30 stycznia 2026
O realnej gospodarce człowieka /1
Powrót do realnej gospodarki. Żeby
powrócić do realnej gospodarki, trzeba wrócić do gospodarowania. Człowiek od
początku swej historii gospodarzył na tej ziemi. To ludzkie gospodarowanie
służyło przede wszystkim do zaspokojenia potrzeb naturalnych. Można powiedzieć,
że gospodarowanie było naturalną troską o człowieka.
Gospodarowanie
było racjonalnym działaniem zmierzającym do wykorzystania naturalnych zasobów
ziemi (zasobów przyrodniczych). Cały rozwój cywilizacyjny był oparty na mądrym
gospodarowaniu. Potrzeby naturalne wyznaczały zakres gospodarki domowej. Tak
więc sposoby gospodarowania rozwijały się wraz ze wzrostem potrzeb człowieka.
Człowiek nieustannie wzbogacał swoje potrzeby naturalne (pożywienie i mieszkanie)
oraz potrzeby duchowe (zdobywanie wiedzy i umiejętności oraz oczywiście
rozrywka i zabawa). Gospodarowanie szło w parze z cyklem przyrodniczym (pory
dnia i pory roku). Taka naturalna gospodarka była stosowana powszechnie. Tę
realną gospodarkę wspierał handel, który obejmował różne wytwarzane przedmioty
i produkty.
Ale trzeba jasno
zaznaczyć, że gospodarowanie nigdy nie było handlem, natomiast handel nigdy nie
zastępował gospodarowania. Niemniej handel zaczął zyskiwać coraz większe
znaczenie. Aż zawładnął całym światem. Musimy pamiętać, że to handel
doprowadził do podbojów kolonialnych, a już szczytowym osiągnięciem stał się
handel niewolnikami z Afryki. Była to bardzo gorzka lekcja ekonomii właśnie
jako ekonomicznej zachłanności. Lekcja, którą powinniśmy zapamiętać na zawsze.
Handel zawsze kierował się zyskiem, a z drugiej strony handlowanie nauczyło
nas, że można sprzedać wszystko, jeśli tylko znajdzie się nabywca.
Teorie ekonomiczne
wyrastały nie na zasadach gospodarowania, lecz na zasadach handlowania.
Ekonomia zamierzała podporządkować gospodarowanie rygorom handlowym. To
doprowadziło dzisiaj do tego, że wszystko stało się handlem, czyli ekonomią.
Zniknęło więc gospodarowanie i realna gospodarka, znikają zasady
gospodarowania. A co za tym idzie, zniknęła troska o człowieka i jego życie.
Nikt już nie troszczy się o ludzką pracę. Praca stała się zwykłym towarem,
którym handluje się na wolnym rynku ekonomicznym.
Dziś nie ma już
gospodarki, a jedynie panuje ekonomia (różne teorie ekonomiczne). Ludzie, którzy
chcieliby jeszcze gospodarować w trosce o innych, stają się podejrzani i
zwalczani przez państwo. Świetnym przykładem był pewien piekarz, który rozdawał
chleb niesprzedany. Został zniszczony przez system podatkowy, czyli w zgodzie z
zasadami ekonomii. I oczywiście wbrew zasadom gospodarności.
Człowiek posiada od
wieków te same potrzeby naturalne i duchowe. Wydawałoby się, że tutaj nie ma co
kombinować. Ale handlowa ekonomia szybko zrozumiała, że trzeba wprowadzić
handel nowymi potrzebami. Trzeba tylko stworzyć odpowiednie produkty, które
zaspokoją różne wymyślone potrzeby i namówić ludzi do kupowania tego towaru.
Tak powstała reklama nazywana dźwignią handlu. Okazuje się, że człowiekowi
można sprzedać wszystko, byle to było dobrze zareklamowane. Zawsze można mu
wmówić, że jest tego wart.
Człowiek zapomina, że
jest wart tyle, ile godności zdoła zachować. Dziś jednak zbyt łatwo sprzedajemy
swoją godność za różne wątpliwe przyjemności. Wmówiono nam, że życie ma być
łatwe i przyjemne. A życie po prostu jest trudne. Ale to jest trudne dobro
(bonum arduum), a nie łatwa przyjemność. Życie nigdy nie będzie łatwą
przyjemnością.
Prawdziwą własnością
człowieka jest jego osoba. Dlatego musisz pamiętać, że tylko osoba jest
naprawdę twoja. Wszystkim innym właściwie się posługujemy i zarządzamy. Nawet
dusza i ciało służą do ekspozycji ludzkiej osoby. Natomiast sama osoba nie
służy już do niczego. Ona po prostu jest i istnieje. Jest Tobą i tyle. Ale to
znaczy, ze twoja osoba jest takim dobrem, które nie służy już do niczego
innego. Osoba jest w tobie czymś bezwzględnym i niezależnym od zewnętrznych
uwarunkowań. Osoba jest ostatecznym warunkiem Ciebie samego.
Albo więc będziesz osobą,
czyli sobą, jako całkowicie wolnym i niezależnym podmiotem życia i działania,
który daje ci siłę do zmagania się ze wszystkimi trudnościami życia. Albo
staniesz się sprzedawczykiem samego siebie, który potrafi przehandlować
wszystkie wartości dla przyjemności swojej lub nie swojej. Podobnie jak palacze
papierosów przekonują, że palą dla przyjemności. Ciekawe czyjej? Ale cóż,
człowiek lubi uzasadniać swoje własne przyzwyczajenia.
Pamiętaj, naprawdę
niezależna jest Twoja Osoba. Twoje przyjemności są jedynie przyzwyczajeniami i
uzależnieniami, i niczym więcej. Dlatego powinieneś oddać działalność w ręce
swojej osoby. Ona najlepiej zagospodaruje twoje możliwości i zdolności. Musisz
się zastanowić i stwierdzić, co najlepiej służy Twojej Osobie. Musisz poczuć
godność Osoby. Musisz doświadczyć pełnej realności Osoby. Dopiero wówczas
zdobędziesz szacunek dla samego siebie. I wtedy zaczniesz mądrze działać.
Będziesz mógł gospodarować własnymi zasobami. Zdołasz zagospodarować swoją
pracę dla drugiego człowieka i dla siebie samego. Zaczniesz w ogóle
gospodarować, a nie tylko handlować swoimi przyjemnościami. Dzisiaj człowiek
chciałby nakupić jak najwięcej przyjemności. A przecież tak naprawdę potrzebuje
osobowego dobra, osobowej prawdy i osobowego piękna. Tego nie można kupić za
żadne pieniądze. Można to jednak osiągnąć we współdziałaniu z innymi osobami.
Gospodarowanie jest właśnie takim współdziałaniem. Ono dotyczy przede wszystkim
innych ludzi. Gospodarowanie polega na współpracy dla dobra wspólnego, dlatego
stanowi troskę o drugiego człowieka. Powinniśmy się troszczyć zwłaszcza o tych
najsłabszych.
Takie troskliwe
współdziałanie nie niszczy relacji osobowych, lecz właśnie się na nich buduje.
Dlatego jest człowiekowi pomocne w utrwalaniu i podtrzymywaniu relacji
osobowych. Przecież głównym celem człowieka jest nawiązywanie i podtrzymywanie
relacji osobowych, ponieważ na tym polega osobowy rozwój człowieka. Życie
człowieka spełnia się w relacjach, które tworzą wspólnotę osobową. Wszystkie
gadżety, które możemy sobie kupić, ani o włos nie poszerzają naszego
człowieczeństwa. Natomiast handlowanie swoimi potrzebami i przyjemnościami
prowadzi wprost do zniszczenia relacji osobowych. Taki człowiek pozostaje
bowiem sam ze swoimi przyjemnościami, albo już uzależnieniami. Ciągle za nimi
goni nie dostrzegając wokół siebie innych realnych osób.
Podstawowym środowiskiem
człowieka jest wspólnota osób, a nie przyroda lub kultura (a na pewno już nie
supermarket). To są dopiero drugorzędne rzeczy. Dlatego prawdziwe
gospodarowanie ma miejsce na gruncie wspólnoty rodzinnej. Zobaczmy teraz, jak
wygląda sprawa gospodarstwa domowego.
Czymś najbardziej realnym
jest gospodarstwo domowe. Czym jest gospodarstwo domowe? Może to być służba
człowiekowi zabiegająca o jego wszechstronny rozwój. Albo może to być dobrze
prosperujące przedsiębiorstwo, gdzie liczą się jedynie przychody i wydatki (winien
– ma). Jeżeli jednak chcielibyśmy sprowadzić gospodarstwo domowe do roli
zyskownej firmy, to znaczy, że zagubiliśmy i zatraciliśmy gdzieś własne
człowieczeństwo. W firmie liczy się zawsze ekonomia, zaś nie liczy się w ogóle
antropologia. Ekonomia bez antropologii staje się po prostu nieludzka, gdyż
jest w stanie poświęcić człowieka na rzecz osiągnięcia zysku.
Dlatego do ekonomii
należy wprowadzić wymiar ludzki (taki humanitarny współczynnik). Człowieka nie
wolno podporządkowywać żadnym celom ekonomicznym. To ekonomiczny zysk musi być
podporządkowany człowiekowi i jego pracy. Dlatego najważniejszym wyznacznikiem
ekonomicznym powinna być ludzka praca, która będzie miała charakter celowy i
powinnościowy. Praca musi być sensowna, czyli właśnie celowa (w celu rozwoju
człowieka), oraz powinnościowa (powinnością staje się osobowe dobro człowieka,
które przybiera postać dobra wspólnego).
W gospodarstwie domowym
człowiek (zwłaszcza dziecko) może się sensownie rozwijać, dopóki mamy do
czynienia z pracą na rzecz człowieka, czyli pracą służącą w pełni człowiekowi,
a nie z celami politycznymi lub ekonomicznymi. Człowiek powinien zachować sens
swojego życia, a to znaczy, że musi zachować sens swojej pracy. Bez tego nie
będzie żadnego rozwoju. Dlatego sensowna praca występuje dzisiaj jedynie w
domu. Ekonomiczna praca zarobkowa stała się już nieludzka. Ona dehumanizuje
człowieka, czyli po prostu go odczłowiecza, przed czym przestrzegał nas już
Ortega y Gasset.
