5 lutego 2026

W poszukiwaniu zasad politycznych /16

Realnością człowieka jest osoba 

Ludzkie życie i działanie musi być oparte na realnych podstawach. Życie pozorne nie ma sensu. To nie rzeczywistość jest absurdalna, tylko nasze myślenie. Myślenie potrafi wymyślić absurdalne i niestworzone historie, gdyż myślenie potrafi zanegować wszystko – zarówno prawdę, jak i fałsz. Proponowane człowiekowi życie według idealistycznych teorii jest absurdem.

Realnością człowieka jest osoba. Osoba potrzebuje dla siebie środowiska wspólnoty osobowej. Wspólnota osobowa nie powstaje samorzutnie. Do tego potrzebne jest osobowe działanie. Osobowe działanie to słowo prawdy, czyn dobra i przeżycie piękna. Każde z tych działań tworzy swój krąg wspólnotowy. Jeśli te kręgi będą się pokrywały, to powstanie doskonała wspólnota osobowa.

Wspólnota słowa zapoczątkowuje osobową łączność między ludźmi. Jest ona oparta na darze słowa. Dar słowa jest przyrzeczeniem. Obdarzając kogoś (małżonka) darem słowa przyrzekamy mu wierność. Oddajemy swoją osobową prawdę do dyspozycji drugiej osoby (małżonka). Dajemy mu słowo prawdy, czyli dajemy mu prawdę. Stajemy wobec niego w prawdzie swojej osoby. Powierzamy mu swoją osobę oraz swoją osobową prawdę. W ten sposób składamy innej osobie pierwszy osobowy dar.

Sąd praktyczny poucza nas, jak żyć. Każdy człowiek powinien wypracować sobie swoją wizję życia, czyli każdy musi przyjąć i wypowiedzieć swój sąd na temat życia. Ten sąd ma wyrażać nasze podejście do życia. Jest to zarazem określenie naszego celu życiowego. Każdy człowiek musi sformułować swój własny sąd praktyczny. Musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jak i po co chce żyć, co chce osiągnąć i czym się kierować. To musi być jego własny sąd i jego decyzja. Jeżeli zaczynamy kierować się cudzymi poglądami lub propozycjami, to na ogół źle na tym wychodzimy, gdyż w trudnych momentach łatwo jest je odrzucić. W swoim postępowaniu musimy zajrzeć do swego wnętrza albo w głąb siebie i zapytać, czego naprawdę chcemy, czego pragnie moja osoba. Aby zdecydować o sobie, musimy dotrzeć do własnej osoby, nawet dusza i ciało to za mało.

Sąd praktyczny powinien się zrodzić z rozpoznania całej ludzkiej realności. Dlatego musi obejmować swym zakresem poznanie samej osoby. Dopiero osoba stanowi pełnię realności człowieka, gdyż przyczynuje realność istoty człowieka. Dusza i ciało są oparte na istotowej możności. Są wypełnieniem tej możności. Dlatego nie mogą stanowić źródła i przyczyny realności człowieka, ale jedynie jej zewnętrzny przejaw. Zdolności i władze, zarówno duchowe jak i cielesne, są przejawem i obrazem sprawczej mocy istnieniowej realności osoby. Podstawą i zasadą realności człowieka jest zatem akt istnienia wyposażony we własności transcendentalne (osobowe i nieosobowe). Dopiero poznanie tego poziomu realności pozwala określić cel ludzkiej aktywności. I nie chodzi jedynie o aktywność duchowo-cielesną, jak się na ogół sądzi. Chodzi zaś o aktywność osobową, która wyrasta z osobowej podmiotowości, którą stanowią własności osobowe istnienia. Osoba działa bowiem mocą prawdy, dobra i piękna. I to dzięki osobowej aktywności te własności mogą się przejawiać we władzach duchowych.

Arystoteles twierdził, że prawda pojawia się w umyśle człowieka pod wpływem poznania. Poznanie rzeczywistości miało owocować w nas prawdą. Ale wydaje się, że nasze poznanie wygląda inaczej. Osobowa prawda sprawia i przyczynuje sam rozum (intelekt). Natomiast rozum ma możliwość poznawania rzeczywistości dzięki obecnej w nim prawdzie, która stanowi miarę i zasadę poznania. Rozum przykłada jako miarkę własną prawdę do poznawanych bytów, dzięki czemu stwierdza ich realność. Kryterium poznania jest więc zawarte w zdolności poznawczej, czyli we władzy rozumu (intelektu). Dopiero gdy porzucimy to kryterium, gdy odrzucimy prawdę, wtedy zjawia się w naszym rozumie myślenie, które do poznania potrzebuje różnych treściowych impulsów, jakie dają nam zmysły. To wówczas człowiek potrzebuje wrażeń zmysłowych, które stają się pożywką dla naszego myślenia pojęciowego.

Prawdziwe poznanie dokonuje się dzięki słowu prawdy. Rzeczywiste poznanie znajduje wyraz w słowie prawdy. Takie poznanie wypowiadamy w słowie, a nie w pojęciu. Dlatego ludzka mowa jest skutkiem zdolności poznawczej rozumu. Natomiast myślenie zostaje przedstawione w języku. Myślenie wypowiadamy w jakimś języku. System językowy jest tworem naszego myślenia.

Tylko mowa może nas informować bezpośrednio o rzeczywistości. Mowa dotyczy osobowej realności człowieka. Nasza osobowa aktywność przemawia do nas w mowie serca i umysłu. Ta mowa wyraża się w słowie prawdy, w czynie dobra oraz w przeżyciu piękna. Są to elementy, które tworzą szeroko pojętą mowę wewnętrzną. Ta mowa jest oparta na relacjach osobowych łączących osoby w zakresie własności transcendentalnych. Relacje osobowe stanowią więzi i powiązania międzyosobowe. Gdy więc mówimy, że człowiek jest istotą dialogiczną (zob. Buber), to chodzi właśnie o relacje osobowe. Dialogiczność można inaczej określić jako relacyjność osoby. Osoba jest realnością otwartą na powiązania osobowe, czyli na relacje osobowe. Można więc przyjąć, że dialogiczność jako zdolność do mowy, która jest powiązaniem osób między sobą wyraża się w relacjach oraz w skutkach duchowych tych relacji. Relacje osobowe skutkują bowiem działaniem władz duchowych. Relacja wiary owocuje kontemplacją i wiarą w naszym rozumie. Relacja miłości owocuje głosem sumienia i czynem afirmacji (czyli miłością) w naszej woli, zaś relacja nadziei sprawia upodobanie i przeżycie pięknego życia w naszej uczuciowości.

Osoba powiązana z innymi osobami relacjami osobowymi podejmuje dialog, czyli podejmuje mowę, jako łączność osobową. Stąd Buber określa mowę jako relację Ja-Ty, czyli wzajemne powiązanie dwóch osób. Osoby, które są powiązane relacjami, zaczynają się udostępniać sobie dzięki mowie serca i umysłu. Mowa jest więc otwartością osób na siebie nawzajem. Jest eksplikacją osobowej aktywności jako chęci udostępniania siebie, może nawet uobecniania siebie drugiej osobie. Wydaje się, że mowa może być darem osoby dla drugiej osoby. Mowa byłaby darem osobowym. Jest takim bezinteresownym przekazaniem i oddaniem siebie. Właśnie w takiej mowie Bóg przemówił do człowieka. Słowo Boże jest taką osobową mową. Jest udostępnieniem się i uobecnieniem Boga dla człowieka. Bóg (Jezus Chrystus) jest dla nas obecny w Słowie Bożym. Dlatego Osobę Jezusa Chrystusa nazywamy Słowem Bożym. Bóg jest obecny w Osobie Chrystusa.

Buber odkrył, że byt człowieka jest dialogiczny, czyli otwarty na komunikację. Można powiedzieć, że byt człowieka jest komunikatywny. Ale wydaje się, że ta dialogiczność i komunikatywność dotyczy przede wszystkim ludzkiej osoby. To osobowe istnienie jest dialogiczne i komunikatywne. Istnienie stanowi w człowieku osobową podmiotowość. Podmiotowość osoby oznacza aktywność osobowego istnienia. Istnienie sprawia całe istotowe wyposażenie. Istnienie sprawia istotę bytu. Podmiotowość istnienia oznacza więc sprawczą aktywność.

Dialogiczność i komunikatywność ludzkiego bytu zawarta jest w osobowym istnieniu. Polega ona na relacyjności osoby, czyli na zdolności podmiotowania relacji osobowych. Relacje osobowe są szczególnymi powiązaniami między osobami. Tylko osoby mogą nawiązywać te relacje. Chyba właśnie na tym polega osobowa aktywność. Relacje osobowe tworzą wspólnotę, która jest zdolna zrodzić nową osobę. Pierwszą wspólnotę osobową stanowi Trójca Osób Boskich. Boska Trójca jest powiązana doskonałymi relacjami osobowymi. W Bogu relacje osobowe stają się samymi Osobami Boskimi – Syna i Ducha Świętego, zaś osoby te są powiązane ze sobą w sposób najdoskonalszy.


W poszukiwaniu zasad politycznych /17

Prawa człowieka czy prawa osoby? 

Prawa człowieka ogłoszone w kolejnych Deklaracjach wydawały się być ostatecznym panaceum na wszystkie kłopoty i bolączki człowieka. Dziś wiemy, że tak się nie stało. Dlaczego znikł cały optymizm tych Deklaracji? Dlaczego prawa człowieka nie spełniły swoich oczekiwań? Dlaczego nie uzdrowiły relacji międzyludzkich? Mówiąc wprost, dlaczego nie przyniosły człowiekowi szczęścia? Czyżby w tej propozycji praw człowieka zapoczątkowanej w dobie Rewolucji Francuskiej tkwiło jakieś przekłamanie? A może po prostu człowiek nie potrzebuje kodeksu praw człowieka, tylko wystarczy mu kodeks karny? Czyżby prawa człowieka nie były w stanie pomóc samemu człowiekowi? Musimy dziś koniecznie zapytać, dlaczego tak jest?

Twórcy praw człowieka postanowili oprzeć je na ludzkiej naturze. Wydawało się to czymś zrozumiałym i oczywistym. Człowiek posiada swoją naturę. Żyje i działa podług niej. A więc jak najbardziej słuszne jest ustanowienie prawa opartego na naturze ludzkiej. Jednocześnie byłoby to nawiązanie do pojęcia prawa naturalnego, które miało być głosem natury i w jakiś sposób kierować ludzkim życiem. Uznano zatem, że należy sformułować prawa człowieka, które stanowiłyby eksplikację prawa naturalnego. Można domniemywać, że w zamyśle twórców Deklaracji Praw Człowieka (pierwszej i drugiej) prawa te miały się utożsamiać z prawem naturalnym.

Podstawą praw człowieka stało się rozumienie ludzkiej natury. Tę naturę pojmowano w czasach nowożytnych jako rozumną i wolną. Filozofia podpowiadała nam, że człowiek jest wyposażony w rozum i wolę, dlatego może działać w sposób rozumny i wolny. Wydawało się oczywiste, że o człowieku można mówić w tych kategoriach oraz że te zdolności cechują człowieka i jego działanie. Stąd wyprowadzano postulat, że człowiek powinien działać według praw rozumu i woli. Uważano także, że obie te władze kontrolują się wzajemnie. A więc kiedy zaczyna dominować rozum, wtedy powinniśmy odwoływać się także do woli, zaś kiedy górę bierze wola, wtedy trzeba powrócić do zdolności rozumu. Ale nawet przy całkowitej równowadze działań (jakby remisie działań), filozofia zawsze wskazywała na pierwszoplanowa rolę rozumu. W koncepcjach stricte racjonalistycznych sprawa wyglądała jeszcze gorzej. Kant chciał podporządkować wolę rozumowi, zaś Spinoza opowiadając się za samym rozumem musiał w ogóle odrzucić wolę i wolność.

Mówimy, że ludzka natura jest rozumna i wolna. Wskazujemy w ten sposób tylko na dwie zdolności człowieka, ale przecież zdajemy sobie sprawę, że w ludzkiej naturze właśnie te dwie władze dominują nad całą resztą. Człowiek faktycznie jest rozumny i wolny. Dlatego jako podstawę prawa wyakcentowano rozum i wolność. Kant w swoim krytycznym racjonalizmie dowodził, że prawo ma pochodzić z samego rozumu. Prawo jest przecież dziełem rozumu, a więc powinno być aprioryczne. Dlatego przyjęto, że ludzki rozum działając apriorycznie i autonomicznie tworzy prawo sam z siebie. W ten sposób prawo miało zagwarantowaną zgodność z rozumem, a rozum stawał się warunkiem koniecznym i dostatecznym prawa. Rozum stał się jedynym arbitrem. Rozum stanowił prawo, był się prawodawcą, ale zarazem był sędzią i adwokatem w jednej osobie.

To rozum poznaje naturę człowieka. To znaczy, że rozum poznaje sam siebie oraz poznaje wolę. Poznaje także cielesność. Ogólnie mówimy, że rozum poznaje rzeczywistość. Dzieje się tak wtedy, gdy rozum poddaje się doświadczeniu zmysłowemu. Sam z siebie rozum zaczyna myśleć. Gdy rozum działa sam z siebie (apriorycznie), wtedy poznaje w sposób dialektyczny. Hegel pokazał nam, że rozum może postawić dowolną tezę, aby zaraz potem ją zanegować. W dokonaniach myślącego rozumu (rozumu apriorycznego) brakuje jednoznacznego kryterium. Ludzki rozum może się kierować zarówno prawdą, jak i fałszem. Najpierw głosimy prawdę, aby za chwilę skłamać. Skoro więc odwołujemy się do rozumu jako jednego z wyznaczników ludzkiej natury, to niepostrzeżenie akceptujemy jego dialektyczne działanie. Ta dialektyka dotyczy również działania woli. Mówimy przecież, że człowiek ma wolną wolę. To znaczy, że sam człowiek swobodnie wybiera swoje działania. Raz wybiera dobro, żeby innym razem opowiedzieć się za złem (za wyborem mniejszego zła). Trzeba więc przyjąć, że również wola w swoim działaniu jest dialektyczna. Stawiając na wolność woli, która stanowi możliwość wyboru, zgadzamy się niepostrzeżenie na wybór zła.

Ratunkiem w tym układzie mogła być „pośrednia droga” Arystotelesa. Dla niego wypracowana cnota miała być „środkiem” pomiędzy skrajnymi działaniami rozumu i woli. Jego etyka polegała na tym, żeby odrzucić przeciwieństwa i podążać drogą pośrednią (środkiem). Takie wypośrodkowane działanie miałoby nam zapewnić życie moralne. Moralność stawała się roztropnym podążaniem środkiem. Odrzuceniem skrajności i wyborem drogi pośredniej. Ale od razu widać niedoskonałość takiej propozycji. Arystoteles wychwala przyjaźń jako najlepsze odniesienie do drugiego człowieka. Ta przyjaźń jest „środkiem” pomiędzy dwoma skrajnościami – miłością i nienawiścią. U Arystotelesa człowiek nie zna miłości, gdyż jest ona szaleństwem (bożym), jak pokazał w Uczcie Platon. Człowiekowi pozostaje więc tylko przyjaźń. Od razu widać, że jest to etyka na miarę ludzkiej natury.

Ludzka natura nie jest doskonała. Co więcej, ona nie potrafi działać w sposób doskonały. Jeżeli więc tę naturę przyjmiemy jako podstawę praw człowieka, to tym samym zatwierdzamy prawnie całą jej niedoskonałość. Jeżeli uznamy, że prawa człowieka mają być gwarancją działania rozumnego i wolnego, to jednocześnie będą one potwierdzeniem dialektyki tych władz. Fałszywe oceny rozumu są tak samo rozumne jak oceny prawdziwe. Sam z siebie oraz sam przez się rozum nie jest w stanie rozstrzygnąć, gdzie jest prawda. Dlatego potrzebuje odniesienia do czegoś leżącego poza nim. Potrzebne jest tutaj odniesienie do rzeczywistości. Dlatego prawdziwość (ocen) była pojmowana jako zgodność rozumu z rzeczywistością. Ale Kant narzucił rozumowi aprioryczność i autonomię, czyli pozbawił go jakichkolwiek odniesień. Gdy więc poszukujemy pełnej autonomii rozumu, gdy wierzymy w prawdziwość wiedzy apriorycznej, wtedy odniesienie do rzeczywistości staje się niepotrzebne. Rozum sam ocenia i wyznacza prawdziwość. Taka prawdziwość staje się zgodnością poznania z samym myśleniem. Poznać coś znaczy pomyśleć to jasno i wyraźnie, jak chciała Kartezjusz. Odwołanie się do ludzkiej natury preferuje błądzący w myślach rozum i wybierającą swobodnie wolę. Jednak obie te zdolności nie mogą stać się fundamentem prawa i moralności.

A cóż się stanie, jeśli odwołamy się do ludzkiej osoby? Czy można określić prawa osoby, a nie tylko prawa człowieka? Na czym więc byłyby oparte prawa osoby?

Ludzka natura jest podmiotowością istoty. Obejmuje ona porządek istotowy i działanie władz duchowych i cielesnych. Działanie człowieka jako ludzkie działanie naturalne przebiega w sferze istotowej na poziomie duszy i ciała. Natomiast osoba stanowi podmiotowość istnienia. Jej aktywność obejmuje porządek istnienia (porządek egzystencjalny). Osoba jest bowiem związana z własnościami transcendentalnymi. Aktywność osoby wypływa z tych własności transcendentalnych, które mają charakter osobowy. Są to własności prawdy, dobra i piękna. Podmiotowość osoby stanowią więc trzy własności osobowe, które dysponują szczególną mocą sprawczą, gdy pozostają w relacjach do Osoby Boskiej. Podmiotowość osoby ma postać wspólnoty trzech własności osobowych (prawdy, dobra i piękna).

Osobowa aktywność polega na aktywności własności osobowych. Jak na poziomie istoty bytu mamy do czynienia z różnymi władzami duchowymi (i cielesnymi), tak na poziomie istnienia odpowiada temu aktywność własności osobowych. Na poziomie istotowym (natury ludzkiej) władze mają postać możności, czyli zdolności do działania. Natomiast na poziomie istnienia mamy do czynienia z aktami własności transcendentalnych. Aktem prawdy jest kontemplacja. Aktem dobra jest sumienie (prasumienie), zaś aktem piękna jest upodobanie. Te trzy akty stanowią jednocześnie aktywność osobowej podmiotowości. Możemy to wyjaśnić w ten sposób, że osobowa podmiotowość jest od razu aktywnością (czyli ma charakter aktu), zaś podmiotowość natury przybiera jedynie postać władz-możności. Wiemy, że możność musi być urzeczywistniona i zaktualizowana przez akt. Dlatego trzeba stwierdzić, że osobowa aktywność (akt) stanowi przyczynę aktualizacji i dalej działania władz naturalnych. Powiemy też, że człowiek działa ostatecznie dzięki aktywności własności istnieniowych. Taki sens wydaje się mieć scholastyczne sformułowanie: operari sequitur esse.

Dlatego wydaje się, że słuszną rzeczą będzie poszukiwanie podstaw dla praw przynależnych człowiekowi na poziomie osobowym. W ten sposób dochodzimy do stwierdzenia, że aby prawa człowieka stały się zarazem prawami osoby, muszą być oparte nie na rozumie i wolności, ale na prawdzie, dobru i pięknie. Prawa osoby dotyczą więc własności osobowych i mają ich strzec. Mają one służyć samej osobie i jej rozwojowi, czyli powinny gwarantować aktywność osobową. Prawa człowieka powinny więc gwarantować aktywność osoby (czyli kontemplację, sumienie i upodobanie), a nie tylko działanie myślącego (i błądzącego) rozumu oraz swobodnie wybierającej woli.

Prawem osoby winno być prawo mówienia i słuchania prawdy (prawo do wypowiadania słowa prawdy), dalej prawo do czynienia dobra (prawo do dobrego działania, a nie wybierania mniejszego zła), a także prawo do przeżywania piękna (czyli prawo do przeżywania pięknego życia). Tylko takie prawa osiągają poziom naprawdę osobowy. Będzie to wyraz najwyższego humanizmu i źródło postaw humanistycznych człowieka.

Prawa człowieka ustanawiane do tej pory były oparte na zdolnościach ludzkiej natury. Prawa osoby, które czekają na ustanowienie, powinny być oparte na własnościach osobowych istnienia. Dopiero takie prawa mogłyby w pełni chronić osobę człowieka i relacje osobowe nawiązywane między ludźmi. Ponadto prawa osoby mogłyby tchnąć nowe siły w życie społeczne. Dałyby humanistyczne oświecenie i ożywienie życiu społecznemu. Prawa osoby byłyby mocną podstawą moralności tak potrzebnej w życiu społecznym. Trzeba by się zastanowić, czy nie dałoby się wyprowadzić z praw osoby prawa moralnego, a dalej prawa rodzinnego czy nawet praw politycznych człowieka.

