5 sierpnia 2026
31 lipca 2026
Groźba AI
Musimy postawić sobie pytanie, czy AI może wywrócić działanie instytucji państwowych? Najszybciej sytuacja może prowadzić do tego, że AI zajmie miejsce przełożonych w zarządzaniu podwładnymi. Albo można się spodziewać, że AI usunie w ogóle podwładnych, gdyż będzie lepiej działała w systemach cyber informacyjnych. Przecież wszelkie systemy finansowe (podatki i różne opłaty) już dzisiaj działają cybernetycznie. W ten sposób AI będzie przejmowała kontrolę państwa nad obywatelami. Polityka państwowa stanie się zbędna i w ten sposób znikną partie polityczne.
Ratunek wspólnotowy
Człowiek jest przede wszystkim osobą. Zagubionego człowieka może więc uratować wspólnota. Oczywiście wspólnota osobowa. Człowiek żyje w dwóch odrębnych wspólnotach osobowych. Pierwszą wspólnotę stanowi nasza rodzina. Człowiek wzrasta i rozwija się w rodzinie, bo tylko rodzina daje mu odpowiednie środowisko osobowe. Jeśli relacje osobowe w rodzinie będą zakłócone, to nie ma mowy o pełnym rozwoju młodego człowieka. A bez osobowego rozwoju (rozwoju moralnego) młody człowiek będzie narażony na zgubne wpływy zewnętrzne. Będzie więc poddany przeróżnym środkom wpływającym na jego cielesność albo jego duchowość. Aby sobie z tym poradzić, trzeba mieć właściwe rozeznanie tego, co potrzebuje nasze ciało oraz nasza dusza. Potrzebne jest tutaj spojrzenie z perspektywy głębszej, czyli z poziomu własnej osoby i jej aktywności. Tego wszystkiego możemy się nauczyć jedynie w życiu rodzinnym prowadzonym osobowo, czyli z wzajemnym poszanowanie każdej osoby działającej w rodzinie. Musimy sobie uświadomić, że szacunek dla osoby człowieka funkcjonuje właśnie we wspólnocie rodzinnej, a nie w przeróżnych instytucjach. W instytucji funkcjonuje wyłącznie zależność formalno-prawna, czyli relacje przełożony-podwładny. Dlatego w instytucjach pomija się poszanowanie drugiej osoby na rzecz sprawnego działania albo tylko na rzecz poszanowania instytucji jako ważnego urzędu. Dlatego praca zawodowa wywołuje u człowieka stres osobowościowy lub wprost depresję emocjonalną.
Drugą wspólnotą osobową jest wspólnota Kościoła Katolickiego. Ale nie chodzi tutaj o ogólną strukturę instytucjonalną wspólnoty, lecz o najbliższą nam wspólnotę parafialną. Istotą wspólnoty kościelnej jest obecność w niej samego Boga (Syna Bożego). Dlatego realna wspólnota kościelna i parafialna odbywa się podczas Mszy Świętej, ponieważ to jest oczywisty moment obecności dla nas Osoby Boskiej Syna Bożego. Dzięki tej nadprzyrodzonej obecności nasza osoba zyskuje dodatkową siłę i moc sprawczą, co potocznie nazywamy darem łaski Bożej. Należy mieć świadomość, że nasza osoba została stworzona bezpośrednio przez Boga Ojca i dlatego należy do porządku nadprzyrodzonego a nie naturalnego. Dlatego realny kontakt z Bogiem dotyczy właśnie ludzkiej osoby, co jedynie może zostać jakoś potwierdzone w naszej duszy, lecz nie jest efektem działania władz duszy. Tak więc zdobywana łaska umacnia i aktywizuje naszą osobę, co pozwala jej wpływać wzmacniająco na działanie władz duszy. A to już daje nam odpowiednią siłę do prowadzenia naszego życia (zwłaszcza życia rodzinnego).
27 lipca 2026
Koniec polityki partyjnej
Moim zdaniem, mamy już pierwsze sygnały, że zaczyna się kończyć era polityki partyjnej. Okazuje się, że działalność partyjna stała się dzisiaj całkowicie antyspołeczna. Partie kierują się wyłącznie interesem własnym, czyli podejściem instytucjonalnym nastawionym na obronę własnej instytucji, przeciwko innym działaniom społecznym. Dlatego po jakimś czasie partia działa tylko dla siebie i wokół siebie. To sprawia, że wszelkie możliwości działania państwowego zostają skupione wokół interesu partii. W ten sposób działanie partyjne staje się zdradą interesu społecznego (jako dobra wspólnego). Jeżeli większa grupa społeczna zda sobie z tego sprawę, to rządy partyjne ostatecznie upadną.
12 lipca 2026
Jestem człowiekiem, dlatego muszę działać jak człowiek
Jeśli mówię o sobie, że jestem człowiekiem, to chcę powiedzieć, że jestem osobą i życiem stworzonymi przez Boga. A to oznacza, że jako człowiek jestem kimś nadprzyrodzonym, nawet jeśli moja cielesność pochodzi z rozwoju ewolucyjnego. Cielesność wraz z duchowością należą do możności istotowej (esencji), natomiast moja osoba i życie stanowią podmiotowości egzystencjalne. Zatem dusza zależy od aktywności własności osobowych, a moje ciało jest efektem aktywności życia nadprzyrodzonego. Dlatego uważam, że jestem powołany do życia osobowego i życia wiecznego, a nie do bycia ziemskiego (tylko na ziemi).
Dlatego mocy potrzebnej do działania szukam na poziomie podmiotowości osobowej, a jeśli mi tego brakuje, to szukam pomocy u innych osób, gdyż wszelka moc do działania płynie ze strony osoby - boskiej lub ludzkiej. Nie ma innej możliwości, trzeba to sobie wyraźnie uświadomić. Dlatego tak ważna jest wspólnota osobowa, czyli rodzina, w której działamy na co dzień, ale również w trudnych przypadkach. We wspólnocie rodzinnej ludzie zawsze podejmowali działania wspólnie korzystając ze wzajemnej pomocy. Dopiero dalej we wspólnocie rodzin), czyli we wspólnocie lokalnej lub sąsiedzkiej, ludzie korzystali z pomocy innych (z pomocy dobrosąsiedzkiej). Niestety dzisiaj ludzie zapomnieli, jak się działa wspólnotowo, każdy uważa się za super-działacza, ale to prowadzi do zerwania więzi osobowych, zwłaszcza w rodzinie. Nie da się dobrze żyć bez wzajemnego współdziałania.
Dzisiaj wszyscy marzą o wolności. Ludzie marzą o wolności myśląc, że osiągną przez to szczęście albo sukces. A co gorsze, utarło się twierdzenie, że człowiek działa na zasadzie wolności. Ale to jest kompletna bzdura, zmontowana przez dziennikarzy z czasów rewolucji francuskiej. A tak naprawdę wolność jest dla człowieka zabójcza, bo zabija w nim samą realność, zabija bowiem realność osoby i życia. A bez nich nie ma rzeczywistego człowieka. Wolność rozmywa i rozpuszcza realność w świecie możliwości. Możliwości tworzone przez wolność myślenia w żaden sposób nie wypełniają ludzkiej natury, lecz spychają ją na manowce. Człowiek pozostaje wówczas cały czas na etapie stawania się, co gorsze, dowolnego stawania się czymkolwiek możliwym do pomyślenia. A do tego reklama uliczna woła -- możesz stać się kimkolwiek zechcesz; ale tak naprawdę stajesz się tylko czymś bezosobowym.
11 lipca 2026
Państwo prawa a nie ludzi
Przywrócić przekonanie, że jesteśmy państwem prawa, a nie ludzi - powiedział cytowany przez Associated Press były sędzia Sądu Najwyższego Ohio Michael Donnelly.
