nad sobą i swoją pracą. Dlaczego jesteśmy w stanie poświęcić zaangażowanie na rzecz drugiego człowieka lub rodziny dla pracy zawodowej i jakiejś firmy? Dlaczego oczekujemy miłości od instytucji, a nie od drugiego człowieka?
O instytucjach /5
W
polityce nie ma miejsca na personalizm.
W polityce nie ma miejsca na personalizm. Polityka rządzi się bowiem utylitarnym interesem. Polityka jest przepychanką i grą interesów. Jeśli polityk opowiada ci o miłości lub godności, to poślij go do diabła. Polityka musi zadbać o sprawną realizację interesu ogólnospołecznego. Powinien zadbać o interes swojego kraju i państwa oraz o wspólny interes obywateli. Opowieści o dobru wspólnym, jakim mieliby się kierować politycy, to idealistyczne bajki. Politycy mają się kierować moralnością tylko w bezpośrednich kontaktach z ludźmi, ale kierowanie państwem wymaga pilnowania interesów publicznych. Oczywiście problem moralny pojawia się wówczas, gdy politycy wykorzystują swoją władzę do załatwiania interesów własnych lub rodzinnych.
Trzeba się teraz zastanowić, czym jest ten
interes - wspólny interes społeczny? Jest to polityczny interes państwa, który
wyraża się w dbałości i trosce o bezpieczny rozwój - czyli bezpieczeństwo i
rozwój społeczności obywatelskiej. Państwo realizuje ten swój interes
polityczny poprzez działalność odpowiednich instytucji. Różne instytucje
(kierowane przez ministerstwa) realizują i wykonują ten ogólny interes w pewnym
szczegółowym zakresie - w tym zakresie, do którego zostały powołane. Instytucje
państwowe mają być użyteczne, czyli powinny spełniać pożyteczne społecznie
działania. I tutaj dochodzimy do istoty problemu rządzenia. Dbałość o interes społeczny
wymaga działań korzystnych i pożytecznych, czyli działań utylitarnych. A to
pokazuje, że instytucje muszą w praktyce działać sprawnie i skutecznie. Na tym
polega dobre i doskonałe działanie instytucji. W tym wyraża się również
służebna rola społeczna instytucji państwowych. Mają one skutecznie i
pożytecznie realizować powierzony im zakres interesów społecznych.
Niestety gdy politycy zamiast dbać o interesy społeczne zabiegają wyłącznie o interes własny, wtedy wykorzystują do tego celu instytucje państwowe. I właśnie wtedy te instytucje zaczynają działać źle lub pozornie. Będą zabiegać raczej o swoje przetrwanie, a nie o działanie na rzecz realizacji interesów społecznych. Tak rodzi się i powstaje biurokracja. To oczywiście wywołuje kryzys polityczny. Czy można temu zaradzić? Jest to raczej trudne lub niemożliwe, gdyż nie da się stale odnawiać instytucji państwowych. W każdym razie trzeba jasno zdefiniować interesy społeczne - osobno interesy bezpieczeństwa i obronności; osobno interesy gospodarcze i komunikacyjne; osobno interesy życiowe obywateli (zdrowotne i demograficzne); oraz interesy edukacyjne i kulturowe. Tego należy nauczyć polityków.
O instytucjach /6
Osobowość
i instytucje
Nowożytna Europa stworzyła teorię człowieka myślącego. W filozofii przekłada się to na potraktowanie człowieka jako świadomości. Niestety taka wizja człowieka jako świadomości doprowadziła do porzucenia osoby, a co za tym idzie – osobowości człowieka. Człowiek utracił osobowość, gdyż stał się jedynie myślącym podmiotem, albo raczej takim cielesnym pojemnikiem na myślenie. Nie da się zbudować ani stworzyć osobowości człowieka na podstawie myślącej świadomości. Myślenie nie jest w stanie stworzyć niczego realnego. Żadne myślenie nie stworzy rzeczywistej osobowości człowieka, co najwyżej może wymyślać różne wizerunki i kreacje (visage & image).
To dlatego Europa
porzuciła osobowość człowieka na rzecz tworzenia różnych instytucji. Politycy
europejscy (właśnie ci bez osobowości) uwierzyli w moc sprawczą największych
instytucji. Zapomniano, że prawdziwą moc sprawczą (społeczną i polityczną) mają
wielkie osobowości ludzkie, a nie instytucje. To marksiści uczyli nas, że
istnieje coś takiego jak zbiorowa świadomość, a nawet więcej – zbiorowa mądrość
Partii. Partia nie jest w stanie wyhodować własnej osobowości. Osobowości rodzą
się na uboczu. Geniusze są rozsiani po jakichś obrzeżach instytucji państwa,
mieszkają gdzieś w zakamarkach niezależności ludzkiej.
Zbiorowa mądrość
okazała się kompletną bzdurą. Instytucjonalna zbiorowość nigdy nie osiągnie mądrości.
Spytacie pewnie dlaczego? Ponieważ mądrość nie jest sumowaniem wiedzy
poszczególnych członków zbiorowości. Niestety wiedza dodawana albo nawet
pomnażana nie tworzy mądrości. Nawet jeśli powstałaby zbiorowa świadomość, to i
tak nie stworzymy zbiorowej mądrości. Zbiorowa świadomość może osiągnąć co
najwyżej poziom przeciętności (tej przeciętnej równości głoszonej przez
demokratyczne państwo). Instytucje polityczne jak walec wyrównują wszystko
dookoła i niszczą to, co wyrasta ponad przeciętność.
Albo Europa porzuci
mrzonki o nowożytnej (właściwie oświeceniowej) wizji człowieka jako myślącego
rozumu, albo zbuduje potężne instytucje, które pochłoną całą osobistą aktywność
człowieka skazując go na rolę trybika w tej wymyślonej machinie politycznej.
Nic nie zniszczy tak łatwo życia społecznego, jak wszechogarniające instytucje
polityczne. Najlepszym przykładem jest ONZ, która wyzbyła się całkowicie mocy
sprawczej. Struktura instytucjonalna służy najlepiej sama sobie. Człowiek
bardzo szybko przestaje się tutaj liczyć. A już człowiek z silną osobowością
jest traktowany jako zagrożenie dla instytucji politycznych.
O instytucjach /7
Instytucje nie
tworzą życia społecznego
Instytucje nie tworzą życia społecznego. Życie społeczne powstaje na bazie współdziałania i współpracy ludzi między sobą. Człowiek działa bowiem sam w sobie i sam z siebie, ale nie działa jako instytucja.
Błędem jest tworzenie lub przebudowa życia społecznego na bazie instytucjonalnej. W instytucji człowiek jedynie „pracuje”, czyli „chodzi do pracy”. Życie społeczne nie powstaje dzięki instytucjom i organizacjom. Po prostu same instytucje publiczne nie potrafią, ani nie mogą niczego zdziałać, gdyż trwają one wyłącznie na sposób intencjonalny, czyli pomyślany.
Wszystko natomiast są w stanie zrobić działający ludzie. Dlatego najważniejsze jest samo współdziałanie. Ono nie rodzi się w instytucjach publicznych, lecz w umysłach i sercach ludzi. Dlatego działalność społeczną trzeba dzisiaj oprzeć na realnych działaniach obywateli.
Trzeba przekonać i zachęcić ludzi do działania i współdziałania. A to znaczy, że trzeba ludziom dać swobodę działania. Trzeba więc usuwać wszelkie bariery i ograniczenia. Dlatego państwo powinno zacząć zwijać swoje instytucje, a nie tworzyć nowe. Obywatel w swoim działaniu musi poczuć się wolny, aby nabrać chęci do działania. Nie da się tego ująć w żadne przepisy prawne czy organizacyjne.
Człowiek musi wiedzieć, że działa przede wszystkim dla siebie i swoich najbliższych. Taka jest idea ludzkiej pracy. Tak naprawdę człowiek nie chce i nie potrzebuje pracować dla zysku ekonomicznego albo pomnażania PKB. Człowiek pragnie pracować dla swoich bliskich. To znaczy, że chce pracować dla swojej rodziny.
Takie są realne wymogi ludzkiego działania i żadne polityczne pomysły tego nie zmienią. To jest jedyna droga do przywrócenia ludzkiej godności pracownikom oraz ukazania godności samej pracy. Nie ma innego wyjścia, trzeba ludzką pracę związać z godnością osoby. Trzeba na powrót odnaleźć personalistyczną wartość pracy, o co zabiegał papież JP2.
Dopiero takie realistyczne podejście pozwoli zbudować nowe struktury społeczne i polityczne. Nie wolno zatem zaczynać od dowolnie wymyślanych pomysłów polityków. Politycy opowiadają nam dzisiaj bzdury, że trzeba na nowo wymyślić Europę (patrz Sarkozy). Nie ma nic bardziej błędnego. Mieliśmy już doskonałe pomysły komunistyczne, które chciały uspołecznić człowieka na siłę. I co z tego?
Mówi się, że człowiek jest z natury istotą społeczną. Ale to ludzkie życie społeczne powstaje i rozgrywa się na gruncie wspólnotowym, w osobowej wspólnocie. Trzeba pozwolić człowiekowi działać w sposób osobowy i wspólnotowy. Społeczeństwo nie jest bowiem tworem ludzkiego rozumu, jak wydawało się różnym ideologom. Społeczeństwo powstaje na zasadzie współdziałania kręgów wspólnotowych tworzonych przez relacje osobowe. Trzeba więc pozwolić działać osobie człowieka, gdyż to właśnie ona jest prawdziwym podmiotem ludzkiego działania. Działanie nie bierze się z myślenia. Ono ma swoje źródło w realności i aktywności osobowego podmiotu, jakim jest ludzka egzystencja (czyli istnienie bytu ludzkiego). Nasze poznanie i myślenie jedynie ukierunkowują tę aktywność w dobrą lub złą stronę.
Trzeba najpierw uruchomić ludzką aktywność, a dopiero potem zapewnić jej odpowiedni kierunek poprzez realistyczne myślenie o osobie ludzkiej i jej rozwoju, gdyż celem ludzkiego życia, także tego społecznego, jest rozwój osobowy, a nie obkładanie człowieka jak największą ilością przeróżnych przedmiotów.
Człowiek chce żyć osobowo i życie społeczne powinno mu to umożliwiać, a nie odrzucać. Skoro jesteśmy osobami, to mamy niepodważalne prawo żyć jak osoby, czyli przede wszystkim rozwijać osobową realność, a nie pracować na funkcjonowanie instytucji państwowych. Państwo ma służyć ludziom, a nie ludzie państwu. Państwo nie może wykorzystywać ludzi do pozornego funkcjonowania machiny państwowej.
Dlatego musimy zacząć od postawienia na pierwszym miejscu realnego celu osobowego działania człowieka. Człowiek żyje przede wszystkim dla rozwoju siebie i swoich bliskich. Ale to ma być rozwój osobowy, a nie rozwój dotyczący pracy zawodowej.
O instytucjach /8
Działania instytucjonalne
Zadziwia mnie cały czas naiwność ludzi, którzy domagają się od różnych
instytucji i organizacji społecznych działania stricte osobowego, czyli
takiego, które miałoby na celu ochronę dobra osobowego człowieka.
Trzeba sobie uświadomić, że instytucje urzędowe i społeczne
(obywatelskie) są powołane do realizacji określonych usług i zadań społecznych,
a nie do troski o obywateli. Są to organizacje, które powstają na mocy prawa
(przepisów prawnych w postaci statutów lub ustaw powołujących je do działania).
W związku z tym posiadają one strukturę biurokratyczną i hierarchiczną. Mamy
tam funkcje przełożonych i podwładnych, którzy wykonują powierzoną im pracę.
Taka struktura biurokratyczna (urzędnicza) kieruje się określonymi przepisami,
rozporządzeniami, ustawami lub uchwałami. Wszystkie przepisy prawne dotyczą
wykonywania zewnętrznych działań i czynności, czyli tzw. procedur postępowania.
Dlatego nie ma tam miejsca na relacje i działania osobowe, które cechuje
bezinteresowność. Działania osobowe występują w ramach osobowej wspólnoty
rodzinnej. Wówczas troszczę się i opiekuję członkami swojej rodziny działając
całkiem bezinteresownie. Mogę oczywiście pomagać także innym osobom, np.
sąsiadowi, który tego potrzebuje, ale to nie będzie miało racji czysto
osobowej, gdyż nie łączy mnie z nim relacja osobowa, lecz jedynie postawa
moralna albo postawa sprawiedliwości i solidarności społecznej.
Natomiast działania urzędów i różnego typu organizacji mają wymiar
instytucjonalny, gdzie liczy się urzędowo-prawne załatwienie sprawy. Dlatego
człowieka traktuje się jako klienta lub petenta, dzieje się tak nawet w
ośrodkach pomocy społecznej. Nie ma więc mowy o odniesieniu do dobra lub
godności człowieka. Sprawę należy załatwić zgodnie z obowiązującymi przepisami
i procedurami. Instytucje społeczne działają zatem na mocy prawa oraz w ramach
przepisów prawnych. Prawo nie kieruje się jednak osobowym dobrem człowiek, lecz
wymogami sprawiedliwości, która nakazuje oddać każdemu to, co mu się należy
(oczywiście zgodnie z prawem). Dlatego prawo jest w stanie oddać człowiekowi
należne mu dobra materialne (różne rzeczy), ale nie może mu dać poświęcenia i
szacunku, troski i opieki, czułości i miłości.
