Prawo moralne
Co zrobić, kiedy pozostaje nam tylko ludzkie myślenie? Przecież w ten sposób żyją miliony ludzi. Kiedy brak kontaktu z Bogiem, wtedy człowiek pozostaje sam ze swoim myśleniem. Możemy poznawać rzeczywistość, możemy tworzyć pojęcia, możemy wypowiadać sądy i twierdzenia. Tak powstaje nasza rozumna wiedza.
Ale co teraz mamy zrobić z tą wiedzą? Czym jest dla nas ta wiedza? Sokrates uważał, że sama wiedza jest dobrem. Wiedza była dla niego wprost dobrem bezwzględnym. Jak byśmy dziś powiedzieli, wiedza była wartością samą w sobie. Tworząc swoją koncepcję etyczną (że cnota jest wiedzą, dobrem i szczęściem) Sokrates ratował europejską kulturę przed barbarzyństwem głupoty i relatywizmu. Ale jednocześnie uznał, że człowiek kieruje się samą wiedzą i tylko wiedzą. Następcy szybko dostrzegli, że nie jest to do końca prawdą. Człowiek zdobywa wiedzę, poznaje i uczy się. Wszystko to jest dla nas ważne, ale nie decyduje jednostronnie o naszym działaniu. Można przyjąć, że ludzkie działanie wykracza radykalnie poza ludzką wiedzę. My żyjemy i działamy w realnym świecie, a nie w świecie pojęć i twierdzeń. Działamy w realności, a nie w świadomości. Dlatego teoria różni się od praktyki.
Filozofia w swoim rozwoju próbowała budować szczególny rodzaj wiedzy – wiedzę praktyczną. Arystoteles wyróżnił nauki praktyczne – etykę i politykę. Ale równie szybko okazało się, że nawet wiedza praktyczna nie ma mocy przekonującej, czyli nie jest w stanie do niczego zobowiązać człowieka. Ponieważ jedni filozofowie twierdzili, że dobrem jest wiedza lub kontemplacja, a inni twierdzili, że dobrem jest przyjemność i uczucia. I tak każdy człowiek musiał decydować sam za siebie. Każdy musiał wybierać to, co dla niego miało być dobre. Filozofowie uważali, że rozstrzygającym kryterium powinna być ludzka natura. Jednak z jej określeniem i zdefiniowaniem też były same problemy. Wiadomo było, że rozumny człowiek powinien żyć rozumnie. W praktyce okazywało się jednak, że nawet sama natura, a raczej nasza wiedza o niej nie jest w stanie do niczego zmusić człowieka. Podkreślano, że człowiek jest wolny i że sam może wybierać, że sam decyduje o swoim wyborze. W filozofii chrześcijańskiej (w średniowieczu) cały ten problem rozwiązywano przy pomocy Boga i jego wpływu na ludzkie życie. Uważano więc, że człowiek jest poddany Bogu i dzięki Niemu odkrywa zobowiązującą moc dobra (oczywiście Dobra Boskiego, czyli Dobra Najwyższego).
Jednak racjonalizm i oświecenie (ideologia oświecenia) podważyły takie rozwiązanie. Dlatego trzeba było poszukiwać źródeł moralności w samym rozumie, czyli ostatecznie w ludzkim myśleniu. Próbowali tego dokonać najpierw Spinoza, a potem Kant. Spinoza doszedł do determinizmu uznając, że wszystko dzieje się z konieczności. Dlatego nie ma sensu poszukiwać zasady wyboru, bo czegoś takiego nie ma. Wybór dokonuje się z konieczności.
Natomiast Kant dał bardzo ciekawe, wprost rewelacyjne rozwiązanie. Uznał, że trzeba odrzucić zewnętrzne nakazy. Trzeba zaś poszukiwać nakazu w samym rozumie, a więc w ludzkim myśleniu. Dlatego Kant odrzucił to, co heteronomiczne (nakazy Boże lub nakazy społeczne, czyli zwyczaje, oraz nakazy naturalne, czyli przyjemności). Pozostał sam rozum ze swoim myśleniem. Należało więc zapytać, czy może istnieć czysty nakaz rozumu? Czy istnieje jakiś nakaz, który płynie z samego myślenia, ale nie jest już samą wiedzą, a jednak ma moc pewności wiedzy? I tutaj Kant odkrywa prawo.
Już dawniej (w scholastyce) twierdzono, że prawo jest dziełem rozumu (zob. np. u św. Tomasza). Prawo jest czynnością rozumu, który coś nam nakazuje (rozkazuje). Prawo ma w sobie formę nakazu lub rozkazu. Prawo dotyczy naszego działania. Nakazuje nam działać w jakiś określony sposób, właśnie w sposób określony w prawie i poprzez prawo. Ponadto Kant odkrył, że prawo ma moc zobowiązującą. Prawo zobowiązuje nas do odpowiedniego działania, zaś samo jest dziełem rozumu. Dla Kanta prawo pochodzi z rozumu i w ten sposób wyraża pewność i konieczność rozumu. Pozostaje dalsze pytanie, skąd prawo miałoby otrzymać charakter bezwzględnego nakazu? I tutaj Kant odkrywa imperatyw kategoryczny, czyli bezwzględny nakaz. Tę bezwzględność prawo miało czerpać z powszechności, czyli ogólności stosowania. Dlatego imperatyw Kanta nakazywał – Postępuj według zasady, która może stać się prawem powszechnym. To znaczyło po prostu: Postępuj tak, jak powinni postępować wszyscy. Postępuj tak, jak wszyscy. Ale tutaj ukrył się kolejny haczyk. Bo czy wszyscy ludzie postępują tak samo? Na pewno nie. Jak więc narzucić człowiekowi ogólne normy? Kant uważał, że każdy z nas sam powinien narzucić sobie powszechne prawo. To nazwał bezwzględnym nakazem. Bezwzględność nakazu miała płynąć właśnie z powszechności jego stosowania. Ale to okazało się zwykłą mrzonką. Jak więc rozwiązać ten problem?
Otóż ten problem rozwiązano praktycznie w demokracji. W państwie demokratycznym zastąpiono kategoryczny imperatyw Kanta stwierdzeniem, że liczy się większość. Demokracja domaga się zatem od człowieka takiego postępowania, które wyznacza większość. Większość wyborcza poprzez swoich przedstawicieli ustanawia prawo. Ustanowione prawa określają zasady postępowania dla wszystkich obywateli. Możemy więc powiedzieć, że w demokracji nakaz moralny został zastąpiony przez prawo ustanawiane przez większość obywateli. Na tym właśnie ma polegać demokratyczne państwo prawa. Zasady moralne przestają być potrzebne. Wystarczy przestrzeganie prawa.
Jeżeli zasady moralne zostaną zastąpione przez stanowione prawo, to ludzie zaczną się kierować dowolnymi rozstrzygnięciami podporządkowanymi doraźnym celom (politycznym lub ekonomicznym) narzucanym przez rządzącą większość. Prawo nie może być traktowane jako autonomiczne działanie rozumu. Prawo nie może wynikać jedynie z ludzkiego myślenia, gdyż wówczas staje się zwykłym postulatem rozumu. Stanowione prawo musi być umocowane w samej realności, a nie tylko w myśleniu. Prawo winno być podporządkowane ludzkiej naturze. Prawo musi być dostosowane do wymogów natury człowieka, a nie odwrotnie. Natury nie można dostosowywać do postulatów prawa, jak to się dzieje obecnie. Prawo musi być zakotwiczone (zaczepione) i umocowane w rzeczywistości, w tym, co stanowi realność człowieka, a nie w jego myśleniu. Myślenie jest dowolne, jest zmienne, jest dialektyczne (raz na tak, a raz na nie). Myślenie jest w stanie wszystko zanegować – nawet realność. Natomiast realność niczego nie neguje. Ona tylko potwierdza. Realność po prostu jest. Jest, jaka jest, i koniec. Jest niezmienna, jest dobra i prawdziwa. Jest pozytywna, a nie negatywna. Jest zawsze na tak.
Do czego zatem ma się odwołać stanowione prawo? Czy do myślenia i wiedzy obywateli? Czy do realnej natury człowieka? Czy może powinno się odwołać wprost do Boga (jak było kiedyś)? Konstytucja odwołuje się chętnie do woli narodu. Ale jak ustalić pragnienie narodu lub społeczeństwa? Czy trzeba we wszystkich sprawach przeprowadzać referenda społeczne, jak w Szwajcarii. Czy może mają decydować za nas wybrani przedstawiciele?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz