W Ameryce dzieją się dość dziwne rzeczy. Okazuje się, że wiodącą narracją religijną jest chrześcijański syjonizm. Co ciekawe, zaczęły się pojawiać różne obrazki Trumpa z Chrystusem albo wprost jako Chrystusa. Co więcej, nagle odbyła się w gabinecie Trumpa wspólna modlitwa przeróżnych wyznawców religijnych nad losem Ameryki albo świata. A na koniec, czyli najważniejsza jest wojna z Iranem pod patronatem Izraela. Nie wiem, ale można by zapytać, czy to się nie układa w jakąś całość. To by znaczyło, że wojna amerykańska ma podłoże w tym chrześcijańskim syjonizmie, czyli chodziłoby o powstanie trzeciej świątyni i wezwanie do zbawienia świata. Może geopolityka z takiej duchowości wynika (sic). Daję to pod rozwagę komentatorom politycznym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz