Czy można stworzyć dobrą instytucję,
która służyłaby człowiekowi?
W działalności społecznej, a już na pewno politycznej, instytucje są niezbędne. Trzeba więc zadać sobie pytanie, co jest potrzebne do powstania dobrej i właściwej instytucji? Otóż pierwszą zasadą, którą należy uwzględnić przy tworzeniu odpowiedniej instytucji, jest ludzkie myślenie. Instytucja wraz z całą strukturą organizacyjną powstaje na podstawie ludzkiego pomysłu. Trzeba zdawać sobie sprawę, że zasady prawne działalności każdej instytucji i organizacji są pomysłem człowieka (grupy ludzi). Na ogół korzystamy w tym zakresie z wcześniejszych pomysłów prawnych i organizacyjnych (struktur zarządzania). Tak więc ludzkie myślenie odgrywa tutaj zasadniczą rolę i w tym zakresie słuszne jest korzystanie z dorobku i doświadczenia minionych pokoleń. Trzeba jednak przyznać, że pojawiające się nowe wyzwania społeczne wymagają dostosowania minionych rozwiązań do nowych zadań.
Kolejną
ważną zasadą jest umiejętność jasnego określenia celów działalności
instytucjonalnej. Każdy człowiek działa bowiem w sposób celowy i dlatego musi
umieć określić cele swojego działania. Dotyczy to również współdziałania w
większej grupie, czyli właśnie współpracy w ramach jakiejś instytucji. Na ogół
cele i zadania są określone w statucie lub jakichś innych przepisach prawnych
nowo powstającej instytucji. Cele powinny być wyraźnie określone, żeby wynikały
z nich stosowne działania prowadzące do realizacji owych celów. To również są
pomysły ludzkiego myślenia.
Czym
zatem powinno się kierować myślenie twórców instytucji, żeby jej działalność
przebiegała sprawnie i rozsądnie? Otóż w tym momencie najważniejszą rolę
odgrywają wartości zawarte w myśleniu. Samo ludzkie myślenie charakteryzuje się
całkowitą wolnością i swobodą, co oznacza, że potrafimy pomyśleć w przypadku
różnych spraw i wydarzeń dowolne rzeczy i przeróżne rozwiązania. Dlatego nasze
myślenie powinno być czemuś podporządkowane. I tutaj pojawia się właśnie
problem wartości.
Jeżeli
nasze myślenie jest oparte na poznaniu i rozumieniu realności, to wówczas
realność i zasady rządzące realnością określają przyjętą hierarchię wartości.
Nasze wartości kształtujemy na podstawie poznanie tego, co realne, a przede
wszystkim na podstawie poznania i rozumienia realności człowieka. Gdy nasze
poznanie zawodzi w tym zakresie, wtedy myślenie próbuje narzucić realności
swoje „zasady”. Na ogół kończy się to niezrozumieniem rzeczywistości i
opowiedzeniem się za rozwiązaniami idealistycznymi, co w polityce i życiu społecznym
owocuje rozstrzygnięciami ideologicznymi. Ideologowie chcą zawsze narzucić
rozwiązania wymyślone przez siebie, a nie wynikające z poznania realności.
Najlepszym przykładem jest ideologia komunistyczna zamierzająca narzucić siłą
odgórne uspołecznienie ludzkości poprzez sprowadzenie wszystkich do poziomu
proletariatu i rządów partii proletariackiej, czyli komunistycznej.
Trzeba
więc poddać nasze myślenie rygorom realności, a nie kultywować wolność
poglądów, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. Niestety okazuje się, że samo
myślenie ze swej istoty stoi w sprzeczności z realnością. Myślenie wyrasta
bowiem z negacji realności. Ponadto jak pokazał Hegel, myślenie jest
dialektyczne, czyli niesie ze sobą sprzeczność tezy i antytezy. Myślenie coś
przedstawia, żeby zaraz to zanegować. W ten sposób może przebiegać tylko
myślenie, które posiada jedynie istnienie intencjonalne, natomiast taka
sprzeczność nie może być zasadą realności (realnego istnienia). W
rzeczywistości coś jest i istnieje albo czegoś nie ma i to nie istnieje. Stąd
widać już, że myślenie nie pasuje do rzeczywistości. Gdy dla Hegla myślenie
(przede wszystkim jego myślenie) było ważniejsze niż realność, wtedy musiał on
podporządkować rzeczywistość dialektyce myślenia. Ale jest to tylko idealistyczny
błąd (taka przesada w myśleniu).
Jak
można to odnieść do powstawania instytucji? Otóż instytucje powstają (czyli są
powoływane do działania a nie do prawdziwego istnienia, które przysługuje
jedynie realności) jako twory ludzkiego myślenia. Dlatego myślenie stojące u
podstaw tworzonych instytucji musi być zakotwiczone w poznaniu realności.
Dotyczy to przede wszystkim poznania i rozumienia realności człowieka, gdyż
instytucje społeczne i polityczne są nastawione na działalność ludzi. Zatem
instytucje muszą wykorzystywać zasady ludzkiego działania.
Najogólniejszymi
zasadami działania człowieka są rozumność i wolność, czyli celowość i zdolność
wyboru. Człowiek może obierać sobie różne cele i potrafi dostosować do nich
odpowiednie środki, czyli odpowiednie metody postępowania prowadzące do
osiągnięcia celu. Te zasady powinny być przestrzegane w działalności
instytucjonalnej. Każde działanie powinno jednak być wypadkową pomiędzy
rozumnością i wolnością, gdyż przechylenie się w którąkolwiek stronę prowadzi
do wypaczeń i błędów. Takie wypośrodkowanie działania można nazwać
samostanowieniem o sobie. Samostanowienie człowieka polega właśnie na
współdziałaniu rozumu i woli, co sprawia, że możemy podążać do celu najlepszą
drogą (czasami najprostszą, a czasami najłatwiejszą).
Czy
da się to samostanowienie (lub autodeterminację) zastosować do działań
instytucjonalnych? Przecież o działalności instytucji stanowi zawsze człowiek.
Taka działalność zostaje ujęta w ramy prawne, tzn. że mamy określone, co wolno
robić, a czego nie wolno. W ramach regulacji prawnych są również określone cele
i zadania każdej instytucji. Ale musimy zdawać sobie sprawę, że takie regulacje
tylko umożliwiają odpowiednie działania, lecz ich nie sprawiają. Właściwym
sprawcą działania jest zawsze konkretny człowiek. To ludzie działają w zakresie
odpowiednich przepisów i zarządzeń. Dlatego potrzebna jest tutaj odpowiednia
wiedza (zawodowa lub też nieco szersza). Ale potrzebna jest tu także zgoda
człowieka do pracy w danej instytucji.
Trzeba
zatem określić cele i zadania. Jak ma się do tego odpowiedni system wartości?
Czy działalność instytucjonalna korzysta z jakiegoś wypracowanego wcześniej i
trwałego systemu wartości? Czy może taka działalność tworzy od nowa swój system
wartości? I tutaj stajemy wobec głównego problemu działalności
instytucjonalnej. Ponieważ powstająca struktura władzy i zarządzania instytucją
zawsze będzie chciała narzucić pracującym ludziom „własny system wartości”
związany z realizacją obranych i wyznaczonych celów. Bardzo szybko okazuje się,
że cele instytucji nie pokrywają się z celami życiowymi człowieka, zwłaszcza z
jego celami osobowymi. Następuje wtedy zderzenie systemu wartości określanego
przez cele i strukturę instytucji (organizacji) z systemem wartości moralnych
wyznawanych przez człowieka. Chyba że człowiek porzuci swój system wartości na
rzecz wartości tworzonych przez instytucję.
Musimy
wiedzieć, że żadne instytucje nie realizują osobowych celów człowieka. Takie
cele mogą zrealizować jedynie wspólnoty osobowe, przede wszystkim rodzina i
Kościół, a w mniejszym zakresie również wspólnoty lokalne i wspólnoty narodowe.