O realnej gospodarce człowieka /2
Trzeba stworzyć nową ekonomię. To musi być ekonomia
gospodarowania. Trzeba stworzyć ekonomię ludzkiej pracy, a nie ekonomię zysku i
dochodu. Ludzka praca, ale pojmowana w sensie osobowym, jest bowiem
gospodarowaniem. Jest to gospodarowanie zasobami naturalnymi i duchowymi.
Stanowi ono dobrobyt społeczny.
Dziś najważniejszą
kategorią ekonomiczną jest dochód krajowy, czyli mówiąc poprawnie politycznie „Produkt
krajowy brutto” (PKB). Ten PKB jest mierzony wartością pieniądza, jaki
przepływa w transakcjach finansowych w danym roku. Niestety okazuje się, że PKB
nie pokrywa się wcale z dobrobytem społecznym.
Pracujący zawodowo
człowiek zarabia oczywiście jakieś pieniądze, lecz w pracy człowieka nie to
jest najważniejsze. Pierwszą rzeczą powinno być stwierdzenie, czy wykonywana
praca rozwija w jakimś zakresie realność człowieka. To znaczy, czy rozwija go
duchowo lub cieleśnie tworząc pewien przyrost realnego dobra człowieka (wzrost
realności). Albo czy być może odbiera człowiekowi cząstkę jego realnego dobra
(np. powodując uszczerbek na zdrowiu jako doskonałości cielesnej lub utratę w
jakimś zakresie doskonałości duchowej, np. utratę moralności lub nawet
godności). Przecież zarówno zdrowie jak i godność lub moralność są człowiekowi
niezbędne do życia, jeżeli chce żyć w pełni osobowo. Nasza osobowa realność
wyraża się bowiem zarówno w zdrowiu jako doskonałości cielesnej, jak i w
moralności i religijności jako doskonałości duchowej. Godne człowieczeństwo
obejmuje więc zarazem zdrowie i moralność. Człowiek jest bowiem wcieloną i
uduchowioną osobą. Dlatego wykonując dowolną pracę człowiek działa jako realny
podmiot osobowy, a nie jako myśląca maszyna, jak sądził Kartezjusz.
Dlatego w ludzkiej pracy
powinniśmy uwzględniać ten osobowy charakter człowieka. Realna podmiotowość
posiada bowiem swoje wymogi. Człowiek działa przecież w sposób podmiotowy i nie
można sprowadzać go do roli przedmiotu (narzędzia, czyli maszyny albo
maszynisty). Praca ludzka nie może być zwykłą produkcją przemysłową, czyli
jedynie obsługą odpowiednich maszyn. Dzisiejsza ekonomia sprowadza pracującego
człowieka do roli obsługi maszyny (coraz bardziej skomplikowanej
technologicznie) albo wykonywania konkretnej czynności usługowej.
Otóż w swojej pracy
człowiek musi pozostawać osobowym podmiotem. A to oznacza, że nie wolno
pozbawiać go cech działania osobowego. Te cechy chyba najlepiej zdefiniował
Wojtyła w dziele Osoba i czyn. Mówił
tam o samoświadomości, o samostanowieniu i o samoposiadaniu. Każdy człowiek sam
najlepiej zna siebie i wie, co robi. Każdy człowiek sam powinien decydować o
sobie. Oraz każdy człowiek sam posiada i dysponuje swoim działaniem. Dlatego
nie wolno traktować pracy jako towaru, którym handluje się na rynku. Dzisiaj
mówi się wyłącznie o rynku pracy. Ale w ten sposób znika nam zupełnie sam
pracujący podmiot, czyli człowiek. Liczy się bowiem jedynie efekt jego
działalności i pracy, czyli właśnie towar, który można sprzedać. Natomiast sama
praca jako rozwój i dochodzenie do doskonałej realności odeszła w zapomnienie.
W ekonomii nie jest ważna praca, którą wykonuje przecież osobowy podmiot, ale
liczy się sprzedany towar (wszystko jedno czy mamy do czynienia z różnymi
rzeczami, czy z usługami lub przyjemnościami).
Dziś można kupić i
sprzedać wszystko, gdyż wszystko można wycenić, czyli przeliczyć na pieniądze.
Można kupić ludzką godność i moralność, można kupić zdrowie i ciało (np. różne
części ciała). Ale czy zastanawialiśmy się, z czym mamy wtedy do czynienia? Czy
jest to nadal tylko ekonomia, czy jest to handel, czy gospodarka? W teorii
ekonomicznej gospodarowanie zostało poddane handlowi. Przez to gospodarka stała
się dzisiaj handlowaniem a nie gospodarowaniem. Nie ma już gospodarowania
zasobami naturalnymi i duchowymi. Mamy po prostu zwykły handel duszą i ciałem.
Trzeba postawić sobie pytanie, czy ta cała globalna już ekonomia zmierza w dobrym kierunku, czy wspiera, czy może gnębi człowieka. Może już pora odwrócić ten niepokojący trend. Dziś czymś najbardziej trendy powinien być powrót do realności.
O realnej gospodarce człowieka /3
Podstawą wolności
gospodarowania, czyli swobody ludzkiego działania, jest własność prywatna.
Prawo do własności prywatnej gwarantuje przede wszystkim własność środków
produkcji. Mieliśmy już przykład teorii ekonomicznej (właściwie ideologii)
marksistowskiego komunizmu, która zwalczała własność środków produkcji.
Oczywiście w tamtych czasach dotyczyło to gospodarki produkcyjnej, czyli
wytwarzania potrzebnych produktów. Okazało się, że komunistyczna gospodarka
była skazana na wieczne niedobory zamiast dobrobytu.
Dzisiaj sytuacja uległa
radykalnej zmianie, ponieważ teoria ekonomii liberalnej (zamiast sensownego
gospodarowania) oparta jest na maksymalizacji zysku, co prowadzi do
preferowania handlu możliwościami i co za tym idzie, porzucenia produkcji. W
tym kierunku podąża nawet świat usług, które przestają być wytwórcze i
produkcyjne, a stają się tworzeniem nowych możliwości działania. Toteż człowiek
(ludzie) tworzy dziś raczej same możliwości działania niż wytwarza realne
produkty. W krajach rozwiniętych gospodarka realnej produkcji stanowi nie
więcej niż połowę PKB. Dużo większą część stanowi bowiem „produkcja wirtualna”
(zob. największe światowe firmy jak Google, Facebook czy Amazon). Powstaje w
ten sposób jakaś nowa sfera kulturowa (swoista cyber-kultura, czyli
postmodernistyczny świat bez wartości). Nawet jeśli ta nowa popkultura nie
służy rozwojowi osobowości człowieka, to i tak najważniejszy jest zysk
mocodawców.
Wydaje się, że w takim
nowoczesnym cyber-świecie znika kwestia własności środków produkcji, skoro nie
ma już realnej produkcji. To, co staje się tutaj ważne to prawo dostępu do
cyber-przestrzeni, czyli posiadanie własnego sprzętu umożliwiającego wejście do
gry. Okazuje się, że nowa „gospodarka” staje się grą, ale jest to raczej gra
interesów wielkich firm, które organizują samą grę.
Dlatego dzisiaj przestaje
się liczyć produkcja, zaś najważniejsza staje się gra rynkowa. Co ciekawe,
ludzie bardzo chętnie uczestniczą w takiej grze. Jak w każdej grze raz się
wygrywa a raz przegrywa. Liczy się zatem sama gra, to, że jesteś w grze. Tyle
tylko, że człowiek uwikłany w taką dowolną grę rynkową, traci poczucie własnej
realności (i może nawet własnej godności). Staje się jedynie zwykłym pionkiem
do gry na planszy cyber-świata. Na koniec traci nawet świadomość, że powinien
rzucić znowu kostką do gry, żeby posunąć się dalej do przodu. Ostatecznie kostką
będą rzucać zarządcy cyber-świata. A wtedy stajesz się jedynie elementem
Matrixa.
Wiem, że ekonomiści zaraz
zaprotestują i powiedzą, że dzisiaj głównym środkiem produkcji jest wiedza a
nie narzędzia i maszyny. Oczywiście to fakt, tylko kto tak naprawdę zdaje sobie
sprawę (ekonomiści na pewno nie), że wiedza nie jest myśleniem a myślenie nie
jest wiedzą. Otóż wiedza powstaje na podstawie poznania realności (wszystko
jedno czy chodzi tu o realne rzeczy jako byty substancjalne, czy o fakty jako
realne zdarzenia i działania). Natomiast myślenie prowadzi na ogół do tworzenia
ideologii. Wystarczy spojrzeć na współczesną naukę (dotyczy to zwłaszcza nauk o
człowieku), żeby się przekonać, ile mamy tutaj ideologii a ile wiedzy. Niestety
to samo dotyczy ekonomii opisującej działalność człowieka (czy tylko opisującej
struktury ekonomiczne?). Mieliśmy już ekonomię socjalizmu, teraz mamy ekonomię
liberalnego kapitalizmu, jednak są to jedynie ideologiczne twory, które nie
dotyczą w żaden sposób działalności gospodarczej ludzi (każdego pojedynczego
człowieka).
Co więc możemy z tym
zrobić? Przede wszystkim trzeba pozwolić działać pojedynczym ludziom. Każdy
człowiek jest w stanie ocenić, co potrafi zrobić i dokonać sam, a do czego z
kolei konieczna jest współpraca i współdziałanie. Poza tym każdy człowiek sam
najlepiej zna i rozumie swoje potrzeby czy marzenia. Niech więc każdy ma
możliwości zadbania sam o siebie i realizacji własnych uzdolnień. Nikt nie ma
prawa nam mówić, czego mamy chcieć albo do czego powinniśmy dążyć. Przecież to
każdy człowiek jest panem i władcą swoich czynów i dokonań. Każdy powinien
rozliczyć się z tego sam przed sobą (czyli przed swoim sumieniem). Taka ocena
jest przejawem dojrzałości i odpowiedzialności działającego podmiotu, jakim
jest człowiek. Do tego dawniej skłaniała człowieka obowiązująca moralność
będąca duchową (formalną) podstawą działania i zarazem oceną tego działania.