Pojawiło się ciekawe i dość zaskakujące stwierdzenie w Ameryce. O co właściwie chodzi sędziom? Okazuje się, że sędziowie są w stanie myśleć tylko według prawa i stawiać prawo ponad wszystko inne, zwłaszcza ponad ludzi. Jest to skutek całkiem dowolnego myślenia o prawie i sądownictwie, działających w ramach państwa. Ludzie muszą mieć swobodę działania, a dopiero zrealizowane działania i ich efekty mogą podlegać prawu ustawowemu. Prawo nie może uprzedzać i wyznaczać działania poszczególnych ludzi, bo wówczas przybiera postać cenzury prewencyjnej. Z podobną sytuacją mamy do czynienia również w EU, gdzie ustanawia się dowolne rozwiązania prawne, które mają sterować działalnością społeczną i polityczną. Przypominamy, że prawo ma służyć ludziom, co wyrażało się dawniej w definicji sprawiedliwości: - oddać każdemu to, co mu się należy (a nie dzisiejsze rozumienie: zabrać każdemu to, co mu się należy lub nie należy).
10 lipca 2026
Zmagania z problemami
Ludzie uważają, że instytucje załatwią różne ich problemy. Ale te problemy dotyczą właśnie ludzi, a nie instytucji. Dlatego każdy człowiek musi się sam zmagać ze swoimi problemami. Instytucje pełnią co najwyżej rolę pomocniczą w identyfikacji problemu. Dlatego najważniejsza jest realistyczna postawa samego człowieka. On powinien poznać i zrozumieć zarówno otaczający go świat, jak i samego siebie. Ale tutaj potrzebna jest odwaga i chęć działania. Musimy odważnie spojrzeć na świat, żeby wiedzieć, co chcemy z nim zrobić. I tu konieczna jest współpraca z innymi ludźmi, ale wcale nie instytucjonalna. Współpraca musi być osobista, czyli osobowa. Człowiek zawsze współdziała z innymi ludźmi, a nie z jakąś instytucją. Nawet w ramach pracy w jakiejś firmie lub instytucji społecznej zawsze współdziałamy z konkretnymi ludźmi. Z takiel współpracy powstaje realna wspólnota społeczna, czyli naród. Naród nie jest tworem narodowców (czyli wyznawców potęgi narodowej), ale jest efektem współpracy obywateli. Naród tworzy bowiem realne współdziałanie w przeróżnych dziedzinach.
8 lipca 2026
Towarzysze politycy, co ja słysze !!!
Politycy cały czas debatują o możliwościach, i to dlatego wymyślają sobie od czegokolwiek. Nie stać ich bowiem na spojrzenie na samą zwykłą rzeczywistość. Czy to na realność samego człowieka (czyli obywatela), czy to na rzeczywistość społeczną (czyli realną wspólnotę i realną współpracę). Niestety w związku z tym opowiadają nam same bzdury. Jak długo będziemy to znosili? Trzeba wreszcie powiedzieć dosyć i pogonić to całe towarzystwo (towarzyszy polityków).
Niestety cała ta polityczna propaganda dotarła także do relacji kościelnych. Widać to najlepiej w dzisiejszym sporze między KK a Bractwem Piusa X. W tym sporze dostrzegam jedynie oskarżenia światopoglądowe, bez odwoływania się do realnych relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem, a już także bez odwołania się do realności Boga i realności człowieka, bo przecież nawiązywanie relacji wiary (ze strony człowieka) oraz łaski i zbawienia (ze strony Boga) jest oparte na osobowej realności obu stron (egzystencjalnej podmiotowości osoby człowieka oraz Osobowej Trójcy Boskiego Istnienia, (Osobowej Wspólnoty Boga). Cała wspólnota Kościoła i jego kultowo-liturgiczna działalność jest oparta na wzajemnych relacjach osobowych. To nie jest sprawa czysto instytucjonalna. Dlatego relacje instytucjonalne w Kościele muszą być podporządkowane osobowym relacjom ludzi z Boską Osobą Chrystusa.
