5 lutego 2026

W poszukiwaniu zasad politycznych /Wstęp

Politycy zostali powołani do działania, a nie do debatowania. Działanie musi być oparte na rozumieniu rzeczywistości. Natomiast debatowanie jest oparte tylko na myśleniu. Dlatego działanie przeciwstawia się myśleniu. Pomyśleć możemy sobie niestworzone rzeczy, lecz działać musimy w sposób realny. Jeżeli zaczynamy opierać nasze działania na myśleniu, to ostatecznie dochodzimy do pozornych działań.

Ludziom zawsze wydawało się, że są w stanie wymyślić coś lepszego niż to, co otrzymaliśmy w darze od Boga lub natury. Dlatego nieustannie poszukują doskonałych rozwiązań w sferze społecznej. Niemal od początku próbowano stworzyć doskonałe państwo, dziś powiedzielibyśmy raczej społeczeństwo.

Tworzenie instytucji społecznych nie ma charakteru osobowego, lecz opiera się na naszym ludzkim myśleniu. Otóż zgodność w myśleniu, choć posiada postać łączności duchowej nie jest w stanie stworzyć wspólnoty osobowej. Toteż ustrój polityczny państwa zależy od myślenia jego przywódców i obywateli-wyborców. Ostatecznie chodzi o wiedzę na temat człowieka i jego natury. Dlatego już Grecy zdawali sobie sprawę, że potrzebna jest odpowiednia wiedza o człowieku i zaczęli uprawiać filozofię.

Filozofowie całe wieki analizowali sytuację społeczną człowieka. Doszli do wniosku, że albo człowiek jest doskonały, czyli działa najlepiej jak potrafi, albo ludzkie działania wymagają ciągłej kontroli, czyli sprawnego zarządzania. Stąd powstały dwie przeciwstawne teorie polityczne. Jedna twierdzi, że społeczeństwo powstało na skutek działań poszczególnych ludzi, które to działania łączą się i komasują tworząc wspólnotę społeczną oraz ogólny dobrobyt społeczny. Natomiast druga teoria twierdzi, że społeczeństwo powstało jako twór i emanacja władzy politycznej i jej decyzji. To oznacza, że główny wpływ na społeczeństwo ma ustrój państwowy, czyli inaczej mówiąc instytucja państwa i prawa.

To pokazuje, że społeczeństwo powstaje jako wspólnota działania albo jako wspólnota myślenia. Ludzkie myślenie jest w stanie powołać do życia różne instytucje i organizacje, których działalność będzie wyznaczana przez prawo. Toteż wydaje się, że prawo stanowione przez człowieka lub przez daną społeczność można uznać za pierwotną postać wspólnoty myślenia. Przynajmniej widzimy, że prawo jako poznane i uznane przez tych, których dotyczy, funkcjonuje na sposób wspólnoty myślenia wszystkich uczestników.

Wspólnotą myślenia będzie także wspólnota poglądów. Taką wspólnotę tworzą dzisiaj media, które reprezentują określone poglądy. Dlatego w przypadku mediów mamy do czynienia z propagandą różnych poglądów. A wówczas taką sytuację można już nazwać wspólnotą ideologiczną. Jeśli się dobrze przyjrzeć, to okaże się, że te wszystkie kręgi myślenia są ze sobą ściśle powiązane. Łączy je właśnie bezwzględna wiara w myślenie oraz w tworczość myślenia. We współczesnym społeczeństwie kreatorami myślenia stały się przede wszystkim media, a już sprawą całkiem drugorzędną jest to, o jakie myślenie tutaj chodzi (lewicowe czy prawicowe). Czwarta władza polega więc na manipulowaniu myśleniem, a dzięki temu na manipulowaniu tzw. opinią społeczną. W ten sposób wmawia się ludziom, że w życiu najważniejsze jest myślenie, bo przecież ono rządzi światem. Niestety ludzie zbyt łatwo dają się na to nabrać, gdyż chcą być tacy nowocześni. 

Żeby osiągnąć realne spełnienie swojego człowieczeństwa, trzeba odrzucić myślenie i przejść do rozumienia realności (czyli rzeczywistości). Człowiek musi przede wszystkim zrozumieć siebie, a nie tylko myśleć o sobie lepiej lub gorzej. Myślenie niczego tutaj nie załatwi, musimy podjąć realne działania.

 [wspólnota myślenia/ myślenie w polityce/ myślenie kontra rozumienie/ rozumienie rzeczywistości]

Przezwyciężeniem wspólnoty myślenia może być wspólnota dialogu. Dialog jest już tym działaniem, które wykracza poza myślenie, ponieważ dialog wymaga najpierw przedstawienia dwóch rozumień a następnie uzgodnienia poglądów na bazie rozumienia. Nasze myślenie wcale nie musi prowadzić do prawdy, gdyż prawda nie określa, ani nie ogranicza myślenia. Natomiast dialog powinien doprowadzić do osiągnięcia jakiejś zgodności w zakresie prawdy i rozumienia rzeczywistości. Dlatego dialog wydaje się być lekarstwem na wszelkie wynaturzenia myślenia (np. ideologiczne). Ale to musi być szczery i głęboki dialog, a nie zwykła wymiana poglądów, która do niczego nie prowadzi, jak to mamy dzisiaj w mediach. Taka wymiana poglądów polega jedynie na przedstawieniu własnego stanowiska i skrytykowaniu poglądów przeciwnika. Prawdziwy dialog zawsze poszukuje porozumienia. Dlatego do dialogu może dojść wówczas, gdy posiadamy jakieś rozumienie rzeczywistości. Z samego myślenia nie sposób stworzyć dialogu.

    [wspólnota dialogu/ dialog i porozumienie/ dziś i dawniej]

Ustrój demokratyczny, który powstał w Grecji, odwoływał się do poznania natury człowieka. Chodziło więc o podstawy filozoficzne albo raczej etyczne. Traktowano człowieka jako istotę rozumną. Wynikało stąd poszanowanie każdego obywatela i przyznanie mu równych praw. Równość wobec prawa wynikała z równości w zakresie ludzkiej natury.

Nasza demokracja również odwołuje się do zasad naturalnej równości (równości w zakresie natury), ale jeszcze bardziej wyeksponowała wolność działania człowieka. Dlatego prawa człowieka sformułowane w XX wieku miały stać bardziej na straży wolności człowieka niż na straży równości. Każdy człowiek rodzi się wolny i równy. Ale cała późniejsza działalność człowieka jest już oparta na wolności a nie równości. Przecież nie ma równości działań. Jednak trzeba zauważyć, że wolność działań człowieka stoi w konflikcie z ustrojem państwowym, ponieważ państwo stara się wszystko kontrolować. Dlatego państwo prawa działa zawsze na swoją korzyść (w swoim własnym interesie). Współczesne państwo prawa nawiązuje do tradycji greckiej i rzymskiej, czyli do prawa cywilnego. Natomiast współczesne państwa muzułmańskie są również państwem prawa tyle, że chodzi tutaj o prawo religijne (koraniczne prawo szariatu).

Czy państwo prawa można pogodzić z podejściem personalistycznym? Personalizm zakłada, że wolność człowieka polega na sprawczej podmiotowości. Człowiek jest więc sprawcą swoich działań i czynów. Dawniej w scholastyce mówiono, że człowiek jest panem i władcą swoich działań. Ta sprawcza wolność wiąże się już bezpośrednio z odpowiedzialnością. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje czyny. Jest odpowiedzialny przed społecznością, w której żyje. Właśnie na tej podstawie zostało stworzone prawo jako regulacja postępowania człowieka. Prawo określa zatem stosunki społeczne człowieka. Chodzi przede wszystkim o relacje człowieka względem społeczności. Mamy więc prawo rodzinne, które porządkuje postępowanie i działanie na gruncie wspólnoty rodzinnej. Mamy dalej prawo cywilne i karne, które porządkuje postępowanie i działanie na gruncie szerszej wspólnoty lokalnej. Mamy wreszcie prawo określające postępowanie wobec narodu (potępienie i infamia zdrajcy narodu). Dlatego prawo towarzyszyło człowiekowi od początku tworzenia cywilizacji oraz powstawania wspólnot społecznych – rodziny, wioski i miasta, plemienia i narodu.

Wydaje się, że przemawiając do ludzi Bóg posłużył się tym naturalnym dorobkiem społecznym człowieka. Jak uczy tradycja biblijna, nastąpiło przekazanie narodowi żydowskiemu prawa Bożego w formie Dekalogu. Dziś możemy stwierdzić, że to Prawo wykraczało poza funkcję regulacji stosunków społecznych, gdyż stało się prawem chroniącym osobę człowieka. Jednak Żydzi nie dostrzegali tego powszechnego wymiaru Prawa Bożego, traktując je jako religijne prawo narodowe ( prawo narodu wybranego – Izraela). W religii judaizmu najważniejsza jest wspólnota narodowa. Dlatego religia żydowska poszła w stronę rozwoju przepisów prawnych. To miało cementować wspólnotę narodową. Mówiąc krótko – religia stała się prawem.

Natomiast w islamie, który powstawał wśród plemion koczowniczych, prawo religijne stało się spoiwem władzy politycznej. Religia stała się narzędziem władzy politycznej, zaś władza polityczna określała się poprzez prawo religijne. Mamy więc wyraźne upolitycznienie religii, tak jak w judaizmie mieliśmy do czynienia z unarodowieniem religii. Otóż w chrześcijaństwie początkowo zanika ten silny nacisk na funkcję społeczną prawa, ponieważ głównym wyznacznikiem postawy moralnej i religijnej staje się przykazanie miłości (miłości Boga i bliźniego). Dlatego chrześcijaństwo, inaczej niż islam, nie tworzyło instytucji politycznych lecz wyznaniowe wspólnoty religijne (kościoły). Dopiero gdy chrześcijaństwo stało się w Cesarstwie Rzymskim religią państwową, wtedy przybrało postać instytucji politycznej (również jakąś formę władzy zwierzchniej), aż po powstanie państwa kościelnego. Jednak błędem jest przypisywanie religii chrześcijańskiej (zwłaszcza katolickiej) charakteru politycznego. Kościół zawsze pozostawał wspólnotą osobową. Każda religia posiada silne wpływy społeczne, gdyż stanowi powołanie osoby ludzkiej. Trudno wyobrazić sobie życie osobowe bez religijności. To jest niemożliwe. Religia jest wyrazem aktywności człowieka jako osoby i jego odniesienia do Osobowego Boga. Religia ukazuje nam cel życia człowieka i nadaje ziemskiemu bytowaniu człowieka sens i znaczenie. Człowiek religijny wierzy, iż nie jest przypadkowym efektem rozwoju świata cielesnego, lecz Bożym stworzeniem, które jest godne obcowania z Osobowym Bogiem. Dlatego Dekalog jako Prawo Boże jest wyrazem praw osoby ludzkiej, a nie tylko przejawem naturalnego prawa ludzkości.

    [rozważania o prawie/ teoria autonomicznego prawa]

W życiu społecznym najważniejsze jest wspólne działanie. Człowiek jest bytem aktywnym,  czyli powołanym do działania. Większość działań człowieka przebiega na gruncie społecznym. Są to działania podejmowane wspólnie z innymi ludźmi. Należy się zastanowić, co decyduje o tym, że możemy współdziałać w grupie lub we wspólnocie.

    [wspólnota działania/ wspólnotowa teoria społeczna]


W poszukiwaniu zasad politycznych /1

Politycy zostali powołani do działania, a nie do debatowania. Działanie musi być oparte na rozumieniu rzeczywistości. Natomiast debatowanie jest oparte tylko na myśleniu. Dlatego działanie przeciwstawia się myśleniu. Pomyśleć możemy sobie niestworzone rzeczy, lecz działać musimy w sposób realny. Jeżeli zaczynamy opierać nasze działania na myśleniu, to ostatecznie dochodzimy do pozornych działań.

Ludziom zawsze wydawało się, że są w stanie wymyślić coś lepszego niż to, co otrzymaliśmy w darze od Boga lub natury. Dlatego nieustannie poszukują doskonałych rozwiązań w sferze społecznej. Niemal od początku próbowano stworzyć doskonałe państwo, dziś powiedzielibyśmy raczej społeczeństwo.

Tworzenie instytucji społecznych nie ma charakteru osobowego, lecz opiera się na naszym ludzkim myśleniu. Otóż zgodność w myśleniu, choć posiada postać łączności duchowej nie jest w stanie stworzyć wspólnoty osobowej. Toteż ustrój polityczny państwa zależy od myślenia jego przywódców i obywateli-wyborców. Ostatecznie chodzi o wiedzę na temat człowieka i jego natury. Dlatego już Grecy zdawali sobie sprawę, że potrzebna jest odpowiednia wiedza o człowieku i zaczęli uprawiać filozofię.

Filozofowie całe wieki analizowali sytuację społeczną człowieka. Doszli do wniosku, że albo człowiek jest doskonały, czyli działa najlepiej jak potrafi, albo ludzkie działania wymagają ciągłej kontroli, czyli sprawnego zarządzania. Stąd powstały dwie przeciwstawne teorie polityczne. Jedna twierdzi, że społeczeństwo powstało na skutek działań poszczególnych ludzi, które to działania łączą się i komasują tworząc wspólnotę społeczną oraz ogólny dobrobyt społeczny. Natomiast druga teoria twierdzi, że społeczeństwo powstało jako twór i emanacja władzy politycznej i jej decyzji. To oznacza, że główny wpływ na społeczeństwo ma ustrój państwowy, czyli inaczej mówiąc instytucja państwa i prawa.

To pokazuje, że społeczeństwo powstaje jako wspólnota działania albo jako wspólnota myślenia. Ludzkie myślenie jest w stanie powołać do życia różne instytucje i organizacje, których działalność będzie wyznaczana przez prawo. Toteż wydaje się, że prawo stanowione przez człowieka lub przez daną społeczność można uznać za pierwotną postać wspólnoty myślenia. Przynajmniej widzimy, że prawo jako poznane i uznane przez tych, których dotyczy, funkcjonuje na sposób wspólnoty myślenia wszystkich uczestników.

Wspólnotą myślenia będzie także wspólnota poglądów. Taką wspólnotę tworzą dzisiaj media, które reprezentują określone poglądy. Dlatego w przypadku mediów mamy do czynienia z propagandą różnych poglądów. A wówczas taką sytuację można już nazwać wspólnotą ideologiczną. Jeśli się dobrze przyjrzeć, to okaże się, że te wszystkie kręgi myślenia są ze sobą ściśle powiązane. Łączy je właśnie bezwzględna wiara w myślenie oraz w tworzenia myślenia. We współczesnym społeczeństwie kreatorami myślenia stały się przede wszystkim media, a już sprawą całkiem drugorzędną jest to, o jakie myślenie tutaj chodzi (lewicowe czy prawicowe). Czwarta władza polega więc na manipulowaniu myśleniem, a dzięki temu na manipulowaniu tzw. opinią społeczną. W ten sposób wmawia się ludziom, że w życiu najważniejsze jest myślenie, bo przecież ono rządzi światem. Niestety ludzie zbyt łatwo dają się na to nabrać, gdyż chcą być tacy nowocześni.

Żeby osiągnąć realne spełnienie swojego człowieczeństwa, trzeba odrzucić myślenie i przejść do rozumienia realności (czyli rzeczywistości). Człowiek musi przede wszystkim zrozumieć siebie, a nie tylko myśleć o sobie lepiej lub gorzej. Myślenie niczego tutaj nie załatwi, musimy podjąć realne działania.


W poszukiwaniu zasad politycznych /2

Wspólnota myślenia

Również wspólnota kulturowa posiada charakter wspólnoty myślenie. Wspólne myślenie jest czymś zmiennym, nietrwałym i ulotnym. Nawet jeśli zgadzamy się z czyimś zdaniem lub poglądem, to nasze myślenie podlega nieustannym zmianom. Oczywiście w kulturze udaje się utrwalić nasze wspólne myślenie w postaci różnych wytworów (literatury lub sztuki – np. filmu, spektaklu teatralnego, reklamy lub teledysku, książki, piosenki, muzyki, obrazu lub instalacji). Ale nasza łączność z wytworami sztuki jest ograniczona czasem i przestrzenią. Abyśmy mogli przeżywać dzieła i dokonania sztuki, musimy się znaleźć w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Możemy też porozmawiać z kimś o swoich lub jego przeżyciach. Ale wiemy doskonale, że nie da się trwać stale w stanie euforii i zachwytu dla dzieła sztuki. Mamy swoje ulubione dzieła (mój ulubiony Giorgione), może nawet chętniej i częściej do nich wracamy. Ale to wszystko, na co nas stać. Oczywiście staramy się przekazywać sobie swoje odczucia i przeżycia. Ale nawet jedność lub tożsamość przeżywania, jeśli w ogóle jest możliwa, nie powoduje realnych skutków i nie tworzy prawdziwej wspólnoty. Jeśli jesteśmy na koncercie lub wystawie, to wydaje się nam, że przeżywamy faktyczną łączność z innymi odbiorcami. Otóż dzieła sztuki mogą wywoływać w nas takie samo przeżywanie lub myślenie, ale nic więcej. Jeśli ulicą idzie pochód skandujący – „Precz z komuną” – i wszyscy razem przeżywają euforię wolności, to nie znaczy jeszcze, że tworzą realną wspólnotę. Po prostu wszyscy razem myślą to samo lub podobnie, albo wyrażają tę samą myśl i przeżywają tak samo zaistniałą sytuację. Ale potem idą do domu i każdy robi coś innego.

Wspólnota myślenia wydaje się łączyć czasami ludzi w sferze świadomości, ale zawsze jest to tylko takie samo myślenie, które może być oczywiście przeżywane jako głęboka więź duchowa. Jednak poza tym wspólnym myśleniem i przeżywaniem nie pojawia się nic więcej. Na czymś takim nie da się zbudować realnej wspólnoty. To mogą być jedynie wspólne zainteresowania lub hobby. Powstają nawet kluby lub stowarzyszenia, które łączą i grupują ludzi o podobnych zainteresowaniach, ale są to wyłącznie wspólnoty czysto myślne (intencjonalne), czyli instytucje i organizacje, wymyślone dla uporządkowania i zgrupowania działań wielu różnych ludzi.

Jeżeli żyjemy jedynie na poziomie świadomości, to łączność albo tożsamość myślenia i przeżywania wydaje się nam najgłębszą wspólnotą, jak mówimy – wspólnotą duchową. Ale nie jest to jeszcze realna wspólnota duchowa, ponieważ jedność przeżyć w świadomości nie skutkuje jeszcze czymś realnym, to znaczy nie prowadzi jeszcze do niczego. Realną wspólnotą ducha będzie dopiero wspólnota moralna. Ponieważ dopiero nasza czyny moralne są zwrócone do duchowej realności człowieka i wywołują tam realne skutki w postaci zrodzenia prawdy lub dobra, albo pomnożenia ich. Osobowa prawda i osobowe dobro – to dopiero jest duchowa realność człowieka. Realnością człowieka jest bowiem istnienie, które przejawia się i wyraża w osobowej prawdzie i osobowym dobru, a także osobowym pięknie. Dopiero gdy dosięgamy i dotykamy osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna, nasze czyny nabierają mocy sprawczej i trwale przemieniają naszą realność, naszą duchowość. Dopiero moralność nadaje realny charakter naszym działaniom, naszemu myśleniu i naszym decyzjom. Tylko moralne odrodzenie poprzedzone religijnym nawróceniem może trwale przemienić człowieka i związać go z drugą osobą realnymi więzami. Dopiero wówczas zaczyna przemawiać nasza własna osoba. Przemawia do nas i do innych w słowie prawdy i działa w czynie dobra. A więc gdy ludzie spotkają się jako osoby w prawdzie i dobru (w pięknie), dopiero wtedy wzajemne powiązania się utrwalają i nabierają realności samej osoby. Nie ma trwalszych powiązań między ludźmi. Dopiero osoby mogą tworzyć realną wspólnotę ducha. Dokonuje się to dzięki moralnemu działaniu osoby (czyli dzięki działaniu osobowej prawdy i osobowego dobra, także osobowego piękna). Wtedy szanujemy osobową godność człowieka, a gdy szanujemy tę godność człowieka, gdy akceptujemy jego osobową prawdę i gdy afirmujemy jego osobowe dobro, gdy upodobaliśmy sobie w jego osobowym pięknie, to wtedy osiągamy i chwytamy realność drugiego człowieka.

Moralne czyny, w przeciwieństwie do myślenia, wywołują realne skutki. Moralne czyny realnie przemieniają człowieka. Nadają jego duchowości nowy wymiar. Moralne czyny tworzą i budują realny wymiar ludzkiej duchowości. Jest to wymiar osobowy. To dzięki słowu prawdy i czynowi dobra nasza duchowość się urealnia i osiąga poziom osobowy. To poprzez słowo prawdy i czyn dobra, a nie poprzez tożsamość myślenia lub jedność przeżywania, staje się i urealnia nasza osoba. Dopiero wówczas duchowość osiąga prawdziwą realność. Myślenie i przeżywanie nigdy nie zbudują realności. Realność przynosi nam prawda, dobro i piękno. To prawda i dobro, także piękno stanowią realność ducha. Dlatego łączność i wspólnota duchowa polega na powiązaniu mocą prawdy i dobra. Dokonuje się to dzięki aktom wiary i miłości. Wiara w pełni akceptuje osobową prawdę, a miłość afirmuje bezwzględnie osobowe dobro. Człowiek jako osoba łączy się i jednoczy z drugą osobą dzięki aktom wiary i miłości. Wiara i miłość stanowią czyny naprawdę osobowe i skierowane do drugiej osoby. Wiara i miłość są czynami w pełni moralnymi i stanowią samą podstawę moralności. Nie będzie moralności bez wiary i miłości. Możemy więc powiedzieć, że to wiara i miłość wyznaczają wspólnotę moralną, czyli trwałą wspólnotę duchową.

Wspólnotę moralną tworzą zatem czyny moralne skierowane do drugiej osoby, które wyrażają poszanowanie godności osoby. Poszanowanie godności osobowej stanowi akceptacja osobowej prawdy (wiara jako uznanie) i afirmacja osobowego dobra (miłość). Dzięki połączeniu wiary i miłości rodzi się w człowieku mądrość. Możemy więc powiedzieć, że poszanowanie godności jest już skutkiem działania mądrości. To mądrość szanuje człowieka, szanuje go jako osobę. Właśnie w związku z poszanowaniem osoby ludzkiej mądrość określa i wyznacza człowieka jako cel naszego działania i postępowania. To mądrość uznaje człowieka za cel działania i życia rozpoznając w nim bezwzględne dobro, czyli osobową godność. Możemy wtedy powiedzieć, że to mądrość kieruje naszymi działaniami, naszą moralnością.


W poszukiwaniu zasad politycznych /3

Myślenie w polityce

Otóż wydaje się, że w tworzeniu polityki najważniejszą rzeczą jest myślenie polityków. Tego myślenia nie da się ująć w karby filozofii, jak chciał Platon. Ludzkie myślenie posiada nieograniczone możliwości, ale właśnie z tego powodu jest narażone na wszelkie błędy. Ponadto myślenie nie chce się podporządkować żadnym zasadom, gdyż uważa, że samo jest dostateczną zasadą postępowania. Myśleniu brakuje jednak poczucia realności, gdyż nie stanowi ono poznania rzeczywistości. Dlatego myślenie bardzo łatwo wykracza poza zasady moralne oparte na realności. Tylko myślenie potrafi uzasadnić polityczną przemoc i terror. Ono dąży do panowania nad człowiekiem, dlatego skłania się do zdobycia władzy oraz utrzymania jej za wszelką cenę. Takie myślenie przedstawił nam Machiavelli. Widzimy więc, że myślenie jest w stanie zniszczyć słuszność prawa oraz zaprowadzić bezprawie.

Myślenie jest całkiem egoistyczne, dlatego potrafi rozbić wszelkie próby współpracy i współdziałania. Tylko myślenie jest zdolne oderwać człowieka od spraw praktycznych, żeby wywyższyć go chwale samouwielbienia. Ono popycha człowieka do megalomanii. Myślenie ukazuje nam przeróżne sposoby działania, lecz samo nie rozróżnia, które z nich są dobre a które złe. Dla myślącego człowieka wszystko, co jest w stanie pomyśleć albo już pomyślał, jest dobre czy raczej cenne lub wartościowe. A najbardziej wartościowe wydaje mu się to, że sam coś wymyślił.

Dlatego myślenie zamiast doskonalić życie społeczne, pcha je często w ślepą uliczkę dyktatury lub terroru. Nic tak nie pobudza chęci panowania jak megalomańskie myślenie. Ono umie znakomicie posługiwać się intrygami i pomówieniami. Zna wszystkie kłamstwa i oszustwa. Przeto myślenie jest zabójcze dla społecznego działania i współpracy. Myślenie potrafi zabić, czego doświadczył Sokrates. Jego proces opisany przez Platona jest znakomitym przykładem, do czego może doprowadzić zawistne myślenie. W polityce mamy zbyt wiele takiego zawistnego myślenia. Wystarczy posłuchać naszych polityków. 

W poszukiwaniu zasad politycznych /4

Myślenie kontra rozumienie

Niestety łatwiej jest namówić człowieka do złego niż do dobrego. Łatwiej wymyślić każde kłamstwo i oszustwo niż poznać prawdę. Tylko słowo niesie ze sobą prawdę. Ale to musi być żywe słowo prawdy. Nasze dzisiejsze słowa utraciły już kompletnie moc prawdy. Dlatego powinniśmy sięgnąć do samego źródła prawdy, czyli do Chrystusa. Tutaj potrzebne jest wyznanie wiary (czyli Credo), a nie ludzkie myślenie jako cogito. Trzeba na nowo uwierzyć w Słowo Boże, aby pozbyć się złego myślenia.

Dopóki nie uznamy, że zasadą poznawalności (inteligencji) jest Słowo, dopóty nie osiągniemy pełnej wiedzy, czyli mądrości. Źródłem wiedzy o człowieku jest słowo. Słowo jest całościowym rozumieniem człowieka. Jest rozumieniem człowieka w całości. Słowo daje nam zrozumienie powołania człowieka (czyli poznania celu i kresu, ale również początku).

Rozumienie nie jest myśleniem. Rozumienie nie jest także poznaniem empirycznym (czyli zewnętrznym oglądem zmysłowym). Rozumienie jest oglądem wewnętrznym (czyli intellectio lub intellectus). Rozumienie jest poznaniem wewnętrznych zasad i przyczyn. Jest poznaniem wewnętrznej struktury bytu. Rozumienie jest poznaniem nie tylko wewnętrznych składników, ale przede wszystkim jest poznaniem zależności pomiędzy tymi składnikami. Jest poznaniem przyczyn i zasad, które działają w bycie.

Możemy więc nazwać rozumienie poznaniem przyczynowym. Jest to poznanie rzeczywistości poprzez przyczyny i skutki. Może to być poznanie postępujące od strony skutków ku przyczynom lub od strony przyczyn ku skutkom. Rozumienie jest zatem poznaniem zależności przyczynowych, a nie tylko samych elementów składowych (np. wymienienie składników jakiejś  substancji).

Rozumiemy coś wtedy, gdy wiemy, co od czego zależy i od czego pochodzi. Rozumienie jest poznaniem powiązań i zależności. Dla zrozumienia poszczególnych bytów najważniejsze jest poznanie ich zależności przyczynowych oraz ich wewnętrznych zasad i skutków, jakie one wywołują. Jest to zarazem poznanie hierarchii, jaka tworzy rzeczywistość, czyli poznanie porządku – ordo, jak mówili scholastycy. Jest to także poznanie wewnętrznej hierarchii w bycie, czyli poznanie tego, co jest pierwsze i co jest zasadą (principium) oraz poznanie wszystkich dalszych zależności i powiązań, czyli całej wewnętrznej przyczynowości układu ontycznego. Dopiero wtedy możemy mówić o rozumieniu danego bytu. To właśnie o to chodzi, gdy pytamy, kim jest człowiek. W rozumieniu nie chodzi o samą definicję, jak postulowali różni filozofowie. Rozumienie nie jest zdefiniowaniem rzeczy, chociaż arystotelesowska definicja miała wskazywać na wewnętrzne składniki (czyli na formę i materię). Ale określenie samych składników bytu nie daje nam jeszcze pełnego zrozumienia. Skoro mamy definicję człowieka – zwierzę rozumne – to wskazujemy jedynie na dwa różne elementy składowe, ale zupełnie nie wiemy, jaka zależność między nimi zachodzi. Mówiąc wprost nie wiemy, jak się ma zwierzę do rozumności lub rozumność do zwierzęcia, co jest pierwsze a co drugie. Dlatego u Arytotelesa powstawał poważny problem z rozumną duszą, gdyż nie było wiadomo, skąd ona tak naprawdę się bierze. Stąd Arabowie w swoich interpretacjach wprowadzili jeden intelekt czynny dla całej ludzkości (dla wszystkich ludzi).

Rozumienie musi więc pokazywać i wyjaśniać wzajemne zależności. Dopiero wówczas możemy powiedzieć, że coś rozumiemy. Właśnie rozumienie daje nam możliwość wyjaśnienia. Dzięki niemu możemy wyjaśnić działania różnych bytów, a zwłaszcza działania zawartych w nich władz, czyli zdolności do działania. Dlatego jesteśmy w stanie powiedzieć, skąd się biorą różne działania i cała aktywność bytu.

Podstawą rozumienia jest słowo. Słowo prawdy przyjęte w naszym umyśle. Słowo jest bowiem początkiem wszystkiego, dlatego wskazuje od razu na przyczynę. Na początku było Słowo. A Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Zatem Bóg jest Słowem. Ale to pokazuje zarazem, że Bóg nie jest umysłem (intelektem). Bóg nie może być intelektem. Bóg nie potrzebuje poznania rzeczywistości, które jest przypisane do umysłu (intelektu). Wystarczy, że dzięki Słowu Bóg posiada rozumienie rzeczywistości. Jako Słowo Bóg jest Rozumieniem, czyli Mądrością. Bóg ogarnia sobą wszystkie przyczyny i skutki. Możemy powiedzieć, że wie o przyczynach wszystko, co które wywołują, ponieważ posiada Moc Sprawczą. Boska Moc Sprawcza (czyli Super Aktywność) obejmuje wszystkie przyczyny, a poprzez przyczyny również ich skutki. Dlatego Bóg nie musi posiadać szczegółowej wiedzy o wszystkich rzeczach i zdarzeniach. Wystarczy, że zna, czyli rozumie, naszą aktywność w samych przyczynach.

Dlatego Bóg zna wszystkie nasze dobre uczynki jako czyny dobra, gdyż posiada i zna Dobro i Miłość jako przyczyny sprawcze wszelkiej aktywności. Zna wszystkie nasze prawdziwe wypowiedzi, gdyż posiada i zna samą ich przyczynę w postaci Prawdy i Słowa. Dlatego mówimy, że Bóg widzi wszystko, co jest w nas dobre i prawdziwe i piękne.

Aby poznać zło i grzech, Syn Boży stał się człowiekiem. Właśnie jako człowiek poznał wszystko, co dotyka i dotyczy człowieka, a więc także złe uczynki (oskarżenia, przemoc i cierpienie, wreszcie śmierć). Ale biorąc to wszystko na siebie Chrystus zbawił człowieka od całego zła, jakie się nagromadziło w naszym świecie. Zło nie może wygrać w spotkaniu z dobrem. Boskie Dobro jest w stanie pochłonąć całe zło ludzkości. Bóg posiada nieograniczoną moc (wszechmoc), która może przemienić całe zło, czyli usunąć je i odpuścić. Zło znika w spotkaniu z dobrem, gdyż to dobro jest realne.

Dobro jest realne i posiada moc rozlewania się wokoło (bonum est diffusivum sui). To znaczy, że dobro ma moc dawania. Dobro rozdaje się wokoło. Natomiast zło może jedynie zabierać lub odbierać. Złem jest samo zabieranie (Kto oddaje i zabiera, ten się w piekle poniewiera). Szatan chciał nam wszystko zabrać. Chciał zabrać człowiekowi całe dobro, które otrzymał od Boga. Właściwie udało mu się odebrać człowiekowi osobowe dobro, prawdę i piękno. Jednak Boskie Dobro daje nam wszystko na powrót. Bóg daje nam łaskę, czyli na nowo obdarza nas osobowymi dobrami. Bóg daje nam łaskę, która usuwa całe zło, czyli brak dobra.

Dobro daje się i rozlewa. Bóg daje i rozlewa dobro, ale człowiek musi je przyjąć. Przyjmujący przyjmuje dobro na swoją miarę. Przyjęcie łaski zależy już od nas samych. Dlatego powinniśmy się nauczyć przyjmowania łaski, a nie ją odrzucać. Człowiek jest zdolny przyjąć osobowe dobro, ale musi tego chcieć. Człowiek musi chcieć przyjąć dobro od Boga. Dlatego człowiek powinien się modlić. Musi prosić o łaskę. Bez szczerej prośby człowiek nic nie uzyska. Dzisiaj człowiekowi najtrudniej jest prosić i modlić się. Człowiek przyzwyczaił się, że sam musi wszystko sobie wypracować. Sam ma zadbać o swoją pozycję i swoją przyszłość. Właśnie do tego sprowadza się nasze codzienne życie. Wciąż powtarzamy, że nie ma niczego za darmo. A to już znaczy, że w codziennym życiu nie ma bezinteresowności.

Wiedza filozoficzna od początku zamierzała korzystać z rozumienia rzeczywistości. Filozofia zaczęła bowiem od objaśniania zasad i przyczyn (gr. archearchai). Od razu więc sięgała do rozumienia nie zdając sobie z tego sprawy. Nie nazywano więc filozofowania rozumieniem. Tradycja filozoficznego poznania i rozumienia rzeczywistości przetrwała do czasów nowożytnych, gdy pojawiła się teoria wiedzy opisowej. Wiedza naukowa stała się empiryczna. Oparcie wiedzy na doświadczeniu zmysłowym pozbawiło ją rozumienia (oglądu rozumiejącego). Okazało się, że można jedynie oglądać rzeczywistość z zewnątrz i opisywać fakty. Toteż pojęcie faktu miało zastąpić dotychczasową kategorię substancji, której nie dało się odnaleźć w doświadczeniu zmysłowym. Ale nowa kategoria faktu stała się tak samo tworem wymyślonym, jakim była substancja – jak uważano.

Zjawił się ten sam problem, czy fakt jest czymś realnym, czy tylko czymś ujętym poznawczo, np. jakimś Kantowskim zjawiskiem. Kant uważał, że to nasze myślenie dokonuje scalenia wrażeń lub wyobrażeń tworząc w ten sposób przedmiot poznania. Zatem ujęcie jakiegoś zjawiska lub faktu w jedno określone pojęcie (np. deszcz) jest tylko działaniem poznawczym. Kant sformułował tezę, że podmiot myślący warunkuje przedmiot, czyli że myśl tworzy przedmioty naszej wiedzy (myślenie tworzy fakty lub zjawiska). Dlatego myślenie stało się głównym i podstawowym warunkiem poznania naukowego. Bez myślenie nie byłoby według Kanta poznania. Myślenie stało się w ten sposób zasadą poznawalności. Powiemy zatem, że wygrało batalię poznawczą z rozumieniem. Odtąd już myślenie rządzi poznaniem, a rozumienie przestało być w ogóle potrzebne.