Prawa osoby stoją bowiem na straży samej osoby i życia osobowego, czyli życia we wspólnocie osobowej, jaką jest rodzina. Natomiast prawa człowieka (jako prawa natury) chroniły jedynie ludzką naturę, czyli chroniły rozumność i wolność człowieka. Ale to sprowadzało się do ochrony ludzkiej indywidualności, a właściwie do ochrony indywidualnej świadomości człowieka. Postulowanie wolności słowa doprowadziło bowiem do rozprzestrzeniania się głupoty, gdyż każdy może głosić, co mu się podoba. Z kolei postulat wolności sumienia doprowadził do przyjęcia swobody działania i rozprzestrzeniania się złego zachowania, gdyż każdy uważa, że sam rozstrzyga i decyduje o swoim postępowaniu. Dobre dla mnie jest to, co robię i nikomu nic do tego. Mogę wielbić Boga, ale równie dobrze mogę uwielbiać siebie lub kogoś innego. Wreszcie propagowana dziś wolność seksualna prowadzi człowieka do całkowitego wypaczenie przeżycia piękna i pięknego życia. Postulowana swoboda przeżywania przyjemności niszczy wprost naszą uczuciowość, zabija uczucia (zwłaszcza uczucia radości i nadziei dotyczące życia). Każe nam gonić za przyjemnością za wszelką cenę. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że pogoń za przyjemnościami nie może nas do niczego doprowadzić. Jest tylko ciągłym łapaniem przyjemności (i szczęścia rozumianego jako przyjemność), której nie sposób zatrzymać.

Te postulaty wolności podpowiada nam nasza świadomość. Dzieje się tak dlatego, że świadomość pragnie zapanować nad człowiekiem, pragnie zapanować przede wszystkim nad osobą i jej aktywnością. To świadomość przybrana w różne teorie filozoficzne każe człowiekowi nazywać się ludzkim „ja” albo ego, ludzką „jaźnią”. W ten sposób świadomość próbuje uzurpować sobie rolę głównej podmiotowości człowieka. Świadomość chce ustanawiać własne prawa – prawa wolności, które mają jakoby wyzwolić człowieka. Ale jest to jedynie wyzwolenie i oderwanie się od realnej podmiotowości osoby. Prawa wolności człowieka zaprzeczają bowiem sprawczej mocy osoby. Negują jej aktywność w imię wolności działania człowieka, czyli w imię jego świadomości. Ale uwolniona świadomość prowadzi nas tylko na manowce, gdyż nie ma żadnego ukierunkowania. Jedynie osobowa aktywność posiada jeden określony cel i kierunek. Jest nim Osoba Boska i wieczna łączność z Bogiem, czyli zbawienie jako szczęście wieczne.  

W poszukiwaniu zasad politycznych /18

Osoba uaktywnia się w relacjach osobowych

Osoba uaktywnia się w relacjach osobowych. Osoba dysponuje takimi własnościami, które pozwalają jej łączyć się z innymi osobami. Są to własności transcendentalne prawdy, dobra i piękna. Nazywane są także własnościami osobowymi, gdyż tworzą osobową podmiotowość. Osobowa podmiotowość posiada charakter wspólnotowy (troisty). Tworzą ją wspólnie trzy własności osobowe. Te własności osobowe – prawdy, dobra i piękna, tworzą wspólny krąg podmiotowy (wspólnotę podmiotową). Dlatego aktywne centrum osobowe nie ma charakteru czegoś punktowego i jednolitego, ale ma naturę jakby wspólnotową. Można chyba powiedzieć, że osoba odzwierciedla naturę wspólnotową swojej przyczyny (czyli Trójcy). Ponieważ to wspólnota Osób Boskich stanowi przyczynę stworzonej osoby człowieka.

Osoba  ludzka powstaje więc jako wspólnota własności osobowych zawartych w istnieniu. Każda z tych trzech własności może podmiotować odrębne relacje osobowe. Możemy przypuszczać, że każda z relacji osobowych jest odrębna i niezależna. Ale dopiero wszystkie razem relacje te tworzą doskonałe powiązania wspólnotowe.

Osoba udostępnia się i ujawnia dzięki relacjom osobowym. Osoba otwiera się poprzez te relacje. Dzięki relacjom z Bogiem uaktywnia się moc sprawcza osoby ludzkiej. Pod wpływem relacji z Bogiem osoba ludzka zaczyna działać poprzez władze duchowe. Działa wówczas w sposób moralny i religijny, to znaczy zaczyna kochać Boga i człowieka. Gdy kochamy Boga, wtedy rozwijamy nasze życie religijne (modlimy się i uczestniczymy w nabożeństwach). Gdy kochamy człowieka, wtedy odnosimy się do niego w sposób moralny, czyli rozwijamy nasze życie moralne. Bez miłości nie ma ani życia religijnego, ani życia moralnego.

Życie religijne jest pojmowane powszechnie jako rozmowa z Bogiem. Jest to właśnie osobowy kontakt na poziomie dialogu – mowy serca. Ten osobowy dialog pozwala nam się otworzyć i połączyć z drugą osobą (z Osobą Boską). A to już znaczy, że również życie moralne możemy pojmować jako rozmowę i dialog z drugim człowiekiem. Realna łączność z drugim człowiekiem polega więc na „mowie moralnej”. Moralność i religijność stanowią zatem mowę osoby. To w ten sposób osoba przemawia do innej osoby. Nawiązuje kontakt i wprost łączy się z drugą osobą. Religia stanowi naszą osobową łączność z Bogiem, zaś moralność daje nam łączność z drugim człowiekiem.

Dialogiczność i komunikatywność stanowi istotny rys naszej osoby. Można stwierdzić, że osoba działa i ujawnia się w sposób dialogiczny. Z kolei Levinas pokazuje nam, że w tym ujawnianiu się obecna jest sama osoba. Osoba występuje w dialogu. Ona jest tam bezpośrednio obecna. Ona sama przemawia poprzez swoją aktywność. Mowa, czyli dialog, jest aktywnością osoby. Najważniejsze wydarzenia religijne odbywały się jako rozmowa Boga z człowiekiem (rozmowa Boga z Prorokami, rozmowa Anioła z Maryją, rozmowa Chrystusa z apostołami). Cała Biblia jest dialogiczna, objawia nam Boga w mowie (w dialogach). To w tych rozmowach z Bogiem odnajdujemy swoje życie religijne.

A gdzie mamy znaleźć dialog moralny? Może znajdziemy go w wielkiej literaturze. Może znajdziemy go w Ewangeliach. Ale na pewno nie znajdziemy go w dziełach filozofów. Nawet dialogi Platona i Augustyna nie odkrywają przed nami całej osobowej głębi. Wszelki wykład (teoretyczny) zabija osobowy dialog człowieka z człowiekiem. Spycha bowiem żywą aktywność gdzieś na bezdroża idealizmu. Zamyka żywe życie osobowe i moralne w pojęciowych klatkach. Stara się wszystko oswoić i przystosować do rygorów świadomości człowieka. To nasza świadomość ze swoim myśleniem pragnie pozbawić osobę życia duchowego, pragnie ją pozbawić zwłaszcza życia wiecznego. Myślenie żyje bowiem chwilą. Myślenie jest momentalne – pojawia się i znika. Nie da się myśleć wiecznie.

Musimy bronić własnej osoby przed zakusami pojęciowego myślenia i świadomości. Musimy jej bronić, żeby nie utraciła swojego życia, swojej żywej aktywności, która wyraża się w religii i moralności. Musimy więc chronić relacje osobowe z Bogiem, bo to od nich zależy osobowe życie i „kondycja” naszej osoby. Jak człowiek ma chronić swoja osobę przed zakusami świadomości? Jak ma rozwijać swoje życie osobowe?