Wszystkie te osobowe naddatki pojawiają się wyłącznie w osobowej wspólnocie, jaką jest rodzina. Właśnie we wspólnocie rodzinnej człowiek potrafi się wznieść na wyżyny postępowania moralnego. Potrafi poświęcić dla drugiej osoby całe swoje życie. W rodzinie w wymiarze osobowym panuje wiara, nadzieja i miłość. Tego nie znajdziemy w żadnej instytucji, bo musimy wiedzieć, że instytucje nie są wspólnotami osobowymi. To są jedynie grupy działania, czyli organizacje prawne utworzone do wykonywania odpowiednich zadań (na ogół załatwiania spraw urzędowych). Tam nie ma mowy o relacjach osobowych, czy nawet sprawach osobistych (czyli osobowych). Dlatego tam człowiek pozostanie na zawsze petentem i klientem. Nie ma co liczyć na współczucie i sympatię.
O instytucjach /9
Instytucje i procedury
Instytucje i procedury jako prawo kontrolujące człowieka, a nie służące człowiekowi. Procedury są tworzone przez instytucje do ochrony ich interesów. Wydaje się, że instytucje powinny być powoływane w służbie człowiekowi. Ale tak się nie dzieje. Aby w demokracji (demokratycznym państwie) można było sprawować władzę, konieczne są instytucje, które wytwarzają odpowiednie procedury do kontroli nad obywatelami.
Wszelkie
procedury są oparte na zasadzie użyteczności (tzw. użyteczności publicznej),
która wyraża interes władzy. Okazuje się, że te wszystkie procedury likwidują
albo przynajmniej ograniczają swobodę działania, ponieważ trzeba działać
zgodnie z procedurami. Aby się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić jakiś urząd
publiczny. A jednocześnie procedura zdejmuje odpowiedzialność z urzędnika
postępującego zgodnie z daną procedurą, bo przecież podjęte działania były
zgodne z procedurą stanowiącą prawo nakazujące dane postępowanie.
Procedury
usuwają więc ludzkie błędy (możliwość błędów), ale zarazem odbierają nam różne
nieoczekiwane osiągnięcia. Wszelkie procedury preferują przeciętność działania
(ani dobrze, ani źle). Dlatego wszelkie instytucje (zwłaszcza urzędy)
uwielbiają procedury postępowania (co wyraża się w tonach formularzy).
Jednak
dzisiaj mamy już do czynienia z procedurami nawet w życiu codziennym. Jeżeli
posługujemy się dowolnym urządzeniem, to musimy zapoznać się z instrukcją
obsługi. Taka instrukcja pouczy nas o procedurze postępowanie z danym
urządzeniem. Ale to nie wszystko. Co ciekawe, mamy już w radiowej Trójce
program pt. „instrukcja obsługi człowieka”. Myślenie proceduralne opanowało
więc naszą rzeczywistość, bez instrukcji ani rusz. Zwłaszcza działalność
obywatelska człowieka podlega różnym procedurom. Najwyższy czas, żeby w szkole
zaczęto uczyć wyłącznie najróżniejszych „instrukcji obsługi”, tak jak to ma
miejsce w przypadku proponowanej edukacji seksualnej dzieci („obsłuż się sam”).
W
ten sposób człowiek poddany różnym procedurom przestaje być podmiotem
działania, a staje się sługą przeróżnych urządzeń albo petentem przeróżnych
urzędów. Widać to doskonale w przypadku reklam (sprzętu AGD, telefonów czy
nawet samochodów). Po co człowiek ma się wysilać (be smart), kiedy za niego
będzie myślał i działał smartphone lub smartlodówka, smartdom. Gdy dawno temu
zaczynałem się uczyć angielskiego w szkole, to wtedy były takie słówka jak pretty girl & smart boy. Teraz
wszystko odwróciło się do góry nogami.
Ważną
sprawą jest fakt, że ktoś musi zarządzać tymi procedurami ograniczającymi nasze
zwykłe i niezwykłe działanie. Okazuje się, że najlepszym sposobem cichego i
zakulisowego rządzenia jest sterowanie procedurami różnych instytucji. Dlatego
opanowanie starych lub tworzenie nowych instytucji pozwala na zarządzanie
(niejawne zarządzanie) odpowiednimi procedurami. Widać to doskonale na
przykładzie EU. Otóż cała kwestia praworządności podejmowana przez KE sprowadza
się do narzucania poszczególnym państwom odpowiednich procedur, czyli regulacji
prawnych nakazujących określone postępowanie, a nie do obrony prawa jako
takiego, czyli prawa chroniącego sprawiedliwość wobec obywateli.
Należy
przypomnieć, że prawo rzymskie było oparte na prostej zasadzie sprawiedliwości
(oddać każdemu, co mu się należy). Dzisiejsze systemy prawne albo raczej
manipulacje prawne służą jedynie do tego, żeby ograniczać swobodę działania
obywateli. Prawo w postaci procedur służy do zarządzania obywatelami i tylko do
tego, dlatego powinniśmy odruchowo bronić się przed procedurami różnych
instytucji i domagać się traktowania podmiotowego.
Człowiek
jest aktywnym podmiotem. Ludzkie działanie płynie z wnętrza człowieka. Za naszą
aktywność odpowiada bowiem nawet nie nasza dusza, lecz podmiotowość istnienia.
To właśnie w podmiotowości istnienia, czyli w osobie człowieka, rodzą się
osobowe akty kontemplacji, sumienia i upodobania, które nadają moralny i
religijny sens naszemu postępowaniu. Jeżeli zabraknie tej osobowej aktywności,
to nasze władze duchowe zaczynają działać „na własną rękę”, czyli w sposób
zupełnie dowolny. Nasz umysł oddaje się swobodnemu myśleniu, zaś wola popada w
dowolność wyboru, co powoduje, że tak naprawdę człowiek nie wie do końca, jak
postępuje. Stąd raz działa dobrze, a innym razem całkiem źle. To sprawia, że
nasze działania stają się nieuporządkowane a nawet chaotyczne, gdyż brak im
właściwego kierunku i celu.
I wtedy zjawia się odpowiednia procedura, która podpowiada nam albo wprost nakazuje, jak mamy postępować (określając sposób i cel działania). Ale musimy pamiętać, że celem instytucjonalnych procedur lub instrukcji obsługi jest użyteczność. Zatem człowiek poddany procedurom działania ma tylko jeden cel – użyteczność i pożytek. Dlatego uważa się, że działanie człowieka jest pożyteczne, gdy dokonuje się w określony sposób wyznaczony przez prawo zarządzające daną procedurę. W demokracji mamy więc procedury wyborcze, które nie pozwalają obywatelowi wybrać tego, kogo chce, lecz narzucają mu wybranie tego, kogo wyznaczyła dana partia. A przecież demokracja miała polegać na wolnych wyborach. To oznacza, że w demokracji nie ma mowy o demokracji. I tyle.
O instytucjach /10
Czy można stworzyć dobrą instytucję,
która służyłaby człowiekowi?
W działalności społecznej, a już na pewno politycznej, instytucje są niezbędne. Trzeba więc zadać sobie pytanie, co jest potrzebne do powstania dobrej i właściwej instytucji? Otóż pierwszą zasadą, którą należy uwzględnić przy tworzeniu odpowiedniej instytucji, jest ludzkie myślenie. Instytucja wraz z całą strukturą organizacyjną powstaje na podstawie ludzkiego pomysłu. Trzeba zdawać sobie sprawę, że zasady prawne działalności każdej instytucji i organizacji są pomysłem człowieka (grupy ludzi). Na ogół korzystamy w tym zakresie z wcześniejszych pomysłów prawnych i organizacyjnych (struktur zarządzania). Tak więc ludzkie myślenie odgrywa tutaj zasadniczą rolę i w tym zakresie słuszne jest korzystanie z dorobku i doświadczenia minionych pokoleń. Trzeba jednak przyznać, że pojawiające się nowe wyzwania społeczne wymagają dostosowania minionych rozwiązań do nowych zadań.
Kolejną
ważną zasadą jest umiejętność jasnego określenia celów działalności
instytucjonalnej. Każdy człowiek działa bowiem w sposób celowy i dlatego musi
umieć określić cele swojego działania. Dotyczy to również współdziałania w
większej grupie, czyli właśnie współpracy w ramach jakiejś instytucji. Na ogół
cele i zadania są określone w statucie lub jakichś innych przepisach prawnych
nowo powstającej instytucji. Cele powinny być wyraźnie określone, żeby wynikały
z nich stosowne działania prowadzące do realizacji owych celów. To również są
pomysły ludzkiego myślenia.
Czym
zatem powinno się kierować myślenie twórców instytucji, żeby jej działalność
przebiegała sprawnie i rozsądnie? Otóż w tym momencie najważniejszą rolę
odgrywają wartości zawarte w myśleniu. Samo ludzkie myślenie charakteryzuje się
całkowitą wolnością i swobodą, co oznacza, że potrafimy pomyśleć w przypadku
różnych spraw i wydarzeń dowolne rzeczy i przeróżne rozwiązania. Dlatego nasze
myślenie powinno być czemuś podporządkowane. I tutaj pojawia się właśnie
problem wartości.
Jeżeli
nasze myślenie jest oparte na poznaniu i rozumieniu realności, to wówczas
realność i zasady rządzące realnością określają przyjętą hierarchię wartości.
Nasze wartości kształtujemy na podstawie poznanie tego, co realne, a przede
wszystkim na podstawie poznania i rozumienia realności człowieka. Gdy nasze
poznanie zawodzi w tym zakresie, wtedy myślenie próbuje narzucić realności
swoje „zasady”. Na ogół kończy się to niezrozumieniem rzeczywistości i
opowiedzeniem się za rozwiązaniami idealistycznymi, co w polityce i życiu społecznym
owocuje rozstrzygnięciami ideologicznymi. Ideologowie chcą zawsze narzucić
rozwiązania wymyślone przez siebie, a nie wynikające z poznania realności.
Najlepszym przykładem jest ideologia komunistyczna zamierzająca narzucić siłą
odgórne uspołecznienie ludzkości poprzez sprowadzenie wszystkich do poziomu
proletariatu i rządów partii proletariackiej, czyli komunistycznej.
Trzeba
więc poddać nasze myślenie rygorom realności, a nie kultywować wolność
poglądów, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. Niestety okazuje się, że samo
myślenie ze swej istoty stoi w sprzeczności z realnością. Myślenie wyrasta
bowiem z negacji realności. Ponadto jak pokazał Hegel, myślenie jest
dialektyczne, czyli niesie ze sobą sprzeczność tezy i antytezy. Myślenie coś
przedstawia, żeby zaraz to zanegować. W ten sposób może przebiegać tylko
myślenie, które posiada jedynie istnienie intencjonalne, natomiast taka
sprzeczność nie może być zasadą realności (realnego istnienia). W
rzeczywistości coś jest i istnieje albo czegoś nie ma i to nie istnieje. Stąd
widać już, że myślenie nie pasuje do rzeczywistości. Gdy dla Hegla myślenie
(przede wszystkim jego myślenie) było ważniejsze niż realność, wtedy musiał on
podporządkować rzeczywistość dialektyce myślenia. Ale jest to tylko idealistyczny
błąd (taka przesada w myśleniu).
Jak
można to odnieść do powstawania instytucji? Otóż instytucje powstają (czyli są
powoływane do działania a nie do prawdziwego istnienia, które przysługuje
jedynie realności) jako twory ludzkiego myślenia. Dlatego myślenie stojące u
podstaw tworzonych instytucji musi być zakotwiczone w poznaniu realności.
Dotyczy to przede wszystkim poznania i rozumienia realności człowieka, gdyż
instytucje społeczne i polityczne są nastawione na działalność ludzi. Zatem
instytucje muszą wykorzystywać zasady ludzkiego działania.
Najogólniejszymi
zasadami działania człowieka są rozumność i wolność, czyli celowość i zdolność
wyboru. Człowiek może obierać sobie różne cele i potrafi dostosować do nich
odpowiednie środki, czyli odpowiednie metody postępowania prowadzące do
osiągnięcia celu. Te zasady powinny być przestrzegane w działalności
instytucjonalnej. Każde działanie powinno jednak być wypadkową pomiędzy
rozumnością i wolnością, gdyż przechylenie się w którąkolwiek stronę prowadzi
do wypaczeń i błędów. Takie wypośrodkowanie działania można nazwać
samostanowieniem o sobie. Samostanowienie człowieka polega właśnie na
współdziałaniu rozumu i woli, co sprawia, że możemy podążać do celu najlepszą
drogą (czasami najprostszą, a czasami najłatwiejszą).
Czy
da się to samostanowienie (lub autodeterminację) zastosować do działań
instytucjonalnych? Przecież o działalności instytucji stanowi zawsze człowiek.
Taka działalność zostaje ujęta w ramy prawne, tzn. że mamy określone, co wolno
robić, a czego nie wolno. W ramach regulacji prawnych są również określone cele
i zadania każdej instytucji. Ale musimy zdawać sobie sprawę, że takie regulacje
tylko umożliwiają odpowiednie działania, lecz ich nie sprawiają. Właściwym
sprawcą działania jest zawsze konkretny człowiek. To ludzie działają w zakresie
odpowiednich przepisów i zarządzeń. Dlatego potrzebna jest tutaj odpowiednia
wiedza (zawodowa lub też nieco szersza). Ale potrzebna jest tu także zgoda
człowieka do pracy w danej instytucji.
Trzeba
zatem określić cele i zadania. Jak ma się do tego odpowiedni system wartości?
Czy działalność instytucjonalna korzysta z jakiegoś wypracowanego wcześniej i
trwałego systemu wartości? Czy może taka działalność tworzy od nowa swój system
wartości? I tutaj stajemy wobec głównego problemu działalności
instytucjonalnej. Ponieważ powstająca struktura władzy i zarządzania instytucją
zawsze będzie chciała narzucić pracującym ludziom „własny system wartości”
związany z realizacją obranych i wyznaczonych celów. Bardzo szybko okazuje się,
że cele instytucji nie pokrywają się z celami życiowymi człowieka, zwłaszcza z
jego celami osobowymi. Następuje wtedy zderzenie systemu wartości określanego
przez cele i strukturę instytucji (organizacji) z systemem wartości moralnych
wyznawanych przez człowieka. Chyba że człowiek porzuci swój system wartości na
rzecz wartości tworzonych przez instytucję.
Musimy
wiedzieć, że żadne instytucje nie realizują osobowych celów człowieka. Takie
cele mogą zrealizować jedynie wspólnoty osobowe, przede wszystkim rodzina i
Kościół, a w mniejszym zakresie również wspólnoty lokalne i wspólnoty narodowe.
Tak naprawdę rozwój osobowy zapewnia nam rodzina (rozwój moralny) oraz Kościół
(rozwój religijny). Wspólnoty lokalne gwarantują nam rozwój materialny, czyli
ekonomiczny (praca, dom, wyżywienie), zaś wspólnota narodowa zapewnia nam
rozwój kulturowy (korzystanie z dorobku kultury i tradycji minionych pokoleń).
Wydaje
się, że wszystkie instytucje społeczne zostały powołane do ułatwienia
człowiekowi codziennego życia. Dlatego powinny one pełnić w tym zakresie rolę
pomocniczą i służebną. Instytucje nie mogą przejmować władzy nad człowiekiem.
Nie mogą podejmować za człowieka decyzji o jego życiu i działaniu. Człowiek sam
decyduje o sobie i sam jest odpowiedzialny za swoje życie i postępowanie.
Dlatego działania instytucji nie mogą usprawiedliwiać naszego postępowania.
Działalność powstających instytucji musi zawsze służyć prawdzie i dobru
człowieka, musi służyć realności człowieka i doskonaleniu w zakresie ludzkiej
natury. Człowiek posiada bowiem doskonałą osobę (osobową podmiotowość
istnienia), ale musi zadbać o doskonalenie swojej natury (duchowej i
cielesnej), aby podporządkować działania naturalne zasadom osobowym (prawdzie,
dobru i pięknu).
Dlatego
działalność instytucjonalna człowieka nie może wyznaczać jego celów osobowych i
osobistych (personalistycznych). Rozwój człowieka nie polega bowiem tylko na
doskonaleniu zawodowym, nawet jeśli nam się wydaje, że spełniamy się doskonale
w życiu zawodowym. Tak naprawdę człowiek potrzebuje spełnienia osobowego. A
tutaj Jan Paweł II uczył nas, że takie spełnienie dokonuje się poprzez
bezinteresowny dar z samego siebie. Ale nie chodzi tu o dar na rzecz
instytucji, lecz o dar, który dokonuje się w małżeństwie i rodzinie, stanowiących
związek osoby mężczyzny i osoby kobiety, a nie tylko połączenie dwóch ludzi
nastawionych na cielesną przyjemność i rozkosz.
Człowiek
nie może więc służyć instytucjom, lecz to instytucje muszą zawsze służyć i
usługiwać człowiekowi. Trzeba więc przywrócić rangę wartościom
personalistycznym, żeby w tworzeniu i działalności instytucji mogły strzec
naszego myślenia o człowieku, aby to myślenie nie stawiało działalności
instytucjonalnej ponad realnością człowieka, gdyż może się wkrótce okazać, że
człowiek pochłonięty przez zadania instytucjonalne zatraci swoją faktyczną
realność, utraci osobową prawdę, osobowe dobro i osobowe piękno, i stanie się
jedynie pionkiem w instytucjonalnej grze. Dlatego działalność instytucjonalna
powinna być podporządkowana rozwojowi personalistycznemu człowieka. W życiu
społecznym najwyższą rangę powinny uzyskać moralność i religijność, a nie
sukces zawodowy.
Nasze
myślenie musimy dostosować do wymogów realności, a nie dostosowywać, czyli
ograniczać, realność do potrzeb myślenia. Gdyż kierując się wolnością myślenia
możemy pozbawić się – nie zdając sobie z tego sprawy, bo myślenie nie będzie
nas o tym ostrzegać – własnej realności stając się jedynie wymyślonym obrazkiem
– taką wizytówką na profilu społecznościowym. Na co dzień nie dostrzegamy, że
działalność instytucjonalna (przede wszystkim zawodowa) odbiera nam możliwości
rozwoju osobowego, ponieważ stajemy się wówczas tylko pracownikami swojej
instytucji (urzędnikami wykonującymi polecenia służbowe, które przecież nie
służą człowiekowi).
Wydaje się, że jest to ostatni moment, żeby przemyśleć te sprawy przed ostateczną katastrofą społeczną – całkowitą depersonalizacją i dehumanizacją człowieka.
O instytucjach /11
1 czerwca 2026
Polityczne rozgrywki
26 maja 2026
Elity dawne i dzisiejsze
Arystokracja jako głęboka elita kulturowo-społeczna nie powstaje w demokracji. Arystokracja powstawała przez wieki w systemie monarchicznym. Tego typu elity kształtowały się wraz z rozwojem i wzrostem państwowości narodowej (lub wielonarodowej, jak to było u nas w Polsce). Bo to dopiero w długotrwałej służbie państwowości królewskiej (obronie i wzbogacaniu tej państwowości) wytwarzało się właściwe odniesienie społeczne i rozumienie potrzeb społecznych (na wieki, a nie na dziś).
Oczywiście demokracja wytwarza swoje własne elity, ale te elity wyrastają z ogólnej przeciętności i nie stać ich na realne wizjonerstwo społeczne i polityczne. Dlatego elity demokratyczne popadają w ideologiczne uzależnienia, najczęściej o charakterze lewicowym, ale także prawicowym (oba podejścia do władzy są traktowane czysto ideologicznie). Elity, co najwyżej, są nastawione na szybki zysk ekonomiczny, ale nie związany z pracowitością, lecz z dostępem do rządzących partii. Ponadto demokracja kreująca przeciętność, powoduje jedynie rozwój popkultury, a dziś pop-myślenie i nawet popnauki. Dlatego rozwój rządów demokratycznych prowadzi ostatecznie do kryzysu i zamętu społecznego. Czego mamy najlepszy przykład w Europie.
Kreowanie konsumentów lub wyborców
Myślenie nie jest tożsamością człowieka. Myślenie jedynie zaciemnia realną tożsamość osoby. Natomiast myślenie jasno i wyraźnie przedstawia dowolne możliwości. Pamiętacie hasło reklamowe -- Możesz być czymkolwiek zechcesz. Ale to oznacza, że możesz być czymkolwiek byle nie realną osobą. Człowiek naprawdę jest realną osobą, która wyznacza i określa naszą osobową tożsamość. Taka tożsamość kształtuje nasze działania moralne i religijne.