Kant był zafascynowany Newtonowską fizyką. Zainteresował go fakt, że doświadczenie zmysłowe (jako coś zewnętrznego) można ująć w kategorie matematyczne (czyli we wzory matematyczne). Jak to jest w ogóle możliwe? Kant pytał, jak są możliwe sądy syntetyczne a priori? Jak to się dzieje, że matematyka może opisywać fakty i wydarzenia fizyczne poznawane doświadczalnie (czyli a posteriori)? Przecież matematyka uchodziła do tej pory za wiedzą czysto rozumową. Wydaje się, że właśnie dlatego zasadniczą rolę w tworzeniu przedmiotu zjawiskowego Kant przypisał myśleniu, uznając, że to nasze myślenie dokonuje syntezy i tworzy jeden przedmiot z danych zmysłowych (z wyobrażeń).

Można powiedzieć, że Newtonowskie myślenie określiło i zbudowało nasz współczesny świat. Czy to dobrze, czy źle, nie wiadomo. Można się o to spierać w nieskończoność. Na to pytanie każdy z nas musi sobie sam odpowiedzieć. To myślenie pozwoliło nam odkryć zupełnie nowe możliwości. Czy jednak ukazało nam choć odrobinę więcej rzeczywistości? Mogliśmy polecieć w kosmos, na Księżyc. Ale powraca nieustannie stare pytanie, czy dzięki temu człowiek stał się choć odrobinę lepszy?

Na koniec stajemy znowu przed ważnym dylematem. Co jest zasadą poznawalności – czy słowo, czy myślenie? Słowo musimy przyjąć z zewnątrz, zaś myślenie wydaje się być czymś jak najbardziej wewnętrznym. Kant sądził, że myślenie jest czymś całkowicie apriorycznym oraz autonomicznym. Skoro myślenie tak znakomicie ustala prawa fizyki, to z pewnością  może także ustalić prawa moralne. Kantowska etyka chciała oddać zasady moralne pod rządy myślenia i rozumu. Chyba jej się udało. To oznaczało, że rozum posiada wolność stanowienia praw moralnych, byleby spełniały kryterium powszechności, czyli były prawami ogólnymi lub powszechnymi (jak w fizyce). W ten sposób Kant postawił u podstaw moralności wolność myślenia. Co więcej, myślenia ogólnego. Natomiast wola została sprowadzona do roli służącej lub niewolnicy, która wykonuje posłusznie polecenia myślącego rozumu.

Tak pojmowana wolność myślenia nie może być zasadą poznawalności. Zasada nie może bowiem być wolnością, gdyż wolność znosi wszelkie zasady. Wolność myślenia czyni nasze poznanie i działanie czymś zupełnie dowolnym. Aby poznanie było poznaniem, a działanie działaniem, muszą mieć punkt oparcia lub zaczepienia. Zarówno poznanie  jak i działanie muszą mieć realne podstawy i zasady.

Zasadą poznania powinna być prawda, a zasadą działania dobro. Ale realna prawda występuje w bycie. Jak zatem przenieść ją do naszej władzy poznawczej, czyli do rozumu (intelektu). Otóż prawdę udostępnia rozumowi słowo, które jest nośnikiem prawdy. To właśnie słowo przynosi nam prawdę dostępną dla rozumu. Słowo daje nam bowiem rozumienie tego, co realne. Rozumiemy więc bytową prawdę dzięki obecności słowa prawdy w naszej władzy poznawczej. Dlatego słowo prawdy staje się zasadą poznawalności, czyli zasadą działania naszego rozumu. Rozum obdarzony słowem jest w stanie zaakceptować prawdę tego, co realne. Myślenie tego nie potrafi. Dlatego taki rozum staje się rozumem uznającym prawdę, czyli rozumem wierzącym. Tylko wierzący rozum może poznać prawdę.

Wydaje się, że Kant odebrał woli wolność i obdarzył nią myślenie rozumu. Chciał stworzyć rozum samorządny i niezależny. Rozum autonomiczny. Ten Kantowski rozum przejął dotychczasową charakterystykę woli. Teologia chrześcijańska przypisywała wolność woli tworząc pojęcie wolnej woli (liberum arbitrium – właściwie wolnej decyzji). W swojej metafizyce moralności Kant jednym posunięciem zabrał wolność woli, ponieważ ma być ona posłuszna rozumowi, a dał wolność rozumowi. Tym samym zbudował poznawczy liberalizm kładąc podwaliny pod wolność myślenia. Chyba nie zdawał sobie do końca z tego sprawy.

Wolność myślenia nie może być warunkiem lub zasadą poznawalności. Zasadą nie może być czysta możliwość, jaką stanowi ludzka wolność. Taka zasada musi być czymś realnym. Musi być realną aktywnością. To musi być moc poznawcza. Moc poznawczą posiada właśnie słowo. Słowo dysponuje bowiem mocą poznawczą prawdy, gdyż jest poznawczym skutkiem prawdy. Dlatego słowo może być mocą i zasadą poznawczą. Słowo daje nam realistyczne poznanie, czyli rozumienie rzeczywistości. Natomiast wolność myślenia stwarza jedynie nieokreślone możliwości, ale nie daje realnego efektu. Wolność myślenia umożliwia jedynie samo myślenie, ale pomyśleć możemy wszystko – to, co jest i to, czego nie ma. Takie dowolne myślenie tworzy zupełnie dowolne poglądy, jednak wielość dowolnych poglądów nie stanowi jeszcze poznania prawdy. Prawda jest jedna i nie da się z niej zrobić wielości poglądów. Wielość poglądów prowadzi do zagubienia prawdy, a ostatecznie do jej odrzucenia.

To właśnie dzisiejsza poprawność (polityczna) zastąpiła prawdę. Poprawność każe nam tolerować wszystkie wyrażone poglądy, a tym samym odrzuca jedną prawdę. Dlatego poprawność opowiada się za tolerancją błędów i wypaczeń, a nie za uznaniem prawdy. Mówiąc inaczej próbuje się dzisiaj przedstawić tolerancję jako prawdę. A to jest nieporozumienie. 

W poszukiwaniu zasad politycznych /5

Rozumienie rzeczywistości

Rozumienie powstaje na bazie realnego kontaktu z rzeczywistością. Taki kontakt zapewnia nam duchowa władza poznawcza – czyli rozum lub intelekt. Tylko rozum jest w stanie zrozumieć rzeczywistość. Ale rozum człowieka musi się zetknąć z prawdą realnego bytu.

Mój rozum, tak jak rozum każdego człowieka, jest przyczynowany przez prawdę mojego istnienia. Istnienie bytu jest wyposażone we własności transcendentalne prawdy, dobra i piękna. Transcendentalna własność prawdy przyczynuje zdolność i władzę poznawczą człowieka. Prawda jest otwartością i jawnością bytu. Pozwala ujawniać się i udostępniać bytom dla poznania.

Ale zarazem prawda bytu ludzkiego stanowi przyczynę ludzkiego poznania. Osobowa prawda sprawia nasze poznanie. To znaczy otwiera człowieka na każdą prawdę zawartą w realnym bycie. Dlatego ludzki rozum jest otwarty na prawdę i poszukuje jej dookoła siebie. Rozum jest otwarty na prawdę bytową, czyli jest zdolny przyjąć każdą napotkaną prawdę. Jednak żeby rozum mógł przyjąć spotkaną prawdę, musi posiadać w sobie odpowiednią zasadę i miarę do rozpoznawania prawdy.

W średniowieczu poznawczą prawdę definiowano jako adekwację tego, co realne oraz intelektu (rozumu). Adekwatność była pojmowana jako odpowiedniość i dostosowanie. A to znaczyło, że rozum albo intelekt powinien być dostosowany – jakby współmierny – do realnego bytu.

Skąd zatem intelekt czerpie owo przystosowanie albo współmierność (czyli odpowiednią i właściwą miarę)? Co jest miarą poznania rzeczywistości? Co pozwala przyjąć rozumowi (intelektowi) prawdę bytową? Te pytania nurtowały największych filozofów. Ale dawali oni różne odpowiedzi. Platon sądził, że człowiek czerpie miarę i zasadę poznania ze świata idealnego – z czasów preegzystencji. Natomiast Arystoteles uważał, że prawda jest nam po prostu dostępna w poznaniu – w kontakcie z rzeczywistością.

Z kolei myśl chrześcijańska w osobie św. Augustyna stwierdziła, że prawda jako miara i zasada poznania pochodzi od Boga na sposób iluminacji (czyli oświecenia). Bóg oświeca rozum człowieka swoją absolutną prawdą i dzięki temu człowiek może poznawać prawdę każdego realnego bytu, gdyż wszystko zostało stworzone przez Boga.

Jednak sceptycy – zarówno starożytni, jak i ci późniejsi z końca średniowiecza – twierdzili, że człowiek nie jest w stanie w ogóle poznać prawdy. Ludzki rozum, ani sam z siebie, ani przy pomocy dodatkowych usprawnień, nie jest zdolny do poznania prawdy. Rozum myśli bowiem o różnych rzeczach, wymyśla dowolne rzeczy. Jest w stanie wszystko pomyśleć i nawet wszystko zanegować, ale zupełnie nie wiadomo, kiedy natrafia na prawdę. Dlatego później Kant przyjmuje, że możemy myśleć o Bogu – tworzymy sobie ideę Boga – ale nie możemy stwierdzić i udowodnić, że Bóg istnieje albo że nie istnieje. A więc potrzebna jest nam wiara w Boga.

Chrześcijaństwo od początku stawiało na wiarę w Boga. Najważniejsze było zawsze Credo, czyli wyznanie wiary. Dla chrześcijanina miarą prawdy stawała się wiara – czyli przyjęcie i uznanie prawdy Słowa Bożego. Chrześcijańska wiara jest uznaniem prawdy – tej absolutnej Prawdy Boskiej, ale również tej prawdy bytowej osoby ludzkiej. Wierzę w boską prawdę, ale zarazem wierzę w osobową prawdę człowieka, stworzonego przez Boga.

Przyjęcie prawdy przez nasz rozum skutkuje pojawieniem się słowa prawdy. Osobowa prawda objawia się w rozumie jako słowo. Możemy powiedzieć, że właśnie słowo jest przyjęciem prawdy. Słowo występuje już w rozumie i jest podstawą rozumienia rzeczywistości. Jeżeli przyjmujemy Słowo Boże, to staje się ono podstawą rozumienia Boga jako Bytu Osobowego – właściwie Trójcy Osób Boskich. Jeśli natomiast przyjmujemy osobową prawdę człowieka oraz słowo ludzkie (słowo ludzkiej mądrości, czyli słowo filozoficzne), to będzie ono podstawą rozumienia człowieka jako bytu osobowego – podstawą rozumienia wcielonej osoby ludzkiej. Jeżeli z kolei przyjmujemy prawdę bytów nieosobowych (prawdę zwierząt i roślin, czyli prawdziwość ożywionej cielesności), to staje się ona poznaniem i rozumieniem bytów ze świata przyrody (ze świata cielesnego).

Człowiekowi potrzebne jest rozumienie siebie, świata i Boga. Musi więc spotkać się realnie z tymi bytami i przyjąć prawdę, która stanowi wyposażenie tych bytów. Konieczny więc jest kontakt na linii rozum - prawda poznawanych bytów. Tylko spotkanie z prawdą bytową może nam przynieść rozumienie rzeczywistości.

Ale mówiliśmy już, że rozumowi potrzebna jest miara do poznania prawdy. Taką miarą będzie słowo prawdy uzyskane w kontakcie z własną prawdą bytową. Moja osobowa prawda ujawnia się w rozumie jako słowo prawdy. Właśnie to słowo staje się miarą i podstawą do przyjęcia każdej bytowej prawdy. Dlatego powiemy, że słowo prawdy staje się zasadą poznania.

Wydaje się zatem, ze wszystko zależy od osobowej prawdy człowieka, ponieważ tylko prawda może uruchomić rozum (intelekt). Ale to nie może być prawda pochodząca z zewnątrz. To musi być prawda wewnętrzna, czyli prawda zawarta we własnym istnieniu człowieka. Inaczej mówiąc, moja prawda bytowa otwiera i uruchamia mój rozum. Osobowa prawda człowieka przyczynuje i uruchamia jego rozum. Człowiek jest więc w stanie poznawać prawdę i rozumieć rzeczywistość (realność bytów), gdy jego osobowa prawda pojawi się w jego rozumie jako słowo. Pojawiające się słowo uruchamia rozum. Możemy powiedzieć, że jakby „odpala” rozumność i poznanie. Jest starterem dla rozumności. Otwiera nasz rozum na rzeczywistość.

Słowo, które pojawia się w rozumie pod wpływem prawdy, jest podstawą rozumienia rzeczywistości, czyli daje nam możliwość rozumienia bytów. Jest to już owa możliwość adekwacji bytu i rozumu (intelektu). Poznawcza adekwatność polega na tym, że prawda bytu może dokładnie przylegać i pasować do słowa prawdy, które występuje w rozumie. Bez słowa prawdy rozum nie jest w stanie poznawać prawdy bytowej, czyli nie może poznawać realnych bytów. Rozum nie ma wówczas kontaktu z bytami. Bez słowa rozum jest po prostu ślepy. Nie może przyjmować prawdy realnych bytów. Dlatego bez słowa rozum nie jest w stanie niczego zrozumieć. Taki rozum będzie ślepy i głuchy, gdyż nie może otworzyć się na prawdę realności, czyli na samą rzeczywistość.

Rozum pozbawiony słowa prawdy jako zasady poznawczej zostaje skazany na wiedzę empiryczną (kojarzenie wrażeń lub zespolenie wyobrażeń). Rozum ogarnięty wiedzą empiryczną staje się magazynem rzeczy zbędnych, gdyż nie osiąga rozumienia rzeczywistości. Rozumienie realnych bytów nie jest w żadnym wypadku efektem wiedzy empirycznej. Nagromadzenie zmysłowych obrazków (różnych spostrzeżeń, wrażeń lub wyobrażeń) nie skutkuje żadnym rozumieniem. Co najwyżej możemy osiągnąć spójny obraz albo mapę rzeczywistości – taki obraz świata i nic więcej. Ten obraz świata (zwany też światopoglądem) nie daje nam jeszcze żadnego rozumienia.

Rozumienie rodzi się z kontaktu z prawdą realnych bytów, czyli z poznania realności, ponieważ tylko prawda daje nam rozumienie rzeczywistości. Jednak to musi być przyjęta prawda bytowa. Aby ta prawda została przyjęta i trafiła do naszego rozumu, musi on posiadać miarę adekwatności, czyli odpowiednią zasadę w postaci słowa prawdy. Słowo prawdy jest dla rozumu miarą i zasadą poznania. Bez niego poznanie nie zachodzi, gdyż poznanie powinno być realnym kontaktem z całym bytem. Właśnie taki kontakt z bytem umożliwia rozumowi słowo prawdy. Słowo otwiera rozum na każdą dostępną prawdę. Słowo jest kluczem, który otwiera rozum (intelekt) i umożliwia w ten sposób przyjęcie prawdy zawartej w bytach.

Rozum musi być uzdolniony do przyjęcia prawdy. A to sprawia, że rozum powinien mieć kontakt z własną osobową prawdą, która wywołuje w nim słowo prawdy. Należy więc uznać, że rozum musi mieć kontakt z osobą i osobową prawdą. To znaczy, że to osoba i jej aktywność otwiera rozum na rozumienie rzeczywistości. Sam kontakt zmysłowy z rzeczywistością niczego jeszcze rozumowi nie zapewnia.

To aktywność osoby usprawnia i doskonali rozum. Rozumowi niezbędna jest taka osobowa aktywność. Aktem osoby, który doskonali rozum, jest kontemplacja. Kontemplacja jest właśnie tym aktem, który otwiera rozum i obdarza go słowem prawdy. Kontemplacja jest aktem osobowej prawdy. To dzięki kontemplacji moja osobowa prawda otwiera mój rozum i sprawia w nim słowo prawdy. Jeśli natomiast kontemplacja ma wymiar nadprzyrodzony, to stanowi spotkanie z Prawdą Boską i owocuje przyjęciem Słowa Bożego. Taką kontemplację praktykują mistycy i zakony kontemplacyjne.

Dla poznania prawdy rozumowi potrzebna jest kontemplacja. Bez kontemplacji rozum nie zdoła osiągnąć słowa prawdy, które stanowi miarę i zasadę poznania. Bez kontemplacji rozum nie będzie w stanie uzyskać rozumienia rzeczywistości. Można powiedzieć, że rozum nie będzie mógł zbliżyć się do prawdy zawartej w bytach, a tym samym nie osiągnie realnego kontaktu z rzeczywistością.

Kontemplacja jest konieczna rozumowi do pierwszego kontaktu z rzeczywistością. Właściwie jest potrzebna do rozpoczęcia spotkania z rzeczywistością. Kontemplacja jest niezbędna dla osiągnięcia pierwszego (albo pierwotnego) słowa prawdy. Ale kontemplacja jest również konieczna do pokonania grzechu pierworodnego – tego grzechu poznania zła, gdyż kontemplacja prowadzi nasz rozum (intelekt) do poznania prawdy i dobra, oraz do przyjęcia słowa prawdy. Kontemplacja staje się bowiem samym przyjęciem prawdy, co owocuje zdobyciem słowa. Uzyskanie przez rozum słowa jest bezpośrednim skutkiem kontemplacji. Natomiast sama kontemplacja jest aktem osoby, a dokładnie – jest aktem osobowej prawdy człowieka lub Boga.

W akcie kontemplacji moja osobowa prawda obdarza mój rozum słowem prawdy. I od tej pory rozum może spotkać się z każdą dowolną prawdą zawartą w realnym bycie. Dzięki słowu prawdy rozum osiąga współmierność z prawdą bytową. Rozum zostaje otwarty na prawdę i przystosowany do niej. Dlatego może przyjmować prawdę i zdobywać prawdziwe poznanie rzeczywistości oraz jej rozumienie.

Rozum wyposażony w słowo prawdy rozumie rzeczywistość, gdyż rozumie poszczególne byty. Rozumie więc byt ludzki jako byt osobowy. Rozumie również Byt Boski jako Trójcę Osób. Ale rozumie także byty nieosobowe, które posiadają ograniczony zakres prawdziwości. Dopiero po zrozumieniu tych różnych bytów człowiek osiąga jakieś pełniejsze rozumienie rzeczywistości. Rozumienie rzeczywistości nie jest więc nagromadzeniem wiedzy zmysłowej. Rozumienie rzeczywistości jest sięgnięciem do głębi bytów i ujęcie ich w tym, czym są. To jest dotarcie do poziomu istnienia, jakie posiadają byty. Rozumienie jest prześwietleniem i wyjawieniem prawdy o bytach. Rozumienie jako słowo prawdy staje się światłem rozumu. Bo słowo jest światłością ludzi.  

W poszukiwaniu zasad politycznych /6

Przezwyciężeniem wspólnoty myślenia może być wspólnota dialogu. Dialog jest już tym działaniem, które wykracza poza myślenie, ponieważ dialog wymaga najpierw przedstawienia dwóch rozumień a następnie uzgodnienia poglądów na bazie rozumienia. Nasze myślenie wcale nie musi prowadzić do prawdy, gdyż prawda nie określa, ani nie ogranicza myślenia. Natomiast dialog powinien doprowadzić do osiągnięcia jakiejś zgodności w zakresie prawdy i rozumienia rzeczywistości. Dlatego dialog wydaje się być lekarstwem na wszelkie wynaturzenia myślenia (np. ideologiczne). Ale to musi być szczery i głęboki dialog, a nie zwykła wymiana poglądów, która do niczego nie prowadzi, jak to mamy dzisiaj w mediach. Taka wymiana poglądów polega jedynie na przedstawieniu własnego stanowiska i skrytykowaniu poglądów przeciwnika. Prawdziwy dialog zawsze poszukuje porozumienia. Dlatego do dialogu może dojść wówczas, gdy posiadamy jakieś rozumienie rzeczywistości. Z samego myślenia nie sposób stworzyć dialogu.

Wspólnota dialogu

Wypada omówić teraz wspólnotę dialogu. Wspólnota dialogu rozpoczyna się i przebiega w naszych umysłach. Ale nasz umysł (rozum) musi być przygotowany i wyposażony w słowo prawdy. Wspólnotę dialogu tworzy bowiem przykazywanie sobie prawdy. Musimy najpierw przyjąć prawdę (prawdę realności), aby móc ją wypowiedzieć i przekazać dalej w słowie prawdy. Przyjęcie prawdy dokonuje się dzięki kontemplacji. Kontemplację wywołuje oddziaływanie realnej prawdy (prawdy realności) i otwarcie się na realność. Jeśli poddamy się realności i przyjmiemy jej oddziaływanie, wówczas przemówi do nas sama prawda. To prawda realności powoduje w umyśle kontemplację, czyli uznanie prawdy – akceptację. Nasz umysł (rozum) musi przyjąć prawdę, musi przyjąć bezpośrednie oddziaływanie prawdy poprzez kontemplację, aby w dalszym ciągu był zdolny do rozpoznawania tego, co prawdziwe – tego, co prawdziwie realne, a nie tylko tego, co pomyślane lub wymyślone. Poznanie musi dysponować zasadą i miarą poznawczą, pozwalającą rozpoznawać pozostałe rzeczy jako prawdziwe. Nasz umysł musi przyjąć prawdę zawartą w realnych bytach. Jest to przede wszystkim osobowa prawda człowieka. Właśnie takiej osobowej prawdy dotyczy kontemplacja. Kontemplujemy bowiem osobową prawdę Boga lub człowieka (po prostu kontemplujemy prawdę Boga-człowieka –Chrystusa jako prawdę). Dopiero taka prawda może stanowić zasadę i miarę poznania moralnego dotyczącego człowieka i jego godności osobowej.

Człowiek musi dotrzeć do realnej prawdy. Ta prawda jest zawarta w nas samych (jako własność transcendentalna prawdy). Ale musimy ją wydobyć, musimy pozwolić się jej ujawnić. To może się dokonać tylko pod wpływem osobowej relacji wiary nawiązywanej z Osobą Boską. Nawiązanie takiej relacji wzmaga aktywność samej prawdy, ujawnia jej zdolność otwierania naszego umysłu (rozumu). Osobowa prawda posiada bowiem zdolność otwierania umysłu. To pod wpływem oddziaływania prawdy nasz umysł otwiera się na rzeczywistość, na realność. Można powiedzieć, że w ten sposób nasz umysł jakby nawraca się na rzeczywistość (realność) i realistyczne poznanie. Dopiero wtedy możemy myśleć realistycznie, a nie idealistycznie. Do tego właśnie potrzebna jest prawda (transcendentalna własność prawdy). Bez dotarcia do prawdy, bez przyjęcia prawdy nie będzie nas stać na realistyczne myślenie, a bez realistycznego poznania nasza wiedza będzie tylko wymyślana, albo będzie dotyczyła jedynie sfery cielesnej (materialnej) i będzie to wiedza przyrodnicza, a nie humanistyczna, czyli dotycząca samego człowieka (wiedza o człowieku).

Przyjęcie i poznanie prawdy (uznanie prawdy) pozwala nam wypowiedzieć słowo prawdy. Dopiero gdy uznamy prawdę, możemy posłużyć się nią w naszym poznawaniu i myśleniu, a dalej także w rozmowie. Dopiero gdy przyjmiemy prawdę, możemy posłużyć się nią w rozmowie z drugim człowiekiem. I wtedy może pojawić się w rozmowie prawda jako słowo prawdy. Prawda powinna być zasadą i celem rozmowy. Wówczas słowo staje się nośnikiem prawdy (osobowej i realnej prawdy człowieka).

Podstawą rozmowy pomiędzy ludźmi musi być osobowa prawda człowieka. Rozmowa (mowa) powinna dotyczyć człowieka i jego osobowej prawdy. Dopiero wtedy rozmowa pomiędzy ludźmi ma sens, kiedy dotyczy spraw najważniejszych, czyli tego, co w człowieku osobowe. Rozmowa musi dotyczyć osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna. Dopiero wtedy mamy do czynienia z rozmową istotną, która wyznacza wspólnotę dialogu. Wspólnota dialogu tworzy się właśnie wokół prawdy (realnej prawdy). Tylko wspólnota budowana na realnej prawdzie osiąga charakter realnej wspólnoty, gdyż więź wspólnotowa wywołana słowem prawdy niesie ze sobą coś realnego – właśnie realną prawdę.

Dialog i rozmowa między ludźmi musi dotyczyć prawdy, aby przebiegać w sferze realności (jak byśmy powiedzieli – w realnej przestrzeni). Inaczej dialog (rozmowa) staje się zupełnie dowolną wymianą myśli i poglądów, co do niczego nie prowadzi. Rozmowa ludzi powinna mieć swój cel i zasadę, aby mogła do czegoś prowadzić i doprowadzić. Przedstawianie jedynie swoich myśli i poglądów nie stanowi jeszcze prawdziwego dialogu. Dialog musi być jakimś przepływem prawdy i powinien prowadzić do osiągnięcia nowego lub wyższego poziomu prawdziwości. Jeżeli dialog nie poszerza zakresu prawdy albo nie pogłębia prawdy, to jest tylko „drętwą mową”, jest martwą rozmową. Człowiek potrzebuje żywej i prawdziwej rozmowy. Bez takiej rozmowy zamiera życie duchowe i osobowe człowieka. Także w wymiarze społecznym bez prawdziwego dialogu ginie życie umysłowe. Zamiera wtedy filozofia.


W poszukiwaniu zasad politycznych /7

Dialog i porozumienie (na dziś)


Ludziom tak bardzo potrzeba dzisiaj porozumienia. Porozumienie może być jedynie efektem rozmowy i dialogu. Dialog i rozmowa polega na przekazie słowa. Dialog jest przekazywanie sobie słowa przez dwie rozmawiające osoby. Według Bubera człowiek jest istotą dialogiczną. To znaczy, że żyje w łączności ze słowem i może się nim posługiwać w spotkaniu z innymi ludźmi. Człowiek przyjmuje słowo, posiada je w swojej duszy (w rozumie) i może to słowo wypowiedzieć do kogoś innego, czyli przekazać je drugiej osobie. Słowo jest przekaźnikiem prawdy. Słowo jest nośnikiem prawdy. Za pomocą słowa możemy przekazać prawdę drugiej osobie. Dialogiczność ludzkiej osoby polega na zdolności przyjęcia prawdy i uznania jej, a następnie na możliwości przekazania jej dalej innemu człowiekowi. Wszystko to dzieje się za pośrednictwem słowa.

Zatem do dialogu pomiędzy ludźmi potrzebne jest słowo prawdy. Prawdziwy dialog jest oparty na słowie prawdy. Taki dialog musi być wymianą i przekazaniem słowa prawdy. Tylko rozmowa posługująca się słowem prawdy ma sens. Słowo prawdy (jako prawdziwe słowo) przenosi bowiem prawdę pomiędzy ludźmi. Jeśli wypowiadamy słowo prawdy, wówczas prawda dociera do umysłu drugiego człowieka i może być tam przyjęta. Przyjęcie prawdy oznacza zrozumienie. Rozumienie, jakie rodzi się z takiej rozmowy, polega na przyjęciu i uznaniu prawdy. Możemy powiedzieć wówczas, że zrozumieliśmy drugiego człowieka. Zrozumienie człowieka polega na przyjęciu osobowej prawdy, jaką powinno ze sobą nieść wypowiadane słowo prawdy.

Podstawą zrozumienia człowieka jest więc przyjęcie osobowej prawdy. Dlatego do takiego zrozumienia może prowadzić wzajemny dialog, w którym dwoje ludzi przekazuje sobie słowo prawdy i dzięki niemu samą prawdę. Bez wypowiedzenia słowa prawdy nie ma dialogu, a bez dialogu nie ma porozumienia. Porozumienie musi być wzajemnym zrozumieniem. Musi to być wzajemne przyjęcie czyjejś realnej prawdy (tzn. osobowej prawdy). Ale takie porozumienie musi być oparte na wzajemnej otwartości. Otwartość polega na zdolności ujawniania swojej osobowej prawdy i wypowiedzeniu jej do drugiej osoby. Jeśli nie będziemy chcieli się otworzyć i ujawnić prawdy osoby (prawdy o swojej osobie), to nie zdołamy podjąć prawdziwego dialogu. Wówczas zamiast dialogu będziemy mieli głoszenie swoich poglądów. Dzisiaj nie ma między ludźmi dialogu. Najlepiej widać to w mediach. Nie ma tam żadnego dialogu, jest wyłącznie głoszenie najróżniejszych poglądów (poglądów w różnych sprawach). Wygłaszanie swoich poglądów do niczego nie prowadzi. Na pewno nie prowadzi do dialogu i porozumienia.

Wygłaszane poglądy są oparte na myśleniu, a nie na słowie prawdy. Myślenie jest prywatną sprawą każdego z nas. Myślenie traktujemy na ogół jako prywatną własność każdego z nas. Dlatego myślenie nie łączy ludzi, ale ich dzieli. Jeżeli opieramy się na własnym myśleniu, to możemy stworzyć co najwyżej swój światopogląd. Taki światopogląd jest zbiorem dowolnych myśli, twierdzeń i poglądów. Twórcą tego zbioru myśli i poglądów jest nasza świadomość, która gromadzi najróżniejsze myśli i pragnienia. Nasza świadomość chce przy pomocy światopoglądu zapanować nad wszystkim dookoła. Pragnie wszystko zagarnąć dla siebie. Dlatego światopogląd każdego człowieka (czyli jego poglądy) przeciwstawia się poglądom kogoś innego (jego światopoglądowi). Konfrontacja dwóch poglądów prowadzi do zderzenia i walki. Każdy człowiek (właściwie jego „ja”) chce przeforsować swój pogląd. Nie ma wtedy dialogu i wymiany słowa oraz prawdy. Nie ma też zrozumienia, ani porozumienia. Pozostaje tylko własne zdanie. Tak wyglądają telewizyjne rozmowy. Levinas nazywa to wyabsolutnianiem się świadomości. To znaczy, że świadomość zawsze absolutyzuje swoje myślenie i swoje poglądy.

Aby z tym zerwać powinniśmy otworzyć się na prawdę, zwłaszcza na osobową prawdę człowieka. Musimy przyjąć tę prawdę i uwierzyć w nią, czyli zaakceptować ją. Bez wiary w prawdę pozostajemy skazani na myślenie i tworzenie swoich poglądów (czyli własnego światopoglądu). Skutkiem tego jest niemożność zrozumienia ani siebie samego, ani drugiego człowieka. Zrozumienie musi być oparte na przyjęciu realnej prawdy. Zrozumienie jest czymś naprawdę głębokim, a nie tylko stwierdzeniem tzw. obiektywnych faktów. Na przykład empiryczny opis faktów nie jest żadnym zrozumieniem rzeczywistości (świata). Tym bardziej empiryczny opis człowieka nie jest zrozumieniem go. Zrozumienie musi być przyjęciem tego, co realne. Musi to być przyjęcie ontycznej prawdy. Zrozumienie świata lub człowieka powinno być przyjęciem prawdy ich samych i o nich samych. Tej prawdy, która się kryje w realnych bytach naturalnych i w człowieku. Będzie to prawda o ich realności, o ich pochodzeniu – czyli stworzeniu, wreszcie o ich przeznaczeniu i celu. Z samego opisu faktów i zdarzeń jeszcze nic nie wynika.

Potrzeba nam dzisiaj porozumienia. Potrzeba nam słowa prawdy, abyśmy mogli rozmawiać i porozumieć się. Bez słowa prawdy nie ma poznania i łączności między ludźmi. Nasze myślenie tylko dzieli ludzi, a nie łączy. Połączyć nas może jedynie słowo prawdy.

Aby w naszym umyśle (w rozumie) zrodziło się słowo prawdy, musimy przyjąć realną prawdę. Przyjęcie prawdy wiąże się z wiarą. Wiara (credo) jest bowiem przyjęciem i uznaniem prawdy. Jeśli przyjąłem prawdę, to znaczy, że uwierzyłem. Jeśli uwierzyłem, to znaczy, że przyjąłem prawdę. Gdy wierzę, mój umysł przyjmuje i posiada prawdę. Dopiero gdy umysł przyjął już prawdę, wtedy może zrodzić się w nim słowo (prawdy). Zrodzone w umyśle słowo możemy wypowiedzieć do kogoś na zewnątrz. Zrodzone słowo wypowiadamy do innych ludzi. Wypowiadane słowo prawdy jest przeznaczone dla drugiej osoby, dla kogoś innego. Kiedy uwierzyłem i kiedy przyjąłem prawdę, to przyjąłem ją po to, żeby przekazać ją dalej komuś innemu (innym osobom). Umysł nie może zatrzymywać prawdy dla siebie. Prawda jest otwartością. Przyjęta prawda zmusza nas do głoszenia jej dalej, czyli do ogłaszania jej innym osobom.

Prawdę ogłaszamy za pośrednictwem słowa. Dlatego wygłoszone przez nas słowo powinno być słowem prawdy. To nie może być puste słowo. Jeśli wygłaszamy coś innego niż słowo prawdy, to kłamiemy i oszukujemy. Dlatego jeśli nie zdołaliśmy przyjąć prawdy, to lepiej, żebyśmy milczeli, niż gadali głupoty i kłamstwa. Źródłem i przyczyną kłamstwa jest nasze myślenie. Myślenie tworzy albo konstruuje znaki i znaczenia. Myślenie tworzy pojęcia. Myślenie tworzy więc jedynie język jako system znaków i znaczeń, pojęć i wyrazów. Język jest zatem tworem myślenia. Ale język nie jest mową, na pewno nie jest mową serca i umysłu. Ponieważ myślenie nie jest w stanie zrodzić słowa prawdy (prawdziwego słowa). Dalej myślenie tworzy cały system kulturowy jako ogromny gmach znaków i wartości.

Słowo rodzi się z prawdy przyjętej w umyśle. Słowo rodzi się z przyjęcia osobowej prawdy Boga lub człowieka. Osobowa prawda sama zrodziła ludzki umysł (rozum lub intelekt). A potem działając w umyśle rodzi z kolei słowo prawdy. Zrodzone przez prawdę słowo jest zawsze słowem prawdy. Słowo prawdy jest jedynym prawdziwym słowem. A prawdziwe słowo jest zawsze słowem prawdy. Słowo prawdy pochodzi ostatecznie od Boga. Słowo pochodzi od prawdy, a prawda jest z Boga. Wszystko inne pochodzi już z ludzkiego myślenia, czyli ostatecznie od Złego.

Tworem myślenia jest język. Jeżeli język traktujemy jako całą naszą wiedzę, to znaczy, że posługujemy się wyłącznie znaczeniami i pojęciami wymyślonymi przez nas samych. Ale taka wiedza rozmija się całkowicie z realnością, z prawdą i dobrem, gdyż wszystko to jest wymyślone albo przynajmniej pomyślane. Aby nas uleczyć z tego myślenia, Bóg dał nam wiarę, czyli zdolność przyjmowania prawdy. Gdy prawda dotrze do umysłu i zostanie przyjęta, wtedy rodzi się słowo prawdy. Słowo prawdy jest bezpośrednią wiedzą o realności. Bez słowa prawdy nie dowiemy się niczego o realnych bytach. Bez słowa prawdy nie dowiemy się niczego o człowieku i o Bogu. 