Kwestie społeczne budzą żywe zainteresowanie
Kwestie społeczne budzą żywe zainteresowanie. Może należałoby pojmować interes społeczny jako dobro wspólne. Ale co by to miało znaczyć? Przede wszystkim oznacza to odwołanie się do działania wszystkich obywateli, czyli do ogólnego współdziałania. Otóż dobro wspólne albo interes społeczny muszą być efektem powszechnej współpracy. Każdy z obywateli pracuje dla siebie i swojej rodziny, ale rzadko działa zupełnie sam, dlatego od razu przyczynia się do ogólnego dobrobytu i dobrostanu społeczeństwa. Dlatego władze państwowe powinny jak najlepiej umożliwiać współpracę obywateli. Na tym ma polegać swoboda, czyli wolność, działania, a zakres działania wyznacza ustanowione prawo (np. Kodeks pracy, czy Kodeks handlowy). Oczywiście państwo może zachęcać do podejmowania takiej lub innej działalności, ale nie powinno narzucać dowolnych zakazów lub nakazów. Ludzie sami muszą podejmować działania zawodowe czy społeczne, bo to najlepiej tworzy potrzebną innowacyjność. A zatem to ludzka praca tworzy dobrobyt społeczny, nawet jeśli dziś dzieje się to przy pomocy mechanizacji lub robotyzacji. Przecież cała technika i sztuka są dziełem człowieka. Dlatego najnowsze osiągnięcia AI powinny służyć ludziom do rozwoju produkcyjnego lub wynalazczego.
29 czerwca 2026
Przekaz z Watykańskiego Konsystorza
"Młodym brakuje nadziei i zrozumienia współczesnego świata, dorosłym ubywa natomiast mądrości płynącej z doświadczenia" - cytuje Vatican News.
26 czerwca 2026
Czy człowiek może powrócić do społecznego życia?
Czy człowiek może powrócić do społecznego życia? Musi na powrót nauczyć się współdziałania razem z innymi. Tutaj współpraca w ramach jakiejś instytucji (firmy) niczego nie załatwia, gdyż działalność instytucjonalna nie stanowi faktycznych relacji społecznych. Tam panują jedynie relacje władzy -- czyli relacje przełożony-podwładny. Działanie społeczne wymaga równorzędności członków, co więcej, konieczne jest wzajemne poszanowanie innych osób i ich twórczej godności. Na tym właśnie powinna polegać równość działających obywateli. Natomiast państwo jest zobowiązane do wspierania takiego działania. Dopiero takie działanie można nazwać pozarządowym (i oczywiście pozainstytucjonalnym). Działania społeczne stają się więc służbą społeczną, czyli bezinteresowną służbą dla innych ludzi.
Czy dzisiaj znajdziemy jeszcze takie działanie, taką służbę? Chyba tylko w wyjątkowych sytuacjach! Czyli jest to możliwe! Ale trzeba wiedzieć, że to nie dzieje się w sposób naturalny. Lecz nadprzyrodzony (na mocy łaski).
18 czerwca 2026
16 czerwca 2026
Wywiad z prof. Majcherkiem
Znalazłem wywiad z prof.
Majcherkiem, który deklaruje się jako liberał. Zobaczmy, jak interpretuje on
rozwój liberalnej demokracji. Na pytanie o kryzys liberalnej demokracji
powiada: - Jedna odpowiedź brzmi: bo ideały liberalne zostały
zrealizowane. Wszyscy się zgodzili, że wolność, prawa jednostki, wolności
obywatelskie i swobody są fundamentem demokracji. Liberalizm zrealizował swoje
cele, a inni przechwycili jego postulaty. Można się więc pocieszać, że choć
liberałowie jako zorganizowana, zinstytucjonalizowana siła polityczna są słabi,
to ich ideały zostały wcielone w życie. I dalej: Druga odpowiedź jest
bardziej pesymistyczna. Polaryzacja polityczna sprawiła, że liberalizm znalazł
się w strefie zgniotu między lewicą a prawicą - ściślej między populistycznymi
prawicowcami a populistycznymi lewicowcami. Przy silnej polaryzacji centrowy,
umiarkowany zwykle liberalizm ma mało miejsca. Jest zgniatany przez dwa
napierające populizmy.
Profesor uważa, że na zrównoważone poglądy liberalne napierają dzisiaj dwa ujęcia kolektywistyczne, zarówno lewica jak i prawica. Lewica i prawica występują dziś w formule komunitariańskiej, kolektywistycznej, przedkładającej zbiorowość nad jednostkę. Lewica ma podejście komunitariańskie ze względu na swoje interpretacje zbiorowego interesu klasowego. Natomiast obecna prawica jest mocno nacjonalistyczna - swój komunitaryzm czy kolektywizm utożsamia z interesem narodowym. A więc w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z siłami politycznymi preferującymi zbiorowość nad jednostką. Tymczasem liberalizm zawsze czynił odwrotnie. I to go w pewnym sensie zdezaktualizowało, gdy te dwa komunitariańskie nurty napierają.
W związku z tym pojawiła się kwestia odniesienia do rządzących elit. Pogarda elit dla ludu była zawsze zarzutem stawianym przez tych, którzy mienili się reprezentantami tego ludu - pojmowanego jako klasa ludowa na modłę lewicową albo jako naród na modłę prawicową. Rozwijając ten temat Profesor stwierdza: Każda charakterystyka prawicowego populizmu wśród podstawowych cech wymienia na pierwszym miejscu antyelityzm - populizm z samej nazwy zakłada skierowanie ludu przeciwko elitom. Żeby skutecznie ów lud przeciwko owym elitom podburzyć, należy owe elity temu ludowi obrzydzić. W najłagodniejszej wersji elity nie rozumieją ludu, nie nadają się do rządzenia państwem, bo nie rozumieją interesów i potrzeb zwykłych mieszkańców. W bardziej radykalnym wydaniu elity gardzą ludem. A w najbardziej radykalnym powiada się, że elity zdradziły ten lud (z Brukselą, z Niemcami, z międzynarodowym kapitałem). Populizm podbija swoją popularność, obarczając elity jak największą liczbą grzechów i przewin.
Mój komentarz do wywiadu
Mój komentarz do wizji
liberalizmu przedstawianego przez prof. Majcherka, a wcześniej przez pana
Wróblewskiego. Otóż widać jasno, że teoria liberalizmu skupia się wyłącznie na
wolności jednostkowego człowieka i ochronie praw tego człowieka, oraz próbie
podporządkowania struktur instytucjonalnych państwa do realizacji tych zadań i
zamierzeń. Jednak pomysłodawcy takich rozwiązań nie zdawali sobie sprawy, że w
ostatecznym rozrachunku takie uprawianie polityki stanowi zaprzeczenie
działalności społecznej. Ponieważ wolność pojedynczego człowieka będzie zawsze
stała w sprzeczności z koniecznym współdziałaniem społecznym. Nie da się zebrać
większej liczby zupełnie wolnych obywateli, żeby samorzutnie byli skłonni do
współpracy i wspólnego wypracowywania osiągnięć gospodarczych czy kulturowych.
To dlatego wizja marksistowska
chciała zaprowadzić i narzucić odgórnie siłą potrzebną współpracę w ujęciu
klasowym. Komuniści uważali, że należy wymusić na społeczności podporządkowanie
się koniecznej walce klasowej i doprowadzeniu do rządów klasy proletariackiej,
czyli sprowadzenia wszystkich do niskiego poziomu (nawet najniższego), jaki
mieli tworzyć pracownicy państwowi (pracownicy przymusowi). Wszystko zmierzało
do upaństwowienia obywateli przez uspołecznienie ich na siłę. Takie rozwiązanie
uwspólnotowienia i zmuszenia do pracy na rzecz państwa nie sprawdziło się z
powodu zupełnego braku innowacyjności. Przymus ze strony państwa wywoływał
stagnację i brak zainteresowania rozwojem ekonomicznym. Tak rozumiem podjętą
przez prof. Majcherka kwestię kolektywistycznego działania partii lewicowych.
Jeśli natomiast chodzi o poglądy prawicowe przeciwstawne wobec liberalnego indywidualizmu społecznego, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Otóż preferowanie podejścia społecznego w oparciu o wspólnotę narodową jest, moim zdaniem, odwołaniem się do naturalnych więzi społecznych. Widzimy bowiem w historii, że kształtowanie się organizmów państwowych było dawniej oparte na społecznym rozwoju wspólnot narodowych, czy też wielonarodowych. A więc dawniej zasadą życia społecznego była zawsze łączność wspólnotowa w ramach narodu. Powstawanie wspólnoty narodowej jest bowiem naturalnym rozwojem życia społecznego. Zaczyna się to od łączności wielu rodzin we wspólnoty lokalne (najpierw wiejskie na zasadzie dobrosąsiedzkiej pomocy i współpracy, a potem przekształcane we wspólnoty miejskie na zasadzie podstaw prawnych). Te podstawowe związki społeczne były rozwijane szerzej we wspólnoty regionalne zarządzane już odgórnie przez władzę zwierzchnią, aż po powstawanie jednolitych organizmów państwowych skupiających jedną narodowość albo łączących z czasem wiele narodów. Dlatego odwoływanie się w polityce do wspólnoty narodowej powinno być czymś zupełnie oczywistym, ponieważ łączność narodowa jest naturalną podstawą dla współpracy wielu ludzi i tworzenia rozwoju gospodarczego i budowania bezpieczeństwa dla własnych obywateli. Ludzie pracują najpierw dla rozwoju swojej własnej rodziny, aby w dalszej konsekwencji pracować dla rozwoju społecznego całego narodu. Nie da się narzucić ludziom innych potrzeb i zadań dla podejmowania pracy. A wspólna praca jest dla człowieka konieczna do jego osobistego rozwoju. Tego nie zapewni nam żadna wolność, gdyż wolność jest tylko możliwością działania, a nie sprawczą mocą do działania. Dlatego ludzie jako obywatele państwa muszą mieć swobodę działania, czyli podejmowania swojego działania i swobodnego określania jego kierunku i rozwoju. Ale to nie oznacza głoszonej dziś i wychwalanej wolności. Podstawą działania człowieka jest bowiem wewnętrzna moc sprawcza (aktywność egzystencjalna) i wynikająca z niej chęć działania. Dlatego najważniejszą sprawę odgrywa podmiotowość egzystencjalna (podmiotowość osoby i życia), która stanowi samo centrum realności człowieka, a już na pewno nie jest nią dowolnie interpretowana natura człowieka. Trzeba sobie zdawać sprawę, że natura człowieka (ogólnie pojmowana jako dusza i ciało) jest w swojej realności i aktywności zależna od podmiotów istnienia (czyli od osoby i życia pozanaturalnego). Bez sensu jest pogląd głoszący, że człowiek działa na podstawie wolności, na podstawie wolności człowiek może jedynie wybierać dowolne możliwości działania a nie samą realizację działania.
9 czerwca 2026
Demokracja liberalna się wyczerpała
Demokracja liberalna się wyczerpała. Czy więc potrzeba nowych instytucji? A może sprawę załatwiłyby fundacje? Ale skąd wziąć odpowiednie kierownictwo? Przecież nie ma mądrych ludzi, którzy mieliby na to kasę, a bez pieniędzy nie da się nic zrobić, Mamy więc problem nie do rozwiązania, i tyle. Potrzebna jest rewolucja, ale w jakim zakresie? Może wystarczy mądry przywódca? Problem w tym, że nie wiadomo, skąd się tacy biorą. Trzeba po prostu czekać! I tyle. Jesteśmy ciągle w tyle. A świat w kosmos leci (virtual reality), i co wy na to dzieci?
Europejska liberalna demokracja
Pan Wróblewski (WWR211 i 212) przedstawił polityczne założenia liberalnej demokracji. Jego zdaniem, chodziło o przyjęcie jednego paradygmatu politycznego. Autor przytacza również włoskie określenie "pensiero unico" (wydaje się. że chodzi o jednolite myślenie polityczne). Mamy więc do czynienia z liberalnym konsensusem, który ogarnia instytucjonalna struktura władzy (dziś pada nawet określenie "kartel władzy"). Wszystko to wiązało się z ogłoszeniem przez Fukuyamę kresu historycznego rozwoju (finis historiae).
Zdaniem Autora mamy trzy założenia polityczne: 1) ludzie są wolni i równi (wolni z natury i równi w naturze); 2) źródłem władzy jest jednostka wyzwolona ze wszystkich ograniczeń (a nie lud albo naród). Jest to koncepcja indywidualizmu; 3) zadaniem instytucji politycznych jest ochrona wolności jednostki, wolności polegającej na dowolności wyboru.
Jako podsumowanie Autor przytacza wypowiedź urzędnika EU pana Borella -- "Europa zbudowała ogród będący najlepszą kombinacją wolności politycznej, dobrobytu i spójności społecznej". Najlepsze jest to, co dodał na koniec, że reszta świata jest dżunglą. Ten urzędas twierdził tak jeszcze kilka lat temu, co świadczy o zupełnym zacietrzewieniu ideologicznym.
Wszystko to w polityce europejskiej oznaczało, że dla liberalnej demokracji nie ma alternatywy. Należało więc odrzucić wszelkie przeciwne wizje, czyli wyrzucić błędne i złe poglądy czy narracje. Taką sytuację określa się dziś mianem depolityzacji. Jeśli mamy jedynie słuszną teorię liberalnej demokracji, to trzeba zanegować i odrzucić inne pomysły. To prowadzi do zupełnego zawężenia przestrzeni politycznej. Przede wszystkim należy odrzucić konkurencję i opozycję, a nawet zdelegalizować konkurentów (zob. w Rumunii czy Francji).
Uważam, że w tych założeniach politycznych najważniejszą sprawą jest koncepcja człowieka wyznaczona przez rewolucję francuską. Ale na dzisiaj okazuje się, że ważna (albo nawet już najważniejsza) jest polityczna jednolitość. Widzieliśmy, że w tym myśleniu pojawił się termin "spójności EU". Możemy przyjąć, że ta spójność odnosi się do tworzenia jednolitego prawa europejskiego (zob. TSUE) oraz jednolitego ustroju politycznego. Co więcej EU zabezpiecza się przed jakimikolwiek zmianami. Autor powiada wprost, że jest to demokracja, która chroni się przed swoimi wyborcami. Otóż pewnych wyborów nie wolno dokonywać. Przed tym mają nas chronić prawa obywateli, ale te prawa ustala sama KE. Tak więc liczy się w EU tylko oficjalna wykładnia proponowana przez unijne instytucje. Oczywiście powołano również instytucje kontrolne: Europejski Akt Wolności Mediów (czyli cenzurę) oraz Europejską Tarczę Demokracji (do zwalczania herezji przeciw EU). Autor mówi wprost o pancerzu ochronnym dla Komisji Europejskiej. Wszystko to prowadzi do próby sterowania Głosem Ludu.
W podsumowaniu pada teza, że Komisja Europejska ustanowiła się suwerenem paneuropejskim, co oznacza, że wyznacza ona granice wyboru i decyzji politycznych (np. wprowadzenie stanu nadzwyczajnego).






