Demokracja liberalna się wyczerpała. Czy więc potrzeba nowych instytucji? A może sprawę załatwiłyby fundacje? Ale skąd wziąć odpowiednie kierownictwo? Przecież nie ma mądrych ludzi, którzy mieliby na to kasę, a bez pieniędzy nie da się nic zrobić, Mamy więc problem nie do rozwiązania, i tyle. Potrzebna jest rewolucja, ale w jakim zakresie? Może wystarczy mądry przywódca? Problem w tym, że nie wiadomo, skąd się tacy biorą. Trzeba po prostu czekać! I tyle. Jesteśmy ciągle w tyle. A świat w kosmos leci (virtual reality), i co wy na to dzieci?
Antropologia polityczna
9 czerwca 2026
Europejska liberalna demokracja
Pan Wróblewski (WWR211 i 212) przedstawił polityczne założenia liberalnej demokracji. Jego zdaniem, chodziło o przyjęcie jednego paradygmatu politycznego. Autor przytacza również włoskie określenie "pensiero unico" (wydaje się. że chodzi o jednolite myślenie polityczne). Mamy więc do czynienia z liberalnym konsensusem, który ogarnia instytucjonalna struktura władzy (dziś pada nawet określenie "kartel władzy"). Wszystko to wiązało się z ogłoszeniem przez Fukuyamę kresu historycznego rozwoju (finis historiae).
Zdaniem Autora mamy trzy założenia polityczne: 1) ludzie są wolni i równi (wolni z natury i równi w naturze); 2) źródłem władzy jest jednostka wyzwolona ze wszystkich ograniczeń (a nie lud albo naród). Jest to koncepcja indywidualizmu; 3) zadaniem instytucji politycznych jest ochrona wolności jednostki, wolności polegającej na dowolności wyboru.
Jako podsumowanie Autor przytacza wypowiedź urzędnika EU pana Borella -- "Europa zbudowała ogród będący najlepszą kombinacją wolności politycznej, dobrobytu i spójności społecznej". Najlepsze jest to, co dodał na koniec, że reszta świata jest dżunglą. Ten urzędas twierdził tak jeszcze kilka lat temu, co świadczy o zupełnym zacietrzewieniu ideologicznym.
Wszystko to w polityce europejskiej oznaczało, że dla liberalnej demokracji nie ma alternatywy. Należało więc odrzucić wszelkie przeciwne wizje, czyli wyrzucić błędne i złe poglądy czy narracje. Taką sytuację określa się dziś mianem depolityzacji. Jeśli mamy jedynie słuszną teorię liberalnej demokracji, to trzeba zanegować i odrzucić inne pomysły. To prowadzi do zupełnego zawężenia przestrzeni politycznej. Przede wszystkim należy odrzucić konkurencję i opozycję, a nawet zdelegalizować konkurentów (zob. w Rumunii czy Francji).
Uważam, że w tych założeniach politycznych najważniejszą sprawą jest koncepcja człowieka wyznaczona przez rewolucję francuską. Ale na dzisiaj okazuje się, że ważna (albo nawet już najważniejsza) jest polityczna jednolitość. Widzieliśmy, że w tym myśleniu pojawił się termin "spójności EU". Możemy przyjąć, że ta spójność odnosi się do tworzenia jednolitego prawa europejskiego (zob. TSUE) oraz jednolitego ustroju politycznego. Co więcej EU zabezpiecza się przed jakimikolwiek zmianami. Autor powiada wprost, że jest to demokracja, która chroni się przed swoimi wyborcami. Otóż pewnych wyborów nie wolno dokonywać. Przed tym mają nas chronić prawa obywateli, ale te prawa ustala sama KE. Tak więc liczy się w EU tylko oficjalna wykładnia proponowana przez unijne instytucje. Oczywiście powołano również instytucje kontrolne: Europejski Akt Wolności Mediów (czyli cenzurę) oraz Europejską Tarczę Demokracji (do zwalczania herezji przeciw EU). Autor mówi wprost o pancerzu ochronnym dla Komisji Europejskiej. Wszystko to prowadzi do próby sterowania Głosem Ludu.
W podsumowaniu pada teza, że Komisja Europejska ustanowiła się suwerenem paneuropejskim, co oznacza, że wyznacza ona granice wyboru i decyzji politycznych (np. wprowadzenie stanu nadzwyczajnego).
6 czerwca 2026
O instytucjach /1
Awersja instytucjonalna
Zawsze chciałem pracować dla narodu i jego kultury, gdyż naród nie stanowi żadnej formy instytucjonalnej. Jednak w dzisiejszym społeczeństwie jest to właściwie niemożliwe, bo jeśli nie jesteś reprezentantem jakieś instytucji, to w kulturze Ciebie nie ma i nikt się z Tobą nie liczy. Czy można się przeciwstawić takim zależnościom i układom? Pewnie, że można, lecz trzeba mieć świadomość, że zostanie się pozbawionym możliwości oddziaływania na polu społecznym. Żeby móc dziś działać, trzeba przyłączyć się do różnego typu form zależności instytucjonalnej. Inaczej na pytanie, skąd jesteś, musisz odpowiedzieć, że znikąd. Ale jeżeli chcesz być naprawdę niezależnym, to musisz wszystko porzucić (całe życie społeczne) i żyć na własną rękę. To nie jest zbyt przyjemne, ale można spotkać w naszym kraju takich ludzi. Będą to zawsze ludzie o bogatej osobowości, a nie jacyś wypromowani przeciętniacy. Osobowości rodzą się na marginesie życia społecznego.
Mam
głęboką awersję do wszelkich urzędowych instytucji. Nigdy nie mogłem się zdobyć
na uznanie jakiejkolwiek atrakcyjności żadnej z nich. Dlatego nie zasłużyłem
sobie na pochwałę ze strony instytucji. Mogę jednak zaznaczyć, że taka postawa
uchroniła moją osobowość przed naciskami ze strony władzy instytucjonalnej, co
sprawiło, że mogłem zupełnie swobodnie rozwijać swoje talenty.
Tak
naprawdę działalność instytucjonalna nie służy człowiekowi. To znaczy, że nie
służy osobie człowieka, gdyż taka działalność nie ma nic wspólnego z
działaniami osobowymi. Osoba działa bowiem całkowicie bezinteresownie, zaś
każda instytucja pilnuje tylko swojego interesu, czyli prawa do skutecznego
funkcjonowania. Jeżeli chcemy pozostać człowiekiem, to nie możemy ulegać żadnej
presji ze strony urzędowych instytucji. Ale jeżeli wolisz stać się znakomitym
pracownikiem i marzysz o sukcesie zawodowym, to musisz całkowicie poświęcić się
działalności instytucjonalnej i zawodowej. Nie wyobrażaj sobie jednak, że
zachowasz wtedy pełnię swojego człowieczeństwa. Doskonałość człowieka może być
mierzona zasadami moralnymi, a nie skutecznością działania zawodowego. Trzeba
zdać sobie sprawę, że żadne instytucje nie tworzą i nie dają nam rozwoju
osobowego. Człowieka należy szanować za postawę moralną, a nie za dokonania
zawodowe. Tylko instytucje nagradzają nas za zawodową sprawność. Jednak dziś
pozycję społeczną mierzy się według sukcesu zawodowego a nie postawy moralnej.
O instytucjach /2
Instytucje nie mają charakteru osobowego
Tworzenie instytucji społecznych nie ma charakteru osobowego, lecz opiera się na naszym ludzkim myśleniu. Otóż zgodność w myśleniu, choć posiada postać łączności duchowej nie jest w stanie stworzyć wspólnoty osobowej. Toteż ustrój polityczny państwa zależy od myślenia jego przywódców i obywateli-wyborców. Ostatecznie chodzi o wiedzę na temat człowieka i jego natury. Dlatego już Grecy zdawali sobie sprawę, że potrzebna jest odpowiednia wiedza o człowieku i zaczęli uprawiać filozofię.
Filozofowie całe wieki analizowali sytuację społeczną człowieka. Doszli do wniosku, że albo człowiek jest doskonały, czyli działa najlepiej jak potrafi, albo ludzkie działania wymagają ciągłej kontroli, czyli sprawnego zarządzania. Stąd powstały dwie przeciwstawne teorie polityczne. Jedna twierdzi, że społeczeństwo powstało na skutek działań poszczególnych ludzi, które to działania łączą się i komasują tworząc wspólnotę społeczną oraz ogólny dobrobyt społeczny. Natomiast druga teoria twierdzi, że społeczeństwo powstało jako twór i emanacja władzy politycznej i jej decyzji. To oznacza, że główny wpływ na społeczeństwo ma ustrój państwowy, czyli inaczej mówiąc instytucja państwa i prawa.
O instytucjach /3
Człowieczeństwo
zinstytucjonalizowane
Zinstytucjonalizowanie osiągnęło dzisiaj szczyty absurdu. Człowiek bez instytucji już się zupełnie nie liczy. Jeśli za Tobą nie stoi jakaś potężna instytucja, to tak jakby Cię w ogóle nie było. Poza instytucją człowiek wcale nie istnieje.
Trzeba stwierdzić, że to jakaś kompletna bzdura, że nasze człowieczeństwo ma się wyrażać poprzez instytucje. Przecież instytucje zabijają człowieka, gdyż niszczą jego osobę, która powinna się wyrażać w osobowości, a nie w urzędowej strukturze. Dla instytucjonalnych struktur nie istnieje coś takiego jak osoba ludzka. Człowiek ma być zinstytucjonalizowanym tworem. Na przykład jakąś kartoteką lub jakimś numerem rejestracyjnym (PESEL) w urzędniczych archiwach. Jeszcze nigdy urzędowa presja na człowieka nie była tak silna, chociaż całą sytuację znakomicie opisał Kafka. A ta sytuacja pogarsza się w EU-ropie z każdym dniem.
Jak obronić własną osobę? Trzeba by całkowicie zniknąć ze wszystkich urzędowych kartotek. Najlepiej byłoby uciec na bezludną wyspę albo wyspę bezinstytucjonalną, bo we współczesnym państwie nie można się wypisać ze wszystkich urzędowych instytucji. Zawsze Cię dopadną jakieś urzędowe służby. A to wszystko za sprawą państwa prawa. Ponieważ rządzącym wydaje się, że wszystkie ludzkie sprawy można uregulować i załatwić przepisami prawnymi. Nie ma chyba bardziej beznadziejnego pomysłu.
Człowiek naprawdę nie jest sprawą urzędową. Nie jest żadnym klientem lub petentem. Może nimi co najwyżej bywać od czasu do czasu. A dzisiaj okazuje się, że wszystkie swoje sprawy musimy załatwiać w urzędach. Każdy urząd jako wymyślona instytucja pragnie całkowicie podporządkować sobie człowieka. Chce zapanować nad podległymi sobie klientami. Wszelkie przepisy prawne, a nawet kodeksy etyczne, traktują ludzi załatwiających swoje sprawy jako klientów i petentów. W instytucjonalnym prawodawstwie nie ma już człowieka lecz klient. Kiedyś w dawnej Polsce klientela miała bardziej osobisty wydźwięk. Było to zależność od osoby pryncypała (jak we włoskiej mafii), a nie koniecznie urzędu. Dzisiaj człowiek został sprowadzony jedynie do klienta urzędu.