Osobowa prawda przepływa do umysłu z istnienia. Dlatego niesie ze sobą całą moc realności. Dzieje się to dzięki kontemplacji. Kontemplacja otwiera nas na prawdę (na osobową prawdę). Kiedy prawda dotrze już do umysłu, to może się dalej uzewnętrzniać pod postacią słowa. Słowo jest więc uzewnętrznieniem prawdy. Słowo objawia prawdę na zewnątrz. Słowo ukazuje prawdę posiadaną przez umysł dla innych osób. Słowo pokazuje nam osobową prawdę człowieka i Boga. Słowo jest po prostu objawieniem, a objawienie dokonuje się w słowie. Dlatego Osobowego Boga poznajemy poprzez Objawienie Słowa Bożego, a nie poprzez nasze myślenie, naszą wiedzę lub filozofię. Jeżeli więc chcemy poznać osobę człowieka (czyli człowieka osobowego), to również musimy sięgnąć do słowa prawdy.

Kto albo co przyniesie nam słowo prawdy? Może media? Na pewno nie! Może nauka lub filozofia, albo literatura? Też nie. Może rozmowa z drugim człowiekiem? Chyba bardzo rzadko, bo musiałaby to być rozmowa z mądrym człowiekiem (czyli z mędrcem i mistrzem). A może rozmowa z Bogiem? Słowo Boże jest doskonałym przejawem prawdy – Prawdy Bożej.

Słowo prawdy może nam dać mądrość i kontemplacja. Słowa prawdy musimy szukać u człowieka mądrego i kontemplującego. Kogo dzisiaj stać na mądrość i kontemplację? Są przecież zakony i klasztory kontemplacyjne. Ale czy my dzisiaj czerpiemy z tego duchowego dziedzictwa mistrzów kontemplacji? Czy słuchamy ich słowa prawdy? I czy sami odważylibyśmy się podjąć kontemplację Prawdy Bożej albo choćby osobowej prawdy człowieka? Czy słuchamy świętych wyznawców prawdy objawionej?  

W poszukiwaniu zasad politycznych /8

Dialog i porozumienie (opublikowane1988)

Człowiek jako osoba jest bytem aktywnym. Jest podmiotem przeróżnych działań i czynności. W całej widzialnej rzeczywistości właśnie człowiek jest najbardziej aktywnym ośrodkiem. Może nieustannie się rozwijać przekształcając siebie i otaczający go świat.

Potwierdzenie takiej wizji człowieka znajdujemy w encyklice Sollicitudo rei socialis Jana Pawła II, w której Papież stwierdza: „Człowiek bowiem, jeśli można tak powiedzieć, nie został stworzony jako byt nieruchomy i statyczny” (n.30). Papież rozwija w tym miejscu egzegezę biblijną. Ja sądzę, że potrzebna jest tu także interpretacja metafizyczna, ale nich to pozostanie naszym przyszłym zadaniem.

Aby się rozwijać, człowiek musi być otwarty na zewnątrz, musi być otwarty na rzeczywistość. Musi więc jak najwięcej czerpać z tej rzeczywistości. To, co zaczerpnie z zewnątrz, musi przetwarzać w sobie, czyli musi poznawać oraz zrozumieć rzeczywistość, aby umieć w niej działać i postępować.

Ale przede wszystkim człowiek musi być otwarty na innych ludzi i dla innych ludzi. Toteż człowiek musi nieustannie poznawać różnych ludzi, starać się ich zrozumieć. Każdy z nas poznaje innych ludzi, ale zarazem sam jest przez nich poznawany. Mamy w tym przypadku do czynienia ze szczególną relację, czyli relacją wzajemności. To znaczy poznajemy i jednocześnie jesteśmy poznawani. Ujawniamy się sobie nawzajem, a więc siebie ujawniamy i objawiamy innym, oni zaś równocześnie nam się ujawniają i objawiają. W ten sposób dochodzi do spotkania, które jest właśnie tą relacją wzajemności. Spotkanie dwóch ludzi, dwóch osób jest więc wzajemnym ujawnianiem się sobie. Można również powiedzieć, że jest wzajemną manifestacją.

Człowiek jako osoba objawia siebie w słowie i czynie. Słowo jest objawem naszej aktywności poznawczej, naszego rozumienia rzeczywistości. Natomiast czyn jest objawem naszej aktywności wolitywnej, czyli naszej akceptacji rzeczywistości, akceptacji świata i ludzi.

Oczywiście zajmę się tutaj wyłącznie słowem lub ujmując sprawę szerzej - także mową, jedynie czasami przywołując różne analogie z czynem. Moim zdaniem, słowo jest jakby pierwszym krokiem na drodze do działania, do czynu. Można też powiedzieć, że słowo jest przedsionkiem czynu. I od razu narzuca się analogia z przedsionkiem serca, co by znaczyło, że jeśli serce uznamy za pierwotne siedlisko czynu, to słowo serca (verbum cordis) jako najgłębsza postać ludzkiego słowa i ludzkiej mowy zamieszkuje w przedsionku serca. Ale będzie to raczej poezja niż filozofia.

Słowo jest zatem pierwotną manifestacją, pierwszym przejawem osoby ludzkiej. Osoba manifestuje się najpierw w słowie, a następnie również w czynie. Słowo i czyn są więc dwoma najważniejszymi i głównymi przejawami ludzkiej osoby. Są to przede wszystkim przejawy osoby w jej relacjach z innymi osobami. Słowo i czyn są zarazem przejawami spotkania dwóch osób, czyli spotkania człowieka z człowiekiem. Są więc najważniejszymi przejawami więzi i kontaktów międzyludzkich. Pozwalają nam się skontaktować i spotkać. Pozwalają nam wreszcie współżyć.

W tym miejscu zahaczamy już o wymiar społeczny, wspólnotowy. Ale zarówno w dziedzinie słowa i mowy, jak też w dziedzinie czynu nie sposób pominąć tej sprawy. Zresztą zawsze, gdy mówimy o osobie ludzkiej, powinniśmy przywoływać ów aspekt wspólnotowy. Nie można bowiem w pełni zrozumieć osoby bez odniesienia jej do wspólnoty i życia społecznego. Toteż w tym aspekcie chciałbym obecnie spojrzeć na słowo i czyn.

Otóż i w słowie, i w czynie podstawową sprawą jest ich skierowanie do drugiego człowieka. A więc ważne jest to, że w ogóle mówi się, czyli mówimy do kogoś (choćbyśmy nawet mówili do siebie), nie mówimy bowiem w dal przed siebie, bo to nie ma sensu. Ale ważne jest także to, do kogo mówimy w danej chwili. Podobnie rzecz się ma z działaniem. Tutaj powiemy, że działamy z kimś, działamy dla kogoś (dla kogoś coś robimy, choćby dla samych siebie). Nigdy więc nie działamy w próżni, co najwyżej możemy nic nie robić.

W dziedzinie czynu najważniejszą rolę odgrywa umiejętność współdziałania. To właśnie współdziałanie jest czynem w wymiarze społecznym i wspólnotowym. W takim współdziałaniu czyny lub działania poszczególnych osób muszą być skupione wokół wspólnego celu. Tym celem jest wspólne dobro. Dlatego we wspólnocie, w społeczeństwie wszystkie działania winny zmierzać do osiągnięcia dobra wspólnego.

Odnosząc te rozważania do dziedziny słowa i mowy - czyli posługując się tutaj analogią - powiemy, że w zakresie słowa i mowy najważniejsze jest wspólne mówienie, czyli rozmowa.

Przyjrzyjmy się jednak dokładnie pojęciu rozmowy. Polski termin rozmowa jest jakby dokładnym tłumaczeniem grecko-łacińskiego terminu dialog (gr. dialogos, łac. dialogus). Pojęcie dialogu jako rozmowy dwóch osób pojawiło się w kulturze europejskiej w czasach powstawania greckiej tragedii. Chodziło tam o to, aby pewną opowieść rozpisać na głosy i role. Stąd etymologicznie dia-logos oznacza podział słowa, czyli tego, co grecki tragediopisarz miał do powiedzenia.

Ten sam motyw dialogu-rozmowy pojawia się także w biblijnej opowieści o Raju i grzechu pierworodnym. To przecież Ewa podjęła dialog z wężem-Szatanem. I nie wiadomo, czy nie nastąpiło to znowu na zasadzie podziału na role tego, co sama miała do powiedzenia w swym sercu i co faktycznie wypowiedziała. Znaczyłoby to, że Ewa w swym dialogu, czyli poprzez podział i rozerwanie słowa, powołała do istnienia postać Szatana. I tak powstała literatura.

Dlaczego o tym mówię? Otóż po to, aby odwołać się do jeszcze jednej analogii, która - jak sądzę - lepiej naświetli kłopoty związane z pojęciem dialogu. Posłuży nam do tego para pojęć również pochodzenia grecko-łacińskiego, a mianowicie diabol i symbol (łac. diabolus i symbolus, także symbolum).

Nasze określenie „diabeł” wywodzi się z greckiego słowa diabolos. Greckie słowo zostało utworzone od czasownika diabolein, co dosłownie znaczy rozdzierać, rozłączać, odłączać. Temu pojęciu diabolu przeciwstawia się pojęcie symbolu, np. w języku polskim używamy zarówno przymiotnika diaboliczny, jak też przymiotnika symboliczny. Ów symbol pochodzi od greckiego czasownika symbolein, który oznacza zbieranie, łączenie, połączenie z czymś. Mamy więc do czynienia z przeciwstawieniem tego, co destrukcyjne i dezintegrujące, czyli oddzielające i rozłączające (diabeł), temu co konstruktywne, łączące i zbierające w całość (symbol).

Symbol byłby więc czymś, co łączy nas z Bogiem i boską rzeczywistością. Diabeł zaś tym, co nas z Bogiem rozdziela, co odłącza nas od Niego. Symbol byłby więc obrazem lub widzialnym znakiem Bożej łaski, diabeł zaś byłby znakiem i obrazem nicości, czyli kultury oddzielającej i odgradzającej nas od Boga.

Powróćmy teraz znowu do tematu dialogu. Mówiliśmy już poprzednio, że w swej etymologii dialogos oznacza dzielenie, podział słowa i mowy na role. Dlatego dialog staje się rozbiciem słowa i mowy na różne cząstki, czyli prawdy cząstkowe. Natomiast w mowie jako wspólnym mówieniu potrzebny jest element integrujący i scalający. Konieczne jest dotarcie do szerszej prawdy, czyli prawdy rozumianej jako wspólna prawda - analogicznie do wspólnego dobra w działaniu. Toteż jak celem współdziałania jest dobro wspólne, tak celem rozmowy, ale rozumianej jako współmówienie (łac. collocutio, colloquium) musi być wspólna prawda, czyli nieustanne zdążanie do prawdy pełnej i weryfikowanie podług niej tego, co się mówi.

Użyłem tutaj łacińskiego terminu collocutio, gdyż najlepiej oddaje on sytuację, o którą mi chodzi. Trudniej znaleźć odpowiedni polski termin. Najbliższe są tu określenia „zmowa” i „umowa”, ale termin „zmowa” ma w języku polskim zabarwienie negatywne. Znacznie lepszy jest termin „umowa”, ale i on w dzisiejszych czasach kojarzy się raczej z czymś konwencjonalnym (np. umowa prawna) niż rzeczywistym. Dlatego wydaje mi się, że najwłaściwsze byłyby tu terminy: „dogadać się” oraz „ugoda” i „zgoda”.

Ta wspólna rozmowa (collocutio) musi przebiegać w atmosferze prawdy. To znaczy musi się rozpoczynać od prawdy zrodzonej w naszym intelekcie, czyli od prawidłowego rozpoznania i zrozumienia rzeczywistości. I to będzie słowo wewnętrzne. Następnie to prawidłowe rozumienie musi zostać ujawnione, czyli wypowiedziane na zewnątrz. I to będzie słowo zewnętrzne, słowo wypowiedziane. Dalej już wszystkie wypowiedziane słowa i cała rozmowa muszą zmierzać do osiągnięcia wspólnego rozumienia i wspólnej prawdy w jakimś konkretnym temacie. Wówczas dopiero możemy mówić o porozumieniu, które winno stać się podstawą współdziałania.

Dlatego wszystkie ważniejsze rozmowy powinny się toczyć w duchu prawdy. Ale wtedy muszą wynikać z samego sedna naszej egzystencji, naszej osoby. Inaczej będą to tylko zwyczajne kulturalne rozmowy o wszystkim i o niczym. Rozmowa zrodzona z kultury i literatury pozostaje zawsze w kręgu kultury i literatury. Wszelkie spory literackie są jedynie literaturą i zupełnie nie dotyczą rzeczywistości. Dopiero słowo zrodzone na gruncie osoby, czy na gruncie samej egzystencji bytu ludzkiego jest słowem prawdy i słowem życia. Tylko z istnienia bowiem słowo czerpie swe życie. Staje się słowem żywym. A tylko żywe słowo ma zdolność przemawiania do ludzi. Żywe słowo to słowo wywodzące się od osoby i skierowane do osoby. Dlatego powiemy, że spotkanie ludzi może się dokonać wyłącznie w żywym słowie, w żywej mowie i rozmowie.

Takiego spotkania dokonującego się we wspólnej rozmowie nie można rozpatrywać w teorii znaczeń i znaków. Znaczenia i znaki mogą dotyczyć kultury jako struktury i systemu znaczeń. Mogą dotyczyć także języka lub szerzej języków jako systemów znaczeń. Natomiast żywe słowo radykalnie wykracza poza kulturę i system językowy. Jest ono przede wszystkim objawem i wyrazem naszej ludzkiej aktywności, naszej egzystencji, naszej osoby. Żywe słowo jest wyrazem naszej wewnętrznej rzeczywistości duchowej.

Toteż ludzkie słowo, ludzka mowa musi wyrastać z prawdy osobowego bytu człowieka i zmierzać do jeszcze szerszej prawdy wspólnej, a więc prawdy dotyczącej całej wspólnoty, która się ze sobą komunikuje i porozumiewa. Ludzka mowa powinna się skupiać na prawdzie jako swym kresie i celu. Tylko wówczas bowiem mowa osiąga swój cel, kiedy odnajdzie prawdę. Gdyż tylko prawda może być kresem i zakończeniem naszych rozmów, inaczej będzie to nieustanna gadanina o niczym.

Jeżeli więc chcemy dotrzeć do ludzi, jeżeli chcemy się z nimi skomunikować i spotkać, jeśli chcemy się z nimi porozumieć, to musimy mówić prawdę i tylko prawdę. Musimy mówić o rzeczywistości, zwłaszcza o rzeczywistości ludzkiej, o osobie człowieka. Ale musimy także mówić o Bogu, o Boskiej Trójcy Osób.

Czy jednak możemy od razu wypowiedzieć całą prawdę? Z pewnością nie. Na ogół rozpoczynamy najpierw od własnej prawdy, od swojego rozumienia rzeczywistości, od swojego spojrzenia na świat. Ale nie możemy nigdy na tym poprzestawać. Powinniśmy zawsze dążyć do szerszej prawdy, do wspólnej prawdy, do wspólnego porozumienia się. Powinniśmy dążyć do prawdy, która byłaby prawdą dla wszystkich, a nie tylko prawdą dla mnie. Uparte trwanie przy własnej cząstkowej prawdzie, przy własnym stanowisku powoduje wykluczenie danego człowieka lub grupy ludzi ze wspólnej rozmowy. Tacy ludzie zostają także wyłączeni ze wspólnego porozumienia.

Jeżeli zaś wprost mówię nieprawdę, czyli kłamię, to tym samym już od początku wyłączam się z kręgu mowy i słowa. Jeśli kłamstwo i nieprawda są skierowane przeciwko drugiemu człowiekowi, przeciwko jego godności i czci, to popełniam poważny grzech. Jeśli natomiast moja wypowiedź jest zwykłą fikcją i zmyśleniem, to wówczas jest zaliczana do świata literatury. Gdy jednak kultura przekazuje nam prawdę o rzeczywistości, o człowieku i Bogu, to staje się już wtedy filozofią i teologią, czyli kulturą wspartą na rzeczywistości i na prawdzie. Dlatego wydaje się, że jedynym terenem, na którym ludzie mogą się dogadać i porozumieć, czyli dojść do prawdy, jest filozofia i teologia.

Św. Tomasz z Akwinu wiąże słowo z intelektem jako władzą poznawczą. Jest ono dla niego rozumieniem i pojęciem intelektu (conceptio). Jest efektem pewnego procesu poznawczego, ale jednocześnie jest ujawnieniem i wyrażeniem tego procesu i jego efektu na zewnątrz. Słowo jest więc obwieszczeniem naszego rozumienia innym ludziom, jest obwieszczeniem naszego stanowiska niemal całemu światu. Takie obwieszczenie i zamanifestowanie naszego stanowiska w świecie wymaga aktywności intelektualnej, wymaga intelektu w akcie, w działaniu. Zatem słowo jest także ujawnieniem samego procesu poznawczego, to znaczy tego, że dokonało się poznanie, czyli przede wszystkim tego, że w naszym intelekcie pojawiło się jakieś odniesienie do rzeczywistości, a tym samym pojawiła się jakaś prawda. Słowo jest więc również objawem prawdy, która zjawia się w każdym akcie poznawczym dotyczącym rzeczywistości. Dlatego można powiedzieć, że to właśnie prawda obecna w intelekcie zrodziła słowo. Właśnie poprzez słowo prawda obecna w intelekcie ujawnia się i manifestuje na zewnątrz. Właśnie w słowie prawda ujawnia się wszystkim ludziom dookoła.

Owa prawda powinna być objawiona wszystkim dookoła we wspólnej rozmowie. Powinna dotrzeć do wszystkich, wszystkich ogarnąć i scalić we wspólnej rozmowie, we wspólnej mowie. Tylko prawda ma bowiem tę zdolność i siłę, że może scalić i zintegrować wokół siebie mówiących ludzi. Prawda może zintegrować najróżniejszych rozmówców, oczywiście tych otwartych na prawdę. Tylko prawda bowiem integruje nasze intelekty, nasze myślenie, nasze mówienie, nasze wspólne rozmowy.

Dlatego tylko prawda może być kresem i celem naszego poznania i naszego mówienia. I jako taka staje się ona czymś dobrym dla tych czynności. Staje się dobrem w poznawaniu i mówieniu. Staje się dobrem wszystkich rozmawiających ze sobą ludzi. Toteż tylko prawda może być podstawą wszelkich rozmów. Prawda musi być także podstawą rozmów i porozumienia władzy ze społeczeństwem.

Tylko prawdziwe słowo może być podstawą autentycznego spotkania się ludzi w rozmowie. Podstawą tego spotkania, które może zaowocować współdziałaniem.


W poszukiwaniu zasad politycznych /9

Ustrój demokratyczny, który powstał w Grecji, odwoływał się do poznania natury człowieka. Chodziło więc o podstawy filozoficzne albo raczej etyczne. Traktowano człowieka jako istotę rozumną. Wynikało stąd poszanowanie każdego obywatela i przyznanie mu równych praw. Równość wobec prawa wynikała z równości w zakresie ludzkiej natury.

Nasza demokracja również odwołuje się do zasad naturalnej równości (równości w zakresie natury), ale jeszcze bardziej wyeksponowała wolność działania człowieka. Dlatego prawa człowieka sformułowane w XX wieku miały stać bardziej na straży wolności człowieka niż na straży równości. Każdy człowiek rodzi się wolny i równy. Ale cała późniejsza działalność człowieka jest już oparta na wolności a nie równości. Przecież nie ma równości działań. Jednak trzeba zauważyć, że wolność działań człowieka stoi w konflikcie z ustrojem państwowym, ponieważ państwo stara się wszystko kontrolować. Dlatego państwo prawa działa zawsze na swoją korzyść (w swoim własnym interesie). Współczesne państwo prawa nawiązuje do tradycji greckiej i rzymskiej, czyli do prawa cywilnego. Natomiast współczesne państwa muzułmańskie są również państwem prawa tyle, że chodzi tutaj o prawo religijne (koraniczne prawo szariatu).

Czy państwo prawa można pogodzić z podejściem personalistycznym? Personalizm zakłada, że wolność człowieka polega na sprawczej podmiotowości. Człowiek jest więc sprawcą swoich działań i czynów. Dawniej w scholastyce mówiono, że człowiek jest panem i władcą swoich działań. Ta sprawcza wolność wiąże się już bezpośrednio z odpowiedzialnością. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje czyny. Jest odpowiedzialny przed społecznością, w której żyje. Właśnie na tej podstawie zostało stworzone prawo jako regulacja postępowania człowieka. Prawo określa zatem stosunki społeczne człowieka. Chodzi przede wszystkim o relacje człowieka względem społeczności. Mamy więc prawo rodzinne, które porządkuje postępowanie i działanie na gruncie wspólnoty rodzinnej. Mamy dalej prawo cywilne i karne, które porządkuje postępowanie i działanie na gruncie szerszej wspólnoty lokalnej. Mamy wreszcie prawo określające postępowanie wobec narodu (potępienie i infamia zdrajcy narodu). Dlatego prawo towarzyszyło człowiekowi od początku tworzenia cywilizacji oraz powstawania wspólnot społecznych – rodziny, wioski i miasta, plemienia i narodu.

Wydaje się, że przemawiając do ludzi Bóg posłużył się tym naturalnym dorobkiem społecznym człowieka. Jak uczy tradycja biblijna, nastąpiło przekazanie narodowi żydowskiemu prawa Bożego w formie Dekalogu. Dziś możemy stwierdzić, że to Prawo wykraczało poza funkcję regulacji stosunków społecznych, gdyż stało się prawem chroniącym osobę człowieka. Jednak Żydzi nie dostrzegali tego powszechnego wymiaru Prawa Bożego, traktując je jako religijne prawo narodowe ( prawo narodu wybranego – Izraela). W religii judaizmu najważniejsza jest wspólnota narodowa. Dlatego religia żydowska poszła w stronę rozwoju przepisów prawnych. To miało cementować wspólnotę narodową. Mówiąc krótko – religia stała się prawem.

Natomiast w islamie, który powstawał wśród plemion koczowniczych, prawo religijne stało się spoiwem władzy politycznej. Religia stała się narzędziem władzy politycznej, zaś władza polityczna określała się poprzez prawo religijne. Mamy więc wyraźne upolitycznienie religii, tak jak w judaizmie mieliśmy do czynienia z unarodowieniem religii. Otóż w chrześcijaństwie początkowo zanika ten silny nacisk na funkcję społeczną prawa, ponieważ głównym wyznacznikiem postawy moralnej i religijnej staje się przykazanie miłości (miłości Boga i bliźniego). Dlatego chrześcijaństwo, inaczej niż islam, nie tworzyło instytucji politycznych lecz wyznaniowe wspólnoty religijne (kościoły). Dopiero gdy chrześcijaństwo stało się w Cesarstwie Rzymskim religią państwową, wtedy przybrało postać instytucji politycznej (również jakąś formę władzy zwierzchniej), aż po powstanie państwa kościelnego. Jednak błędem jest przypisywanie religii chrześcijańskiej (zwłaszcza katolickiej) charakteru politycznego. Kościół zawsze pozostawał wspólnotą osobową. Każda religia posiada silne wpływy społeczne, gdyż stanowi powołanie osoby ludzkiej. Trudno wyobrazić sobie życie osobowe bez religijności. To jest niemożliwe. Religia jest wyrazem aktywności człowieka jako osoby i jego odniesienia do Osobowego Boga. Religia ukazuje nam cel życia człowieka i nadaje ziemskiemu bytowaniu człowieka sens i znaczenie. Człowiek religijny wierzy, iż nie jest przypadkowym efektem rozwoju świata cielesnego, lecz Bożym stworzeniem, które jest godne obcowania z Osobowym Bogiem. Dlatego Dekalog jako Prawo Boże jest wyrazem praw osoby ludzkiej, a nie tylko przejawem naturalnego prawa ludzkości.