Dialog i porozumienie (opublikowane1988)
Człowiek jako
osoba jest bytem aktywnym. Jest podmiotem przeróżnych działań i czynności. W
całej widzialnej rzeczywistości właśnie człowiek jest najbardziej aktywnym
ośrodkiem. Może nieustannie się rozwijać przekształcając siebie i otaczający go
świat.
Potwierdzenie takiej wizji człowieka znajdujemy w encyklice Sollicitudo rei socialis Jana Pawła II, w której Papież stwierdza: „Człowiek bowiem, jeśli można tak powiedzieć, nie został stworzony jako byt nieruchomy i statyczny” (n.30). Papież rozwija w tym miejscu egzegezę biblijną. Ja sądzę, że potrzebna jest tu także interpretacja metafizyczna, ale nich to pozostanie naszym przyszłym zadaniem.
Aby się rozwijać, człowiek musi być otwarty na zewnątrz, musi być otwarty na rzeczywistość. Musi więc jak najwięcej czerpać z tej rzeczywistości. To, co zaczerpnie z zewnątrz, musi przetwarzać w sobie, czyli musi poznawać oraz zrozumieć rzeczywistość, aby umieć w niej działać i postępować.
Ale przede wszystkim człowiek musi być otwarty na innych ludzi i dla innych ludzi. Toteż człowiek musi nieustannie poznawać różnych ludzi, starać się ich zrozumieć. Każdy z nas poznaje innych ludzi, ale zarazem sam jest przez nich poznawany. Mamy w tym przypadku do czynienia ze szczególną relację, czyli relacją wzajemności. To znaczy poznajemy i jednocześnie jesteśmy poznawani. Ujawniamy się sobie nawzajem, a więc siebie ujawniamy i objawiamy innym, oni zaś równocześnie nam się ujawniają i objawiają. W ten sposób dochodzi do spotkania, które jest właśnie tą relacją wzajemności. Spotkanie dwóch ludzi, dwóch osób jest więc wzajemnym ujawnianiem się sobie. Można również powiedzieć, że jest wzajemną manifestacją.
Człowiek jako osoba objawia siebie w słowie i czynie. Słowo jest objawem naszej aktywności poznawczej, naszego rozumienia rzeczywistości. Natomiast czyn jest objawem naszej aktywności wolitywnej, czyli naszej akceptacji rzeczywistości, akceptacji świata i ludzi.
Oczywiście zajmę się tutaj wyłącznie słowem lub ujmując sprawę szerzej - także mową, jedynie czasami przywołując różne analogie z czynem. Moim zdaniem, słowo jest jakby pierwszym krokiem na drodze do działania, do czynu. Można też powiedzieć, że słowo jest przedsionkiem czynu. I od razu narzuca się analogia z przedsionkiem serca, co by znaczyło, że jeśli serce uznamy za pierwotne siedlisko czynu, to słowo serca (verbum cordis) jako najgłębsza postać ludzkiego słowa i ludzkiej mowy zamieszkuje w przedsionku serca. Ale będzie to raczej poezja niż filozofia.
Słowo jest zatem pierwotną manifestacją, pierwszym przejawem osoby ludzkiej. Osoba manifestuje się najpierw w słowie, a następnie również w czynie. Słowo i czyn są więc dwoma najważniejszymi i głównymi przejawami ludzkiej osoby. Są to przede wszystkim przejawy osoby w jej relacjach z innymi osobami. Słowo i czyn są zarazem przejawami spotkania dwóch osób, czyli spotkania człowieka z człowiekiem. Są więc najważniejszymi przejawami więzi i kontaktów międzyludzkich. Pozwalają nam się skontaktować i spotkać. Pozwalają nam wreszcie współżyć.
W tym miejscu zahaczamy już o wymiar społeczny, wspólnotowy. Ale zarówno w dziedzinie słowa i mowy, jak też w dziedzinie czynu nie sposób pominąć tej sprawy. Zresztą zawsze, gdy mówimy o osobie ludzkiej, powinniśmy przywoływać ów aspekt wspólnotowy. Nie można bowiem w pełni zrozumieć osoby bez odniesienia jej do wspólnoty i życia społecznego. Toteż w tym aspekcie chciałbym obecnie spojrzeć na słowo i czyn.
Otóż i w słowie, i w czynie podstawową sprawą jest ich skierowanie do drugiego człowieka. A więc ważne jest to, że w ogóle mówi się, czyli mówimy do kogoś (choćbyśmy nawet mówili do siebie), nie mówimy bowiem w dal przed siebie, bo to nie ma sensu. Ale ważne jest także to, do kogo mówimy w danej chwili. Podobnie rzecz się ma z działaniem. Tutaj powiemy, że działamy z kimś, działamy dla kogoś (dla kogoś coś robimy, choćby dla samych siebie). Nigdy więc nie działamy w próżni, co najwyżej możemy nic nie robić.
W dziedzinie czynu najważniejszą rolę odgrywa umiejętność współdziałania. To właśnie współdziałanie jest czynem w wymiarze społecznym i wspólnotowym. W takim współdziałaniu czyny lub działania poszczególnych osób muszą być skupione wokół wspólnego celu. Tym celem jest wspólne dobro. Dlatego we wspólnocie, w społeczeństwie wszystkie działania winny zmierzać do osiągnięcia dobra wspólnego.
Odnosząc te rozważania do dziedziny słowa i mowy - czyli posługując się tutaj analogią - powiemy, że w zakresie słowa i mowy najważniejsze jest wspólne mówienie, czyli rozmowa.
Przyjrzyjmy się jednak dokładnie pojęciu rozmowy. Polski termin rozmowa jest jakby dokładnym tłumaczeniem grecko-łacińskiego terminu dialog (gr. dialogos, łac. dialogus). Pojęcie dialogu jako rozmowy dwóch osób pojawiło się w kulturze europejskiej w czasach powstawania greckiej tragedii. Chodziło tam o to, aby pewną opowieść rozpisać na głosy i role. Stąd etymologicznie dia-logos oznacza podział słowa, czyli tego, co grecki tragediopisarz miał do powiedzenia.
Ten sam motyw dialogu-rozmowy pojawia się także w biblijnej opowieści o Raju i grzechu pierworodnym. To przecież Ewa podjęła dialog z wężem-Szatanem. I nie wiadomo, czy nie nastąpiło to znowu na zasadzie podziału na role tego, co sama miała do powiedzenia w swym sercu i co faktycznie wypowiedziała. Znaczyłoby to, że Ewa w swym dialogu, czyli poprzez podział i rozerwanie słowa, powołała do istnienia postać Szatana. I tak powstała literatura.
Dlaczego o tym mówię? Otóż po to, aby odwołać się do jeszcze jednej analogii, która - jak sądzę - lepiej naświetli kłopoty związane z pojęciem dialogu. Posłuży nam do tego para pojęć również pochodzenia grecko-łacińskiego, a mianowicie diabol i symbol (łac. diabolus i symbolus, także symbolum).
Nasze określenie „diabeł” wywodzi się z greckiego słowa diabolos. Greckie słowo zostało utworzone od czasownika diabolein, co dosłownie znaczy rozdzierać, rozłączać, odłączać. Temu pojęciu diabolu przeciwstawia się pojęcie symbolu, np. w języku polskim używamy zarówno przymiotnika diaboliczny, jak też przymiotnika symboliczny. Ów symbol pochodzi od greckiego czasownika symbolein, który oznacza zbieranie, łączenie, połączenie z czymś. Mamy więc do czynienia z przeciwstawieniem tego, co destrukcyjne i dezintegrujące, czyli oddzielające i rozłączające (diabeł), temu co konstruktywne, łączące i zbierające w całość (symbol).
Symbol byłby więc czymś, co łączy nas z Bogiem i boską rzeczywistością. Diabeł zaś tym, co nas z Bogiem rozdziela, co odłącza nas od Niego. Symbol byłby więc obrazem lub widzialnym znakiem Bożej łaski, diabeł zaś byłby znakiem i obrazem nicości, czyli kultury oddzielającej i odgradzającej nas od Boga.
Powróćmy teraz znowu do tematu dialogu. Mówiliśmy już poprzednio, że w swej etymologii dialogos oznacza dzielenie, podział słowa i mowy na role. Dlatego dialog staje się rozbiciem słowa i mowy na różne cząstki, czyli prawdy cząstkowe. Natomiast w mowie jako wspólnym mówieniu potrzebny jest element integrujący i scalający. Konieczne jest dotarcie do szerszej prawdy, czyli prawdy rozumianej jako wspólna prawda - analogicznie do wspólnego dobra w działaniu. Toteż jak celem współdziałania jest dobro wspólne, tak celem rozmowy, ale rozumianej jako współmówienie (łac. collocutio, colloquium) musi być wspólna prawda, czyli nieustanne zdążanie do prawdy pełnej i weryfikowanie podług niej tego, co się mówi.
Użyłem tutaj łacińskiego terminu collocutio, gdyż najlepiej oddaje on sytuację, o którą mi chodzi. Trudniej znaleźć odpowiedni polski termin. Najbliższe są tu określenia „zmowa” i „umowa”, ale termin „zmowa” ma w języku polskim zabarwienie negatywne. Znacznie lepszy jest termin „umowa”, ale i on w dzisiejszych czasach kojarzy się raczej z czymś konwencjonalnym (np. umowa prawna) niż rzeczywistym. Dlatego wydaje mi się, że najwłaściwsze byłyby tu terminy: „dogadać się” oraz „ugoda” i „zgoda”.
Ta wspólna rozmowa (collocutio) musi przebiegać w atmosferze prawdy. To znaczy musi się rozpoczynać od prawdy zrodzonej w naszym intelekcie, czyli od prawidłowego rozpoznania i zrozumienia rzeczywistości. I to będzie słowo wewnętrzne. Następnie to prawidłowe rozumienie musi zostać ujawnione, czyli wypowiedziane na zewnątrz. I to będzie słowo zewnętrzne, słowo wypowiedziane. Dalej już wszystkie wypowiedziane słowa i cała rozmowa muszą zmierzać do osiągnięcia wspólnego rozumienia i wspólnej prawdy w jakimś konkretnym temacie. Wówczas dopiero możemy mówić o porozumieniu, które winno stać się podstawą współdziałania.
Dlatego wszystkie ważniejsze rozmowy powinny się toczyć w duchu prawdy. Ale wtedy muszą wynikać z samego sedna naszej egzystencji, naszej osoby. Inaczej będą to tylko zwyczajne kulturalne rozmowy o wszystkim i o niczym. Rozmowa zrodzona z kultury i literatury pozostaje zawsze w kręgu kultury i literatury. Wszelkie spory literackie są jedynie literaturą i zupełnie nie dotyczą rzeczywistości. Dopiero słowo zrodzone na gruncie osoby, czy na gruncie samej egzystencji bytu ludzkiego jest słowem prawdy i słowem życia. Tylko z istnienia bowiem słowo czerpie swe życie. Staje się słowem żywym. A tylko żywe słowo ma zdolność przemawiania do ludzi. Żywe słowo to słowo wywodzące się od osoby i skierowane do osoby. Dlatego powiemy, że spotkanie ludzi może się dokonać wyłącznie w żywym słowie, w żywej mowie i rozmowie.
Takiego spotkania dokonującego się we wspólnej rozmowie nie można rozpatrywać w teorii znaczeń i znaków. Znaczenia i znaki mogą dotyczyć kultury jako struktury i systemu znaczeń. Mogą dotyczyć także języka lub szerzej języków jako systemów znaczeń. Natomiast żywe słowo radykalnie wykracza poza kulturę i system językowy. Jest ono przede wszystkim objawem i wyrazem naszej ludzkiej aktywności, naszej egzystencji, naszej osoby. Żywe słowo jest wyrazem naszej wewnętrznej rzeczywistości duchowej.
Toteż ludzkie słowo, ludzka mowa musi wyrastać z prawdy osobowego bytu człowieka i zmierzać do jeszcze szerszej prawdy wspólnej, a więc prawdy dotyczącej całej wspólnoty, która się ze sobą komunikuje i porozumiewa. Ludzka mowa powinna się skupiać na prawdzie jako swym kresie i celu. Tylko wówczas bowiem mowa osiąga swój cel, kiedy odnajdzie prawdę. Gdyż tylko prawda może być kresem i zakończeniem naszych rozmów, inaczej będzie to nieustanna gadanina o niczym.
Jeżeli więc chcemy dotrzeć do ludzi, jeżeli chcemy się z nimi skomunikować i spotkać, jeśli chcemy się z nimi porozumieć, to musimy mówić prawdę i tylko prawdę. Musimy mówić o rzeczywistości, zwłaszcza o rzeczywistości ludzkiej, o osobie człowieka. Ale musimy także mówić o Bogu, o Boskiej Trójcy Osób.
Czy jednak możemy od razu wypowiedzieć całą prawdę? Z pewnością nie. Na ogół rozpoczynamy najpierw od własnej prawdy, od swojego rozumienia rzeczywistości, od swojego spojrzenia na świat. Ale nie możemy nigdy na tym poprzestawać. Powinniśmy zawsze dążyć do szerszej prawdy, do wspólnej prawdy, do wspólnego porozumienia się. Powinniśmy dążyć do prawdy, która byłaby prawdą dla wszystkich, a nie tylko prawdą dla mnie. Uparte trwanie przy własnej cząstkowej prawdzie, przy własnym stanowisku powoduje wykluczenie danego człowieka lub grupy ludzi ze wspólnej rozmowy. Tacy ludzie zostają także wyłączeni ze wspólnego porozumienia.
Jeżeli zaś wprost mówię nieprawdę, czyli kłamię, to tym samym już od początku wyłączam się z kręgu mowy i słowa. Jeśli kłamstwo i nieprawda są skierowane przeciwko drugiemu człowiekowi, przeciwko jego godności i czci, to popełniam poważny grzech. Jeśli natomiast moja wypowiedź jest zwykłą fikcją i zmyśleniem, to wówczas jest zaliczana do świata literatury. Gdy jednak kultura przekazuje nam prawdę o rzeczywistości, o człowieku i Bogu, to staje się już wtedy filozofią i teologią, czyli kulturą wspartą na rzeczywistości i na prawdzie. Dlatego wydaje się, że jedynym terenem, na którym ludzie mogą się dogadać i porozumieć, czyli dojść do prawdy, jest filozofia i teologia.
Św. Tomasz z Akwinu wiąże słowo z intelektem jako władzą poznawczą. Jest ono dla niego rozumieniem i pojęciem intelektu (conceptio). Jest efektem pewnego procesu poznawczego, ale jednocześnie jest ujawnieniem i wyrażeniem tego procesu i jego efektu na zewnątrz. Słowo jest więc obwieszczeniem naszego rozumienia innym ludziom, jest obwieszczeniem naszego stanowiska niemal całemu światu. Takie obwieszczenie i zamanifestowanie naszego stanowiska w świecie wymaga aktywności intelektualnej, wymaga intelektu w akcie, w działaniu. Zatem słowo jest także ujawnieniem samego procesu poznawczego, to znaczy tego, że dokonało się poznanie, czyli przede wszystkim tego, że w naszym intelekcie pojawiło się jakieś odniesienie do rzeczywistości, a tym samym pojawiła się jakaś prawda. Słowo jest więc również objawem prawdy, która zjawia się w każdym akcie poznawczym dotyczącym rzeczywistości. Dlatego można powiedzieć, że to właśnie prawda obecna w intelekcie zrodziła słowo. Właśnie poprzez słowo prawda obecna w intelekcie ujawnia się i manifestuje na zewnątrz. Właśnie w słowie prawda ujawnia się wszystkim ludziom dookoła.
Owa prawda powinna być objawiona wszystkim dookoła we wspólnej rozmowie. Powinna dotrzeć do wszystkich, wszystkich ogarnąć i scalić we wspólnej rozmowie, we wspólnej mowie. Tylko prawda ma bowiem tę zdolność i siłę, że może scalić i zintegrować wokół siebie mówiących ludzi. Prawda może zintegrować najróżniejszych rozmówców, oczywiście tych otwartych na prawdę. Tylko prawda bowiem integruje nasze intelekty, nasze myślenie, nasze mówienie, nasze wspólne rozmowy.
Dlatego tylko prawda może być kresem i celem naszego poznania i naszego mówienia. I jako taka staje się ona czymś dobrym dla tych czynności. Staje się dobrem w poznawaniu i mówieniu. Staje się dobrem wszystkich rozmawiających ze sobą ludzi. Toteż tylko prawda może być podstawą wszelkich rozmów. Prawda musi być także podstawą rozmów i porozumienia władzy ze społeczeństwem.
Tylko prawdziwe słowo może być podstawą autentycznego spotkania się ludzi w rozmowie. Podstawą tego spotkania, które może zaowocować współdziałaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz