16 czerwca 2026

Wywiad z prof. Majcherkiem

Znalazłem wywiad z prof. Majcherkiem, który deklaruje się jako liberał. Zobaczmy, jak interpretuje on rozwój liberalnej demokracji. Na pytanie o kryzys liberalnej demokracji powiada: - Jedna odpowiedź brzmi: bo ideały liberalne zostały zrealizowane. Wszyscy się zgodzili, że wolność, prawa jednostki, wolności obywatelskie i swobody są fundamentem demokracji. Liberalizm zrealizował swoje cele, a inni przechwycili jego postulaty. Można się więc pocieszać, że choć liberałowie jako zorganizowana, zinstytucjonalizowana siła polityczna są słabi, to ich ideały zostały wcielone w życie. I dalej: Druga odpowiedź jest bardziej pesymistyczna. Polaryzacja polityczna sprawiła, że liberalizm znalazł się w strefie zgniotu między lewicą a prawicą - ściślej między populistycznymi prawicowcami a populistycznymi lewicowcami. Przy silnej polaryzacji centrowy, umiarkowany zwykle liberalizm ma mało miejsca. Jest zgniatany przez dwa napierające populizmy.

Profesor uważa, że na zrównoważone poglądy liberalne napierają dzisiaj dwa ujęcia kolektywistyczne, zarówno lewica jak i prawica. Lewica i prawica występują dziś w formule komunitariańskiej, kolektywistycznej, przedkładającej zbiorowość nad jednostkę. Lewica ma podejście komunitariańskie ze względu na swoje interpretacje zbiorowego interesu klasowego. Natomiast obecna prawica jest mocno nacjonalistyczna - swój komunitaryzm czy kolektywizm utożsamia z interesem narodowym. A więc w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z siłami politycznymi preferującymi zbiorowość nad jednostką. Tymczasem liberalizm zawsze czynił odwrotnie. I to go w pewnym sensie zdezaktualizowało, gdy te dwa komunitariańskie nurty napierają.

W związku z tym pojawiła się kwestia odniesienia do rządzących elit. Pogarda elit dla ludu była zawsze zarzutem stawianym przez tych, którzy mienili się reprezentantami tego ludu - pojmowanego jako klasa ludowa na modłę lewicową albo jako naród na modłę prawicową. Rozwijając ten temat Profesor stwierdza: Każda charakterystyka prawicowego populizmu wśród podstawowych cech wymienia na pierwszym miejscu antyelityzm - populizm z samej nazwy zakłada skierowanie ludu przeciwko elitom. Żeby skutecznie ów lud przeciwko owym elitom podburzyć, należy owe elity temu ludowi obrzydzić. W najłagodniejszej wersji elity nie rozumieją ludu, nie nadają się do rządzenia państwem, bo nie rozumieją interesów i potrzeb zwykłych mieszkańców. W bardziej radykalnym wydaniu elity gardzą ludem. A w najbardziej radykalnym powiada się, że elity zdradziły ten lud (z Brukselą, z Niemcami, z międzynarodowym kapitałem). Populizm podbija swoją popularność, obarczając elity jak największą liczbą grzechów i przewin.


Mój komentarz do wywiadu

Mój komentarz do wizji liberalizmu przedstawianego przez prof. Majcherka, a wcześniej przez pana Wróblewskiego. Otóż widać jasno, że teoria liberalizmu skupia się wyłącznie na wolności jednostkowego człowieka i ochronie praw tego człowieka, oraz próbie podporządkowania struktur instytucjonalnych państwa do realizacji tych zadań i zamierzeń. Jednak pomysłodawcy takich rozwiązań nie zdawali sobie sprawy, że w ostatecznym rozrachunku takie uprawianie polityki stanowi zaprzeczenie działalności społecznej. Ponieważ wolność pojedynczego człowieka będzie zawsze stała w sprzeczności z koniecznym współdziałaniem społecznym. Nie da się zebrać większej liczby zupełnie wolnych obywateli, żeby samorzutnie byli skłonni do współpracy i wspólnego wypracowywania osiągnięć gospodarczych czy kulturowych.

To dlatego wizja marksistowska chciała zaprowadzić i narzucić odgórnie siłą potrzebną współpracę w ujęciu klasowym. Komuniści uważali, że należy wymusić na społeczności podporządkowanie się koniecznej walce klasowej i doprowadzeniu do rządów klasy proletariackiej, czyli sprowadzenia wszystkich do niskiego poziomu (nawet najniższego), jaki mieli tworzyć pracownicy państwowi (pracownicy przymusowi). Wszystko zmierzało do upaństwowienia obywateli przez uspołecznienie ich na siłę. Takie rozwiązanie uwspólnotowienia i zmuszenia do pracy na rzecz państwa nie sprawdziło się z powodu zupełnego braku innowacyjności. Przymus ze strony państwa wywoływał stagnację i brak zainteresowania rozwojem ekonomicznym. Tak rozumiem podjętą przez prof. Majcherka kwestię kolektywistycznego działania partii lewicowych.

Jeśli natomiast chodzi o poglądy prawicowe przeciwstawne wobec liberalnego indywidualizmu społecznego, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Otóż preferowanie podejścia społecznego w oparciu o wspólnotę narodową jest, moim zdaniem, odwołaniem się do naturalnych więzi społecznych. Widzimy bowiem w historii, że kształtowanie się organizmów państwowych było dawniej oparte na społecznym rozwoju wspólnot narodowych, czy też wielonarodowych. A więc dawniej zasadą życia społecznego była zawsze łączność wspólnotowa w ramach narodu. Powstawanie wspólnoty narodowej jest bowiem naturalnym rozwojem życia społecznego. Zaczyna się to od łączności wielu rodzin we wspólnoty lokalne (najpierw wiejskie na zasadzie dobrosąsiedzkiej pomocy i współpracy, a potem przekształcane we wspólnoty miejskie na zasadzie podstaw prawnych). Te podstawowe związki społeczne były rozwijane szerzej we wspólnoty regionalne zarządzane już odgórnie przez władzę zwierzchnią, aż po powstawanie jednolitych organizmów państwowych skupiających jedną narodowość albo łączących z czasem wiele narodów. Dlatego odwoływanie się w polityce do wspólnoty narodowej powinno być czymś zupełnie oczywistym, ponieważ łączność narodowa jest naturalną podstawą dla współpracy wielu ludzi i tworzenia rozwoju gospodarczego i budowania bezpieczeństwa dla własnych obywateli. Ludzie pracują najpierw dla rozwoju swojej własnej rodziny, aby w dalszej konsekwencji pracować dla rozwoju społecznego całego narodu. Nie da się narzucić ludziom innych potrzeb i zadań dla podejmowania pracy. A wspólna praca jest dla człowieka konieczna do jego osobistego rozwoju. Tego nie zapewni nam żadna wolność, gdyż wolność jest tylko możliwością działania, a nie sprawczą mocą do działania. Dlatego ludzie jako obywatele państwa muszą mieć swobodę działania, czyli podejmowania swojego działania i swobodnego określania jego kierunku i rozwoju. Ale to nie oznacza głoszonej dziś i wychwalanej wolności. Podstawą działania człowieka jest bowiem wewnętrzna moc sprawcza (aktywność egzystencjalna) i wynikająca z niej chęć działania. Dlatego najważniejszą sprawę odgrywa podmiotowość egzystencjalna (podmiotowość osoby i życia), która stanowi samo centrum realności człowieka, a już na pewno nie jest nią dowolnie interpretowana natura człowieka. Trzeba sobie zdawać sprawę, że natura człowieka (ogólnie pojmowana jako dusza i ciało) jest w swojej realności i aktywności zależna od podmiotów istnienia (czyli od osoby i życia pozanaturalnego). Bez sensu jest pogląd głoszący, że człowiek działa na podstawie wolności, na podstawie wolności człowiek może jedynie wybierać dowolne możliwości działania a nie samą realizację działania.