Instytucje urzędowe działają z mocy prawa. W ten sposób prawo zaczyna rządzić postępowaniem człowieka. W dawnych czasach prawo regulowało jedynie podstawowe stosunki społeczne. Natomiast człowiek w swoim postępowaniu kierował się moralnością (czyli prawem moralnym), która wyrasta z samej realności osoby ludzkiej. Dzisiaj prawo stanowione zastępuje moralność, gdyż instytucje nie potrzebują moralności. Instytucje wymagają jedynie przepisów prawa, zaś prawo instytucjonalne jest doraźnie ustanawiane przez zarządzających instytucjami społecznymi, najczęściej przez władzę państwową. Stąd bierze się szumne określenie „państwa prawa”. Jednak prawo jest zdolne zarządzać jedynie działaniami instytucji, gdyż instytucja podobnie jak stanowione przez władzę prawo jest czymś wymyślonym przez człowieka (przez ludzki rozum). Ale kiedy rozum posługuje się wyłącznie danymi poznania zmysłowego (jak przegłosował angielski empiryzm, a dziś preferuje cała wiedza naukowa), wtedy nie posiada pełnej wiedzy o realności człowieka. Dlatego prawo ustanowione przez taki empiryczny rozum nie ogarnia osobowej realności człowieka. Stąd prawo podporządkowuje człowieka jedynie wymogom zewnętrznym, a nie zasadom wewnętrznym (czyli moralności).
Takie rozwiązanie wydawało się doskonałe, gdy je wprowadzano. Politycy uważali, że rozwiąże ono problemy społeczne. Ale dzisiaj widać, że to niczego nie rozwiązało, a jedynie doprowadziło do przerostu instytucji nad realnym życiem człowieka i wszelkimi realnymi więzami społecznymi. Instytucjonalizm pochłonął rodzinę jako fundament życia społecznego. Pochłonął także wspólnoty lokalne tworzące realne więzi społeczne i sprawujące faktyczną edukację społeczną. Pochłonął wreszcie wspólnotę narodową, czyli społeczny fundament kultury. Pochłonął wszystko nie dając nic w zamian. Dziś mamy poważny kryzys społeczny wywołany kompletnym nadmiarem instytucji. Nawet tworzenie różnego rodzaju instytucji pozarządowych nie rozwiązało problemu. Ludzkie życie zostało zinstytucjonalizowane w maksymalnym stopniu. Tutaj trzeba wrócić do realnych podstaw życia społecznego, a nie pakować się w wymyślanie kolejnych rozwiązań instytucjonalnych.
Człowiek nie może być tworem zupełnie podporządkowanym instytucjom. Człowiek potrzebuje całkiem sporego zakresu życia prywatnego. Sam chce bowiem zarządzać swoim życiem. Jednak powinien wiedzieć (a zatem powinien być nauczony), że swoim życiem ma zarządzać zgodnie z zasadami moralnymi. A tego nie nauczą nas żadne instytucje urzędowe, gdyż one są zarządzane na zasadach prawa ustawowego. Dlatego nie sposób wymagać od instytucji załatwiania spraw zgodnie z moralnością. Im wystarczają przepisy prawne, do tego interpretowane zawsze na korzyść instytucji. Dlatego w starciu z instytucjonalizmem zwykły człowiek (ze swoją osobą) nie ma szans.
Albo więc się obudzimy i przypomnimy sobie o moralności, albo instytucje urzędowe pochłoną nas całkowicie. A wtedy możemy zapomnieć o swojej osobowej realności i godności. Pozostanie nam wytrwała służba na rzecz instytucji. I tyle.
Dziś czymś prywatnym dla człowieka pozostał chyba tylko sen. Możemy sobie pomarzyć przez sen o lepszym życiu. A nawet jeśli coś genialnego wymyślimy, to i tak każą nam to realizować w ramach jakiejś instytucji. Jeszcze trochę i będziemy mogli pomarzyć tylko w sposób instytucjonalny. Trzeba więc założyć fabrykę snów. Och przepraszam, chyba zapomniałem, że fabryki snów doskonale prosperują od dawna w Hollywood. A więc koniec. The End. Nie ma już żywego i realnego człowieka.