Do tego potrzebna jest człowiekowi wspólnota. Osobowa wspólnota tworzy podstawowe środowisko człowieka. To we wspólnocie rozwija się osoba człowieka. Dopiero we wspólnocie może się ujawnić osoba ludzka. Osoba pojawia się na tym świecie właśnie we wspólnocie. Na gruncie wspólnoty osoba zdobywa swoja aktywność i tam może ją zaprezentować innym osobom. Osobowa aktywność potrzebuje wzajemnej wymiany (otrzymujemy od kogoś relacje, aby przekazać je dalej). Krąg wspólnotowy polega na nieustannej wymianie – właśnie na osobowej komunikacji i dialogu. Polega na wymianie własności osobowych prawdy, dobra i piękna. Wymiana tych własności rozwija i doskonali osobę człowieka. Życie osobowe powinno być ciągłym przepływem własności osobowych. Wówczas życie osobowe staje się jednocześnie rozwojem kręgu wspólnotowego.

Sąd praktyczny dotyczący działania człowieka musi być efektem osobowego dialogu. Ponieważ tylko wtedy ujmujemy pełną prawdę o człowieku. Tylko w dialogu docieramy do osobowej prawdy o człowieku oraz do osobowego dobra i piękna człowieka. Taki osobowy dialog może się odbywać w kręgu wspólnoty osobowej. Będzie to dialog „mowy serca”. W tym dialogu docieramy również do osobowego dobra. A właśnie bezpośrednie doświadczenie takiego dobra może być podstawą sformułowania i wypowiedzenia sądu na temat działania. Nasze osobowe działanie musi dotyczyć osobowego dobra. Bez doznania tego dobra nie dowiemy się, jak powinien postępować człowiek, gdyż wiedza oparta na doświadczeniu zmysłowym popycha nas w objęcia hedonizmu lub utylitaryzmu.

Poznanie praktyczne jest niezmiernie ważnym elementem życiowym człowieka. Jeśli zabraknie takiego poznania, to człowiekowi trudno jest określić, jak ma żyć, jedynie na podstawie ujęć teoretycznych. Ale to praktyczne poznanie nie może się obejść bez dotarcia do osobowych własności człowieka. Człowiek musi doświadczyć osobowej prawdy, osobowego dobra oraz osobowego piękna, aby mógł wypowiedzieć pełny i słuszny sąd na temat działania. Wiedza praktyczna jako wiedza życiowa powinna odnosić się do bezpośredniego doświadczenia osobowej realności. To musi być wiedza o ludzkiej osobie. Doświadczenie osoby i jej realności dokonuje się w dialogu mowy serca, czyli w dialogu ludzi tworzących osobową wspólnotę. Właśnie takie doświadczenie dzieje się w życiu rodzinnym. To w rodzinie dziecko doświadcza i uczy się moralności i religijności. Uczy się tego poprzez osobowy dialog, jaki odbywa się między nim a rodzicami.

Osobowy dialog polega na wzajemnej wymianie dóbr. To powinno być dawanie i przyjmowanie. Osoba może dać komuś słowo prawdy. Może go obdarzyć czynem dobra lub przeżyciem piękna. Dopiero wzajemna wymiana słowa, czynu i przeżycia tworzy osobowy dialog i osobowy krąg wspólnotowy. W ten sposób powstaje łączność pomiędzy osobami. Dzięki temu osoby się kontaktują i udostępniają sobie. Podejmują wspólne życia tworząc właśnie krąg wspólnotowy.  

W poszukiwaniu zasad politycznych /19

Wspólnota dialogu 

Następnie musimy omówić wspólnotę dialogu. Wspólnota dialogu rozpoczyna się i przebiega w naszych umysłach. Ale nasz umysł (rozum) musi być przygotowany i wyposażony w słowo prawdy. Wspólnotę dialogu tworzy bowiem przykazywanie sobie prawdy. Musimy najpierw przyjąć prawdę (prawdę realności), aby móc ją wypowiedzieć i przekazać dalej w słowie prawdy. Przyjęcie prawdy dokonuje się dzięki kontemplacji. Kontemplację wywołuje oddziaływanie realnej prawdy (prawdy realności) i otwarcie się na realność. Jeśli poddamy się realności i przyjmiemy jej oddziaływanie, wówczas przemówi do nas sama prawda. To prawda realności powoduje w umyśle kontemplację, czyli uznanie prawdy – akceptację. Nasz umysł (rozum) musi przyjąć prawdę, musi przyjąć bezpośrednie oddziaływanie prawdy poprzez kontemplację, aby w dalszym ciągu był zdolny do rozpoznawania tego, co prawdziwe – tego, co prawdziwie realne, a nie tylko tego, co pomyślane lub wymyślone. Poznanie musi dysponować zasadą i miarą poznawczą, pozwalającą rozpoznawać pozostałe rzeczy jako prawdziwe. Nasz umysł musi przyjąć prawdę zawartą w realnych bytach. Jest to przede wszystkim osobowa prawda człowieka. Właśnie takiej osobowej prawdy dotyczy kontemplacja. Kontemplujemy bowiem osobową prawdę Boga lub człowieka (po prostu kontemplujemy prawdę Boga-człowieka –Chrystusa jako prawdę). Dopiero taka prawda może stanowić zasadę i miarę poznania moralnego dotyczącego człowieka i jego godności osobowej.

Człowiek musi dotrzeć do realnej prawdy. Ta prawda jest zawarta w nas samych (jako własność transcendentalna prawdy). Ale musimy ją wydobyć, musimy pozwolić się jej ujawnić. To może się dokonać tylko pod wpływem osobowej relacji wiary nawiązywanej z Osobą Boską. Nawiązanie takiej relacji wzmaga aktywność samej prawdy, ujawnia jej zdolność otwierania naszego umysłu (rozumu). Osobowa prawda posiada bowiem zdolność otwierania umysłu. To pod wpływem oddziaływania prawdy nasz umysł otwiera się na rzeczywistość, na realność. Można powiedzieć, że w ten sposób nasz umysł jakby nawraca się na rzeczywistość (realność) i realistyczne poznanie. Dopiero wtedy możemy myśleć realistycznie, a nie idealistycznie. Do tego właśnie potrzebna jest prawda (transcendentalna własność prawdy). Bez dotarcia do prawdy, bez przyjęcia prawdy nie będzie nas stać na realistyczne myślenie, a bez realistycznego poznania nasza wiedza będzie tylko wymyślana, albo będzie dotyczyła jedynie sfery cielesnej (materialnej) i będzie to wiedza przyrodnicza, a nie humanistyczna, czyli dotycząca samego człowieka (wiedza o człowieku).

Przyjęcie i poznanie prawdy (uznanie prawdy) pozwala nam wypowiedzieć słowo prawdy. Dopiero gdy uznamy prawdę, możemy posłużyć się nią w naszym poznawaniu i myśleniu, a dalej także w rozmowie. Dopiero gdy przyjmiemy prawdę, możemy posłużyć się nią w rozmowie z drugim człowiekiem. I wtedy może pojawić się w rozmowie prawda jako słowo prawdy. Prawda powinna być zasadą i celem rozmowy. Wówczas słowo staje się nośnikiem prawdy (osobowej i realnej prawdy człowieka).

Podstawą rozmowy pomiędzy ludźmi musi być osobowa prawda człowieka. Rozmowa (mowa) powinna dotyczyć człowieka i jego osobowej prawdy. Dopiero wtedy rozmowa pomiędzy ludźmi ma sens, kiedy dotyczy spraw najważniejszych, czyli tego, co w człowieku osobowe. Rozmowa musi dotyczyć osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna. Dopiero wtedy mamy do czynienia z rozmową istotną, która wyznacza wspólnotę dialogu. Wspólnota dialogu tworzy się właśnie wokół prawdy (realnej prawdy). Tylko wspólnota budowana na realnej prawdzie osiąga charakter realnej wspólnoty, gdyż więź wspólnotowa wywołana słowem prawdy niesie ze sobą coś realnego – właśnie realną prawdę.

Dialog i rozmowa między ludźmi musi dotyczyć prawdy, aby przebiegać w sferze realności (jak byśmy powiedzieli – w realnej przestrzeni). Inaczej dialog (rozmowa) staje się zupełnie dowolną wymianą myśli i poglądów, co do niczego nie prowadzi. Rozmowa ludzi powinna mieć swój cel i zasadę, aby mogła do czegoś prowadzić i doprowadzić. Przedstawianie jedynie swoich myśli i poglądów nie stanowi jeszcze prawdziwego dialogu. Dialog musi być jakimś przepływem prawdy i powinien prowadzić do osiągnięcia nowego lub wyższego poziomu prawdziwości. Jeżeli dialog nie poszerza zakresu prawdy albo nie pogłębia prawdy, to jest tylko „drętwą mową”, jest martwą rozmową. Człowiek potrzebuje żywej i prawdziwej rozmowy. Bez takiej rozmowy zamiera życie duchowe i osobowe człowieka. Także w wymiarze społecznym bez prawdziwego dialogu ginie życie umysłowe. Zamiera wtedy filozofia. 

W poszukiwaniu zasad politycznych /20

Dialog i porozumienie 

Ludziom tak bardzo potrzeba dzisiaj porozumienia. Porozumienie może być jedynie efektem rozmowy i dialogu. Dialog i rozmowa polega na przekazie słowa. Dialog jest przekazywanie sobie słowa przez dwie rozmawiające osoby. Według Bubera człowiek jest istotą dialogiczną. To znaczy, że żyje w łączności ze słowem i może się nim posługiwać w spotkaniu z innymi ludźmi. Człowiek przyjmuje słowo, posiada je w swojej duszy (w rozumie) i może to słowo wypowiedzieć do kogoś innego, czyli przekazać je drugiej osobie. Słowo jest przekaźnikiem prawdy. Słowo jest nośnikiem prawdy. Za pomocą słowa możemy przekazać prawdę drugiej osobie. Dialogiczność ludzkiej osoby polega na zdolności przyjęcia prawdy i uznania jej, a następnie na możliwości przekazania jej dalej innemu człowiekowi. Wszystko to dzieje się za pośrednictwem słowa.
Zatem do dialogu pomiędzy ludźmi potrzebne jest słowo prawdy. Prawdziwy dialog jest oparty na słowie prawdy. Taki dialog musi być wymianą i przekazaniem słowa prawdy. Tylko rozmowa posługująca się słowem prawdy ma sens. Słowo prawdy (jako prawdziwe słowo) przenosi bowiem prawdę pomiędzy ludźmi. Jeśli wypowiadamy słowo prawdy, wówczas prawda dociera do umysłu drugiego człowieka i może być tam przyjęta. Przyjęcie prawdy oznacza zrozumienie. Rozumienie, jakie rodzi się z takiej rozmowy, polega na przyjęciu i uznaniu prawdy. Możemy powiedzieć wówczas, że zrozumieliśmy drugiego człowieka. Zrozumienie człowieka polega na przyjęciu osobowej prawdy, jaką powinno ze sobą nieść wypowiadane słowo prawdy.

Podstawą zrozumienia człowieka jest więc przyjęcie osobowej prawdy. Dlatego do takiego zrozumienia może prowadzić wzajemny dialog, w którym dwoje ludzi przekazuje sobie słowo prawdy i dzięki niemu samą prawdę. Bez wypowiedzenia słowa prawdy nie ma dialogu, a bez dialogu nie ma porozumienia. Porozumienie musi być wzajemnym zrozumieniem. Musi to być wzajemne przyjęcie czyjejś realnej prawdy (tzn. osobowej prawdy). Ale takie porozumienie musi być oparte na wzajemnej otwartości. Otwartość polega na zdolności ujawniania swojej osobowej prawdy i wypowiedzeniu jej do drugiej osoby. Jeśli nie będziemy chcieli się otworzyć i ujawnić prawdy osoby (prawdy o swojej osobie), to nie zdołamy podjąć prawdziwego dialogu. Wówczas zamiast dialogu będziemy mieli głoszenie swoich poglądów. Dzisiaj nie ma między ludźmi dialogu. Najlepiej widać to w mediach. Nie ma tam żadnego dialogu, jest wyłącznie głoszenie najróżniejszych poglądów (poglądów w różnych sprawach). Wygłaszanie swoich poglądów do niczego nie prowadzi. Na pewno nie prowadzi do dialogu i porozumienia.

Wygłaszane poglądy są oparte na myśleniu, a nie na słowie prawdy. Myślenie jest prywatną sprawą każdego z nas. Myślenie traktujemy na ogół jako prywatną własność każdego z nas. Dlatego myślenie nie łączy ludzi, ale ich dzieli. Jeżeli opieramy się na własnym myśleniu, to możemy stworzyć co najwyżej swój światopogląd. Taki światopogląd jest zbiorem dowolnych myśli, twierdzeń i poglądów. Twórcą tego zbioru myśli i poglądów jest nasza świadomość, która gromadzi najróżniejsze myśli i pragnienia. Nasza świadomość chce przy pomocy światopoglądu zapanować nad wszystkim dookoła. Pragnie wszystko zagarnąć dla siebie. Dlatego światopogląd każdego człowieka (czyli jego poglądy) przeciwstawia się poglądom kogoś innego (jego światopoglądowi). Konfrontacja dwóch poglądów prowadzi do zderzenia i walki. Każdy człowiek (właściwie jego „ja”) chce przeforsować swój pogląd. Nie ma wtedy dialogu i wymiany słowa oraz prawdy. Nie ma też zrozumienia, ani porozumienia. Pozostaje tylko własne zdanie. Tak wyglądają telewizyjne rozmowy. Levinas nazywa to wyabsolutnianiem się świadomości. To znaczy, że świadomość zawsze absolutyzuje swoje myślenie i swoje poglądy.

Aby z tym zerwać powinniśmy otworzyć się na prawdę, zwłaszcza na osobową prawdę człowieka. Musimy przyjąć tę prawdę i uwierzyć w nią, czyli zaakceptować ją. Bez wiary w prawdę pozostajemy skazani na myślenie i tworzenie swoich poglądów (czyli własnego światopoglądu). Skutkiem tego jest niemożność zrozumienia ani siebie samego, ani drugiego człowieka. Zrozumienie musi być oparte na przyjęciu realnej prawdy. Zrozumienie jest czymś naprawdę głębokim, a nie tylko stwierdzeniem tzw. obiektywnych faktów. Na przykład empiryczny opis faktów nie jest żadnym zrozumieniem rzeczywistości (świata). Tym bardziej empiryczny opis człowieka nie jest zrozumieniem go. Zrozumienie musi być przyjęciem tego, co realne. Musi to być przyjęcie ontycznej prawdy. Zrozumienie świata lub człowieka powinno być przyjęciem prawdy ich samych i o nich samych. Tej prawdy, która się kryje w realnych bytach naturalnych i w człowieku. Będzie to prawda o ich realności, o ich pochodzeniu – czyli stworzeniu, wreszcie o ich przeznaczeniu i celu. Z samego opisu faktów i zdarzeń jeszcze nic nie wynika.

Potrzeba nam dzisiaj porozumienia. Potrzeba nam słowa prawdy, abyśmy mogli rozmawiać i porozumieć się. Bez słowa prawdy nie ma poznania i łączności między ludźmi. Nasze myślenie tylko dzieli ludzi, a nie łączy. Połączyć nas może jedynie słowo prawdy.

Aby w naszym umyśle (w rozumie) zrodziło się słowo prawdy, musimy przyjąć realną prawdę. Przyjęcie prawdy wiąże się z wiarą. Wiara (credo) jest bowiem przyjęciem i uznaniem prawdy. Jeśli przyjąłem prawdę, to znaczy, że uwierzyłem. Jeśli uwierzyłem, to znaczy, że przyjąłem prawdę. Gdy wierzę, mój umysł przyjmuje i posiada prawdę. Dopiero gdy umysł przyjął już prawdę, wtedy może zrodzić się w nim słowo (prawdy). Zrodzone w umyśle słowo możemy wypowiedzieć do kogoś na zewnątrz. Zrodzone słowo wypowiadamy do innych ludzi. Wypowiadane słowo prawdy jest przeznaczone dla drugiej osoby, dla kogoś innego. Kiedy uwierzyłem i kiedy przyjąłem prawdę, to przyjąłem ją po to, żeby przekazać ją dalej komuś innemu (innym osobom). Umysł nie może zatrzymywać prawdy dla siebie. Prawda jest otwartością. Przyjęta prawda zmusza nas do głoszenia jej dalej, czyli do ogłaszania jej innym osobom.

Prawdę ogłaszamy za pośrednictwem słowa. Dlatego wygłoszone przez nas słowo powinno być słowem prawdy. To nie może być puste słowo. Jeśli wygłaszamy coś innego niż słowo prawdy, to kłamiemy i oszukujemy. Dlatego jeśli nie zdołaliśmy przyjąć prawdy, to lepiej, żebyśmy milczeli, niż gadali głupoty i kłamstwa. Źródłem i przyczyną kłamstwa jest nasze myślenie. Myślenie tworzy albo konstruuje znaki i znaczenia. Myślenie tworzy pojęcia. Myślenie tworzy więc jedynie język jako system znaków i znaczeń, pojęć i wyrazów. Język jest zatem tworem myślenia. Ale język nie jest mową, na pewno nie jest mową serca i umysłu. Ponieważ myślenie nie jest w stanie zrodzić słowa prawdy (prawdziwego słowa). Dalej myślenie tworzy cały system kulturowy jako ogromny gmach znaków i wartości.

Słowo rodzi się z prawdy przyjętej w umyśle. Słowo rodzi się z przyjęcia osobowej prawdy Boga lub człowieka. Osobowa prawda sama zrodziła ludzki umysł (rozum lub intelekt). A potem działając w umyśle rodzi z kolei słowo prawdy. Zrodzone przez prawdę słowo jest zawsze słowem prawdy. Słowo prawdy jest jedynym prawdziwym słowem. A prawdziwe słowo jest zawsze słowem prawdy. Słowo prawdy pochodzi ostatecznie od Boga. Słowo pochodzi od prawdy, a prawda jest z Boga. Wszystko inne pochodzi już z ludzkiego myślenia, czyli ostatecznie od Złego.

Tworem myślenia jest język. Jeżeli język traktujemy jako całą naszą wiedzę, to znaczy, że posługujemy się wyłącznie znaczeniami i pojęciami wymyślonymi przez nas samych. Ale taka wiedza rozmija się całkowicie z realnością, z prawdą i dobrem, gdyż wszystko to jest wymyślone albo przynajmniej pomyślane. Aby nas uleczyć z tego myślenia, Bóg dał nam wiarę, czyli zdolność przyjmowania prawdy. Gdy prawda dotrze do umysłu i zostanie przyjęta, wtedy rodzi się słowo prawdy. Słowo prawdy jest bezpośrednią wiedzą o realności. Bez słowa prawdy nie dowiemy się niczego o realnych bytach. Bez słowa prawdy nie dowiemy się niczego o człowieku i o Bogu.

Osobowa prawda przepływa do umysłu z istnienia. Dlatego niesie ze sobą całą moc realności. Dzieje się to dzięki kontemplacji. Kontemplacja otwiera nas na prawdę (na osobową prawdę). Kiedy prawda dotrze już do umysłu, to może się dalej uzewnętrzniać pod postacią słowa. Słowo jest więc uzewnętrznieniem prawdy. Słowo objawia prawdę na zewnątrz. Słowo ukazuje prawdę posiadaną przez umysł dla innych osób. Słowo pokazuje nam osobową prawdę człowieka i Boga. Słowo jest po prostu objawieniem, a objawienie dokonuje się w słowie. Dlatego Osobowego Boga poznajemy poprzez Objawienie Słowa Bożego, a nie poprzez nasze myślenie, naszą wiedzę lub filozofię. Jeżeli więc chcemy poznać osobę człowieka (czyli człowieka osobowego), to również musimy sięgnąć do słowa prawdy.

Kto albo co przyniesie nam słowo prawdy? Może media? Na pewno nie! Może nauka lub filozofia, albo literatura? Też nie. Może rozmowa z drugim człowiekiem? Chyba bardzo rzadko, bo musiałaby to być rozmowa z mądrym człowiekiem (czyli z mędrcem i mistrzem). A może rozmowa z Bogiem? Słowo Boże jest doskonałym przejawem prawdy – Prawdy Bożej.

Słowo prawdy może nam dać mądrość i kontemplacja. Słowa prawdy musimy szukać u człowieka mądrego i kontemplującego. Kogo dzisiaj stać na mądrość i kontemplację? Są przecież zakony i klasztory kontemplacyjne. Ale czy my dzisiaj czerpiemy z tego duchowego dziedzictwa mistrzów kontemplacji? Czy słuchamy ich słowa prawdy? I czy sami odważylibyśmy się podjąć kontemplację Prawdy Bożej albo choćby osobowej prawdy człowieka? Czy słuchamy świętych wyznawców prawdy objawionej? 

W poszukiwaniu zasad politycznych /21

Wspólnotowa teoria społeczna 

Gdy wraz z Rewolucją Francuską upadł ideał absolutnych rządów króla (którego władza miała pochodzić od Boga), zaczęto poszukiwać nowych form zarządzania państwem. W starym systemie prawem była wola władcy, zaś obecnie panowanie prawa zostało związane z instytucjami, które miały stać na straży prawa. Prowadziło to do stworzenia systemu instytucjonalnego, którego fundamentem miała być „raczej mityczna” umowa społeczna. Tak zaczęły powstawać instytucje demokratyczne.

Przeciwstawną wizję przedstawił Marks, który opisywał społeczeństwo jako twór klasowy. Społeczeństwo jest efektem walki klasowej. Otóż klasa społeczna jest znowu tworem „raczej enigmatycznym”, który określa wyraźny interes ekonomiczny. Oczywiście przy założeniu, że ludzie w swojej działalności kierują się interesem ekonomicznym i niczym innym. A skoro tak nie jest, to musi istnieć Partia Komunistyczna, która by formułowała taki interes ekonomiczny (własność środków produkcji, itd.). Władzę miała przejąć klasa proletariacka, co sprowadzało się do tego, że wszyscy obywatele powinni stać się proletariuszami. Trzeba też zaznaczyć, że pierwotny marksizm był anty-instytucjonalny.

Po dramatycznych perturbacjach w XX wieku, czyli walce komunizmu z kapitalizmem, zwyciężyła wizja instytucjonalna państwa demokratycznego. Do prawa stanowionego próbowano dodać prawo naturalne w postaci Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Niestety Unia Europejska, która jest ostatecznym (i chyba ostatnim) wykwitem tego modelu politycznego, nie spełniła swoich oczekiwań.

Można więc postawić pytanie, czy należy zawrócić z tej drogi, tak jak odwróciliśmy się od pomysłów komunistycznych? Czy możliwa jest jakaś inna wizja społeczeństwa? Wydaje się, że na gruncie filozoficznego personalizmu można zaproponować wspólnotową koncepcję społeczeństwa. Na czym to ma polegać? Otóż społeczność ludzka nie powstaje na zasadzie umowy społecznej ani walki klasowej. Społeczność ludzka ma charakter wyraźnie wspólnotowy. Skąd się bierze ów wspólnotowy charakter społeczeństwa? Człowiek jest przede wszystkim osobą. Osobowy charakter bytu ludzkiego (tutaj trzeba zaznaczyć, że osobą jest zarówno mężczyzna jak i kobieta, ale to są odmienne, choć dopełniające się osoby) pozwala albo nawet wymusza tworzenie wspólnoty rodzinnej. Rodzina jest naturalną wspólnotą ludzką. Taka wspólnota posiada szczególną łączność na poziomie relacji osobowych. Kwestia instytucjonalna została narzucona już w Prawie Rzymskim, ale trzeba wiedzieć, że jest to sprawa wtórna, chociaż obecna w wymiarze społecznym (polityki państwa). Ludzie łączą się we wspólnoty rodzinne, które od zarania dziejów tworzyły następnie wspólnoty lokalne (wiejskie, a później miejskie). Ostatecznym tworem wspólnotowym (tworem społeczeństwa wspólnotowego) jest Naród. W wymiarze społecznym naród należy pojmować jako wspólnotę wspólnot. Kardynał Wyszyński mówił tutaj o rodzinie rodzin. Dopiero wspólnota narodowa dąży do jednolitej i trwałej organizacji własnego życia społecznego (organizacji gospodarczej i kulturalnej). Dlatego powstawały państwa narodowe.

Wróćmy teraz do kwestii działalności wspólnotowej. Zapytamy, jak działa wspólnota rodzinna? Czy działa ona na zasadzie prawa stanowionego, czy też na zasadzie instytucjonalnej, czy może kierując się wyłącznie interesem ekonomicznym? Łatwo dostrzeżemy, że życie i współdziałanie w rodzinie ma zupełnie inny, bo właśnie osobowy charakter. Można powiedzieć, że radykalnie wykracza poza przedstawione propozycje łączności politycznej. Życie rodzinne nie jest ani prawodawstwem (chociaż państwo nieustannie próbuje narzucać regulacje prawne), nie jest również działalnością instytucjonalną, ani nie jest realizacją interesów ekonomicznych. Życie rodzinne jest przede wszystkim współżyciem i współdziałaniem osobowym. Tego nie można zmienić, ani nie da się tego oszukać, czyli zmanipulować.

Cóż z tego wynika? Otóż wspólnota osobowa jest nastawiona zawsze na realne działanie. Ponadto będzie to zawsze współdziałanie. Jeśli członkowie rodziny zaczynają żyć i działać we własnym interesie, to taka rodzina się rozpada. Dlatego realnego działania społecznego musimy poszukiwać w rodzinie, a nie w teoriach naukowych. W związku z tym możemy stwierdzić, że w wymiarze społecznym wspólnota działa na zasadzie gospodarowania. Dotyczy to również wspólnot lokalnych jak i szerzej wspólnoty narodowej. Działająca wspólnota nie dąży bezpośrednio do ekonomicznego zysku, ale stara się wypracować jakieś dobro wspólne, czyli coś, co ma służyć wszystkim uczestnikom. Na tym polega faktyczne i realne współdziałanie społeczne. Działalności wspólnotowej nie dotyczy więc teoria liberalnej ekonomii, ale to, co nazywamy gospodarowaniem. Gospodarowanie zasadza się na pracy dla dobra wspólnoty, a nie na działaniach dla możliwego zysku. Gospodarowanie tworzy zatem coś rzeczywistego, a nie tylko stwarza jakieś możliwości ekonomiczne.

Dlatego o gospodarce należy mówić w perspektywie wspólnotowego pragmatyzmu narodowego (nie lubię terminu „interes narodowy”). Naród musi umieć gospodarować własnymi zasobami szeroko pojętymi (kultura i technika, przemysł i rolnictwo, surowce naturalne i potencjał intelektualny). Musimy sobie zdawać sprawę, że tylko państwo narodowe może zadbać o swoją gospodarkę. Natomiast społeczeństwo demokratyczne (złożone z oderwanych jednostek) zostało stworzone dla dominacji globalnej ekonomii zysku. Dzisiaj już widać, że takie rozwiązanie prowadzi do globalnej tragedii, czyli do kryzysu ekonomicznego w skali światowej.

Państwo demokratyczne, które wytworzyło na własne potrzeby demokratyczne społeczeństwo, jest zdane jedynie na ekonomię zysku, gdyż nie ma w nim kto (brak wszelkich wspólnot) zadbać o interes gospodarczy, czyli o realne gospodarowanie. Gospodarowanie podejmuje przede wszystkim wspólnota rodzinna. Przecież rodzina nie może być przedsiębiorstwem nastawionym na zysk, bo przestanie być rodziną. Tutaj trzeba pracować nawet bez wynagrodzenia dla realnego dobra tej wspólnoty, aby mogła ona trwać i rozwijać się jako wspólnota. Gospodarowanie dotyczy również wspólnot lokalnych, gdzie rodziny współpracują ze sobą dla rozwoju lokalnej społeczności wspólnotowej. Wreszcie gospodarowanie dotyczy działalności ogólnonarodowej, którą określamy mianem gospodarki państwa narodowego.

Jeżeli pozbywamy się tych kolejnych stopni działania i życia wspólnotowego, to od razu robimy miejsce dla liberalnej ekonomii, czyli teorii osiągania zysku. Dlatego pomysł państwa demokratycznego polega na eliminacji życia wspólnotowego i zastąpienie go swobodnym działaniem oderwanych jednostek (najlepiej byłoby preferować singli). Cała batalia ideologiczna dzisiejszej demokracji zmierza właśnie w tym kierunku. Należy zniszczyć wszelkie więzi wspólnotowe (rodzinne i narodowe) i zastąpić je swobodnymi pomysłami na życie oderwanych jednostek ludzkich. Ideologowie demokracji zdają sobie sprawę, że realnymi wspólnotami, które łączą realne więzi, nie da się dowolnie sterować, ale z dowolnie myślącymi jednostkami można zrobić, co się chce, gdyż łatwo jest namówić ich do czegokolwiek.