Człowiek jako działający podmiot, czyli osoba, był zobowiązany do kierowania
się moralnością.
Ale kiedy moralność uznano
arbitralnie za zbyteczne obciążenie ludzkiego życia i działania, wtedy wszystko
uległ radykalnej zmianie. Stwierdzono, że człowiek jest wolny i musi działać na
zasadzie wolności. Przecież to tak pięknie brzmi, gdy wołamy, że człowiek jest
wolny. Że ja jestem wolny i mogę robić to, co zechcę. Nikt jednak nie zapytał,
czym mamy wtedy napędzać swoje chcenie. Zapomniano (a może nie chciano
wiedzieć), że wolność nie ma żadnej mocy sprawczej. Toteż stwierdzono, że tym
napędem będzie teraz sama wolność. Jaka wolność? No przecież mamy wolność
myślenia, a zatem to myślenie będzie napędzało nasze chcenie. Znowu jednak nie
zwrócono uwagi, że myślenie nie jest poznaniem ani wiedzą. Myślenie zrodziło
się bowiem z negacji realności, co wyraźnie pokazują poglądy Kartezjusza i
Kanta. Naszym chceniem będzie więc kierowało myślenie, a myślenie skieruje nas
od razu w stronę możliwości a nie realności (bo realności po prostu nie zna).
Dlatego współczesny postmordernizm stworzył dla człowieka świat nierealnych
możliwości, powodując w ten sposób destrukcję tego, co w samym człowieku jest
realne. Odrzuca się podmiotowość osoby oraz podmiotowość życia stawiając na
tworzenie nowej natury człowieka jako czegoś całkowicie wymyślonego. Mamy więc
do czynienia z ideologią dotyczącą człowieka, a nie z poznaniem lub wiedzą o
człowieku i jego realności.
Otóż tym, co jest w
człowieku centrum realności, to podmiotowość istnienia. Obejmuje ona dwie sfery
– podmiotowość osoby oraz podmiotowość życia. Te podmioty istnieniowe
przyczynują i wyznaczają rzeczywistość naszej natury, czyli duchowość i
cielesność (duszę i ciało). Rzeczywista działalność człowieka musi zadbać o
rozwój zarówno duchowości jak i cielesności. Rozwój duchowości zależy od
aktywności osobowej. Osobowe akty kontemplacji, sumienia i upodobania doskonalą
nasze władze duchowe, co stanowi rozwój osobowości człowieka (naszej
podmiotowości duchowej). Z kolei akty życia (egzystencjalnej mocy ożywczej)
doskonalą nasze zdolności cielesne (różne narządy i funkcje są scalane w jeden
żywy organizm, który może działać i poruszać się w środowisku przyrodniczym).
Nie wolno narzucać człowiekowi wymyślonych zachowań czy działań społecznych jako jedynej drogi postępu i rozwoju.
O realnej gospodarce człowieka /4
Człowiek musi nauczyć się gospodarować własną realnością.
Musi wreszcie nauczyć się gospodarowania realnością świata przyrodniczego
(czyli przyrody). Wszelka realność potrzebuje dzisiaj mądrego gospodarowania,
bo inaczej będziemy żyli w nierealnym świecie możliwości. Takie gospodarowanie
nie może być dowolnym wykorzystywaniem realności (uti realitatem), na przykład na potrzeby świadomościowego myślenia.
Człowiek musi nauczyć się podporządkowania swojego myślenia wymogom i zasadom
realności, ponieważ realność jest ważniejsza od myślenia. Przecież myślenie nie
tworzy i nie buduje realności, ono stwarza jedynie świat możliwości.
Człowiek musi dzisiaj
nauczyć się na powrót realnego życia. Musi na nowo odkryć potrzeby swojej
realności (duchowe i cielesne), a nie uganiać się za wymyślonymi potrzebami
przyjemności lub gromadzeniem pozornej wiedzy. Dlatego człowiek musi nauczyć
się doświadczać swojej realności, ale możemy to osiągnąć dzięki zwróceniu się
do doświadczenia wewnętrznego. Współczesny człowiek zatracił zupełnie poczucie
własnego wnętrza. Żyje tylko tym, co dzieje się na zewnątrz – wokół niego.
Interesuje się tym, co podają mu serwisy informacyjne. Nie jest w stanie
wyrazić i opowiedzieć tego, co mieszka w jego wnętrzu. To jest prawdziwy
dramat. Nawet literatura opowiada jakieś zmyślone wydarzenia, a nie to, co naprawdę
dzieje się w człowieku (albo powinno się w ogóle dziać).
Tutaj niezbędna jest
kontemplacja (sumienie i upodobanie). Musimy na nowo nauczyć się kontemplacji
prawdy. A to znaczy, że musimy otworzyć się na działanie prawdy i przyjąć jej
oddziaływanie (aktywność) w postaci słowa. Dopiero przyjęcie słowa prawdy
uzdalnia nas do bezpośredniego poznawczego kontaktu z prawdą realności. Jeżeli
jednak umysł nie przyjmie słowa prawdy, to wówczas jest skazany na samorodne
myślenie (myślenie autonomiczne), które czerpie swoje treści z doświadczenia
zmysłowego (jak to pokazał angielski empiryzm oraz Kant).
Ale nasze myślenie tworzy
jedynie świat intencjonalny – czyli świat możliwości. Chyba widać to najlepiej
na przykładzie nowożytnej ontologii, która chciała badać byty możliwe, a nie
realne. Ontologia została oparta na myśleniu (cogito), aby następnie
przekształcić się w fenomenologię Kanta i Hegla, w której rozum ludzki tworzy
świat fenomenów, czyli możliwych do pomyślenia przedmiotów poznawczych. Kant
twierdził, że realność (Ding an sich)
jest niedostępna naszemu poznaniu i miał rację, jeśli idzie o myślenie.
Myślenie tworzy świat fenomenalny – czyli świat przedmiotów możliwych do
pomyślenia. Ten pomyślany świat fenomenów nie ma nic wspólnego z realnością.
Można powiedzieć, że właśnie Kant udowodnił, że dzięki myśleniu poznajemy
jedynie świat zjawiskowy – czyli rzeczy możliwe a nie realne. Dlatego Hegel
musiał stwierdzić wprost, że byt jest logiczny i pojęciowy, czyli jest tym, co
można pomyśleć. Byt Heglowski jest czymś do pomyślenia i stąd u niego logika
(jako dialektyka, która stanowi zasadę myślenia) stała się równocześnie zasadą
„realności”. Zatem u Hegla rzeczywistością staje się wyłącznie kultura jako
„rzeczywistość” pomyślana przez człowieka. Odtąd możliwość zastąpiła całkowicie
realność. Ważniejsze stały się byty możliwe niż byty realne. A wszystkim
zawiaduje myślenie, czyli pierwszy umysł myślący (PUM-a), który u Hegla
przybiera nazwę Ducha Absolutnego.
Dlaczego człowiek (właściwie filozofowie) tak łatwo dał się zwieść myśleniu? Co kazało Kartezjuszowi porzucić realność na rzecz myślenia (cogito)? Kartezjusz zachwycił się odkryciem matematycznego opisu świata możliwości (czyli opisu przestrzeni przy pomocy współrzędnych). Dzisiaj wykorzystuje się jego odkrycia do tworzenia wirtualnych światów gier komputerowych albo filmów. Ta wirtualna grafika 3D jest szczytowym osiągnięciem w widzialnym obrazowaniu świata możliwości. Przecież każdy może potwierdzić, że widzi to, co jest tylko możliwe. Mamy już nawet występy wirtualnej piosenkarki w Japonii. A więc możemy prawie dotknąć możliwości. Chociaż to „prawie” robi wielką różnicę.
O realnej gospodarce człowieka /5
Praca człowieka powinna być gospodarowaniem realnością,
a nie tworzeniem nowych możliwości. Człowiek żyje przecież realnością a nie różnymi
możliwościami. Dzisiaj ekonomia wpycha człowieka w świat możliwości. Okazuje
się, że łatwiej jest handlować możliwościami niż realnością. Realność wymaga
bowiem gospodarowania nią a nie handlowania. Człowiek musi powrócić do
gospodarowania realnymi zasobami. Ucieczka w świat możliwości nie wróży nam
niczego dobrego. Jest to poddanie naszego życia myśleniu i świadomości. To
myślenie stwarza wciąż nowe możliwości, ale człowiek nie jest przecież
myśleniem ani świadomością. Człowiek jest realną podmiotowością osoby, dlatego
potrzebuje przede wszystkim realności. Ludzka osoba działa bowiem w sposób
realny. Działa więc w świecie realności. Człowiek potrzebuje realności.
Tylko realność służy
naprawdę człowiekowi. Stąd gospodarowanie realnością stanowi faktyczną służbę
człowiekowi. Gospodarowanie zawsze było służeniem człowiekowi. Dopiero
podejście ekonomiczne nastawione na zysk zerwało z realną gospodarką. Musimy
dzisiaj powrócić do sprawdzonych sposobów gospodarowania, inaczej zachłanna
ekonomia pochłonie ludzi całkowicie. Już dziś gonimy nieustannie za nowymi
możliwościami. Ale co to nam daje? Tylko tyle, że nie mamy czasu na rozwój
własnej realności. Ekonomia odziera człowieka z całej realności pozostawiając
nam jedynie intencjonalną świadomość i myślenie. Ale człowiek nie może żyć
tylko myśleniem, bo to do niczego nie prowadzi. W żaden sposób nie buduje
naszej realności, dając z zamian wyłącznie złudne możliwości. Cóż nam może dać
wymyślanie nowych możliwości? Tylko tyle, że będziemy się czuć wspaniale, ale tak
naprawdę nie będziemy przez to kimś realnym.
Człowiek lubi się bawić.
Dziś zaczął się zabawiać przeróżnymi możliwościami. Ekonomia świetnie
podchwyciła taką postawę człowieka węsząc w tym złoty interes. Dziś sprzedaje
się najdziwniejsze możliwości i ludzie bardzo chętnie to kupują. W ten sposób
mogą żyć łatwo i przyjemnie. Bardzo łatwo i przyjemnie korzysta się z
proponowanych możliwości. Realność zaś wcale nie jest łatwa i przyjemna. Ona
jest dobra, piękna i prawdziwa, a to już nie jest to samo. Otóż ekonomia nas
uczy, że wszystko może być łatwe i przyjemne, jeśli tylko jesteśmy w stanie to
kupić. Dlatego w ten sam sposób zaczynamy traktować innych ludzi. Nie obchodzi
nas ich realność (realna osoba i osobowość), chcemy jedynie wymiany
przyjemności i korzyści. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko postępuje
ten proces dehumanizacji. Odczłowieczamy siebie samych jak i wszystkich
dookoła. Pogoń za przyjemnymi możliwościami prowadzi bowiem do zupełnego
odrealnienia. Człowiek staje się wyłącznie myśleniem o przyjemnościach i
możliwościach. Co więcej, wydaje mu się, że jest taki wspaniały, jeśli wymyślił
jakieś nowe przyjemności (przyjemne możliwości).
Życie możliwościami jest po prostu życiem na kredyt. Jednak realność nie zna kredytowania. Nie da się żyć realnie na kredyt. Życie na kredyt to życie możliwościami. Jednak życie możliwościami to życie na niby. Człowiek musi powrócić do realności i realnego życia, gdyż tylko wówczas jest w stanie realnie się rozwijać. Człowiek potrzebuje realnego rozwoju osobowego. Życie możliwościami do niczego nie prowadzi. Daje nam co najwyżej chwilową przyjemność, która za moment znika i pozostaje jedynie puste i niezaspokojone pragnienie. Dlatego człowieka zżerają wtedy rozbudzone lecz niespełnione pragnienia. A przecież człowiek potrzebuje spełnienia a nie wiecznego pragnienia. Spełnienie możemy osiągnąć jedynie dzięki realności. Nie można więc uciekać od realności w świat możliwości.
O realnej gospodarce człowieka /6
Papież o ludzkiej pracy
Praca powinna służyć
przede wszystkim rodzinie. Takie przesłanie można odczytać z wypowiedzi Papieża
Franciszka. Powiada on, że praca jest potrzebna, żeby utrzymać rodzinę.
Jednocześnie dodaje, że praca jest troską o dobro wspólne i dlatego nie może
być zakładnikiem zysku. Dzisiaj w ekonomii liberalnej praca jest nastawiona
wyłącznie na zysk. Papież przestrzega, że społeczeństwo, w którym ludzie są
mniej ważni od wytworzonych rzeczy, które można sprzedać, zaczyna działać
przeciwko sobie i zmierza wprost do upadku.
Praca jest troską o dobro
wspólne rodziny, gdyż to praca przynosi rodzinie dobrobyt. Dlatego w przypadku
ludzkiej pracy nie może chodzić jedynie o zysk, lecz powinno to być tworzenie
gospodarczego dobrobytu, zarówno materialnego jak i duchowego. Dlatego, jak
podkreśla Papież, praca powinna służyć osobie człowieka. Co więcej, wiąże on
pracę z godnością człowieka jako osoby.
Rodzina jako wspólnota
osobowa jest pierwszym środowiskiem człowieka. Dlatego praca nie może w żaden
sposób degradować ani osoby, ani wspólnoty. Papież zaznacza, że dziś uważa się
rodzinę za ciężar i przeszkodę w wydajności pracy. Ale takie podejście jest
szkodliwe z punktu widzenia społecznego, gdyż prowadzi do kryzysu
demograficznego.
Praca zapewnia rodzinie rozwój i dobrobyt. Rodzina rozwija się dzięki zrodzeniu coraz to nowych członków, czyli dzieci. Dobrze zagospodarowana praca pozwala rodzinie na stały rozwój. W ten sposób rodzina przyczynia się w najlepszy sposób do rozwoju społecznego. Nie można bowiem stworzyć społeczeństwa z indywidualnych jednostek (tzw. singli), bo to będzie chaotyczny tłum miotany wymyślonymi emocjami. Społeczeństwo musi posiadać personalistyczne podstawy, żeby mogło w ogóle sensownie działać, czyli określać swoje cele i zadania. Bez takich realistycznych fundamentów jak rodzina zaczynamy tworzyć dowolne pomysły, które w gruncie rzeczy nie są wcale człowiekowi potrzebne.
O realnej gospodarce człowieka /7
Wspólnotowa teoria społeczna
Gdy wraz z Rewolucją Francuską upadł ideał absolutnych rządów króla (którego władza miała pochodzić od Boga), zaczęto poszukiwać nowych form zarządzania państwem. W starym systemie prawem była wola władcy, zaś obecnie panowanie prawa zostało związane z instytucjami, które miały stać na straży prawa. Prowadziło to do stworzenia systemu instytucjonalnego, którego fundamentem miała być „raczej mityczna” umowa społeczna. Tak zaczęły powstawać instytucje demokratyczne.
Przeciwstawną
wizję przedstawił Marks, który opisywał społeczeństwo jako twór klasowy.
Społeczeństwo jest efektem walki klasowej. Otóż klasa społeczna jest znowu
tworem „raczej enigmatycznym”, który określa wyraźny interes ekonomiczny.
Oczywiście przy założeniu, że ludzie w swojej działalności kierują się
interesem ekonomicznym i niczym innym. A skoro tak nie jest, to musi istnieć
Partia Komunistyczna, która by formułowała taki interes ekonomiczny (własność
środków produkcji, itd.). Władzę miała przejąć klasa proletariacka, co
sprowadzało się do tego, że wszyscy obywatele powinni stać się proletariuszami.
Trzeba też zaznaczyć, że pierwotny marksizm był anty-instytucjonalny.
Po
dramatycznych perturbacjach w XX wieku, czyli walce komunizmu z kapitalizmem,
zwyciężyła wizja instytucjonalna państwa demokratycznego. Do prawa stanowionego
próbowano dodać prawo naturalne w postaci Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka
i Obywatela. Niestety Unia Europejska, która jest ostatecznym (i chyba
ostatnim) wykwitem tego modelu politycznego, nie spełniła swoich oczekiwań.
Można
więc postawić pytanie, czy należy zawrócić z tej drogi, tak jak odwróciliśmy
się od pomysłów komunistycznych? Czy możliwa jest jakaś inna wizja społeczeństwa?
Wydaje się, że na gruncie filozoficznego personalizmu można zaproponować wspólnotową
koncepcję społeczeństwa. Na czym to ma polegać? Otóż społeczność ludzka nie
powstaje na zasadzie umowy społecznej ani walki klasowej. Społeczność ludzka ma
charakter wyraźnie wspólnotowy. Skąd się bierze ów wspólnotowy charakter
społeczeństwa? Człowiek jest przede wszystkim osobą. Osobowy charakter bytu
ludzkiego (tutaj trzeba zaznaczyć, że osobą jest zarówno mężczyzna jak i
kobieta, ale to są odmienne, choć dopełniające się osoby) pozwala albo nawet
wymusza tworzenie wspólnoty rodzinnej. Rodzina jest naturalną wspólnotą ludzką.
Taka wspólnota posiada szczególną łączność na poziomie relacji osobowych.
Kwestia instytucjonalna została narzucona już w Prawie Rzymskim, ale trzeba
wiedzieć, że jest to sprawa wtórna, chociaż obecna w wymiarze społecznym
(polityki państwa). Ludzie łączą się we wspólnoty rodzinne, które od zarania
dziejów tworzyły następnie wspólnoty lokalne (wiejskie, a później miejskie).
Ostatecznym tworem wspólnotowym (tworem społeczeństwa wspólnotowego) jest
Naród. W wymiarze społecznym naród należy pojmować jako wspólnotę wspólnot.
Kardynał Wyszyński mówił tutaj o rodzinie rodzin. Dopiero wspólnota narodowa
dąży do jednolitej i trwałej organizacji własnego życia społecznego
(organizacji gospodarczej i kulturalnej). Dlatego powstawały państwa narodowe.
Wróćmy
teraz do kwestii działalności wspólnotowej. Zapytamy, jak działa wspólnota
rodzinna? Czy działa ona na zasadzie prawa stanowionego, czy też na zasadzie
instytucjonalnej, czy może kierując się wyłącznie interesem ekonomicznym? Łatwo
dostrzeżemy, że życie i współdziałanie w rodzinie ma zupełnie inny, bo właśnie
osobowy charakter. Można powiedzieć, że radykalnie wykracza poza przedstawione
propozycje łączności politycznej. Życie rodzinne nie jest ani prawodawstwem
(chociaż państwo nieustannie próbuje narzucać regulacje prawne), nie jest
również działalnością instytucjonalną, ani nie jest realizacją interesów
ekonomicznych. Życie rodzinne jest przede wszystkim współżyciem i
współdziałaniem osobowym. Tego nie można zmienić, ani nie da się tego oszukać,
czyli zmanipulować.
Cóż
z tego wynika? Otóż wspólnota osobowa jest nastawiona zawsze na realne
działanie. Ponadto będzie to zawsze współdziałanie. Jeśli członkowie rodziny
zaczynają żyć i działać we własnym interesie, to taka rodzina się rozpada.
Dlatego realnego działania społecznego musimy poszukiwać w rodzinie, a nie w
teoriach naukowych. W związku z tym możemy stwierdzić, że w wymiarze społecznym
wspólnota działa na zasadzie gospodarowania. Dotyczy to również wspólnot
lokalnych jak i szerzej wspólnoty narodowej. Działająca wspólnota nie dąży
bezpośrednio do ekonomicznego zysku, ale stara się wypracować jakieś dobro
wspólne, czyli coś, co ma służyć wszystkim uczestnikom. Na tym polega faktyczne
i realne współdziałanie społeczne. Działalności wspólnotowej nie dotyczy więc
teoria liberalnej ekonomii, ale to, co nazywamy gospodarowaniem. Gospodarowanie
zasadza się na pracy dla dobra wspólnoty, a nie na działaniach dla możliwego
zysku. Gospodarowanie tworzy zatem coś rzeczywistego, a nie tylko stwarza
jakieś możliwości ekonomiczne.
