Radziecki komunizm pozostawił nam realny pałac (PeKiN)
Dziś europejski komunizm przekazuje nam klimatyczny smród ideologii
Radziecki komunizm pozostawił nam realny pałac (PeKiN)
Dziś europejski komunizm przekazuje nam klimatyczny smród ideologii
(1) Musimy się przyjrzeć,
jakie znaczenie odgrywa rodzina (każda poszczególna rodzina) w całym systemie
społecznym. W dzisiejszych czasach pomijania i odrzucania roli rodziny w
postulowaniu nowego świata trzeba jeszcze wyraźniej pokazać fundamentalne
znaczenie rodziny dla budowania realnego społeczeństwa.
Otóż rodzina jest wspólnotą osobową. Jest to wspólnota osób powiązanych najgłębszymi relacjami osobowymi. Rodzina powstaje jako realne połączenie osób (najpierw dwóch osób, żeby dalej rozwijać się i zwielokrotniać więzi rodzinne poprzez zrodzenie dzieci). To połączenie dwóch osób zapoczątkowujące rodzinę dotyczy osoby mężczyzny i osoby kobiety. Osoba ludzka jest realnością egzystencjalną stwarzaną bezpośrednio przez Boga Osobowego. W akcie stwarzania człowieka Bóg stwarza albo osobę mężczyzny, albo osobę kobiety (określając w ten sposób powołanie człowieka). Dlatego takie rozróżnienie dokonuje się już na samym początku powołania człowieka do życia tu na ziemi. Człowiek od razu jest stwarzany jako osoba mężczyzny albo osoba kobiety, i od początku staje się konkretną osobą, która otrzymuje swoje osobiste powołanie do życia w rodzinie. Dlatego błędem są wszelkie koncepcje (nasze ludzkie pomysły), że człowiek zdobywa charakter osobowy poprzez rozwój swojego życia biologicznego, co przejawia się w powstawaniu jego rozumnej natury. Filozofia metafizyczna poucza nas, że to powstawanie ludzkiej natury (duszy i ciała) zależy już od aktywności egzystencjalnych podmiotów osoby i życia, które występują na gruncie istnienia człowieka.
(2)
Rodzina powstaje więc jako związek mężczyzny i kobiety. Powstaje jako związek o
charakterze osobowym, który jest kształtowany poprzez relacje osobowe
nawiązywane na gruncie podmiotowości egzystencjalnej. Te relacje, jak pokazywał
Gogacz, łączą własności transcendentalne dwóch osób. Decydując się na założenie
rodziny mężczyzna i kobieta musza mieć świadomość (właściwie realne rozeznanie
i uznanie), że są osobami pragnącymi życia we wspólnocie osobowej. Wydaje się, że
w tym momencie potrzebna i konieczna jest wiara jako zdolność i sprawność
osobowa – wiara, że ludzie są osobami męskimi i żeńskimi. Tutaj nie wolno
kombinować zupełnie dowolnie. Nasza osobowa wiara jest prawdziwym uznaniem
realności człowieka – jego osobowej realności. I tylko taka wiara powinna być
podstawą decyzji o małżeństwie i założeniu rodziny.
Początkiem decyzji o założeniu rodziny jest osobowa wiara, ale w trakcie rozwoju życia rodzinnego taka wiara prowadzi małżonków do osiągania osobowej miłości, która jest już przejawem doskonałości życia osobowego i życia rodzinnego. Z tej miłości rodzą się dzieci, jako konieczne poszerzenie rodziny. Zrodzone dzieci będące nowymi osobami w rodzinie poszerzają krąg wspólnotowy, czyli dodają wciąż nowe relacje osobowe, które w szczególny sposób uaktywniają życie rodzinne. Oczywiście w związku z pojawieniem się dzieci rodzice zyskują nowe, bardzo wymagające obowiązki, ale zyskują jednocześnie dodatkową radość i nadzieję. Rodzi się w rodzinie nadzieja jako sprawność osobowa, która wspiera wszystkich członków w trakcie pojawiających się kłopotów i trudności. Musimy pamiętać, że życie rodzinne nie jest zawsze łatwe i przyjemne, ale bywa też trudne – jest to jednak bonum arduum, czyli trudne dobro.
(3) Życie
rodzinne kształtuje i wychowuje wszystkich członków wspólnoty. Aktywność w
rodzinie polega na działaniu moralnym, czyli na wzajemnej pomocy i wspieraniu
siebie nawzajem we wszystkich działaniach codziennych i świątecznych. Takie
wzajemne wsparcie wynika z działania relacji osobowych, które wywołują stałe
współdziałanie i wzajemną pomoc, czyli troskę o dobrobyt wspólnoty. Relacje
osobowe prowadzą bowiem do działań bezinteresownych i skierowanych na dobro i
pożytek tego członka wspólnoty, który jest w potrzebie. Taka bezinteresowność
działania jest spotykana przede wszystkim we wspólnocie osobowej, jaką jest
właśnie rodzina. Tego nie można się nauczyć w żadnych instytucjach czy
organizacjach społecznych.
Dlatego
życie rodzinne stanowi podstawę i zasadę podejmowania działań moralnych, które
mogą na dalszym etapie kształtować odniesienia w relacjach społecznych. Jeżeli
bowiem przyglądamy się historii powstawania i rozwoju człowieka na ziemi, to
musimy zauważyć, że już w pierwotnych grupach społecznych mamy do czynienia z życiem rodzinnym. Dotyczy to zwłaszcza wspólnot
neandertalskich, które tworzyły kręgi rodzinne (dość wąskie grupy rodzinne).
Dzięki temu ci nasi przodkowie mogli żyć i istnieć przez tysiące lat, bez
żadnego rozwoju cywilizacyjnego. Mogło się to odbywać jedynie na mocy silnych
więzów i relacji osobowych pomiędzy członkami rodziny. Zdajemy sobie sprawę, że
neandertalczycy żyli w sposób jak najbardziej naturalny, lecz to nie znaczy, że
nie mogli być ludźmi w pełni osobowymi. To znaczy jedynie, że nie osiągnęli zdolności
homo sapiens, które jednak wykraczały poza życie osobowe, gdyż faktycznie
stanowiły zanegowanie osobowej moralności. Ludzie homo sapiens przekroczyli
bowiem życie osobowe, ale przekroczyli je w sposób negatywny, czyli pozbyli się
podejścia osobowego na rzecz samodzielności własnej natury. Człowiek homo
sapiens podrzucił i zanegował własną osobę i osobowość na rzecz tworzenia
zupełnie nowych możliwości działania. Po prostu zaczął działać sam z siebie,
czyli na zasadzie wolności wyboru (liberum arbitrium), a nie na zasadzie
własnej realności egzystencjalnej (własnej aktywności osoby). Oczywiście homo
sapiens zyskał w ten sposób nieograniczone możliwości działania i
wykorzystywania przyrody dla własnych potrzeb, czyli panowania nad światem
materialnym i podporządkowania go sobie. Dopiero homo sapiens zaczął tworzyć
technikę i sztukę w sposób całkiem świadomy. Stał się twórcą cywilizacji.
W przypadku człowieka homo sapiens całkowicie zmieniło się jego działanie na działanie użytkowe i pożyteczne, na nową praktykę społeczną, która stała się podstawą rozwoju gospodarczego i kulturalnego. Homo sapiens tworzył i budował rozległe miasta, gdzie panowała przedsiębiorczość i handel, gdzie ludzie pracowali wspólnie nad rozwojem całych społeczności. Ale co ciekawe tradycja życia rodzinnego została zachowana i współtworzyła społeczności miejskie czy wiejskie. Rodzina pozostawała nadal podstawą życia społecznego.
(4) Taka
trwałość rodziny i życia rodzinnego dowodzi jednego, że ludzie od początku
pozostawali osobami i dlatego mogli żyć jako osoby. Bez żadnych problemów
rozróżniano osoby męskie i osoby żeńskie, co stanowiło warunek tworzenia
rodziny. Przez dłuższy czas działalność rodzinna była praktycznie związana z
działalnością rzemieślniczą (czyli z działalnością gospodarczą, czy też
kulturalną). Takie były wymogi ustroju społecznego aż do czasu rewolucji
przemysłowej. Otóż możemy przyjąć, że znacząca rola rodziny w życiu społecznym
wpływała w znacznym stopniu na etyczny kształt tego życia. Może nawet było tak,
że wpływało to na moralny charakter działania społecznego. Dlatego rozwój
społeczny podążał we właściwą stronę, chociaż odbywało się to dość powolnie. W
każdym razie możemy przyjąć, że podejście moralne wpływało na ocenę rozwoju
technicznego, co trzymało technikę w ryzach praktycznego pożytku (bez
ekstrawagancji, z jakimi mamy dziś do czynienia).
Przez całe wieki zdawano sobie sprawę, że podstawą rozwoju demograficznego społeczeństwa jest wielodzietna rodzina. Było to oczywiście zgodne z samym moralnym celem rodziny, która była powoływana właśnie do zrodzenia sporej liczby dzieci. W takim rodzicielstwie realizowała się wzajemna miłość i odpowiedzialność małżonków. Osobowy charakter związku małżeńskiego wyrażał się właśnie w licznym potomstwie. Osoby małżonków miłują się w celu rodzicielstwa. A rodzicielstwo stało się najwyższym przejawem moralności rodzinnej. Przez całe wieki istniał i trwał ścisły związek życia rodzinnego z moralnością i rodzicielstwem. Było to coś oczywistego. Można zapytać, dlaczego dzisiaj to wszystko dramatycznie się skończyło?
(7) Otóż
powstawanie tego, co nazywamy społeczeństwem, musi mieć realne podstawy, co
oznacza, że musi się opierać na realnych powiązaniach i relacjach
międzyludzkich. I właśnie rodzina i relacje rodzinne stanowią takie rzeczywiste
powiązania społeczne, które mogą stanowić fundament społeczeństwa. Ale od razu
należy dodać, że będzie tu chodziło o powstawanie społeczeństwa w postaci
wspólnoty narodowej, gdyż wspólnota narodowa stanowi wspólnotę rodzin i rodów
(czyli ciągłości pokoleń rodzinnych). Musimy pamiętać, że każda rodzina posiada
swoją historię wielopokoleniową. Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj.
W ten sposób dotarliśmy do powstawania i historii narodu jako podstawy społeczności państwowej. Widzimy w historii, że powstawanie różnych państwowości (struktur i ustrojów państwowych) było powiązane z istnieniem i działalnością różnych narodów. Struktury państwowe powstawały na gruncie pojedynczych narodów albo jako związki wielu różnych narodów. Właściwie dopiero na początku XX wieku ta świadomość narodowa prowadziła do wyróżnienia się wielości państw narodowych. Każdy naród stanowi szerszą wspólnotę rodzin (rodzina rodzin według kardynała Wyszyńskiego) powiązaną dziełami i wartościami kulturowymi, na czele z językiem narodowym. Taka wspólnota narodowa powstaje z połączenia kulturowego i gospodarczego wielkiej liczby rodzin, na ogół zamieszkujących sąsiednie tereny. Istnieje więc pewna bliskość osobowościowa ludzi tworzących te rodziny, która nadaje ton życiu narodowemu. Jest to zapewne bliskość wynikająca z wychowania w tej samej kulturze, ale też łączności z tym samym krajobrazem czy nawet klimatem. Taka łączność wyraża się we wspólnym działaniu na rzecz dobrobytu państwowego i rozwoju danej społeczności. Człowiek może się łączyć i wprost utożsamiać ze swoim narodem, ale nigdy nie będzie się utożsamiał z przynależnością do jakiegoś społeczeństwa (np. europejskiego).
(8) Nasze rozważania na temat roli rodziny w społeczeństwie pokazują jeszcze jedną ważną kwestię, że podstawowym i najważniejszym środowiskiem człowieka jest rodzina. Skoro człowiek jest przede wszystkim osobą, to przede wszystkim żyje i działa w środowisku wspólnoty osobowej, a więc właśnie w rodzinie. W rodzinie rodzą się dzieci (czyli nowe osoby), w rodzinie wzrastają i się rozwijają, wychowują się moralnie i działają praktycznie na co dzień. Dlatego środowiskiem osobowym człowieka (każdego człowieka) jest rodzina i nic tego nie zmieni. Środowisko przyrodnicze stanowi dopiero dalsze odniesienie ludzkiego życia, bo przecież także rodziny żyją i działają w otoczeniu przyrodniczym, które daje ludziom pożywienie czy możliwość budowy schronienia domowego. W związku z tym konieczne jest zachowanie odpowiedniej harmonii i porządku w relacjach środowiska przyrodniczego do środowiska osobowego człowieka. Oczywiście dochodzi do tego także środowisko kulturowe i gospodarcze, które są już całkowicie zależne od działalności człowieka. Jeszcze do niedawna w tych wzajemnych relacjach środowiskowych istniał jakiś racjonalny porządek. Rozbudowując swoje siedziby mieszkalne ludzie nie naruszali w sposób niszczycielski środowiska przyrodniczego. A rozwój kultury i techniki nie atakował człowieka w sposób agresywny, jak to się dzieje dzisiaj. Ale już tzw. rewolucja przemysłowa wprowadziła radykalne zmiany w otoczeniu człowieka (i to na wszystkich poziomach środowiskowych). Natomiast dzisiejsze pomysły wystrzeliły w kosmos (chociażby pomysł budowy najwyższych budynków na świecie, wciąż biją rekordy i co to daje). Naprawdę należałoby racjonalnie wydawać wypracowane z trudem dochody.
(10) Dlatego musimy sobie zdać sprawę, czyli wyraźnie stwierdzić, że naprawdę racjonalne działanie dokonuje się i odbywa właśnie w rodzinie. Ludzie działający osobowo będą zawsze dalecy od wiary w ideologię. Na pewno nie będą wierzyć, że ideologia zbawi świat (zwłaszcza ich świat). Oni po prostu żyją i działają realnie i dlatego w swoim działaniu muszą się kierować racjonalnymi zasadami. Działalność rodzinna jest nastawiona na skuteczność działania w celu osiągnięcia odpowiedniego efektu. Tutaj nie ma miejsca na polityczne debaty nad poglądami albo pomysłami różnych myślicieli. Możemy jasno stwierdzić, że w rodzinie panuje prawdziwa realność, gdyż rodziną rządzi osobowa realność jej członków.
Parlament Europejski przegłosował stanowisko, że nie tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę, co by oznaczało, że w ciążę może zajść również mężczyzna. Oczywiście wyśmiewa się takie stwierdzenie. Ale ja mam ważną uwagę. Przecież wystarczy, że mężczyźnie przeszczepi się jajniki i macicę, a widzimy, że współczesna medycyna zamierza robić cuda (sic!). Wszystko jest możliwe.
Widzimy, że dzisiaj patrzy się na politykę w perspektywie realizacji różnych interesów (społecznych, państwowych, partyjnych czy prywatnych. Jeżeli w tej perspektywie spojrzymy na dawne czasy, to okaże się, że prywatny interes króla i władcy jakiegoś państwa był jednocześnie zbieżny z interesem tego państwa, którego król był władcą (niekiedy absolutnym). Tak więc król zabiegając o swój własny interes pomnażał od razu znaczenie interesu państwowego. Może gdzieś na boku pozostawał tylko interes społeczny, ale pozytywny rozwój całego państwa wpływał także na stan zamożności jego obywateli (czyli poddanych).
A jak ta sytuacja wygląda w państwach demokratycznych? Przecież jeśli wybory wygrywa jakaś partia (wszystko jedno czy prawicowa, czy lewicowa), to ona mianuje swoich przedstawicieli, czyli swoich ministrów i urzędników, którzy mają pilnować interesu społecznego i państwowego. Ale okazuje się, że ci mianowani urzędnicy wcale nie odpowiadają za swoje decyzje i w trakcie ich działania nie można ich zwolnić (chyba że już podpadną jakimiś aferami). Ponadto wszyscy mianowani urzędnicy państwowi, poczynając od premiera, a kończąc na niższych szczeblach, nie mają żadnego prywatnego interesu w dbałości o rozwój państwa. Ich interes własny polega natomiast na korupcji i wyciskaniu kasy z firm i przedsiębiorstw działających publicznie.
Jeżeli zastanowimy się głębiej na tym porównaniem, to zobaczymy, że działalność monarchii (królestwa) jest dużo bardziej efektywna w kwestii rządzenia państwem niż ustroju demokratycznego !!! (sic)
Politycy zostali powołani do działania, a nie do debatowania. Działanie musi być oparte na rozumieniu rzeczywistości. Natomiast debatowanie jest oparte tylko na myśleniu. Dlatego działanie przeciwstawia się myśleniu. Pomyśleć możemy sobie niestworzone rzeczy, lecz działać musimy w sposób realny. Jeżeli zaczynamy opierać nasze działania na myśleniu, to ostatecznie dochodzimy do pozornych działań.
Ludziom zawsze wydawało się, że są w stanie wymyślić coś lepszego niż
to, co otrzymaliśmy w darze od Boga lub natury. Dlatego nieustannie poszukują
doskonałych rozwiązań w sferze społecznej. Niemal od początku próbowano
stworzyć doskonałe państwo, dziś powiedzielibyśmy raczej społeczeństwo.
Tworzenie instytucji społecznych nie ma charakteru osobowego, lecz opiera się na naszym ludzkim myśleniu. Otóż zgodność w myśleniu, choć posiada postać łączności duchowej nie jest w stanie stworzyć wspólnoty osobowej. Toteż ustrój polityczny państwa zależy od myślenia jego przywódców i obywateli-wyborców. Ostatecznie chodzi o wiedzę na temat człowieka i jego natury. Dlatego już Grecy zdawali sobie sprawę, że potrzebna jest odpowiednia wiedza o człowieku i zaczęli uprawiać filozofię.
Filozofowie całe wieki analizowali sytuację społeczną człowieka. Doszli do wniosku, że albo człowiek jest doskonały, czyli działa najlepiej jak potrafi, albo ludzkie działania wymagają ciągłej kontroli, czyli sprawnego zarządzania. Stąd powstały dwie przeciwstawne teorie polityczne. Jedna twierdzi, że społeczeństwo powstało na skutek działań poszczególnych ludzi, które to działania łączą się i komasują tworząc wspólnotę społeczną oraz ogólny dobrobyt społeczny. Natomiast druga teoria twierdzi, że społeczeństwo powstało jako twór i emanacja władzy politycznej i jej decyzji. To oznacza, że główny wpływ na społeczeństwo ma ustrój państwowy, czyli inaczej mówiąc instytucja państwa i prawa.
To pokazuje, że społeczeństwo powstaje jako wspólnota działania albo jako wspólnota myślenia. Ludzkie myślenie jest w stanie powołać do życia różne instytucje i organizacje, których działalność będzie wyznaczana przez prawo. Toteż wydaje się, że prawo stanowione przez człowieka lub przez daną społeczność można uznać za pierwotną postać wspólnoty myślenia. Przynajmniej widzimy, że prawo jako poznane i uznane przez tych, których dotyczy, funkcjonuje na sposób wspólnoty myślenia wszystkich uczestników.
Wspólnotą myślenia będzie także wspólnota poglądów. Taką wspólnotę tworzą dzisiaj media, które reprezentują określone poglądy. Dlatego w przypadku mediów mamy do czynienia z propagandą różnych poglądów. A wówczas taką sytuację można już nazwać wspólnotą ideologiczną. Jeśli się dobrze przyjrzeć, to okaże się, że te wszystkie kręgi myślenia są ze sobą ściśle powiązane. Łączy je właśnie bezwzględna wiara w myślenie oraz w tworczość myślenia. We współczesnym społeczeństwie kreatorami myślenia stały się przede wszystkim media, a już sprawą całkiem drugorzędną jest to, o jakie myślenie tutaj chodzi (lewicowe czy prawicowe). Czwarta władza polega więc na manipulowaniu myśleniem, a dzięki temu na manipulowaniu tzw. opinią społeczną. W ten sposób wmawia się ludziom, że w życiu najważniejsze jest myślenie, bo przecież ono rządzi światem. Niestety ludzie zbyt łatwo dają się na to nabrać, gdyż chcą być tacy nowocześni.
Żeby osiągnąć realne spełnienie swojego człowieczeństwa, trzeba
odrzucić myślenie i przejść do rozumienia realności (czyli rzeczywistości).
Człowiek musi przede wszystkim zrozumieć siebie, a nie tylko myśleć o sobie
lepiej lub gorzej. Myślenie niczego tutaj nie załatwi, musimy podjąć realne
działania.
Przezwyciężeniem wspólnoty myślenia może być wspólnota dialogu. Dialog jest już tym działaniem, które wykracza poza myślenie, ponieważ dialog wymaga najpierw przedstawienia dwóch rozumień a następnie uzgodnienia poglądów na bazie rozumienia. Nasze myślenie wcale nie musi prowadzić do prawdy, gdyż prawda nie określa, ani nie ogranicza myślenia. Natomiast dialog powinien doprowadzić do osiągnięcia jakiejś zgodności w zakresie prawdy i rozumienia rzeczywistości. Dlatego dialog wydaje się być lekarstwem na wszelkie wynaturzenia myślenia (np. ideologiczne). Ale to musi być szczery i głęboki dialog, a nie zwykła wymiana poglądów, która do niczego nie prowadzi, jak to mamy dzisiaj w mediach. Taka wymiana poglądów polega jedynie na przedstawieniu własnego stanowiska i skrytykowaniu poglądów przeciwnika. Prawdziwy dialog zawsze poszukuje porozumienia. Dlatego do dialogu może dojść wówczas, gdy posiadamy jakieś rozumienie rzeczywistości. Z samego myślenia nie sposób stworzyć dialogu.
[wspólnota dialogu/ dialog i porozumienie/ dziś i dawniej]
Ustrój demokratyczny, który powstał w Grecji, odwoływał się do poznania natury człowieka. Chodziło więc o podstawy filozoficzne albo raczej etyczne. Traktowano człowieka jako istotę rozumną. Wynikało stąd poszanowanie każdego obywatela i przyznanie mu równych praw. Równość wobec prawa wynikała z równości w zakresie ludzkiej natury.
Nasza demokracja również odwołuje się do zasad naturalnej równości (równości w zakresie natury), ale jeszcze bardziej wyeksponowała wolność działania człowieka. Dlatego prawa człowieka sformułowane w XX wieku miały stać bardziej na straży wolności człowieka niż na straży równości. Każdy człowiek rodzi się wolny i równy. Ale cała późniejsza działalność człowieka jest już oparta na wolności a nie równości. Przecież nie ma równości działań. Jednak trzeba zauważyć, że wolność działań człowieka stoi w konflikcie z ustrojem państwowym, ponieważ państwo stara się wszystko kontrolować. Dlatego państwo prawa działa zawsze na swoją korzyść (w swoim własnym interesie). Współczesne państwo prawa nawiązuje do tradycji greckiej i rzymskiej, czyli do prawa cywilnego. Natomiast współczesne państwa muzułmańskie są również państwem prawa tyle, że chodzi tutaj o prawo religijne (koraniczne prawo szariatu).
Czy państwo prawa można pogodzić z podejściem personalistycznym? Personalizm zakłada, że wolność człowieka polega na sprawczej podmiotowości. Człowiek jest więc sprawcą swoich działań i czynów. Dawniej w scholastyce mówiono, że człowiek jest panem i władcą swoich działań. Ta sprawcza wolność wiąże się już bezpośrednio z odpowiedzialnością. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje czyny. Jest odpowiedzialny przed społecznością, w której żyje. Właśnie na tej podstawie zostało stworzone prawo jako regulacja postępowania człowieka. Prawo określa zatem stosunki społeczne człowieka. Chodzi przede wszystkim o relacje człowieka względem społeczności. Mamy więc prawo rodzinne, które porządkuje postępowanie i działanie na gruncie wspólnoty rodzinnej. Mamy dalej prawo cywilne i karne, które porządkuje postępowanie i działanie na gruncie szerszej wspólnoty lokalnej. Mamy wreszcie prawo określające postępowanie wobec narodu (potępienie i infamia zdrajcy narodu). Dlatego prawo towarzyszyło człowiekowi od początku tworzenia cywilizacji oraz powstawania wspólnot społecznych – rodziny, wioski i miasta, plemienia i narodu.
Wydaje się, że przemawiając do ludzi Bóg posłużył się tym naturalnym dorobkiem społecznym człowieka. Jak uczy tradycja biblijna, nastąpiło przekazanie narodowi żydowskiemu prawa Bożego w formie Dekalogu. Dziś możemy stwierdzić, że to Prawo wykraczało poza funkcję regulacji stosunków społecznych, gdyż stało się prawem chroniącym osobę człowieka. Jednak Żydzi nie dostrzegali tego powszechnego wymiaru Prawa Bożego, traktując je jako religijne prawo narodowe ( prawo narodu wybranego – Izraela). W religii judaizmu najważniejsza jest wspólnota narodowa. Dlatego religia żydowska poszła w stronę rozwoju przepisów prawnych. To miało cementować wspólnotę narodową. Mówiąc krótko – religia stała się prawem.
Natomiast w islamie, który powstawał wśród plemion koczowniczych, prawo religijne stało się spoiwem władzy politycznej. Religia stała się narzędziem władzy politycznej, zaś władza polityczna określała się poprzez prawo religijne. Mamy więc wyraźne upolitycznienie religii, tak jak w judaizmie mieliśmy do czynienia z unarodowieniem religii. Otóż w chrześcijaństwie początkowo zanika ten silny nacisk na funkcję społeczną prawa, ponieważ głównym wyznacznikiem postawy moralnej i religijnej staje się przykazanie miłości (miłości Boga i bliźniego). Dlatego chrześcijaństwo, inaczej niż islam, nie tworzyło instytucji politycznych lecz wyznaniowe wspólnoty religijne (kościoły). Dopiero gdy chrześcijaństwo stało się w Cesarstwie Rzymskim religią państwową, wtedy przybrało postać instytucji politycznej (również jakąś formę władzy zwierzchniej), aż po powstanie państwa kościelnego. Jednak błędem jest przypisywanie religii chrześcijańskiej (zwłaszcza katolickiej) charakteru politycznego. Kościół zawsze pozostawał wspólnotą osobową. Każda religia posiada silne wpływy społeczne, gdyż stanowi powołanie osoby ludzkiej. Trudno wyobrazić sobie życie osobowe bez religijności. To jest niemożliwe. Religia jest wyrazem aktywności człowieka jako osoby i jego odniesienia do Osobowego Boga. Religia ukazuje nam cel życia człowieka i nadaje ziemskiemu bytowaniu człowieka sens i znaczenie. Człowiek religijny wierzy, iż nie jest przypadkowym efektem rozwoju świata cielesnego, lecz Bożym stworzeniem, które jest godne obcowania z Osobowym Bogiem. Dlatego Dekalog jako Prawo Boże jest wyrazem praw osoby ludzkiej, a nie tylko przejawem naturalnego prawa ludzkości.
[rozważania o prawie/ teoria autonomicznego prawa]
W życiu społecznym najważniejsze jest wspólne działanie. Człowiek jest bytem aktywnym, czyli powołanym do działania. Większość działań człowieka przebiega na gruncie społecznym. Są to działania podejmowane wspólnie z innymi ludźmi. Należy się zastanowić, co decyduje o tym, że możemy współdziałać w grupie lub we wspólnocie.
[wspólnota działania/ wspólnotowa teoria społeczna]
Politycy zostali
powołani do działania, a nie do debatowania. Działanie musi być oparte na
rozumieniu rzeczywistości. Natomiast debatowanie jest oparte tylko na myśleniu.
Dlatego działanie przeciwstawia się myśleniu. Pomyśleć możemy sobie niestworzone
rzeczy, lecz działać musimy w sposób realny. Jeżeli zaczynamy opierać nasze
działania na myśleniu, to ostatecznie dochodzimy do pozornych działań.
Ludziom zawsze wydawało się, że są w stanie wymyślić coś lepszego niż to, co otrzymaliśmy w darze od Boga lub natury. Dlatego nieustannie poszukują doskonałych rozwiązań w sferze społecznej. Niemal od początku próbowano stworzyć doskonałe państwo, dziś powiedzielibyśmy raczej społeczeństwo.
Tworzenie instytucji społecznych nie ma charakteru osobowego, lecz opiera się na naszym ludzkim myśleniu. Otóż zgodność w myśleniu, choć posiada postać łączności duchowej nie jest w stanie stworzyć wspólnoty osobowej. Toteż ustrój polityczny państwa zależy od myślenia jego przywódców i obywateli-wyborców. Ostatecznie chodzi o wiedzę na temat człowieka i jego natury. Dlatego już Grecy zdawali sobie sprawę, że potrzebna jest odpowiednia wiedza o człowieku i zaczęli uprawiać filozofię.
Filozofowie całe wieki analizowali sytuację społeczną człowieka. Doszli do wniosku, że albo człowiek jest doskonały, czyli działa najlepiej jak potrafi, albo ludzkie działania wymagają ciągłej kontroli, czyli sprawnego zarządzania. Stąd powstały dwie przeciwstawne teorie polityczne. Jedna twierdzi, że społeczeństwo powstało na skutek działań poszczególnych ludzi, które to działania łączą się i komasują tworząc wspólnotę społeczną oraz ogólny dobrobyt społeczny. Natomiast druga teoria twierdzi, że społeczeństwo powstało jako twór i emanacja władzy politycznej i jej decyzji. To oznacza, że główny wpływ na społeczeństwo ma ustrój państwowy, czyli inaczej mówiąc instytucja państwa i prawa.
To pokazuje, że społeczeństwo powstaje jako wspólnota działania albo jako wspólnota myślenia. Ludzkie myślenie jest w stanie powołać do życia różne instytucje i organizacje, których działalność będzie wyznaczana przez prawo. Toteż wydaje się, że prawo stanowione przez człowieka lub przez daną społeczność można uznać za pierwotną postać wspólnoty myślenia. Przynajmniej widzimy, że prawo jako poznane i uznane przez tych, których dotyczy, funkcjonuje na sposób wspólnoty myślenia wszystkich uczestników.
Wspólnotą myślenia będzie także wspólnota poglądów. Taką wspólnotę tworzą dzisiaj media, które reprezentują określone poglądy. Dlatego w przypadku mediów mamy do czynienia z propagandą różnych poglądów. A wówczas taką sytuację można już nazwać wspólnotą ideologiczną. Jeśli się dobrze przyjrzeć, to okaże się, że te wszystkie kręgi myślenia są ze sobą ściśle powiązane. Łączy je właśnie bezwzględna wiara w myślenie oraz w tworzenia myślenia. We współczesnym społeczeństwie kreatorami myślenia stały się przede wszystkim media, a już sprawą całkiem drugorzędną jest to, o jakie myślenie tutaj chodzi (lewicowe czy prawicowe). Czwarta władza polega więc na manipulowaniu myśleniem, a dzięki temu na manipulowaniu tzw. opinią społeczną. W ten sposób wmawia się ludziom, że w życiu najważniejsze jest myślenie, bo przecież ono rządzi światem. Niestety ludzie zbyt łatwo dają się na to nabrać, gdyż chcą być tacy nowocześni.
Żeby osiągnąć realne spełnienie swojego człowieczeństwa, trzeba odrzucić myślenie i przejść do rozumienia realności (czyli rzeczywistości). Człowiek musi przede wszystkim zrozumieć siebie, a nie tylko myśleć o sobie lepiej lub gorzej. Myślenie niczego tutaj nie załatwi, musimy podjąć realne działania.
Wspólnota
myślenia
Również wspólnota kulturowa
posiada charakter wspólnoty myślenie. Wspólne myślenie jest czymś zmiennym,
nietrwałym i ulotnym. Nawet jeśli zgadzamy się z czyimś zdaniem lub poglądem,
to nasze myślenie podlega nieustannym zmianom. Oczywiście w kulturze udaje się
utrwalić nasze wspólne myślenie w postaci różnych wytworów (literatury lub
sztuki – np. filmu, spektaklu teatralnego, reklamy lub teledysku, książki,
piosenki, muzyki, obrazu lub instalacji). Ale nasza łączność z wytworami sztuki
jest ograniczona czasem i przestrzenią. Abyśmy mogli przeżywać dzieła i
dokonania sztuki, musimy się znaleźć w odpowiednim miejscu i w odpowiednim
czasie. Możemy też porozmawiać z kimś o swoich lub jego przeżyciach. Ale wiemy
doskonale, że nie da się trwać stale w stanie euforii i zachwytu dla dzieła
sztuki. Mamy swoje ulubione dzieła (mój ulubiony Giorgione), może nawet
chętniej i częściej do nich wracamy. Ale to wszystko, na co nas stać.
Oczywiście staramy się przekazywać sobie swoje odczucia i przeżycia. Ale nawet
jedność lub tożsamość przeżywania, jeśli w ogóle jest możliwa, nie powoduje
realnych skutków i nie tworzy prawdziwej wspólnoty. Jeśli jesteśmy na koncercie
lub wystawie, to wydaje się nam, że przeżywamy faktyczną łączność z innymi
odbiorcami. Otóż dzieła sztuki mogą wywoływać w nas takie samo przeżywanie lub
myślenie, ale nic więcej. Jeśli ulicą idzie pochód skandujący – „Precz z
komuną” – i wszyscy razem przeżywają euforię wolności, to nie znaczy jeszcze, że
tworzą realną wspólnotę. Po prostu wszyscy razem myślą to samo lub podobnie,
albo wyrażają tę samą myśl i przeżywają tak samo zaistniałą sytuację. Ale potem
idą do domu i każdy robi coś innego.
Wspólnota myślenia wydaje się
łączyć czasami ludzi w sferze świadomości, ale zawsze jest to tylko takie samo
myślenie, które może być oczywiście przeżywane jako głęboka więź duchowa.
Jednak poza tym wspólnym myśleniem i przeżywaniem nie pojawia się nic więcej.
Na czymś takim nie da się zbudować realnej wspólnoty. To mogą być jedynie
wspólne zainteresowania lub hobby. Powstają nawet kluby lub stowarzyszenia,
które łączą i grupują ludzi o podobnych zainteresowaniach, ale są to wyłącznie
wspólnoty czysto myślne (intencjonalne), czyli instytucje i organizacje,
wymyślone dla uporządkowania i zgrupowania działań wielu różnych ludzi.
Jeżeli żyjemy jedynie na poziomie
świadomości, to łączność albo tożsamość myślenia i przeżywania wydaje się nam
najgłębszą wspólnotą, jak mówimy – wspólnotą duchową. Ale nie jest to jeszcze
realna wspólnota duchowa, ponieważ jedność przeżyć w świadomości nie skutkuje
jeszcze czymś realnym, to znaczy nie prowadzi jeszcze do niczego. Realną
wspólnotą ducha będzie dopiero wspólnota moralna. Ponieważ dopiero nasza czyny
moralne są zwrócone do duchowej realności człowieka i wywołują tam realne
skutki w postaci zrodzenia prawdy lub dobra, albo pomnożenia ich. Osobowa
prawda i osobowe dobro – to dopiero jest duchowa realność człowieka. Realnością
człowieka jest bowiem istnienie, które przejawia się i wyraża w osobowej
prawdzie i osobowym dobru, a także osobowym pięknie. Dopiero gdy dosięgamy i
dotykamy osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna, nasze czyny
nabierają mocy sprawczej i trwale przemieniają naszą realność, naszą duchowość.
Dopiero moralność nadaje realny charakter naszym działaniom, naszemu myśleniu i
naszym decyzjom. Tylko moralne odrodzenie poprzedzone religijnym nawróceniem
może trwale przemienić człowieka i związać go z drugą osobą realnymi więzami.
Dopiero wówczas zaczyna przemawiać nasza własna osoba. Przemawia do nas i do
innych w słowie prawdy i działa w czynie dobra. A więc gdy ludzie spotkają się
jako osoby w prawdzie i dobru (w pięknie), dopiero wtedy wzajemne powiązania
się utrwalają i nabierają realności samej osoby. Nie ma trwalszych powiązań
między ludźmi. Dopiero osoby mogą tworzyć realną wspólnotę ducha. Dokonuje się
to dzięki moralnemu działaniu osoby (czyli dzięki działaniu osobowej prawdy i
osobowego dobra, także osobowego piękna). Wtedy szanujemy osobową godność człowieka,
a gdy szanujemy tę godność człowieka, gdy akceptujemy jego osobową prawdę i gdy
afirmujemy jego osobowe dobro, gdy upodobaliśmy sobie w jego osobowym pięknie,
to wtedy osiągamy i chwytamy realność drugiego człowieka.
Moralne czyny, w przeciwieństwie
do myślenia, wywołują realne skutki. Moralne czyny realnie przemieniają
człowieka. Nadają jego duchowości nowy wymiar. Moralne czyny tworzą i budują
realny wymiar ludzkiej duchowości. Jest to wymiar osobowy. To dzięki słowu
prawdy i czynowi dobra nasza duchowość się urealnia i osiąga poziom osobowy. To
poprzez słowo prawdy i czyn dobra, a nie poprzez tożsamość myślenia lub jedność
przeżywania, staje się i urealnia nasza osoba. Dopiero wówczas duchowość osiąga
prawdziwą realność. Myślenie i przeżywanie nigdy nie zbudują realności.
Realność przynosi nam prawda, dobro i piękno. To prawda i dobro, także piękno
stanowią realność ducha. Dlatego łączność i wspólnota duchowa polega na
powiązaniu mocą prawdy i dobra. Dokonuje się to dzięki aktom wiary i miłości. Wiara
w pełni akceptuje osobową prawdę, a miłość afirmuje bezwzględnie osobowe dobro.
Człowiek jako osoba łączy się i jednoczy z drugą osobą dzięki aktom wiary i
miłości. Wiara i miłość stanowią czyny naprawdę osobowe i skierowane do drugiej
osoby. Wiara i miłość są czynami w pełni moralnymi i stanowią samą podstawę
moralności. Nie będzie moralności bez wiary i miłości. Możemy więc powiedzieć,
że to wiara i miłość wyznaczają wspólnotę moralną, czyli trwałą wspólnotę
duchową.
Wspólnotę moralną tworzą zatem czyny moralne skierowane do drugiej osoby, które wyrażają poszanowanie godności osoby. Poszanowanie godności osobowej stanowi akceptacja osobowej prawdy (wiara jako uznanie) i afirmacja osobowego dobra (miłość). Dzięki połączeniu wiary i miłości rodzi się w człowieku mądrość. Możemy więc powiedzieć, że poszanowanie godności jest już skutkiem działania mądrości. To mądrość szanuje człowieka, szanuje go jako osobę. Właśnie w związku z poszanowaniem osoby ludzkiej mądrość określa i wyznacza człowieka jako cel naszego działania i postępowania. To mądrość uznaje człowieka za cel działania i życia rozpoznając w nim bezwzględne dobro, czyli osobową godność. Możemy wtedy powiedzieć, że to mądrość kieruje naszymi działaniami, naszą moralnością.
Myślenie w
polityce
Otóż wydaje się, że w tworzeniu
polityki najważniejszą rzeczą jest myślenie polityków. Tego myślenia nie da się
ująć w karby filozofii, jak chciał Platon. Ludzkie myślenie posiada
nieograniczone możliwości, ale właśnie z tego powodu jest narażone na wszelkie
błędy. Ponadto myślenie nie chce się podporządkować żadnym zasadom, gdyż uważa,
że samo jest dostateczną zasadą postępowania. Myśleniu brakuje jednak poczucia
realności, gdyż nie stanowi ono poznania rzeczywistości. Dlatego myślenie
bardzo łatwo wykracza poza zasady moralne oparte na realności. Tylko myślenie
potrafi uzasadnić polityczną przemoc i terror. Ono dąży do panowania nad
człowiekiem, dlatego skłania się do zdobycia władzy oraz utrzymania jej za
wszelką cenę. Takie myślenie przedstawił nam Machiavelli. Widzimy więc, że
myślenie jest w stanie zniszczyć słuszność prawa oraz zaprowadzić bezprawie.
Myślenie jest całkiem
egoistyczne, dlatego potrafi rozbić wszelkie próby współpracy i współdziałania.
Tylko myślenie jest zdolne oderwać człowieka od spraw praktycznych, żeby
wywyższyć go chwale samouwielbienia. Ono popycha człowieka do megalomanii.
Myślenie ukazuje nam przeróżne sposoby działania, lecz samo nie rozróżnia,
które z nich są dobre a które złe. Dla myślącego człowieka wszystko, co jest w
stanie pomyśleć albo już pomyślał, jest dobre czy raczej cenne lub wartościowe.
A najbardziej wartościowe wydaje mu się to, że sam coś wymyślił.
Dlatego myślenie zamiast doskonalić życie społeczne, pcha je często w ślepą uliczkę dyktatury lub terroru. Nic tak nie pobudza chęci panowania jak megalomańskie myślenie. Ono umie znakomicie posługiwać się intrygami i pomówieniami. Zna wszystkie kłamstwa i oszustwa. Przeto myślenie jest zabójcze dla społecznego działania i współpracy. Myślenie potrafi zabić, czego doświadczył Sokrates. Jego proces opisany przez Platona jest znakomitym przykładem, do czego może doprowadzić zawistne myślenie. W polityce mamy zbyt wiele takiego zawistnego myślenia. Wystarczy posłuchać naszych polityków.
Myślenie kontra rozumienie
Niestety łatwiej jest namówić człowieka do złego niż do dobrego. Łatwiej wymyślić każde kłamstwo i oszustwo niż poznać prawdę. Tylko słowo niesie ze sobą prawdę. Ale to musi być żywe słowo prawdy. Nasze dzisiejsze słowa utraciły już kompletnie moc prawdy. Dlatego powinniśmy sięgnąć do samego źródła prawdy, czyli do Chrystusa. Tutaj potrzebne jest wyznanie wiary (czyli Credo), a nie ludzkie myślenie jako cogito. Trzeba na nowo uwierzyć w Słowo Boże, aby pozbyć się złego myślenia.
Dopóki nie uznamy, że zasadą poznawalności (inteligencji) jest Słowo, dopóty nie osiągniemy pełnej wiedzy, czyli mądrości. Źródłem wiedzy o człowieku jest słowo. Słowo jest całościowym rozumieniem człowieka. Jest rozumieniem człowieka w całości. Słowo daje nam zrozumienie powołania człowieka (czyli poznania celu i kresu, ale również początku).
Rozumienie nie jest myśleniem.
Rozumienie nie jest także poznaniem empirycznym (czyli zewnętrznym oglądem
zmysłowym). Rozumienie jest oglądem wewnętrznym (czyli intellectio lub intellectus).
Rozumienie jest poznaniem wewnętrznych zasad i przyczyn. Jest poznaniem
wewnętrznej struktury bytu. Rozumienie jest poznaniem nie tylko wewnętrznych
składników, ale przede wszystkim jest poznaniem zależności pomiędzy tymi
składnikami. Jest poznaniem przyczyn i zasad, które działają w bycie.
Możemy więc nazwać rozumienie
poznaniem przyczynowym. Jest to poznanie rzeczywistości poprzez przyczyny i
skutki. Może to być poznanie postępujące od strony skutków ku przyczynom lub od
strony przyczyn ku skutkom. Rozumienie jest zatem poznaniem zależności
przyczynowych, a nie tylko samych elementów składowych (np. wymienienie składników
jakiejś substancji).
Rozumiemy coś wtedy, gdy wiemy,
co od czego zależy i od czego pochodzi. Rozumienie jest poznaniem powiązań i
zależności. Dla zrozumienia poszczególnych bytów najważniejsze jest poznanie
ich zależności przyczynowych oraz ich wewnętrznych zasad i skutków, jakie one
wywołują. Jest to zarazem poznanie hierarchii, jaka tworzy rzeczywistość, czyli
poznanie porządku – ordo, jak mówili scholastycy. Jest to także poznanie
wewnętrznej hierarchii w bycie, czyli poznanie tego, co jest pierwsze i co jest
zasadą (principium) oraz poznanie wszystkich dalszych zależności i
powiązań, czyli całej wewnętrznej przyczynowości układu ontycznego. Dopiero
wtedy możemy mówić o rozumieniu danego bytu. To właśnie o to chodzi, gdy
pytamy, kim jest człowiek. W rozumieniu nie chodzi o samą definicję, jak
postulowali różni filozofowie. Rozumienie nie jest zdefiniowaniem rzeczy,
chociaż arystotelesowska definicja miała wskazywać na wewnętrzne składniki
(czyli na formę i materię). Ale określenie samych składników bytu nie daje nam
jeszcze pełnego zrozumienia. Skoro mamy definicję człowieka – zwierzę rozumne –
to wskazujemy jedynie na dwa różne elementy składowe, ale zupełnie nie wiemy,
jaka zależność między nimi zachodzi. Mówiąc wprost nie wiemy, jak się ma
zwierzę do rozumności lub rozumność do zwierzęcia, co jest pierwsze a co
drugie. Dlatego u Arytotelesa powstawał poważny problem z rozumną duszą, gdyż nie
było wiadomo, skąd ona tak naprawdę się bierze. Stąd Arabowie w swoich
interpretacjach wprowadzili jeden intelekt czynny dla całej ludzkości (dla
wszystkich ludzi).
Rozumienie musi więc pokazywać i
wyjaśniać wzajemne zależności. Dopiero wówczas możemy powiedzieć, że coś
rozumiemy. Właśnie rozumienie daje nam możliwość wyjaśnienia. Dzięki niemu
możemy wyjaśnić działania różnych bytów, a zwłaszcza działania zawartych w nich
władz, czyli zdolności do działania. Dlatego jesteśmy w stanie powiedzieć, skąd
się biorą różne działania i cała aktywność bytu.
Podstawą rozumienia jest słowo.
Słowo prawdy przyjęte w naszym umyśle. Słowo jest bowiem początkiem
wszystkiego, dlatego wskazuje od razu na przyczynę. Na początku było Słowo.
A Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Zatem Bóg jest Słowem. Ale to
pokazuje zarazem, że Bóg nie jest umysłem (intelektem). Bóg nie może być
intelektem. Bóg nie potrzebuje poznania rzeczywistości, które jest przypisane
do umysłu (intelektu). Wystarczy, że dzięki Słowu Bóg posiada rozumienie
rzeczywistości. Jako Słowo Bóg jest Rozumieniem, czyli Mądrością. Bóg ogarnia
sobą wszystkie przyczyny i skutki. Możemy powiedzieć, że wie o przyczynach
wszystko, co które wywołują, ponieważ posiada Moc Sprawczą. Boska Moc Sprawcza
(czyli Super Aktywność) obejmuje wszystkie przyczyny, a poprzez przyczyny
również ich skutki. Dlatego Bóg nie musi posiadać szczegółowej wiedzy o
wszystkich rzeczach i zdarzeniach. Wystarczy, że zna, czyli rozumie, naszą
aktywność w samych przyczynach.
Dlatego Bóg zna wszystkie nasze
dobre uczynki jako czyny dobra, gdyż posiada i zna Dobro i Miłość jako
przyczyny sprawcze wszelkiej aktywności. Zna wszystkie nasze prawdziwe
wypowiedzi, gdyż posiada i zna samą ich przyczynę w postaci Prawdy i Słowa.
Dlatego mówimy, że Bóg widzi wszystko, co jest w nas dobre i prawdziwe i
piękne.
Aby poznać zło i grzech, Syn Boży
stał się człowiekiem. Właśnie jako człowiek poznał wszystko, co dotyka i
dotyczy człowieka, a więc także złe uczynki (oskarżenia, przemoc i cierpienie,
wreszcie śmierć). Ale biorąc to wszystko na siebie Chrystus zbawił człowieka od
całego zła, jakie się nagromadziło w naszym świecie. Zło nie może wygrać w
spotkaniu z dobrem. Boskie Dobro jest w stanie pochłonąć całe zło ludzkości.
Bóg posiada nieograniczoną moc (wszechmoc), która może przemienić całe zło,
czyli usunąć je i odpuścić. Zło znika w spotkaniu z dobrem, gdyż to dobro jest
realne.
Dobro jest realne i posiada moc
rozlewania się wokoło (bonum est diffusivum sui). To znaczy, że dobro ma
moc dawania. Dobro rozdaje się wokoło. Natomiast zło może jedynie zabierać lub
odbierać. Złem jest samo zabieranie (Kto oddaje i zabiera, ten się w piekle
poniewiera). Szatan chciał nam wszystko zabrać. Chciał zabrać człowiekowi
całe dobro, które otrzymał od Boga. Właściwie udało mu się odebrać człowiekowi
osobowe dobro, prawdę i piękno. Jednak Boskie Dobro daje nam wszystko na
powrót. Bóg daje nam łaskę, czyli na nowo obdarza nas osobowymi dobrami. Bóg
daje nam łaskę, która usuwa całe zło, czyli brak dobra.
Dobro daje się i rozlewa. Bóg
daje i rozlewa dobro, ale człowiek musi je przyjąć. Przyjmujący przyjmuje dobro
na swoją miarę. Przyjęcie łaski zależy już od nas samych. Dlatego powinniśmy
się nauczyć przyjmowania łaski, a nie ją odrzucać. Człowiek jest zdolny przyjąć
osobowe dobro, ale musi tego chcieć. Człowiek musi chcieć przyjąć dobro od
Boga. Dlatego człowiek powinien się modlić. Musi prosić o łaskę. Bez szczerej
prośby człowiek nic nie uzyska. Dzisiaj człowiekowi najtrudniej jest prosić i
modlić się. Człowiek przyzwyczaił się, że sam musi wszystko sobie wypracować.
Sam ma zadbać o swoją pozycję i swoją przyszłość. Właśnie do tego sprowadza się
nasze codzienne życie. Wciąż powtarzamy, że nie ma niczego za darmo. A to już
znaczy, że w codziennym życiu nie ma bezinteresowności.
Wiedza filozoficzna od początku
zamierzała korzystać z rozumienia rzeczywistości. Filozofia zaczęła bowiem od
objaśniania zasad i przyczyn (gr. arche – archai). Od razu więc
sięgała do rozumienia nie zdając sobie z tego sprawy. Nie nazywano więc
filozofowania rozumieniem. Tradycja filozoficznego poznania i rozumienia
rzeczywistości przetrwała do czasów nowożytnych, gdy pojawiła się teoria wiedzy
opisowej. Wiedza naukowa stała się empiryczna. Oparcie wiedzy na doświadczeniu
zmysłowym pozbawiło ją rozumienia (oglądu rozumiejącego). Okazało się, że można
jedynie oglądać rzeczywistość z zewnątrz i opisywać fakty. Toteż pojęcie faktu
miało zastąpić dotychczasową kategorię substancji, której nie dało się odnaleźć
w doświadczeniu zmysłowym. Ale nowa kategoria faktu stała się tak samo tworem
wymyślonym, jakim była substancja – jak uważano.
Zjawił się ten sam problem, czy
fakt jest czymś realnym, czy tylko czymś ujętym poznawczo, np. jakimś
Kantowskim zjawiskiem. Kant uważał, że to nasze myślenie dokonuje scalenia
wrażeń lub wyobrażeń tworząc w ten sposób przedmiot poznania. Zatem ujęcie
jakiegoś zjawiska lub faktu w jedno określone pojęcie (np. deszcz) jest tylko
działaniem poznawczym. Kant sformułował tezę, że podmiot myślący warunkuje
przedmiot, czyli że myśl tworzy przedmioty naszej wiedzy (myślenie tworzy fakty
lub zjawiska). Dlatego myślenie stało się głównym i podstawowym warunkiem
poznania naukowego. Bez myślenie nie byłoby według Kanta poznania. Myślenie
stało się w ten sposób zasadą poznawalności. Powiemy zatem, że wygrało batalię
poznawczą z rozumieniem. Odtąd już myślenie rządzi poznaniem, a rozumienie przestało
być w ogóle potrzebne.
Kant był zafascynowany
Newtonowską fizyką. Zainteresował go fakt, że doświadczenie zmysłowe (jako coś
zewnętrznego) można ująć w kategorie matematyczne (czyli we wzory
matematyczne). Jak to jest w ogóle możliwe? Kant pytał, jak są możliwe sądy
syntetyczne a priori? Jak to się dzieje, że matematyka może opisywać
fakty i wydarzenia fizyczne poznawane doświadczalnie (czyli a posteriori)?
Przecież matematyka uchodziła do tej pory za wiedzą czysto rozumową. Wydaje
się, że właśnie dlatego zasadniczą rolę w tworzeniu przedmiotu zjawiskowego
Kant przypisał myśleniu, uznając, że to nasze myślenie dokonuje syntezy i
tworzy jeden przedmiot z danych zmysłowych (z wyobrażeń).
Można powiedzieć, że Newtonowskie
myślenie określiło i zbudowało nasz współczesny świat. Czy to dobrze, czy źle,
nie wiadomo. Można się o to spierać w nieskończoność. Na to pytanie każdy z nas
musi sobie sam odpowiedzieć. To myślenie pozwoliło nam odkryć zupełnie nowe
możliwości. Czy jednak ukazało nam choć odrobinę więcej rzeczywistości?
Mogliśmy polecieć w kosmos, na Księżyc. Ale powraca nieustannie stare pytanie,
czy dzięki temu człowiek stał się choć odrobinę lepszy?
Na koniec stajemy znowu przed
ważnym dylematem. Co jest zasadą poznawalności – czy słowo, czy myślenie? Słowo
musimy przyjąć z zewnątrz, zaś myślenie wydaje się być czymś jak najbardziej
wewnętrznym. Kant sądził, że myślenie jest czymś całkowicie apriorycznym oraz
autonomicznym. Skoro myślenie tak znakomicie ustala prawa fizyki, to z
pewnością może także ustalić prawa
moralne. Kantowska etyka chciała oddać zasady moralne pod rządy myślenia i
rozumu. Chyba jej się udało. To oznaczało, że rozum posiada wolność stanowienia
praw moralnych, byleby spełniały kryterium powszechności, czyli były prawami
ogólnymi lub powszechnymi (jak w fizyce). W ten sposób Kant postawił u podstaw
moralności wolność myślenia. Co więcej, myślenia ogólnego. Natomiast wola
została sprowadzona do roli służącej lub niewolnicy, która wykonuje posłusznie
polecenia myślącego rozumu.
Tak pojmowana wolność myślenia
nie może być zasadą poznawalności. Zasada nie może bowiem być wolnością, gdyż
wolność znosi wszelkie zasady. Wolność myślenia czyni nasze poznanie i
działanie czymś zupełnie dowolnym. Aby poznanie było poznaniem, a działanie
działaniem, muszą mieć punkt oparcia lub zaczepienia. Zarówno poznanie jak i działanie muszą mieć realne podstawy i
zasady.
Zasadą poznania powinna być
prawda, a zasadą działania dobro. Ale realna prawda występuje w bycie. Jak
zatem przenieść ją do naszej władzy poznawczej, czyli do rozumu (intelektu).
Otóż prawdę udostępnia rozumowi słowo, które jest nośnikiem prawdy. To właśnie
słowo przynosi nam prawdę dostępną dla rozumu. Słowo daje nam bowiem rozumienie
tego, co realne. Rozumiemy więc bytową prawdę dzięki obecności słowa prawdy w
naszej władzy poznawczej. Dlatego słowo prawdy staje się zasadą poznawalności,
czyli zasadą działania naszego rozumu. Rozum obdarzony słowem jest w stanie
zaakceptować prawdę tego, co realne. Myślenie tego nie potrafi. Dlatego taki
rozum staje się rozumem uznającym prawdę, czyli rozumem wierzącym. Tylko wierzący
rozum może poznać prawdę.
Wydaje się, że Kant odebrał woli
wolność i obdarzył nią myślenie rozumu. Chciał stworzyć rozum samorządny i
niezależny. Rozum autonomiczny. Ten Kantowski rozum przejął dotychczasową
charakterystykę woli. Teologia chrześcijańska przypisywała wolność woli tworząc
pojęcie wolnej woli (liberum arbitrium – właściwie wolnej decyzji). W
swojej metafizyce moralności Kant jednym posunięciem zabrał wolność woli,
ponieważ ma być ona posłuszna rozumowi, a dał wolność rozumowi. Tym samym
zbudował poznawczy liberalizm kładąc podwaliny pod wolność myślenia. Chyba nie zdawał
sobie do końca z tego sprawy.
Wolność myślenia nie może być
warunkiem lub zasadą poznawalności. Zasadą nie może być czysta możliwość, jaką
stanowi ludzka wolność. Taka zasada musi być czymś realnym. Musi być realną
aktywnością. To musi być moc poznawcza. Moc poznawczą posiada właśnie słowo.
Słowo dysponuje bowiem mocą poznawczą prawdy, gdyż jest poznawczym skutkiem
prawdy. Dlatego słowo może być mocą i zasadą poznawczą. Słowo daje nam
realistyczne poznanie, czyli rozumienie rzeczywistości. Natomiast wolność
myślenia stwarza jedynie nieokreślone możliwości, ale nie daje realnego efektu.
Wolność myślenia umożliwia jedynie samo myślenie, ale pomyśleć możemy wszystko
– to, co jest i to, czego nie ma. Takie dowolne myślenie tworzy zupełnie
dowolne poglądy, jednak wielość dowolnych poglądów nie stanowi jeszcze poznania
prawdy. Prawda jest jedna i nie da się z niej zrobić wielości poglądów. Wielość
poglądów prowadzi do zagubienia prawdy, a ostatecznie do jej odrzucenia.
To właśnie dzisiejsza poprawność
(polityczna) zastąpiła prawdę. Poprawność każe nam tolerować wszystkie wyrażone
poglądy, a tym samym odrzuca jedną prawdę. Dlatego poprawność opowiada się za
tolerancją błędów i wypaczeń, a nie za uznaniem prawdy. Mówiąc inaczej próbuje
się dzisiaj przedstawić tolerancję jako prawdę. A to jest nieporozumienie.
Rozumienie powstaje na bazie realnego kontaktu z rzeczywistością. Taki kontakt zapewnia nam duchowa władza poznawcza – czyli rozum lub intelekt. Tylko rozum jest w stanie zrozumieć rzeczywistość. Ale rozum człowieka musi się zetknąć z prawdą realnego bytu.
Mój rozum, tak jak rozum każdego człowieka, jest przyczynowany przez prawdę mojego istnienia. Istnienie bytu jest wyposażone we własności transcendentalne prawdy, dobra i piękna. Transcendentalna własność prawdy przyczynuje zdolność i władzę poznawczą człowieka. Prawda jest otwartością i jawnością bytu. Pozwala ujawniać się i udostępniać bytom dla poznania.
Ale zarazem prawda bytu ludzkiego
stanowi przyczynę ludzkiego poznania. Osobowa prawda sprawia nasze poznanie. To
znaczy otwiera człowieka na każdą prawdę zawartą w realnym bycie. Dlatego
ludzki rozum jest otwarty na prawdę i poszukuje jej dookoła siebie. Rozum jest
otwarty na prawdę bytową, czyli jest zdolny przyjąć każdą napotkaną prawdę.
Jednak żeby rozum mógł przyjąć spotkaną prawdę, musi posiadać w sobie
odpowiednią zasadę i miarę do rozpoznawania prawdy.
W średniowieczu poznawczą prawdę
definiowano jako adekwację tego, co realne oraz intelektu (rozumu). Adekwatność
była pojmowana jako odpowiedniość i dostosowanie. A to znaczyło, że rozum albo
intelekt powinien być dostosowany – jakby współmierny – do realnego bytu.
Skąd zatem intelekt czerpie owo
przystosowanie albo współmierność (czyli odpowiednią i właściwą miarę)? Co jest
miarą poznania rzeczywistości? Co pozwala przyjąć rozumowi (intelektowi) prawdę
bytową? Te pytania nurtowały największych filozofów. Ale dawali oni różne
odpowiedzi. Platon sądził, że człowiek czerpie miarę i zasadę poznania ze
świata idealnego – z czasów preegzystencji. Natomiast Arystoteles uważał, że
prawda jest nam po prostu dostępna w poznaniu – w kontakcie z rzeczywistością.
Z kolei myśl chrześcijańska w
osobie św. Augustyna stwierdziła, że prawda jako miara i zasada poznania
pochodzi od Boga na sposób iluminacji (czyli oświecenia). Bóg oświeca rozum
człowieka swoją absolutną prawdą i dzięki temu człowiek może poznawać prawdę
każdego realnego bytu, gdyż wszystko zostało stworzone przez Boga.
Jednak sceptycy – zarówno
starożytni, jak i ci późniejsi z końca średniowiecza – twierdzili, że człowiek
nie jest w stanie w ogóle poznać prawdy. Ludzki rozum, ani sam z siebie, ani
przy pomocy dodatkowych usprawnień, nie jest zdolny do poznania prawdy. Rozum
myśli bowiem o różnych rzeczach, wymyśla dowolne rzeczy. Jest w stanie wszystko
pomyśleć i nawet wszystko zanegować, ale zupełnie nie wiadomo, kiedy natrafia
na prawdę. Dlatego później Kant przyjmuje, że możemy myśleć o Bogu – tworzymy
sobie ideę Boga – ale nie możemy stwierdzić i udowodnić, że Bóg istnieje albo
że nie istnieje. A więc potrzebna jest nam wiara w Boga.
Chrześcijaństwo od początku
stawiało na wiarę w Boga. Najważniejsze było zawsze Credo, czyli
wyznanie wiary. Dla chrześcijanina miarą prawdy stawała się wiara – czyli
przyjęcie i uznanie prawdy Słowa Bożego. Chrześcijańska wiara jest uznaniem
prawdy – tej absolutnej Prawdy Boskiej, ale również tej prawdy bytowej osoby
ludzkiej. Wierzę w boską prawdę, ale zarazem wierzę w osobową prawdę człowieka,
stworzonego przez Boga.
Przyjęcie prawdy przez nasz rozum
skutkuje pojawieniem się słowa prawdy. Osobowa prawda objawia się w rozumie
jako słowo. Możemy powiedzieć, że właśnie słowo jest przyjęciem prawdy. Słowo
występuje już w rozumie i jest podstawą rozumienia rzeczywistości. Jeżeli
przyjmujemy Słowo Boże, to staje się ono podstawą rozumienia Boga jako Bytu
Osobowego – właściwie Trójcy Osób Boskich. Jeśli natomiast przyjmujemy osobową
prawdę człowieka oraz słowo ludzkie (słowo ludzkiej mądrości, czyli słowo
filozoficzne), to będzie ono podstawą rozumienia człowieka jako bytu osobowego
– podstawą rozumienia wcielonej osoby ludzkiej. Jeżeli z kolei przyjmujemy
prawdę bytów nieosobowych (prawdę zwierząt i roślin, czyli prawdziwość
ożywionej cielesności), to staje się ona poznaniem i rozumieniem bytów ze
świata przyrody (ze świata cielesnego).
Człowiekowi potrzebne jest
rozumienie siebie, świata i Boga. Musi więc spotkać się realnie z tymi bytami i
przyjąć prawdę, która stanowi wyposażenie tych bytów. Konieczny więc jest
kontakt na linii rozum - prawda poznawanych bytów. Tylko spotkanie z prawdą
bytową może nam przynieść rozumienie rzeczywistości.
Ale mówiliśmy już, że rozumowi
potrzebna jest miara do poznania prawdy. Taką miarą będzie słowo prawdy
uzyskane w kontakcie z własną prawdą bytową. Moja osobowa prawda ujawnia się w
rozumie jako słowo prawdy. Właśnie to słowo staje się miarą i podstawą do
przyjęcia każdej bytowej prawdy. Dlatego powiemy, że słowo prawdy staje się
zasadą poznania.
Wydaje się zatem, ze wszystko
zależy od osobowej prawdy człowieka, ponieważ tylko prawda może uruchomić rozum
(intelekt). Ale to nie może być prawda pochodząca z zewnątrz. To musi być
prawda wewnętrzna, czyli prawda zawarta we własnym istnieniu człowieka. Inaczej
mówiąc, moja prawda bytowa otwiera i uruchamia mój rozum. Osobowa prawda
człowieka przyczynuje i uruchamia jego rozum. Człowiek jest więc w stanie
poznawać prawdę i rozumieć rzeczywistość (realność bytów), gdy jego osobowa
prawda pojawi się w jego rozumie jako słowo. Pojawiające się słowo uruchamia
rozum. Możemy powiedzieć, że jakby „odpala” rozumność i poznanie. Jest
starterem dla rozumności. Otwiera nasz rozum na rzeczywistość.
Słowo, które pojawia się w rozumie pod wpływem prawdy, jest podstawą rozumienia rzeczywistości, czyli daje nam możliwość rozumienia bytów. Jest to już owa możliwość adekwacji bytu i rozumu (intelektu). Poznawcza adekwatność polega na tym, że prawda bytu może dokładnie przylegać i pasować do słowa prawdy, które występuje w rozumie. Bez słowa prawdy rozum nie jest w stanie poznawać prawdy bytowej, czyli nie może poznawać realnych bytów. Rozum nie ma wówczas kontaktu z bytami. Bez słowa rozum jest po prostu ślepy. Nie może przyjmować prawdy realnych bytów. Dlatego bez słowa rozum nie jest w stanie niczego zrozumieć. Taki rozum będzie ślepy i głuchy, gdyż nie może otworzyć się na prawdę realności, czyli na samą rzeczywistość.
Rozum pozbawiony słowa prawdy
jako zasady poznawczej zostaje skazany na wiedzę empiryczną (kojarzenie wrażeń
lub zespolenie wyobrażeń). Rozum ogarnięty wiedzą empiryczną staje się
magazynem rzeczy zbędnych, gdyż nie osiąga rozumienia rzeczywistości.
Rozumienie realnych bytów nie jest w żadnym wypadku efektem wiedzy empirycznej.
Nagromadzenie zmysłowych obrazków (różnych spostrzeżeń, wrażeń lub wyobrażeń)
nie skutkuje żadnym rozumieniem. Co najwyżej możemy osiągnąć spójny obraz albo
mapę rzeczywistości – taki obraz świata i nic więcej. Ten obraz świata (zwany
też światopoglądem) nie daje nam jeszcze żadnego rozumienia.
Rozumienie rodzi się z kontaktu z
prawdą realnych bytów, czyli z poznania realności, ponieważ tylko prawda daje
nam rozumienie rzeczywistości. Jednak to musi być przyjęta prawda bytowa. Aby
ta prawda została przyjęta i trafiła do naszego rozumu, musi on posiadać miarę
adekwatności, czyli odpowiednią zasadę w postaci słowa prawdy. Słowo prawdy
jest dla rozumu miarą i zasadą poznania. Bez niego poznanie nie zachodzi, gdyż
poznanie powinno być realnym kontaktem z całym bytem. Właśnie taki kontakt z
bytem umożliwia rozumowi słowo prawdy. Słowo otwiera rozum na każdą dostępną
prawdę. Słowo jest kluczem, który otwiera rozum (intelekt) i umożliwia w ten
sposób przyjęcie prawdy zawartej w bytach.
Rozum musi być uzdolniony do
przyjęcia prawdy. A to sprawia, że rozum powinien mieć kontakt z własną osobową
prawdą, która wywołuje w nim słowo prawdy. Należy więc uznać, że rozum musi
mieć kontakt z osobą i osobową prawdą. To znaczy, że to osoba i jej aktywność
otwiera rozum na rozumienie rzeczywistości. Sam kontakt zmysłowy z
rzeczywistością niczego jeszcze rozumowi nie zapewnia.
To aktywność osoby usprawnia i
doskonali rozum. Rozumowi niezbędna jest taka osobowa aktywność. Aktem osoby,
który doskonali rozum, jest kontemplacja. Kontemplacja jest właśnie tym aktem,
który otwiera rozum i obdarza go słowem prawdy. Kontemplacja jest aktem
osobowej prawdy. To dzięki kontemplacji moja osobowa prawda otwiera mój rozum i
sprawia w nim słowo prawdy. Jeśli natomiast kontemplacja ma wymiar
nadprzyrodzony, to stanowi spotkanie z Prawdą Boską i owocuje przyjęciem Słowa
Bożego. Taką kontemplację praktykują mistycy i zakony kontemplacyjne.
Dla poznania prawdy rozumowi
potrzebna jest kontemplacja. Bez kontemplacji rozum nie zdoła osiągnąć słowa
prawdy, które stanowi miarę i zasadę poznania. Bez kontemplacji rozum nie
będzie w stanie uzyskać rozumienia rzeczywistości. Można powiedzieć, że rozum
nie będzie mógł zbliżyć się do prawdy zawartej w bytach, a tym samym nie
osiągnie realnego kontaktu z rzeczywistością.
Kontemplacja jest konieczna
rozumowi do pierwszego kontaktu z rzeczywistością. Właściwie jest potrzebna do
rozpoczęcia spotkania z rzeczywistością. Kontemplacja jest niezbędna dla
osiągnięcia pierwszego (albo pierwotnego) słowa prawdy. Ale kontemplacja jest
również konieczna do pokonania grzechu pierworodnego – tego grzechu poznania
zła, gdyż kontemplacja prowadzi nasz rozum (intelekt) do poznania prawdy i
dobra, oraz do przyjęcia słowa prawdy. Kontemplacja staje się bowiem samym
przyjęciem prawdy, co owocuje zdobyciem słowa. Uzyskanie przez rozum słowa jest
bezpośrednim skutkiem kontemplacji. Natomiast sama kontemplacja jest aktem
osoby, a dokładnie – jest aktem osobowej prawdy człowieka lub Boga.
W akcie kontemplacji moja osobowa
prawda obdarza mój rozum słowem prawdy. I od tej pory rozum może spotkać się z
każdą dowolną prawdą zawartą w realnym bycie. Dzięki słowu prawdy rozum osiąga
współmierność z prawdą bytową. Rozum zostaje otwarty na prawdę i przystosowany
do niej. Dlatego może przyjmować prawdę i zdobywać prawdziwe poznanie rzeczywistości
oraz jej rozumienie.
Rozum wyposażony w słowo prawdy rozumie rzeczywistość, gdyż rozumie poszczególne byty. Rozumie więc byt ludzki jako byt osobowy. Rozumie również Byt Boski jako Trójcę Osób. Ale rozumie także byty nieosobowe, które posiadają ograniczony zakres prawdziwości. Dopiero po zrozumieniu tych różnych bytów człowiek osiąga jakieś pełniejsze rozumienie rzeczywistości. Rozumienie rzeczywistości nie jest więc nagromadzeniem wiedzy zmysłowej. Rozumienie rzeczywistości jest sięgnięciem do głębi bytów i ujęcie ich w tym, czym są. To jest dotarcie do poziomu istnienia, jakie posiadają byty. Rozumienie jest prześwietleniem i wyjawieniem prawdy o bytach. Rozumienie jako słowo prawdy staje się światłem rozumu. Bo słowo jest światłością ludzi.
Przezwyciężeniem wspólnoty myślenia może być wspólnota dialogu. Dialog jest już tym działaniem, które wykracza poza myślenie, ponieważ dialog wymaga najpierw przedstawienia dwóch rozumień a następnie uzgodnienia poglądów na bazie rozumienia. Nasze myślenie wcale nie musi prowadzić do prawdy, gdyż prawda nie określa, ani nie ogranicza myślenia. Natomiast dialog powinien doprowadzić do osiągnięcia jakiejś zgodności w zakresie prawdy i rozumienia rzeczywistości. Dlatego dialog wydaje się być lekarstwem na wszelkie wynaturzenia myślenia (np. ideologiczne). Ale to musi być szczery i głęboki dialog, a nie zwykła wymiana poglądów, która do niczego nie prowadzi, jak to mamy dzisiaj w mediach. Taka wymiana poglądów polega jedynie na przedstawieniu własnego stanowiska i skrytykowaniu poglądów przeciwnika. Prawdziwy dialog zawsze poszukuje porozumienia. Dlatego do dialogu może dojść wówczas, gdy posiadamy jakieś rozumienie rzeczywistości. Z samego myślenia nie sposób stworzyć dialogu.
Wspólnota dialogu
Wypada omówić teraz wspólnotę
dialogu. Wspólnota dialogu rozpoczyna się i przebiega w naszych umysłach. Ale
nasz umysł (rozum) musi być przygotowany i wyposażony w słowo prawdy. Wspólnotę
dialogu tworzy bowiem przykazywanie sobie prawdy. Musimy najpierw przyjąć
prawdę (prawdę realności), aby móc ją wypowiedzieć i przekazać dalej w słowie
prawdy. Przyjęcie prawdy dokonuje się dzięki kontemplacji. Kontemplację
wywołuje oddziaływanie realnej prawdy (prawdy realności) i otwarcie się na
realność. Jeśli poddamy się realności i przyjmiemy jej oddziaływanie, wówczas
przemówi do nas sama prawda. To prawda realności powoduje w umyśle
kontemplację, czyli uznanie prawdy – akceptację. Nasz umysł (rozum) musi
przyjąć prawdę, musi przyjąć bezpośrednie oddziaływanie prawdy poprzez
kontemplację, aby w dalszym ciągu był zdolny do rozpoznawania tego, co
prawdziwe – tego, co prawdziwie realne, a nie tylko tego, co pomyślane lub
wymyślone. Poznanie musi dysponować zasadą i miarą poznawczą, pozwalającą
rozpoznawać pozostałe rzeczy jako prawdziwe. Nasz umysł musi przyjąć prawdę zawartą
w realnych bytach. Jest to przede wszystkim osobowa prawda człowieka. Właśnie
takiej osobowej prawdy dotyczy kontemplacja. Kontemplujemy bowiem osobową
prawdę Boga lub człowieka (po prostu kontemplujemy prawdę Boga-człowieka
–Chrystusa jako prawdę). Dopiero taka prawda może stanowić zasadę i miarę
poznania moralnego dotyczącego człowieka i jego godności osobowej.
Człowiek musi dotrzeć do realnej
prawdy. Ta prawda jest zawarta w nas samych (jako własność transcendentalna
prawdy). Ale musimy ją wydobyć, musimy pozwolić się jej ujawnić. To może się
dokonać tylko pod wpływem osobowej relacji wiary nawiązywanej z Osobą Boską.
Nawiązanie takiej relacji wzmaga aktywność samej prawdy, ujawnia jej zdolność
otwierania naszego umysłu (rozumu). Osobowa prawda posiada bowiem zdolność
otwierania umysłu. To pod wpływem oddziaływania prawdy nasz umysł otwiera się
na rzeczywistość, na realność. Można powiedzieć, że w ten sposób nasz umysł
jakby nawraca się na rzeczywistość (realność) i realistyczne poznanie. Dopiero
wtedy możemy myśleć realistycznie, a nie idealistycznie. Do tego właśnie
potrzebna jest prawda (transcendentalna własność prawdy). Bez dotarcia do
prawdy, bez przyjęcia prawdy nie będzie nas stać na realistyczne myślenie, a
bez realistycznego poznania nasza wiedza będzie tylko wymyślana, albo będzie
dotyczyła jedynie sfery cielesnej (materialnej) i będzie to wiedza
przyrodnicza, a nie humanistyczna, czyli dotycząca samego człowieka (wiedza o
człowieku).
Przyjęcie i poznanie prawdy
(uznanie prawdy) pozwala nam wypowiedzieć słowo prawdy. Dopiero gdy uznamy
prawdę, możemy posłużyć się nią w naszym poznawaniu i myśleniu, a dalej także w
rozmowie. Dopiero gdy przyjmiemy prawdę, możemy posłużyć się nią w rozmowie z
drugim człowiekiem. I wtedy może pojawić się w rozmowie prawda jako słowo
prawdy. Prawda powinna być zasadą i celem rozmowy. Wówczas słowo staje się
nośnikiem prawdy (osobowej i realnej prawdy człowieka).
Podstawą rozmowy pomiędzy ludźmi
musi być osobowa prawda człowieka. Rozmowa (mowa) powinna dotyczyć człowieka i
jego osobowej prawdy. Dopiero wtedy rozmowa pomiędzy ludźmi ma sens, kiedy
dotyczy spraw najważniejszych, czyli tego, co w człowieku osobowe. Rozmowa musi
dotyczyć osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna. Dopiero wtedy
mamy do czynienia z rozmową istotną, która wyznacza wspólnotę dialogu.
Wspólnota dialogu tworzy się właśnie wokół prawdy (realnej prawdy). Tylko
wspólnota budowana na realnej prawdzie osiąga charakter realnej wspólnoty, gdyż
więź wspólnotowa wywołana słowem prawdy niesie ze sobą coś realnego – właśnie
realną prawdę.
Dialog i rozmowa między ludźmi
musi dotyczyć prawdy, aby przebiegać w sferze realności (jak byśmy powiedzieli
– w realnej przestrzeni). Inaczej dialog (rozmowa) staje się zupełnie dowolną
wymianą myśli i poglądów, co do niczego nie prowadzi. Rozmowa ludzi powinna
mieć swój cel i zasadę, aby mogła do czegoś prowadzić i doprowadzić.
Przedstawianie jedynie swoich myśli i poglądów nie stanowi jeszcze prawdziwego
dialogu. Dialog musi być jakimś przepływem prawdy i powinien prowadzić do
osiągnięcia nowego lub wyższego poziomu prawdziwości. Jeżeli dialog nie
poszerza zakresu prawdy albo nie pogłębia prawdy, to jest tylko „drętwą mową”,
jest martwą rozmową. Człowiek potrzebuje żywej i prawdziwej rozmowy. Bez takiej
rozmowy zamiera życie duchowe i osobowe człowieka. Także w wymiarze społecznym
bez prawdziwego dialogu ginie życie umysłowe. Zamiera wtedy filozofia.
Dialog i porozumienie (na dziś)
Zatem do dialogu pomiędzy ludźmi potrzebne jest słowo prawdy.
Prawdziwy dialog jest oparty na słowie prawdy. Taki dialog musi być wymianą i
przekazaniem słowa prawdy. Tylko rozmowa posługująca się słowem prawdy ma sens.
Słowo prawdy (jako prawdziwe słowo) przenosi bowiem prawdę pomiędzy ludźmi.
Jeśli wypowiadamy słowo prawdy, wówczas prawda dociera do umysłu drugiego
człowieka i może być tam przyjęta. Przyjęcie prawdy oznacza zrozumienie.
Rozumienie, jakie rodzi się z takiej rozmowy, polega na przyjęciu i uznaniu prawdy.
Możemy powiedzieć wówczas, że zrozumieliśmy drugiego człowieka. Zrozumienie
człowieka polega na przyjęciu osobowej prawdy, jaką powinno ze sobą nieść
wypowiadane słowo prawdy.
Potrzeba nam dzisiaj porozumienia. Potrzeba nam słowa prawdy, abyśmy mogli rozmawiać i porozumieć się. Bez słowa prawdy nie ma poznania i łączności między ludźmi. Nasze myślenie tylko dzieli ludzi, a nie łączy. Połączyć nas może jedynie słowo prawdy.
Aby w naszym umyśle (w rozumie) zrodziło się słowo prawdy, musimy przyjąć realną prawdę. Przyjęcie prawdy wiąże się z wiarą. Wiara (credo) jest bowiem przyjęciem i uznaniem prawdy. Jeśli przyjąłem prawdę, to znaczy, że uwierzyłem. Jeśli uwierzyłem, to znaczy, że przyjąłem prawdę. Gdy wierzę, mój umysł przyjmuje i posiada prawdę. Dopiero gdy umysł przyjął już prawdę, wtedy może zrodzić się w nim słowo (prawdy). Zrodzone w umyśle słowo możemy wypowiedzieć do kogoś na zewnątrz. Zrodzone słowo wypowiadamy do innych ludzi. Wypowiadane słowo prawdy jest przeznaczone dla drugiej osoby, dla kogoś innego. Kiedy uwierzyłem i kiedy przyjąłem prawdę, to przyjąłem ją po to, żeby przekazać ją dalej komuś innemu (innym osobom). Umysł nie może zatrzymywać prawdy dla siebie. Prawda jest otwartością. Przyjęta prawda zmusza nas do głoszenia jej dalej, czyli do ogłaszania jej innym osobom.
Prawdę ogłaszamy za pośrednictwem słowa. Dlatego wygłoszone przez nas słowo powinno być słowem prawdy. To nie może być puste słowo. Jeśli wygłaszamy coś innego niż słowo prawdy, to kłamiemy i oszukujemy. Dlatego jeśli nie zdołaliśmy przyjąć prawdy, to lepiej, żebyśmy milczeli, niż gadali głupoty i kłamstwa. Źródłem i przyczyną kłamstwa jest nasze myślenie. Myślenie tworzy albo konstruuje znaki i znaczenia. Myślenie tworzy pojęcia. Myślenie tworzy więc jedynie język jako system znaków i znaczeń, pojęć i wyrazów. Język jest zatem tworem myślenia. Ale język nie jest mową, na pewno nie jest mową serca i umysłu. Ponieważ myślenie nie jest w stanie zrodzić słowa prawdy (prawdziwego słowa). Dalej myślenie tworzy cały system kulturowy jako ogromny gmach znaków i wartości.
Słowo rodzi się z prawdy przyjętej w umyśle. Słowo rodzi się z przyjęcia osobowej prawdy Boga lub człowieka. Osobowa prawda sama zrodziła ludzki umysł (rozum lub intelekt). A potem działając w umyśle rodzi z kolei słowo prawdy. Zrodzone przez prawdę słowo jest zawsze słowem prawdy. Słowo prawdy jest jedynym prawdziwym słowem. A prawdziwe słowo jest zawsze słowem prawdy. Słowo prawdy pochodzi ostatecznie od Boga. Słowo pochodzi od prawdy, a prawda jest z Boga. Wszystko inne pochodzi już z ludzkiego myślenia, czyli ostatecznie od Złego.
Tworem myślenia jest język. Jeżeli język traktujemy jako całą naszą wiedzę, to znaczy, że posługujemy się wyłącznie znaczeniami i pojęciami wymyślonymi przez nas samych. Ale taka wiedza rozmija się całkowicie z realnością, z prawdą i dobrem, gdyż wszystko to jest wymyślone albo przynajmniej pomyślane. Aby nas uleczyć z tego myślenia, Bóg dał nam wiarę, czyli zdolność przyjmowania prawdy. Gdy prawda dotrze do umysłu i zostanie przyjęta, wtedy rodzi się słowo prawdy. Słowo prawdy jest bezpośrednią wiedzą o realności. Bez słowa prawdy nie dowiemy się niczego o realnych bytach. Bez słowa prawdy nie dowiemy się niczego o człowieku i o Bogu.
Osobowa prawda przepływa do umysłu z istnienia. Dlatego niesie ze sobą
całą moc realności. Dzieje się to dzięki kontemplacji. Kontemplacja otwiera nas
na prawdę (na osobową prawdę). Kiedy prawda dotrze już do umysłu, to może się
dalej uzewnętrzniać pod postacią słowa. Słowo jest więc uzewnętrznieniem
prawdy. Słowo objawia prawdę na zewnątrz. Słowo ukazuje prawdę posiadaną przez
umysł dla innych osób. Słowo pokazuje nam osobową prawdę człowieka i Boga.
Słowo jest po prostu objawieniem, a objawienie dokonuje się w słowie. Dlatego
Osobowego Boga poznajemy poprzez Objawienie Słowa Bożego, a nie poprzez nasze
myślenie, naszą wiedzę lub filozofię. Jeżeli więc chcemy poznać osobę człowieka
(czyli człowieka osobowego), to również musimy sięgnąć do słowa prawdy.
Kto albo co przyniesie nam słowo prawdy? Może media? Na pewno nie! Może nauka lub filozofia, albo literatura? Też nie. Może rozmowa z drugim człowiekiem? Chyba bardzo rzadko, bo musiałaby to być rozmowa z mądrym człowiekiem (czyli z mędrcem i mistrzem). A może rozmowa z Bogiem? Słowo Boże jest doskonałym przejawem prawdy – Prawdy Bożej.
Słowo prawdy może nam dać mądrość i kontemplacja. Słowa prawdy musimy szukać u człowieka mądrego i kontemplującego. Kogo dzisiaj stać na mądrość i kontemplację? Są przecież zakony i klasztory kontemplacyjne. Ale czy my dzisiaj czerpiemy z tego duchowego dziedzictwa mistrzów kontemplacji? Czy słuchamy ich słowa prawdy? I czy sami odważylibyśmy się podjąć kontemplację Prawdy Bożej albo choćby osobowej prawdy człowieka? Czy słuchamy świętych wyznawców prawdy objawionej?