Myślenie przeciwstawia się temu, gdyż neguje prawdziwą realność, proponując nam w zamian swobodną świadomość. Myślenie kreuje więc jakiś wizerunek lub obraz (intencjonalny) człowieka. Podpowiada nam przeróżne narracje i interpretacje. W ten sposób popycha nas do tworzenia możliwości bycia czymś a nie realne istnienie. To wszystko wygląda na pozór pięknie i dlatego ludzie, właśnie ci myślący ludzie, uzależniają się od tego w swoim życiu (zwłaszcza życiu zawodowym czy publicznym). Myślenie nie daje człowiekowi żadnej realności, ono mami nas dowolnymi możliwościami bycia i działania. Ale wtedy ludzkie życie dzieje się już poza realnością. Nie żyjemy prawdą, dobrem i pięknem, lecz wyłącznie tworzeniem wizerunku albo bezosobowej maski zasłaniającej prawdę i dobro człowieka, a jednak wychwalanej przez ludzkie tłumy.
Tragiczne jest także to, że w tej dominacji myślenia idą w parze ręka w rękę - polityczni ideologowie, którzy wymyślają wciąż nowe pomysły coraz bardziej absurdalne, - do spółki z handlowymi reklamodawcami, którzy z kolei manipulują zwyczajnie ludzkimi emocjami. Polityczni marksiści uważali kiedyś, że to byt (ekonomiczny) określa świadomość. Jeżeli chcieli zmienić świadomość obywateli, to sądzili, że trzeba zmieni c warunki ekonomiczne, czyli własność środków produkcji. To okazało się kompletną bzdurą.
Ale dzisiaj politycy i handlowcy wpadli na lepszy pomysł. Otóż trzeba propagandowo wpłynąć na zmianę myślenia. Pamiętacie hasło, że kłamstwo przedstawione i wypowiedziane tysiąc razy staje się dla odbiorców prawdą. A takie działanie prowadzi do odpowiedniej zmiany świadomości, przez co człowiek staje się doskonałym konsumentem albo pożądanym wyborcą. I nawet nie zauważa, że ktoś go nabrał.
Potrzeba przedsiębiorczości
Już dawno temu pojawiło się sformułowanie, że człowiek staje się bardziej przedsiębiorczy wśród trudności. To znaczyło, że trudności niejako wymuszają przedsiębiorczość. Ale dzisiaj brakuje nam przedsiębiorczości. Skąd to się wzięło? Otóż pojawienie się demokracji po 2 wojnie spowodowało szybki rozwój przedsiębiorczości, co dało wzrost dobrobytu i poziomu życia. Państwo rosło w siłę, czego skutkiem stał się pomysł "państwa opiekuńczego". Skoro w tym wyścigu przedsiębiorczości nie wszyscy dali radę, to trzeba uruchomić pomoc społeczną. Taka sytuacja zmieniła podejście do przedsiębiorczości, bo jeśli państwo pomaga w trudnościach, to po co się wysilać. Na dodatek z jednej strony całą sytuację wykorzystały duże firmy (międzynarodowe korporacje) przechwytując najbardziej aktywnych ludzi, żeby rozkręcali ich przedsiębiorstwa. Natomiast z drugiej strony pojawili się emigranci, którzy opanowali do perfekcji wykorzystanie pomocy społecznej. W ten sposób zawaliła się chęć i potrzeba rozwoju przedsiębiorczości u zwykłych obywateli. To spowodowało zanik państwowej gospodarki i rozwoju mniejszych firm. Dlatego EU pozostaje dziś w stagnacji i tylko woła i postuluje o innowacyjność.
18 maja 2026
Argument filozoficzny przeciw demokracji
Moim zdaniem, filozofia dysponuje niepodważalnym argumentem przeciwko demokracji, która kreuje przeciętność i co gorsze zwalcza znakomitość i szlachetność. Takim argumentem jest przypadek życia i śmierci Sokratesa. Sokrates żył w czasach Ateńskiej demokracji. Był wybitnym człowiekiem, który sam poszukiwał wiedzy, ale starał się przekazywać tę wiedzę innym, żeby nauczać ich o właściwym pojmowaniu kwestii politycznych i społecznych. W gruncie rzeczy chodził po mieście i nauczał młodych chłopaków, żeby stawali się świadomymi obywatelami. Okazało się, że to nie podoba się w społeczności, gdyż wyrasta ponad ogólną przeciętność. Ostatecznie więc Sokrates został skazany przez sąd na karę śmierci (pozbawienia życia).
Dzisiejszy obrońca demokracji odpowie mi, że Sokrates sam był sobie winien, gdyż przed sądem zaczął wywyższać swoje zasługi dla państwa. Odpowiem tak: a czego chciałaby się spodziewać lub domagać polityczna przeciętność od wybitnego człowieka w pełni świadomego swojego znaczenia i roli w społeczności? Otóż trzeba podkreślić, że sąd obradujący nad sprawą Sokratesa był jak najbardziej demokratyczny, bo składał się aż z 500-set osób. Dlatego można uznać, że taka ilość sędziów obrazowała jak najlepiej przeciętne poglądy obywatelskie (członków demokracji). Gdyby sędziów było 2 lub 3, być może wyrok byłby inny, bo tacy sędziowie kierowaliby się własnymi poglądami. Ale 500 ludzi w Ateńskim polis doskonale obrazowało przeciętność poglądów.
Co można dzisiaj dodać? Otóż demokracja u swojego początku (czy dawniej, czy współcześnie) reprezentowała jakąś średnią ogólnych poglądów (czyli pogląd większości). Ale z czasem panowania demokracji zanika ta średnia na rzecz poglądów zmierzających w dół, czyli negujących zupełnie opozycję (poglądy odmienne czy przeciwne). Co gorsze, na koniec dochodzi do całkowitego zaprzeczenia niewłaściwych albo niepoprawnych poglądów, co prowadzi do eliminacji samych głosicieli tych poglądów. Efektem są zbrodnie przeciwko ludzkości albo likwidacja konkretnych ludzi.
16 maja 2026
Polityka cesarzy ???
Pan Wróblewski w podcaście Jankowskiego stwierdził, że mamy do czynienia z dwoma neorojalistami, co sprawia, że pojawia się binarny układ mocarstwowy. Mamy więc spotkanie dwóch niejako władców absolutnych. Autor mówi o bezwzględnie władczych działaniach Xi oraz o zawłaszczeniu prywatnym państwa przez Donalda (Ameryka to Ja). Również prof. Góralczyka mówił o cesarskich działaniach Xi Jinpinga. Moim zdaniem, obrazuje to wyraźnie porzucenie idei liberalnej demokracji, która nie sprawdza się w dzisiejszych czasach (patrz Europa). To oznacza, że szykuje się nam polityka cesarska (Dwa Cezary). Zobaczymy, czy te dwa cesarstwa się dogadają (ponad całym światem)? Skończył się układ neoliberalny. Wróblewski uważa, że pozostałe państwa i kraje będą musiały się podporządkować takiej zależności, albo zostaną zdmuchnięte.
13 maja 2026
Problem społeczny na dziś
Ostatnio coraz częściej pojawia się pogląd, że mamy takich kiepskich polityków, ponieważ sami ich sobie wybraliśmy. Jest to oczywiście przerzucanie krytyki dotyczącej rządzących na społeczeństwo. Ale nikt się nie zastanowił, skąd to się wzięło. Bo to dotyczy już krytyki samej demokracji. Otóż ja od lat stawiam tezę, że funkcjonowanie demokracji prowadzi do tworzenia przeciętności (i to w dosłownym znaczeniu). Jeżeli bowiem chodzi o rządy większości, to oczywistą sprawą był fakt, że taki układ społeczny stworzy w społeczeństwie powstanie zwykłej przeciętności w pojmowaniu wszystkiego. Przecież większość nie stanowiła nigdy elit. W dawnych czasach elity powstawały w rządach królewskich, gdyż wówczas promowano (czyli robił to król jako jedyny władca dbający o swoje państwo) ludzi szlachetnych. Tak powstawały w państwach europejskich elity szlacheckie (ludzi szlachetnych, którzy zasłużyli się dla dobra i pożytku państwa). Niestety w demokracji nie ma takich możliwości, gdyż cały układ polityczny jest nastawiony na promocję obywatelskiej przeciętności. A już najbardziej dbają o to partie polityczne, które walczą o władzę.
A co dodatkowo pogłębia taką sytuację? Otóż lewicowy myśliciel rzucił sprytną propozycję, że najlepiej będzie jeśli lewicowi politycy opanują demokratyczne instytucje. To spowodowało, że polityczna przeciętność opanowała najważniejsze instytucje w państwie (a dziś widzimy, że dotyczy to tym bardziej instytucji europejskich). To oczywiście powoduje, że coraz trudniej możemy liczyć na zapewnienie społecznych priorytetów (czyli zapewnienie bezpieczeństwa i rozwoju społeczno-gospodarczego). Co gorsze, ja uważam, że bez rezygnacji z rządów demokratycznych (rządów partyjnych w demokracji) nie zdołamy wytworzyć w społeczeństwie odpowiednio szlachetnych elit. Będziemy cały czas zmagać się ze społeczną przeciętnością i beznadziejnymi elitami.
12 maja 2026
Polityczne zasady EU
Pan Warzecha na swoim podcaście analizuje szeroko korzyści i zagrożenia uczestnictwa naszego kraju w strukturach EU. Wskazuje między innymi na koszty oddziaływania ideologicznego Unii. Ekspansja ideologiczna dotyczy przede wszystkim postulatów i realizacji tzw. postępowej polityki (oczywiście w kierunku lewicowym). W związku z tym odwołuje się do art. 2 Traktatu o EU, który stwierdza, że Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawa, jak również poszanowania praw człowieka...
Musimy odnieść się z komentarzem do tekstu tego artykułu. Wskazanie na poszanowanie godności osoby ludzkiej jest oczywiście niezmiernie ważne, ponieważ dotyczy każdego konkretnego człowieka. Ale problemem pozostaje właściwe rozumienie osoby, gdyż dzisiaj w wypowiedziach politycznych mamy w tym względzie poważne zawirowania. Ja podejmowałem filozoficzne badania na ten temat i mogę stwierdzić, że obecnie mam już wyrobione zdanie o tym, czym jest osoba ludzka. Otóż osoba stanowi w człowieku podmiot istnienia i działania (Zob. Wojtyła). Co to oznacza? Według mnie osoba stanowi egzystencjalną podmiotowość zawartą w istnieniu człowieka, która charakteryzuje się własnościami transcendentalnymi prawdy, dobra i piękna. Należy uznać, że jest to samo centrum realności człowieka. I skoro osoba posiada nadzwyczajną rangę realności (rangę egzystencjalną), to dlatego przysługuje jej szczególna godność. Możemy dodać, że to właśnie osoba zasługuje na wyjątkową godność i szacunek, ponieważ jest w człowieku czymś najdoskonalszym. Osoba ludzka jest bowiem czymś nadprzyrodzonym, co oznacza, że stoi ponad naszą naturą. Nie wolno więc określać osoby człowieka jako podmiotowości świadomościowej, czyli ogólnie mówiąc rozumności człowieka. Otóż moim zdaniem, to cała nasza duchowość ze swoją rozumnością (władze umysłu, woli i uczuciowości) jest sprawiana przez aktywność osoby. Akty osobowej wpływają na wyposażenie władz duszy i usprawniają je do działań osobowych (czyli moralnych i religijnych). Nasza duchowość czy rozumność pozbawiona wsparcia aktów osobowych pozostaje wyłącznie na poziomie świadomościowym, który można określić jako niedostatecznie doskonały. To oznacza, że świadomość nie służy człowiekowi do realnego rozwoju osobowego (do tworzenia moralnej osobowości). Niestety współczesna polityka zupełnie nie zna i przez to nie rozumie znaczenia osoby dla życia społecznego ludzi.
Z tym jest także powiązane pojęcie wolności. W dzisiejszym świecie (zwłaszcza politycznym) funkcjonuje zachwyt nad wolnością człowieka. Uważa się, że człowiek powinien być wolny i działać na mocy wolności. Ale czy ktoś pyta, czym naprawdę jest wolność? Przecież wolność oznacza jedynie stan możliwości, a to powoduje, że wolność nie posiada żadnej mocy sprawczej. Wolność otwiera przed człowiekiem dowolne możliwości, gdyż wolność dotyczy przede wszystkim naszego myślenia. Ale trzeba wiedzieć i pamiętać, że myślenie nie jest poznaniem, dlatego opieranie się w działaniu na wolności myślenia prowadzi nas na manowce, gdyż pomija kompletnie odniesienie się do rzeczywistości. Otóż wolność myślenia sprawdza się wyłącznie w dziedzinie twórczości, czy to technologicznej, czy to artystycznej. Wszelkie inne dziedziny, zwłaszcza gospodarka, transport, czy mieszkalnictwo wymagają realistycznego poznania i rozeznania w realności (w realnych rzeczach i wydarzeniach).
Może ktoś mi powie, że wolność sprawdza się znakomicie w działalności politycznej, zwłaszcza w demokracji. Już Cycero twierdził, że demokracja daje ludziom wolność. Ale zastanówmy się, jak to wygląda dzisiaj? Demokracja na początku tworzenia zdaje się dawać ludziom wolność, ale z biegiem czasu została opanowana przez działalność partyjną i partie polityczne odebrały nam całą wolność, która wyrażała się w możliwości wyboru. Dziś mamy jedynie możliwość wyboru partyjnych polityków i żeby móc kandydować (do bycia wybranym) trzeba zapisać się do istniejącej partii, bo nie sposób założyć własnej (nie można również kandydować prywatnie). Gdzie tu widzicie wolność? Ja twierdzę, że naprawdę wolny jest wyłącznie kandydat na prezydenta, bo może zagłosować sam na siebie (sic!). Dlatego dzisiejszą demokrację trzeba nazywać partyjną a nie liberalną, jaką bywała kiedyś. Wydaje się, że dla zwykłego człowieka polityka straciła zupełnie sens wolnego działania (sens i wartość wolności).
O równości nie ma sensu się wypowiadać, bo ludzie doskonale rozumieją, że równość prowadzi do skrajności, czyli do równania w dół (do poziomu zero). Dawniej mówiono o równości wobec prawa, co jest oczywiste. Ale jak dzisiaj rozumie się pojęcie "państwa prawa"? Prawo było zawsze sposobem organizacji i uporządkowania struktur państwowych. Prawem kierują się również wszystkie instytucje publiczne, zarówno polityczne jak społeczne, czyli gospodarcze (firmy i przedsiębiorstwa), usługowe, artystyczne, informacyjne (media, internet). Ludzka historia jest przykładem tworzenia ogólnych systemów prawnych (Kodeks Hamurabiego, Prawo Rzymskie, Kodeks Napoleoński itd), ale również bardziej szczegółowych kodeksów np. handlowych, prawa cywilnego czy karnego. Właściwie nie ma państwa bez prawa, nawet gdy dawniej prawem była tylko wola monarchy. Jednak wszystkie te przykłady zbiorów prawa były oparte na pojmowaniu sprawiedliwości jako oddania każdemu tego, co mu się należy. Ale dzisiaj prawo zaczyna być tworzone w sposób dowolny (czyli w myśl poglądów politycznych). Prawo przestaje być sprawiedliwe, albo sprawiedliwość pojmuje się jako zabieranie komuś tego, co mu się należy, czy też oddawanie komuś tego, co mu się nie należy. Obserwujemy dzisiaj przeróżne kombinacje z prawem (i to kombinacje proponowane przez prawników). Dlatego ja krytykuję samo pojęcie państwa prawa opowiadając się za sprawiedliwością i prawem sprawiedliwym, czym powinno kierować się państwo.
Na koniec zostało nam skomentowanie sprawy poszanowania praw człowieka. Niestety tutaj również mamy dowolne pojmowanie praw człowieka, czy to mają być prawa (właściwie uprawnienia) wynikające z natury człowieka (ale też pojmowanej w sposób realistyczny), czy też mają to być dowolnie tworzone postulaty prawne (bo nie można wówczas mówić o prawach) nie oparte na niczym poza pomysłami ideologicznymi (np. poprawności politycznej). Dlatego ja jestem za zmianą terminologii w stronę mówienia o prawach osoby ludzkiej i ludzkiego życia (jako zasadniczej egzystencjalnej realności człowieka, która z kolei kształtuje naszą naturę duchową i cielesną). Takie podejście do sprawy, pozwala nam lepiej zrozumieć wymogi realności, przede wszystkim na poziomie egzystencjalnym (prawda, dobro, piękno, ale też jedność, równość i rodzenie /związane z darem życia/), a jednocześnie przełożyć te wymogi i uprawnienia na sferę duchową i cielesną. Przecież zupełnym nieporozumieniem jest pojmowanie człowieka na poziomie materialnym. Organizm cielesny musi być jakoś przystosowany z góry do współpracy z osobą człowieka. Trzeba pamiętać, że człowiek jest osobą uduchowioną i wcieloną.
Jak widzimy krótkie określenia dotyczące człowieka niosą ze sobą poważne problemy związane z pełnym rozumieniem samego człowieka i jego realności. Ale należy podkreślić jeszcze jedną sprawę. Otóż w kwestii realności człowieka nie można mówić o wartościach, ponieważ wartości są wyłącznie tworem naszego myślenia. A myślenie jest w stanie tworzyć dowolne wartości, bo zestawia ze sobą różne rzeczy i porównuje je. Jako filozof realista uważam, że w sferze realności nie ma wartości, bo każda rzecz jest ważna sama w sobie. Nie ma realnych ludzi, którzy są mniej lub więcej wartościowi, w ten sposób myślą o nich ci, którzy ich wykorzystują do swoich interesów. Każdy człowiek jest dobry, piękny i prawdziwy dlatego, że jest osobą. Dlatego najwyższym prawem powinno być poszanowanie godności osoby człowieka. To należy się sprawiedliwie każdemu człowiekowi.
10 maja 2026
Co nas może uratować?
Żeby państwo mogło zmierzyć się dzisiaj z zupełnie nowymi układami politycznymi, musi odejść od demokracji partyjnej, która stworzyła i realizuje najlepsze warunki do wspierania przeciętności. Jest to może bardzo radykalna ocena, ale wynika ona z moich badań i rozważań filozoficznych. Dla poparcia tej tezy wystarczy zobaczyć, co się dzieje w Europie, gdzie partyjne elity doprowadziły do kompletnego upadku politycznego wobec świata.
Partyjne rządy demokratyczne doprowadziły do rozwoju wszechogarniającej przeciętności. Najbardziej jest to widoczne w szeroko pojętej kulturze, gdzie panuje popkultura oraz popnauka. Co gorsze, wszelkie ambitniejsze dokonania nie znajdują zupełnie poparcia w społeczeństwie. To pokazuje, że same demokratyczne społeczeństwa popadły w przeciętność, ponieważ takie postawy promuje zarówno polityka jak też merkantylizm producentów. Poważnym błędem jest dostosowywanie kultury do przeciętnych gustów, bo to ostatecznie powstrzymuje jej właściwy rozwój. Dlatego musimy porzucić takie popularne podejście, żeby dać możliwość swobodnego rozwoju naszej ludzkiej realności, która powinna znaleźć odzwierciedlenie w powstającej kulturze.
Kolejnym zarzutem wobec rządów demokracji jest kierowanie się w polityce poglądami ideologicznymi. Skoro działające partie są nastawione jedynie na zdobycie władzy, to nie stać je na podejmowanie ambitnych programów społecznych i politycznych, a skupiają się wyłącznie na politycznej propagandzie, co skutkuje właśnie ideologią.
Niestety wydaje się, że do zmiany obecnej sytuacji politycznej konieczne są rządy pojedynczego władcy (czy to będzie wybierany prezydent, czy to będzie wybierany monarcha, nie ma znaczenia, ale musi mieć władzę wykonawczą). Ważne jest, żeby to był ktoś na tyle mądry i rozeznany w społeczeństwie, aby do rządzenia mógł otoczyć się naprawdę znakomitymi ludźmi, których nie brakuje w naszym kraju albo są już porozrzucani po świecie (wtedy trzeba ich ściągnąć). Moim zdaniem, tylko to może przywrócić społeczeństwu odpowiednie elity w różnych dziedzinach społecznych. Żadne demokratyczne układy partyjne nie są w stanie tego dokonać i tyle.
Co zaś chodzi o Europę, to jedynym ratunkiem wydaje się pojawienie się nowej osobowości o randze cesarza. Ale gdzie dziś szukać takich wybitnych ludzi?