Dlatego
o gospodarce należy mówić w perspektywie wspólnotowego pragmatyzmu narodowego
(nie lubię terminu „interes narodowy”). Naród musi umieć gospodarować własnymi
zasobami szeroko pojętymi (kultura i technika, przemysł i rolnictwo, surowce
naturalne i potencjał intelektualny). Musimy sobie zdawać sprawę, że tylko
państwo narodowe może zadbać o swoją gospodarkę. Natomiast społeczeństwo
demokratyczne (złożone z oderwanych jednostek) zostało stworzone dla dominacji
globalnej ekonomii zysku. Dzisiaj już widać, że takie rozwiązanie prowadzi do
globalnej tragedii, czyli do kryzysu ekonomicznego w skali światowej.
Państwo
demokratyczne, które wytworzyło na własne potrzeby demokratyczne społeczeństwo,
jest zdane jedynie na ekonomię zysku, gdyż nie ma w nim kto (brak wszelkich
wspólnot) zadbać o interes gospodarczy, czyli o realne gospodarowanie.
Gospodarowanie podejmuje przede wszystkim wspólnota rodzinna. Przecież rodzina
nie może być przedsiębiorstwem nastawionym na zysk, bo przestanie być rodziną.
Tutaj trzeba pracować nawet bez wynagrodzenia dla realnego dobra tej wspólnoty,
aby mogła ona trwać i rozwijać się jako wspólnota. Gospodarowanie dotyczy
również wspólnot lokalnych, gdzie rodziny współpracują ze sobą dla rozwoju
lokalnej społeczności wspólnotowej. Wreszcie gospodarowanie dotyczy
działalności ogólnonarodowej, którą określamy mianem gospodarki państwa
narodowego.
Jeżeli pozbywamy się tych kolejnych stopni działania i życia wspólnotowego, to od razu robimy miejsce dla liberalnej ekonomii, czyli teorii osiągania zysku. Dlatego pomysł państwa demokratycznego polega na eliminacji życia wspólnotowego i zastąpienie go swobodnym działaniem oderwanych jednostek (najlepiej byłoby preferować singli). Cała batalia ideologiczna dzisiejszej demokracji zmierza właśnie w tym kierunku. Należy zniszczyć wszelkie więzi wspólnotowe (rodzinne i narodowe) i zastąpić je swobodnymi pomysłami na życie oderwanych jednostek ludzkich. Ideologowie demokracji zdają sobie sprawę, że realnymi wspólnotami, które łączą realne więzi, nie da się dowolnie sterować, ale z dowolnie myślącymi jednostkami można zrobić, co się chce, gdyż łatwo jest namówić ich do czegokolwiek.
O realnej gospodarce człowieka /8
Gospodarowanie stanowiło tradycyjną działalność człowieka. Takie działanie było czymś realnym, ponieważ było wyznaczone przez realne zasady postępowania, czyli przez celowość i powinność. Te zasady określają jednocześnie moralne działanie człowieka. Człowiek powinien działać zgodnie z celem i według powinności wobec dobra. Dlatego trzeba stwierdzić, że gospodarowanie miało zawsze silne podstawy moralne, gdyż było działaniem w zgodzie z rozumnym charakterem ludzkiej natury. Zatem służyło dobrze człowiekowi.
Dla człowieka czymś
realnym jest właśnie działanie moralne. I nie chodzi tutaj o różne koncepcje
moralności (teorie etyczne), lecz o samo sedno duchowości człowieka. Ludzkie
działania są dokonywane za sprawą woli i rozumu. Dlatego to właśnie tam należy
poszukiwać zasad moralnego postępowania. Dla rozumu zasadą dobrego działania
jest celowość, zaś dla woli jest nią powinność. Działanie celowe zmierza do
osiągnięcia odpowiedniego celi, czyli osobowej prawdy o człowieku. Natomiast
działanie powinnościowe prowadzi do osiągnięcia osobowego dobra. Tylko takie
działania są więc dla człowieka czymś realnym, ponieważ realizują jego osobową
realność.
Życie społeczne, a tym
samym działalność społeczna, czyli właśnie gospodarowanie (gospodarność), muszą
być oparte na zasadach celowości i powinności. Bez tego ludzkie działania
popadają w dowolność. Taka wolność działania jest twórcza i może się sprawdzać
na polu sztuki i techniki, ale dla życia społecznego okazuje się zazwyczaj
zabójcza.
Współczesna ekonomia
stawiając na ekonomiczny zysk zanegowała wprost działanie realnej gospodarki.
Działalność ekonomiczna utraciła charakter celowościowy i powinnościowy, który
wyznaczał samą realność działania. Nagle w gospodarce zapanowała swoboda
uzyskiwania zysku. Ekonomia postawiła bowiem na działania, które przynoszą zysk
bez względu na to, czy są realne, czy tylko wymyślone. Gospodarkę zdominowało
myślenie ekonomiczne odzierając ją z całej realności i popychając w stronę
wymyślonych ideałów lub marzeń. To jest tylko nowa wizja snów o potędze. Myślenie całkowicie stłamsiło realne działania
gospodarcze, a tym samym pogrążyło gospodarkę w kryzysie. Dlatego w tym
zakresie trzeba powrócić do działań celowych i powinnościowych. Trzeba wrócić
do tego, co wyznacza prawdziwy charakter racjonalnego działania człowieka. Ale
to musi być realna racjonalność, a nie dowolne pomysły racjonalistyczne, które
zupełnie odrealniają człowieka i jego życie. Trzeba wrócić do realnego życia
gospodarczego.
O realnej gospodarce człowieka /9
Celowość i powinność
1. Ludzkie działania
wyznacza możliwość. Człowiek ma możliwość poznania prawdy oraz możliwość wyboru
dobra. Potocznie nazywamy to wolnością człowieka. Ludzka wolność jest więc
możliwością poznania i wyboru. Ale trzeba zaznaczyć, że jest to możliwość
poznania prawdy i fałszu, czyli możliwość błądzenia i poszukiwania drogi. Jest
to także możliwość wyboru dobra lub zła, czyli możliwość decydowania i
postępowania dobrego lub złego. Tak wygląda działanie, a nawet życie, typowo
ludzkie, co dobrze wyraża renesansowa formuła: errare humanum est. Jest
to życie w ciągłej niepewności i w nieustannym poszukiwaniu. Jest to jakieś
zawieszenie i huśtawka pomiędzy dobrem i złem, prawdą i fałszem (kłamstwem).
Jak można wyjść z tego stanu zawieszenia? Jak przezwyciężyć możliwość? Jak
pokonać możliwość, która jest dla nas tak zgubna? Czym ją pokonać?
Etyka chciała od początku
pokonać zgubną możliwość przy pomocy wiedzy. Sokrates uznał przecież, że
jedynym dobrem i jedyną cnotą jest wiedza. Kto wie, ten będzie właściwie i
odpowiednio działał. Wiedza miała leczyć ludzkie postępowanie dzięki
konieczności. To Sokrates wymyślił ideał wiedzy – wiedza ma być powszechna i
konieczna. To on uznał, że to wiedza ma uratować człowieka. Po wielu dramatach
ludzkiej historii okazało się coś wprost przeciwnego. Ideał wiedzy cały czas
fascynuje człowieka, ale skutki zastosowania go do życia moralnego i społecznego
wydają się fatalne.
Jeżeli człowiek odwoła
się wyłącznie do wiedzy (czyli do poznania teoretycznego), to wówczas przeciwieństwem
możliwości staje się konieczność. Wiedza próbuje pokonać możliwość za pomocą
konieczności. Ale to sprawia, że z deszczu wpadamy pod rynnę. Rozum chce leczyć
możliwość za pomocą zrozumienia i ustanowienia konieczności (patrz Hegel i
Marks, potem marksiści). Ale próba narzucenia przez rozum konieczności kończy
się całkowitą utratą wolności. Konieczność może być bowiem tylko zasadą
logicznego (matematycznego) myślenia i w działaniu wcale nie obowiązuje. Nie ma
bowiem koniecznego przełożenia myślenia na działanie (chyba, że dotyczy to
rozwiązywania zadań matematycznych). My możemy oczywiście wymyślać różne formy
konieczności, jak w matematyce. Ale niestety nie da się działać według zasad
matematyki, bo człowiek nie jest jeszcze maszyną. Tylko maszyny mogą działać w
sposób konieczny. Co z tego, że potrafimy wysłać statek kosmiczny na Marsa lub
Saturna, kiedy nie potrafimy załatwić wielu ludzkich spraw (np. głodu i
ubóstwa, wojen i zbrodni). Wydaje się zatem, że nieustanne próby zamienienia
możliwości w konieczność nic nie dają, gdyż byłyby to próby uczynienia z
człowieka maszyny (robota). Człowiek nigdy nie stanie się maszyną, jak chcieli
Kartezjusz i La Mettrie. Chociaż oświecenie chciało uczynić z człowieka
doskonałą maszynę.
Właśnie etyka starała się
poszukiwać innych rozwiązań. Już Platon, uczeń Sokratesa, wskazywał na mądrość
odwołując się do prawdy i dobra. Rozwinął to następnie Arystoteles, który
związał prawdę z rozumem, a dobro z wolą. Odtąd człowiek posiadający rozum i
wolę miał kierować się prawdą i dobrem. Rozum dążył do poznania prawdy, a wola
zmierzała do osiągnięcia dobra. Prawda i dobro stały się zasadami poznania i
działania. Odtąd uważano, że człowiek w swoim postępowaniu musi kierować się
prawdą i dobrem. Sądzono, że konieczność prawdy i dobra zostanie przeniesiona
na ludzkie działania. Dlatego w scholastyce uważano, że człowiek z konieczności
poznaje prawdę i z konieczności pragnie dobra. Jednak potem po okresie
sceptycyzmu w dobie renesansu odrzucono takie rozwiązanie przywracając człowiekowi
możliwość błądzenia.
W toku historii, dzięki
różnym teoriom rozum starał się prawie zawsze narzucić człowiekowi swoją
konieczność (czyli konieczność myślenia). Ale wówczas taka konieczność zabiłaby
samo działanie i jego wolność. Gdyby postępowanie człowieka miało osiągnąć
konieczność, to musiałoby stać się czystym myśleniem. Takie teorie doprowadziły
do licznych błędów. W ten sposób pojmowano także życie Boga. Skoro Bóg jest
bytem koniecznym, a konieczne jest myślenie, to znaczy, że Bóg jest czystym
myśleniem lub samomyślącą się myślą. Bóg stwarza świat z konieczności
wymyślając go. Można było wtedy przypisać Bogu konieczność, która wydawała się
najdoskonalszą realnością lub najwyższą doskonałością – oczywiście dla
ludzkiego rozumu. Ale takie rozwiązanie filozoficzne sprzeciwiało się nauczaniu
Kościoła.
Gdyby człowiek chciał
działać z konieczności, to zawsze musiałby wiedzieć, co ma zrobić, czyli
ostatecznie człowiek musiałby zamienić działanie na wiedzę (i na myślenie), ale
wówczas straciłby kontakt z rzeczywistością. Jak więc należałoby ratować etykę
i ludzkie działanie? Wydaje się, że odkrył to dopiero Kant, gdy przedstawił
swoją etykę opartą na pojęciu powinności. Już wcześniej myśliciele
chrześcijańscy uważali, że człowiek powinien postępować tak, a nie inaczej.
Kwestię tak rozumianej powinności odnajdziemy na przykład w tekstach św.
Anzelma. Ale Kant postawił sprawę jasno – uznał, że w moralnym działaniu mamy
do czynienia z powinnością zawartą w prawie moralnym stanowionym przez nasz
rozum. Sformułował w ten sposób zasadniczy postulat etyki – człowiek ma się
kierować powinnością (obowiązkiem). Człowiek musi odnaleźć w sobie powinność.
Ludzie na ogół poszukują
powinności w sobie lub poza sobą. W swoim działaniu musimy przekształcić
możliwość właśnie w powinność. To powinność, a nie możliwość lub konieczność,
ma określać nasze etyczne postępowanie. Ale ta powinność musi wyrastać z
ludzkiej wolności – z prawdziwej wolności, dzięki której odrzucam zło, a
zwracam się do dobra. Powinność nie może wyrastać z możliwości (z możliwości
wyboru lub decydowania). Źródłem powinności musi być etyczna siła i moc, jakaś
etyczna pewność. Taka etyczna siła przysługuje jedynie realnemu dobru. Taka
etyczna siła i moc przysługuje wyłącznie osobowemu dobru. Powinność musi więc
wyrastać z bezpośredniego oddziaływania samego dobra.
Potocznie wiążemy
powinność moralnego działania z sumieniem. To właśnie głos sumienia wyraża
powinność – czyń dobro, unikaj zła.
Jeśli odwołamy się do koncepcji sumienia w nauczaniu Kościoła, to okaże się, że
w pierwszym rzędzie jest ono głosem Bożym, który przedstawia nam wezwanie do
czynienia dobra. A więc to Bóg nas wzywa do dobra i do etycznego działania.
Możemy dopowiedzieć, że wzywa nas właśnie Boskie Dobro, które uaktywnia w nas
nasze osobowe dobro zawarte w istnieniu. Dzięki relacji, jaką Bóg nawiązuje z
człowiekiem, ujawnia się w nas osobowe dobro i zaczyna przemawiać głosem
sumienia. To osobowe dobro objawia nam moralną powinność. Powinniśmy iść za
samym osobowym dobrem. Każdy człowiek powinien iść za dobrem, które jest
zawarte w nim samym, oraz za dobrem, które jest zawarte w bliźnim (w drugim
człowieku), a przede wszystkim za Boskim Dobrem, które jest osobowe w
najwyższym stopniu (gdyż jest trójosobowe). To zawsze dobro przemawia jako powinność.
To etyczna siła i moc realnego dobra wywołuje w naszym sercu i umyśle nakaz
czynienia dobra, czyli moralną powinność.
Dzięki temu nakazowi mogę
i powinienem odrzucić możliwość wyboru. To pozwoli mi właśnie pokonać
możliwość. Możemy więc powiedzieć, że to powinność pokonuje możliwość. Ja wiem,
że mogę postąpić tak lub inaczej, ale to powinność wobec dobra osobowego pcha
mnie ku niemu z nieodpartą siłą. Ta powinność obejmuje również nasze poznanie.
Czuję wtedy, że powinienem przyjąć i uznać prawdę. Dlatego prawda staje się
powinnością dla naszego umysłu.
Podsumowując powiemy, że
to dobro i prawda staja się moralną powinnością człowieka. To doświadczenie
realnego dobra w sumieniu i doświadczenie realnej prawdy w kontemplacji
określają naszą moralną powinność. W ten sposób następuje zniwelowanie albo
usunięcie zgubnej możliwości z naszego działania. Nasze działanie otrzymuje
wtedy normę i zasadę moralną. A etyka dotycząca moralnej powinności staje się
nauką normatywną. Z tej moralnej powinności wobec dobra wyrasta
odpowiedzialność człowieka.
2. Aby pokonać możliwość
błędu w poznaniu praktycznym, trzeba odwołać się do pojęcia celu i celowości
działania. Poznanie praktyczne musi odkryć i ustalić cel działania. Ustalenie
celu działania (lub nawet celu życia) może nas uratować przed dowolnością i
przypadkowością poznania, czyli przed możliwością. Musimy odnaleźć cel dla
siebie i swojego działania, bo to cel staje się zasadą poznania praktycznego.
Aby zacząć właściwie działać, musimy myśleć za pomocą celu, a nie różnymi
możliwościami działania i wyboru. Możliwość powinna zostać podporządkowana
celowości. Cel dotyczy bowiem określenia dalszej albo końcowej perspektywy
działania, a nie bieżących spraw i wyborów. Nie możemy myśleć tylko bieżącymi
wyborami, bo to nie pozwala ocenić człowiekowi swojego działania. Wtedy
działanie staje się jedynie chwilowym impulsem, a nie świadomym i wolnym
czynem. Ponadto bieżące wybory dokonywane bez znajomości celu stają się właśnie
przypadkowe i dowolne, gdyż brak im zasady, czyli dalszego odniesienia do
czegoś nadrzędnego. Bez przyjęcia celu w nasze poznanie i myślenie zakrada się
relatywizm. Relatywizm rodzi się z akceptacji całkowitej zmienności, gdzie nie
występują żadne punkty odniesienia i gdzie nie ma żadnych zasad. Nasze moralne
działania wymagają zasady (czyli normy i odniesienia). Takie zasady moralne są
potrzebne zarówno na poziomie poznania (myślenia o działaniu), jak i samego
działania. Na poziomie poznania praktycznego zasadą i punktem odniesienia jest
właśnie cel. Dlatego musimy rozpoznać lub ustalić cel działania. Jeżeli tego
nie zrobimy, to nasze działanie traci swój punkt odniesienia, a co za tym idzie
traci zasadę porządkującą. Wówczas do działania zakrada się dowolność, czyli
możliwość. Wtedy wybieramy całkowicie dowolnie bez żadnej zasady (mówimy o
wyborze „na chybił-trafił”, jak w totolotku). Poznanie i myślenie pozbawione
celu nie pozwala nam podjąć moralnego działania. Prowadzi to zatem do
postępowania amoralnego, kiedy przestajemy rozpoznawać prawdę i fałsz, dobro i
zło.
Celem działania powinna
być realność. Celem moralnego działania musi być realność człowieka. Aby
rozpoznać realność człowieka, potrzebny jest kontakt z osobową prawdą. Musimy
dojrzeć albo dotrzeć do realnej prawdy. Musimy dostrzec osobową prawdę
człowieka. W swoich rozważaniach ks. Szostek podkreśla aspekt dojrzałości
człowieka. Uważa on, że dopiero człowiek dojrzały potrafi dojrzeć, czyli
dostrzec realność, prawdę i dobro. Taki człowiek będzie mógł dotrzeć do realnej
prawdy o człowieku. Ale trzeba od razu dodać, że do poznania realnej prawdy
potrzebna jest kontemplacja. Bez kontemplacji możemy błądzić i stoczyć się na
manowce idealistycznego myślenia.
Widzimy już wyraźnie, że
celowość w poznaniu praktycznym (w myśleniu o działaniu) musi iść w parze z
powinnością w chceniu (z powinnością woli). Powinność woli odnosi się do dobra.
Powinność wobec dobra ratuje nas przed dowolnością wyboru (przed możliwością
wyboru dobra i zła). To znaczy, że również wola musi kierować się jakąś zasadą.
Powszechnie mówimy, że zasadą działania woli jest samo dobro. Ale tak naprawdę
chodzi o powinność względem dobra. Uważa się, że człowiek powinien postępować
moralnie, czyli dobrze i właściwie. Oznacza to, że wola musi przyjąć i
doświadczyć powinności wobec dobra. Wezwanie dobra staje się wtedy powinnością
woli. Oczywiście tutaj również chodzi o osobowe dobro człowieka. To spotkanie z
osobowym dobrem narzuca woli powinność zamiast możliwości i dowolności. Ten
kontakt z osobowym dobrem zapewnia nam właśnie sumienie.
Głos sumienia stanowi
wezwanie osobowego dobra skierowane do woli. Czyń dobro! Sumienie wyraża
powinność wobec dobra. Możemy więc powiedzieć, że to sumienie nakłada na nasze
działanie powinność. Wtedy wiemy, że powinniśmy postępować dobrze, czyli
moralnie. Taka powinność usuwa z woli możliwość wyboru dobra i zła, a właściwie
niweluje możliwość wyboru zła. Powinność sumienia jest zwrócona do dobra (czyń
dobro), zaś odwraca się od zła (unikaj zła). W ten sposób powinność czynienia
dobra staje się zasadą działań woli. Wola pragnie wtedy dobra. Wola poszukuje
dobra osobowego, a unika wszelkiego zła.
Na ogół mówimy, że
człowiek działa świadomie i dobrowolnie. Ale lepiej byłoby powiedzieć, że
człowiek działa celowo i powinnościowo. To cel i powinność określają moralne
działanie. To znaczy, że człowiek zawsze powinien działać w ten sposób, ale
tego nie robi. Człowiek powinien działać świadomie – to znaczy celowo, oraz
powinien działać dobrowolnie – to znaczy powinnnościowo (czyli kierując się
powinnością). Człowiek będzie tak działał, jeśli będzie właściwie używał
swojego rozumu i swojej woli. Jeżeli będziemy używali rozumu i woli w sposób
uproszczony, to będziemy myśleli dialektycznie (na tak i na nie), czyli
będziemy poszukiwali jak największej liczby możliwości, zaś wola będzie się
posługiwała tylko wyborem, przebierając w propozycjach rozumu. Wtedy będziemy
się kierowali wyłącznie możliwościami myślenia oraz dowolnością wyboru. Ale
takie działanie do niczego nie doprowadzi człowieka, gdyż będzie on działał w
sposób dowolny. Dowolność działania staje się największym zagrożeniem dla
moralności. Dowolność działania nie stanowi bowiem realizacji wolności, ale jej
utratę. Wolność nie polega przecież na wyborze spośród wielu możliwości, ale na
realizacji osobowego dobra człowieka.
Możliwość i dowolność nie mogą być cechami rozumnego działania. Rozumne działanie człowieka powinno być celowe i powinnościowe (obowiązkowe). Jeśli chcemy, aby rozumne działanie się spełniło i dokonało, to musimy mu nadać charakter celowy i powinnościowy. Ponieważ to celowość i powinność decydują o charakterze działania. Tylko działania celowe i powinnościowe spełniają rozumny charakter ludzkiego postępowania i mogą stać się działaniami dobrymi moralnie. Jeżeli nasza rozumność nie zdoła oderwać się od zmysłowości (od poznania zmysłowego i doznawania przyjemności), to zatraci zdolność podejmowania działań moralnie dobrych. Wówczas rozum będzie jedynie powielał doznania zmysłów, przyjmując jedne z nich, a odrzucając inne. Będziemy wtedy zabiegali tylko o możliwość poszerzenia naszych doznań (np. uprawiając ekstremalne sporty). Ale na gruncie zmysłowości rozum nigdy nie odnajdzie zasady postępowania godnej rozumności człowieka. Dopiero wykraczając poza doznania zmysłowe rozum będzie mógł odnaleźć zasady odpowiednie dla siebie. Te zasady musimy odnaleźć i uchwycić na poziomie umysłowym. Jeśli rozum ma się oderwać od zmysłów, to musi przejść do celowości i powinności. Jedynie duchowe zasady są w stanie pokierować rozumem i wolą. Jeśli rozumem i wolą zaczną kierować zmysły i cielesność, to znaczy, że człowiek pozbył się odpowiednich dla siebie zasad. Poznanie zmysłowe daje nam jedynie wielość doświadczeń, zaś pożądanie zmysłowe niesie ze sobą jedynie dowolność pragnień i decyzji. Jeżeli rozum zgadza się na to, co przynosi nam zmysłowość, to zniża się do jej poziomu, a to znaczy, że się poniża. Poniżony rozum nie jest w stanie działać właściwie i moralnie. Dlatego w naszym poznaniu i postępowaniu powinniśmy zabiegać o celowość i powinność. To one nadają rozumowi wymiar moralny. Tylko taki rozum może postępować słusznie moralnie.
O realnej gospodarce człowieka /10
Poznanie
praktyczne
Zdaniem Woronieckiego to wola rządzi poznaniem praktycznym. Pisze on, że prawda sądów praktycznych mierzy się zgodnością z nastrojem woli i z prawością jej intencji. Wola nadaje sądom sumienia jakąś moc i spokój, które czerpie z pożądania celu. Nadaje im cechę niewzruszonej pewności. Powiada on, że wartość moralna tego wpływu zależy od tego, czy dany cel, do którego intencja woli zmierza, odpowiada czy też nie prawu moralnemu i zadaniom człowieka. Stosunek woli do celu ostatecznego decyduje o trwałej prawości w życiu. (por. s.115-116)
Poznanie praktyczne jest oparte na rozpoznaniu celu i wiodących do niego środków. Ale powstaje pytanie, skąd rozum bierze pojęcie celu i środków? Wydaje się, że właśnie wtedy potrzebny jest wpływ woli. To wola nadaje rozumowi charakter intencjonalny, czyli nakierowanie na cel. Ale jak dążenie woli może przekładać się na poznanie?
W poznaniu teoretycznym
zasadą jest prawda jako zasada przedmiotowa oraz pierwsze zasady poznania,
czyli logiczne zasady myślenia, jako zasady podmiotowe zawarte we władzy
poznawczej. Poznanie praktyczne jest natomiast myślowym przebiegiem działania.
Mamy wiedzieć, co [rozum] chcemy osiągnąć [wola]. Staramy się
dowiedzieć, jak to osiągnąć. Przedstawiamy różne sposoby i metody działania.
Przeglądamy je i rozważamy za i przeciw. Aby wreszcie stwierdzić, że to trzeba
zrobić tak i tak (tym sposobem), albo zupełnie inaczej.
Wydaje się, że problem
współdziałania władz ukryty jest w stwierdzeniu: wiedzieć, co się chce.
To poznanie przebiega najpierw drogę działania. Poznanie może dokonać takiego
przebiegu tylko pod wpływem woli. Wola nadaje poznaniu charakter dążenia, czyli
właśnie intencji (zamierzenia). Poznanie wykonuje zamiar działania, czyli
pokonuje intencjonalnie drogę działania. W ten sposób dokonuje się działanie w
myśleniu. Potrzebny jest do tego cel działania (poznanie celu i rozeznanie
środków) . Potrzebny jest przegląd metod i sposobów działania. Przebiegamy
myślowo różne drogi-środki. Jakby oglądamy różne sposoby działania i dotarcia
do celu. To wola z pewnością pobudza rozum do takich przebiegów albo intencji.
Aby rozum mógł się
poznawczo (intencjonalnie) na coś zamierzyć, potrzebne jest mu pojęcie celu.
Skąd się bierze poznanie celu (poznanie celowościowe)? To wola dąży do celu. A
więc czy tego rozum dowiaduje się od woli? Ale jak? Wola nakłada na poznanie
rozumu swoje dążenie (chcenie). Poznanie nabiera wtedy charakteru dążeniowego.
Poznanie zostaje skierowane i nabiera cech aktywności. Dokądś przebiega.
Biegnie do celu (do końca, czyli do kresu). W ten sposób poznanie ogarnia
intencjonalnie jakiś ciąg zdarzeń lub działań człowieka. Tak powstaje zamiar –
intencja. Ale cały czas jest to tylko myślenie o działaniu. Jakby samo
wymyślanie działania (wymyślanie tego, co chcę zrobić). Zamierzenie działania.
Może nawet jakieś odmierzenie działania.
Powstaje teraz dalszy
problem, do czego potrzebne jest nam w tym zamierzeniu i w tym działaniu
sumienie? Sumienie ukazuje woli dobro, ale może jednocześnie tym samym ukazuje
rozumowi dobro jako cel działania. „Czyń dobro”, to znaczy kieruj się i dąż do
dobra, właśnie jako do celu. Może więc to dzięki sumieniu rozum otrzymuje
pojęcie celu.
Dobro pociąga wolę, ale
jednocześnie rozum poznaje, że dobro staje się celem działania. Rozum musi
dostrzec i zrozumieć to, co dzieje się z wolą, oraz to, co dzieje się z
wezwaniem sumienia skierowanym do woli. Na tej podstawie rozum (świadomość
moralna) wie, co się dzieje, rozumie, jak działa wola i jak działa człowiek.
Dlatego rozum może ocenić i osądzić nasze działanie.
Jeśli rozum poznał i
zaakceptował prawdę, jeśli poznał i ocenił dobro realizowane w chceniu woli, to
znaczy, że dotarł do poziomu moralności, oraz że o moralnym działaniu człowieka
wie już wszystko, co trzeba. Poznanie i zestawienie ze sobą prawdy i dobra,
oraz stwierdzenie, że spotykają się one ze sobą w każdym bycie, a zwłaszcza w
człowieku, jest już początkiem mądrości. Mądrość jest celem filozofii i
zadaniem lub powołaniem człowieka. Mądrość jest właściwym początkiem
moralności. Mądrość informuje nas o godności człowieka. Mądrość odkrywa godność
zawartą w człowieku, gdyż stwierdza, że prawda i dobro (także piękno) spotykają
się w samym człowieku i decyduje o randze lub wartości moralnej ludzkiego bytu
(istnienia). Mądrość określa wreszcie cel życia.
Aby poznać realny cel
działania moralnego, trzeba poznać osobową godność człowieka. Bez ujęcia
godności trudno jest osiągnąć właściwe działanie moralne, gdyż wtedy podporządkowujemy
się jedynie zewnętrznym nakazom (kierujemy się wtedy jakimś autorytetem lub
obowiązkiem prawnym). Dopiero gdy jasno ujmiemy godność człowieka, to wtedy
może się ona stać celem naszego działania. Wówczas podejmujemy dążenie do
bezwzględnego dobra moralnego. Celem moralnego działania musi być dobro
bezwzględne, czyli osobowe dobro człowieka. Przyjęcie jako dobra moralnego
jakiegoś innego rodzaju dobra (np. boum utile lub bonum delectabile)
powoduje wypaczenie moralnego działania człowieka. Kierowanie się własną
korzyścią lub przyjemnością sprawia, że działanie człowieka traci charakter
osobowy i moralny, a staje się jedynie interesownym działaniem ludzkim. Takie
interesowne lub korzystne działanie może być stosowane do świata rzeczy i
wytworów kultury, ale nie może być odniesione do drugiego człowieka. Drugi
człowiek (osoba ludzka) wymaga bowiem bezwzględnego uznania i poszanowania,
wymaga akceptacji i afirmacji, które są potwierdzeniem bezwzględnego charakteru
osobowego dobra.