Tak naprawdę rozwój osobowy zapewnia nam rodzina (rozwój moralny) oraz Kościół
(rozwój religijny). Wspólnoty lokalne gwarantują nam rozwój materialny, czyli
ekonomiczny (praca, dom, wyżywienie), zaś wspólnota narodowa zapewnia nam
rozwój kulturowy (korzystanie z dorobku kultury i tradycji minionych pokoleń).
Wydaje
się, że wszystkie instytucje społeczne zostały powołane do ułatwienia
człowiekowi codziennego życia. Dlatego powinny one pełnić w tym zakresie rolę
pomocniczą i służebną. Instytucje nie mogą przejmować władzy nad człowiekiem.
Nie mogą podejmować za człowieka decyzji o jego życiu i działaniu. Człowiek sam
decyduje o sobie i sam jest odpowiedzialny za swoje życie i postępowanie.
Dlatego działania instytucji nie mogą usprawiedliwiać naszego postępowania.
Działalność powstających instytucji musi zawsze służyć prawdzie i dobru
człowieka, musi służyć realności człowieka i doskonaleniu w zakresie ludzkiej
natury. Człowiek posiada bowiem doskonałą osobę (osobową podmiotowość
istnienia), ale musi zadbać o doskonalenie swojej natury (duchowej i
cielesnej), aby podporządkować działania naturalne zasadom osobowym (prawdzie,
dobru i pięknu).
Dlatego
działalność instytucjonalna człowieka nie może wyznaczać jego celów osobowych i
osobistych (personalistycznych). Rozwój człowieka nie polega bowiem tylko na
doskonaleniu zawodowym, nawet jeśli nam się wydaje, że spełniamy się doskonale
w życiu zawodowym. Tak naprawdę człowiek potrzebuje spełnienia osobowego. A
tutaj Jan Paweł II uczył nas, że takie spełnienie dokonuje się poprzez
bezinteresowny dar z samego siebie. Ale nie chodzi tu o dar na rzecz
instytucji, lecz o dar, który dokonuje się w małżeństwie i rodzinie, stanowiących
związek osoby mężczyzny i osoby kobiety, a nie tylko połączenie dwóch ludzi
nastawionych na cielesną przyjemność i rozkosz.
Człowiek
nie może więc służyć instytucjom, lecz to instytucje muszą zawsze służyć i
usługiwać człowiekowi. Trzeba więc przywrócić rangę wartościom
personalistycznym, żeby w tworzeniu i działalności instytucji mogły strzec
naszego myślenia o człowieku, aby to myślenie nie stawiało działalności
instytucjonalnej ponad realnością człowieka, gdyż może się wkrótce okazać, że
człowiek pochłonięty przez zadania instytucjonalne zatraci swoją faktyczną
realność, utraci osobową prawdę, osobowe dobro i osobowe piękno, i stanie się
jedynie pionkiem w instytucjonalnej grze. Dlatego działalność instytucjonalna
powinna być podporządkowana rozwojowi personalistycznemu człowieka. W życiu
społecznym najwyższą rangę powinny uzyskać moralność i religijność, a nie
sukces zawodowy.
Nasze
myślenie musimy dostosować do wymogów realności, a nie dostosowywać, czyli
ograniczać, realność do potrzeb myślenia. Gdyż kierując się wolnością myślenia
możemy pozbawić się – nie zdając sobie z tego sprawy, bo myślenie nie będzie
nas o tym ostrzegać – własnej realności stając się jedynie wymyślonym obrazkiem
– taką wizytówką na profilu społecznościowym. Na co dzień nie dostrzegamy, że
działalność instytucjonalna (przede wszystkim zawodowa) odbiera nam możliwości
rozwoju osobowego, ponieważ stajemy się wówczas tylko pracownikami swojej
instytucji (urzędnikami wykonującymi polecenia służbowe, które przecież nie
służą człowiekowi).
Wydaje się, że jest to ostatni moment, żeby przemyśleć te sprawy przed ostateczną katastrofą społeczną – całkowitą depersonalizacją i dehumanizacją człowieka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz