6 czerwca 2026

O instytucjach /1

Awersja instytucjonalna

Zawsze chciałem pracować dla narodu i jego kultury, gdyż naród nie stanowi żadnej formy instytucjonalnej. Jednak w dzisiejszym społeczeństwie jest to właściwie niemożliwe, bo jeśli nie jesteś reprezentantem jakieś instytucji, to w kulturze Ciebie nie ma i nikt się z Tobą nie liczy. Czy można się przeciwstawić takim zależnościom i układom? Pewnie, że można, lecz trzeba mieć świadomość, że zostanie się pozbawionym możliwości oddziaływania na polu społecznym. Żeby móc dziś działać, trzeba przyłączyć się do różnego typu form zależności instytucjonalnej. Inaczej na pytanie, skąd jesteś, musisz odpowiedzieć, że znikąd. Ale jeżeli chcesz być naprawdę niezależnym, to musisz wszystko porzucić (całe życie społeczne) i żyć na własną rękę. To nie jest zbyt przyjemne, ale można spotkać w naszym kraju takich ludzi. Będą to zawsze ludzie o bogatej osobowości, a nie jacyś wypromowani przeciętniacy. Osobowości rodzą się na marginesie życia społecznego.

Mam głęboką awersję do wszelkich urzędowych instytucji. Nigdy nie mogłem się zdobyć na uznanie jakiejkolwiek atrakcyjności żadnej z nich. Dlatego nie zasłużyłem sobie na pochwałę ze strony instytucji. Mogę jednak zaznaczyć, że taka postawa uchroniła moją osobowość przed naciskami ze strony władzy instytucjonalnej, co sprawiło, że mogłem zupełnie swobodnie rozwijać swoje talenty.

Tak naprawdę działalność instytucjonalna nie służy człowiekowi. To znaczy, że nie służy osobie człowieka, gdyż taka działalność nie ma nic wspólnego z działaniami osobowymi. Osoba działa bowiem całkowicie bezinteresownie, zaś każda instytucja pilnuje tylko swojego interesu, czyli prawa do skutecznego funkcjonowania. Jeżeli chcemy pozostać człowiekiem, to nie możemy ulegać żadnej presji ze strony urzędowych instytucji. Ale jeżeli wolisz stać się znakomitym pracownikiem i marzysz o sukcesie zawodowym, to musisz całkowicie poświęcić się działalności instytucjonalnej i zawodowej. Nie wyobrażaj sobie jednak, że zachowasz wtedy pełnię swojego człowieczeństwa. Doskonałość człowieka może być mierzona zasadami moralnymi, a nie skutecznością działania zawodowego. Trzeba zdać sobie sprawę, że żadne instytucje nie tworzą i nie dają nam rozwoju osobowego. Człowieka należy szanować za postawę moralną, a nie za dokonania zawodowe. Tylko instytucje nagradzają nas za zawodową sprawność. Jednak dziś pozycję społeczną mierzy się według sukcesu zawodowego a nie postawy moralnej.

O instytucjach /2

Instytucje nie mają charakteru osobowego

Tworzenie instytucji społecznych nie ma charakteru osobowego, lecz opiera się na naszym ludzkim myśleniu. Otóż zgodność w myśleniu, choć posiada postać łączności duchowej nie jest w stanie stworzyć wspólnoty osobowej. Toteż ustrój polityczny państwa zależy od myślenia jego przywódców i obywateli-wyborców. Ostatecznie chodzi o wiedzę na temat człowieka i jego natury. Dlatego już Grecy zdawali sobie sprawę, że potrzebna jest odpowiednia wiedza o człowieku i zaczęli uprawiać filozofię.

Filozofowie całe wieki analizowali sytuację społeczną człowieka. Doszli do wniosku, że albo człowiek jest doskonały, czyli działa najlepiej jak potrafi, albo ludzkie działania wymagają ciągłej kontroli, czyli sprawnego zarządzania. Stąd powstały dwie przeciwstawne teorie polityczne. Jedna twierdzi, że społeczeństwo powstało na skutek działań poszczególnych ludzi, które to działania łączą się i komasują tworząc wspólnotę społeczną oraz ogólny dobrobyt społeczny. Natomiast druga teoria twierdzi, że społeczeństwo powstało jako twór i emanacja władzy politycznej i jej decyzji. To oznacza, że główny wpływ na społeczeństwo ma ustrój państwowy, czyli inaczej mówiąc instytucja państwa i prawa.

O instytucjach /3

Człowieczeństwo zinstytucjonalizowane

Zinstytucjonalizowanie osiągnęło dzisiaj szczyty absurdu. Człowiek bez instytucji już się zupełnie nie liczy. Jeśli za Tobą nie stoi jakaś potężna instytucja, to tak jakby Cię w ogóle nie było. Poza instytucją człowiek wcale nie istnieje.

Trzeba stwierdzić, że to jakaś kompletna bzdura, że nasze człowieczeństwo ma się wyrażać poprzez instytucje. Przecież instytucje zabijają człowieka, gdyż niszczą jego osobę, która powinna się wyrażać w osobowości, a nie w urzędowej strukturze. Dla instytucjonalnych struktur nie istnieje coś takiego jak osoba ludzka. Człowiek ma być zinstytucjonalizowanym tworem. Na przykład jakąś kartoteką lub jakimś numerem rejestracyjnym (PESEL) w urzędniczych archiwach. Jeszcze nigdy urzędowa presja na człowieka nie była tak silna, chociaż całą sytuację znakomicie opisał Kafka. A ta sytuacja pogarsza się w EU-ropie z każdym dniem.

Jak obronić własną osobę? Trzeba by całkowicie zniknąć ze wszystkich urzędowych kartotek. Najlepiej byłoby uciec na bezludną wyspę albo wyspę bezinstytucjonalną, bo we współczesnym państwie nie można się wypisać ze wszystkich urzędowych instytucji. Zawsze Cię dopadną jakieś urzędowe służby. A to wszystko za sprawą państwa prawa. Ponieważ rządzącym wydaje się, że wszystkie ludzkie sprawy można uregulować i załatwić przepisami prawnymi. Nie ma chyba bardziej beznadziejnego pomysłu.

Człowiek naprawdę nie jest sprawą urzędową. Nie jest żadnym klientem lub petentem. Może nimi co najwyżej bywać od czasu do czasu. A dzisiaj okazuje się, że wszystkie swoje sprawy musimy załatwiać w urzędach. Każdy urząd jako wymyślona instytucja pragnie całkowicie podporządkować sobie człowieka. Chce zapanować nad podległymi sobie klientami. Wszelkie przepisy prawne, a nawet kodeksy etyczne, traktują ludzi załatwiających swoje sprawy jako klientów i petentów. W instytucjonalnym prawodawstwie nie ma już człowieka lecz klient. Kiedyś w dawnej Polsce klientela miała bardziej osobisty wydźwięk. Było to zależność od osoby pryncypała (jak we włoskiej mafii), a nie koniecznie urzędu. Dzisiaj człowiek został sprowadzony jedynie do klienta urzędu.

Instytucje urzędowe działają z mocy prawa. W ten sposób prawo zaczyna rządzić postępowaniem człowieka. W dawnych czasach prawo regulowało jedynie podstawowe stosunki społeczne. Natomiast człowiek w swoim postępowaniu kierował się moralnością (czyli prawem moralnym), która wyrasta z samej realności osoby ludzkiej. Dzisiaj prawo stanowione zastępuje moralność, gdyż instytucje nie potrzebują moralności. Instytucje wymagają jedynie przepisów prawa, zaś prawo instytucjonalne jest doraźnie ustanawiane przez zarządzających instytucjami społecznymi, najczęściej przez władzę państwową. Stąd bierze się szumne określenie „państwa prawa”. Jednak prawo jest zdolne zarządzać jedynie działaniami instytucji, gdyż instytucja podobnie jak stanowione przez władzę prawo jest czymś wymyślonym przez człowieka (przez ludzki rozum). Ale kiedy rozum posługuje się wyłącznie danymi poznania zmysłowego (jak przegłosował angielski empiryzm, a dziś preferuje cała wiedza naukowa), wtedy nie posiada pełnej wiedzy o realności człowieka. Dlatego prawo ustanowione przez taki empiryczny rozum nie ogarnia osobowej realności człowieka. Stąd prawo podporządkowuje człowieka jedynie wymogom zewnętrznym, a nie zasadom wewnętrznym (czyli moralności).

Takie rozwiązanie wydawało się doskonałe, gdy je wprowadzano. Politycy uważali, że rozwiąże ono problemy społeczne. Ale dzisiaj widać, że to niczego nie rozwiązało, a jedynie doprowadziło do przerostu instytucji nad realnym życiem człowieka i wszelkimi realnymi więzami społecznymi. Instytucjonalizm pochłonął rodzinę jako fundament życia społecznego. Pochłonął także wspólnoty lokalne tworzące realne więzi społeczne i sprawujące faktyczną edukację społeczną. Pochłonął wreszcie wspólnotę narodową, czyli społeczny fundament kultury. Pochłonął wszystko nie dając nic w zamian. Dziś mamy poważny kryzys społeczny wywołany kompletnym nadmiarem instytucji. Nawet tworzenie różnego rodzaju instytucji pozarządowych nie rozwiązało problemu. Ludzkie życie zostało zinstytucjonalizowane w maksymalnym stopniu. Tutaj trzeba wrócić do realnych podstaw życia społecznego, a nie pakować się w wymyślanie kolejnych rozwiązań instytucjonalnych.

Człowiek nie może być tworem zupełnie podporządkowanym instytucjom. Człowiek potrzebuje całkiem sporego zakresu życia prywatnego. Sam chce bowiem zarządzać swoim życiem. Jednak powinien wiedzieć (a zatem powinien być nauczony), że swoim życiem ma zarządzać zgodnie z zasadami moralnymi. A tego nie nauczą nas żadne instytucje urzędowe, gdyż one są zarządzane na zasadach prawa ustawowego. Dlatego nie sposób wymagać od instytucji załatwiania spraw zgodnie z moralnością. Im wystarczają przepisy prawne, do tego interpretowane zawsze na korzyść instytucji. Dlatego w starciu z instytucjonalizmem zwykły człowiek (ze swoją osobą) nie ma szans.

Albo więc się obudzimy i przypomnimy sobie o moralności, albo instytucje urzędowe pochłoną nas całkowicie. A wtedy możemy zapomnieć o swojej osobowej realności i godności. Pozostanie nam wytrwała służba na rzecz instytucji. I tyle.

Dziś czymś prywatnym dla człowieka pozostał chyba tylko sen. Możemy sobie pomarzyć przez sen o lepszym życiu. A nawet jeśli coś genialnego wymyślimy, to i tak każą nam to realizować w ramach jakiejś instytucji. Jeszcze trochę i będziemy mogli pomarzyć tylko w sposób instytucjonalny. Trzeba więc założyć fabrykę snów. Och przepraszam, chyba zapomniałem, że fabryki snów doskonale prosperują od dawna w Hollywood. A więc koniec. The End. Nie ma już żywego i realnego człowieka.

O instytucjach /4

Miłość instytucji

Wszyscy żyjemy w zinstytucjonalizowanym systemie. Jesteśmy wdrażani do tego już od małego. Ludzie z czasem przywykli do takiego układu. Nie potrafią sobie radzić poza systemem. Jeżeli dzieje się coś złego, np. tracą pracę, to ratunku szukają w ramach systemu. Rzadko ktoś szuka nowego życia dla siebie, które mógłby zacząć poza systemem. Przeważająca większość szuka po prostu nowej pracy, bo chce przynależeć do systemu. Dlaczego tak się dzieje?

Otóż odpowiedź znalazłem w osobistej wypowiedzi człowieka, który potrafił rozpoznać swoją sytuację. Rainer Voss (filmowy dokument niemiecki) powiedział, że chciał być kochany przez jakąś instytucję. Co ciekawe, powiedział wprost, że chciał być kochany, a nie szanowany lub doceniany. Lecz gdy został odrzucony przez swoją instytucje (firmę), poczuł jakby stracił godność. To pokazuje do jakiego stopnia ludzie są zdolni angażować się w działalność firmy, czyli w pracę zawodową. Czy to nie jest przerażające. Może warto zastanowić się nad sobą i swoją pracą. Dlaczego jesteśmy w stanie poświęcić zaangażowanie na rzecz drugiego człowieka lub rodziny dla pracy zawodowej i jakiejś firmy? Dlaczego oczekujemy miłości od instytucji, a nie od drugiego człowieka?

O instytucjach /5

W polityce nie ma miejsca na personalizm.

W polityce nie ma miejsca na personalizm. Polityka rządzi się bowiem utylitarnym interesem. Polityka jest przepychanką i grą interesów. Jeśli polityk opowiada ci o miłości lub godności, to poślij go do diabła. Polityka musi zadbać o sprawną realizację interesu ogólnospołecznego. Powinien zadbać o interes swojego kraju i państwa oraz o wspólny interes obywateli. Opowieści o dobru wspólnym, jakim mieliby się kierować politycy, to idealistyczne bajki. Politycy mają się kierować moralnością tylko w bezpośrednich kontaktach z ludźmi, ale kierowanie państwem wymaga pilnowania interesów publicznych. Oczywiście problem moralny pojawia się wówczas, gdy politycy wykorzystują swoją władzę do załatwiania interesów własnych lub rodzinnych.

Trzeba się teraz zastanowić, czym jest ten interes - wspólny interes społeczny? Jest to polityczny interes państwa, który wyraża się w dbałości i trosce o bezpieczny rozwój - czyli bezpieczeństwo i rozwój społeczności obywatelskiej. Państwo realizuje ten swój interes polityczny poprzez działalność odpowiednich instytucji. Różne instytucje (kierowane przez ministerstwa) realizują i wykonują ten ogólny interes w pewnym szczegółowym zakresie - w tym zakresie, do którego zostały powołane. Instytucje państwowe mają być użyteczne, czyli powinny spełniać pożyteczne społecznie działania. I tutaj dochodzimy do istoty problemu rządzenia. Dbałość o interes społeczny wymaga działań korzystnych i pożytecznych, czyli działań utylitarnych. A to pokazuje, że instytucje muszą w praktyce działać sprawnie i skutecznie. Na tym polega dobre i doskonałe działanie instytucji. W tym wyraża się również służebna rola społeczna instytucji państwowych. Mają one skutecznie i pożytecznie realizować powierzony im zakres interesów społecznych.

Niestety gdy politycy zamiast dbać o interesy społeczne zabiegają wyłącznie o interes własny, wtedy wykorzystują do tego celu instytucje państwowe. I właśnie wtedy te instytucje zaczynają działać źle lub pozornie. Będą zabiegać raczej o swoje przetrwanie, a nie o działanie na rzecz realizacji interesów społecznych. Tak rodzi się i powstaje biurokracja. To oczywiście wywołuje kryzys polityczny. Czy można temu zaradzić? Jest to raczej trudne lub niemożliwe, gdyż nie da się stale odnawiać instytucji państwowych. W każdym razie trzeba jasno zdefiniować interesy społeczne - osobno interesy bezpieczeństwa i obronności; osobno interesy gospodarcze i komunikacyjne; osobno interesy życiowe obywateli (zdrowotne i demograficzne); oraz interesy edukacyjne i kulturowe. Tego należy nauczyć polityków.