Jeszcze raz wracamy do
początkowego problemu, jak wola wpływa na rozum (oraz na świadomość moralną)?
Rozum poznaje prawdę. To dotyczy z pewnością rzeczy zewnętrznych. Rozum dociera
i spotyka się z istotą rzeczy. A właściwie, to istota rzeczy wpływa na zdolność
poznania i rozumienia. Poznanie istoty wywołuje w rozumie skutek w postaci
słowa (i pojęcia). Natomiast poznanie tego, co dzieje się w człowieku ma
zupełnie inny charakter. Tradycja klasyczna i nowożytna mówi w tym wypadku o
refleksji (jako o zwróceniu się władz na siebie i swoje czynności).
Mamy wtedy myślenie o
myśleniu (wiem, że poznaję) oraz myślenie o chceniu (wiem, że coś chcę). Wydaje
się, że to dzięki refleksji rozum przejmuje działanie woli (jakby nasiąka lub
przechodzi tym działaniem). W ten sposób myślenie nabiera cech chcenia. Wtedy
możemy coś zaplanować lub coś zamierzyć. Poznanie zaczyna przebiegać podobnie
jak chcenie, Wówczas w poznaniu pojawia się cel jako postulowany kres
działania. Ale ten cel staje się w rozumie początkiem myślenia o działaniu.
Wobec tego wydaje się, że myślenie o działaniu zaczyna jakby od końca, czyli od
celu, i wraca do początku ustalając sposób działania, czyli to, jak dotrzeć do
celu, aby na koniec przyjąć to, od czego trzeba zacząć. W ten sposób poznanie może
ogarnąć kres działania (wiem, co chcę zrobić) i dzięki temu ustalić cały
przebieg działania (czyli dobrać odpowiednie środki).
Ale takie podejście
wydaje się nadal bardziej odpowiednie wobec rzeczy zewnętrznych. Dotyczy ono
tego, jak użyć różnych rzeczy, jak posłużyć się różnymi narzędziami, jak
przeprowadzić wykonanie różnych spraw i rzeczy. Natomiast nadal pozostaje
otwarte pytanie, jak poznanie celowe zastosować w działaniu moralnym? Skąd
bierze się uznanie człowieka za cel działania moralnego? Albo jak odkrywamy
bezwzględne dobro cechujące człowieka?
Tradycja katolicka powie
nam, że potrzebne są do tego kontemplacja i sumienie. Obie te rzeczy obejmują
wewnętrzne doświadczenie człowieka. Ale z pewnością nie jest to refleksja. To
nie my oglądamy własne wnętrze, ale to coś z wnętrza (od środka) oddziałuje na
nasze władze (na rozum i wolę). To wewnętrzna prawda i dobro oddziałują na
nasze władze rozumu i woli. Filozofia średniowieczna to doświadczenie nazywa
mową serca. Dziś do tego rozumienia odwołuje się także prof. M. Gogacz. Mowa
serca jest więc szczególną informacją płynącą z wnętrza człowieka. Mowa serca
jest wyjątkowym doświadczeniem osobowego istnienia.
Dlatego zasad i norm
moralnego postępowania należy szukać na poziomie mowy serca. Trzeba więc odwołać
się do kontemplacji i sumienia jako bezpośredniego doświadczenia osobowej
prawdy i osobowego dobra. Nie ma innej drogi dotarcia do poziomu osobowego
istnienia. Tylko doświadczenie mowy serca może poinformować nas o szczególnej
godności człowieka. Inaczej wiedzę o godności człowieka możemy czerpać wyłącznie
z Boskiego objawienia.
Mowa serca informuje nas
bezpośrednio o charakterze i randze ludzkiego bytu. Ukazuje nam własności
osobowe prawdy, dobra i piękna. Kontemplacja ukazuje nam bezwzględną prawdę osoby
ludzkiej. Sumienie objawia nam bezwzględne dobro ludzkiej osoby. Upodobanie
wskazuje na osobowe piękno człowieka i piękno ludzkiego życia. Dopiero dalsza
refleksja poznawcza pozwala nam zrozumieć i wykorzystać to bezpośrednie
doświadczenie mowy serca. Dopiero dalsza refleksja nad wezwaniem sumienia do
afirmacji dobra osobowego pozwala rozumowi właściwie pomyśleć o działaniu
moralnym, pozwala mu zrozumieć znaczenie celu i celowego działania. Wydaje się
bowiem, że dopiero odkrycie i spotkanie dobra bezwzględnego pozwala nam
właściwie podejść do zagadnienia celu, czyli sformułować pojęcie celu (najdalszego
lub ostatecznego).
Poznanie praktyczne
kieruje się celem jako swoją zasadą. Poznanie to musi więc sformułować na
początku pojęcie celu. Pojęcie celu wydaje się być połączeniem zasady
poznawczej (jaką jest prawda) z zasadą chcenia (jaką jest dobro). W ten sposób
może dojść do odkrycia godności jako celu i kresu ludzkiego życia. Dopiero
odkrycie godności jako dobra bezwzględnego określa pojęcie celu.
Stworzenie pierwszej
teorii etycznej przez Sokratesa było związane z pojęciem dobra bezwzględnego.
Mówił on o wiedzy jako dobru bezwzględnym przeciwstawiając się relatywizmowi
sofistów. Wydaje się, że określenie bezwzględnego punktu odniesienia jest
podstawą myślenia i wiedzy o działaniu. Inaczej działanie staje się dowolne i
nie można go ani zaplanować, ani ocenić. Do planowania działania, czyli do
zamierzenia, potrzebne jest pojęcie celu. To pojęcie potrzebne jest także do
oceny przeprowadzonego działania. Możemy wtedy stwierdzić, czy działanie
osiągnęło swój cel. Bez pojęcia celu nie ma wiedzy na temat działania. Jeśli
nie ma wiedzy o działaniu, to nie będzie etyki jako nauki o ludzkim
postępowaniu. Nie będzie etyki normatywnej. Zniknie zupełnie powinnościowy charakter
moralnego działania. Popadniemy w całkowity relatywizm. Wszystko wolno (róbta,
co chceta). Wówczas człowiek przestaje kierować swoim działaniem, lecz to
działanie zaczyna kierować człowiekiem. Jedno działanie wywołuje dalsze, a
człowiek przestaje panować nad swoimi czynami.
Co ciekawe, wiedza o
działaniu rodzi się w momencie odkrycia czegoś bezwzględnego. Na ogół chodzi o
bezwzględne dobro. Jest to ponadto związane z pragnieniem poznania samego
siebie (z chęcią poznania człowieka). Znaczące jest również to, że dostrzeżenie
bezwzględnego dobra wynika z panującego wcześniej relatywizmu (albo
sceptycyzmu). Czyżby więc człowiekowi łatwiej było poddać się relatywizmowi niż
poszukiwać bezwzględnego dobra. Postawa etyczna nie jest więc czymś
bezpośrednio danym człowiekowi i łatwym do osiągnięcia. Potrzeba tutaj wielu
rozważań, przemyśleń i odważnych rozstrzygnięć. Potrzeba tu namysłu i decyzji.
Potrzeba wreszcie czystych chęci. Może potrzeba także czystego sumienia.
Rozum ma skłonność do
uogólnień (do abstrakcji). Chętnie tworzymy pojęcia ogólne i stawiamy je sobie
za cel działania. W historii mieliśmy więc już różne propozycje – wiedzę,
cnotę, szczęście, przyjemność, pożytek, ludzkość, postęp, dobrobyt, komunizm,
demokrację, teraz mamy globalizację. Rozum tworzy różne idee i ideały, które
mają określać i wyznaczać postępowanie człowieka. Ale zawsze powstaje wtedy
problem, jak dostosować zwykłe i konkretne działania do tych wymyślonych
ideałów. Trzeba więc sprowadzić ludzkie myślenie na ziemię. Trzeba poszukać
realnych i konkretnych celów, czyli czegoś, co da się urzeczywistnić w zwykłym
codziennym działaniu.
Moralność i moralne
postępowanie nie są idealizmem. Moralność powinna być codziennością człowieka,
a nie marzeniem. Czymś, co urzeczywistniamy w każdym konkretnym działaniu. A to
znaczy, że poznanie praktyczne musi być przekładalne na faktyczne działanie.
Poznanie praktyczne musi być oparte na mądrości, a nie na idealizmie (czyli na
myśleniu pojęciami ogólnymi – ideami). Mądrość trzyma się rzeczywistości i
realizmu. Mądrość pozostaje na poziomie realnych bytów. To mądrość potrafi
odnaleźć cel działania i życia człowieka w nim samym. To mądrość odkrywa
godność człowieka i stawia ją za cel w jego postępowaniu. Mądrość odkrywa
godność osobową zawartą w każdym człowieku. Odkrywa tę godność jako źródło
realności całej natury ludzkiej. To mądrość pokazuje nam, że ludzka natura
wyrasta z osobowej godności i do niej zmierza. Dopiero wówczas celem działania
moralnego staje się sam człowiek – każdy pojedynczy człowiek, a nie ludzkość
lub społeczeństwo (państwo).
Abstrakcyjne myślenie
jest człowiekowi potrzebne do poszukiwania Absolutu i absolutnych wartości.
Taka zdolność powinna bowiem prowadzić do ujęcia dobra bezwzględnego. Ale w
koncepcjach etycznych zbyt często zamieniano dobro bezwzględne na dobro ogólne.
Najlepiej widać to na przykładzie dobra wspólnego (bonum commune). Etycy i
politycy bardzo chętnie posługują się pojęciem dobra wspólnego, ale najczęściej
pojmują je na poziomie ogólności. W ten sposób dobrem wspólnym staje się coś
ogólnego – np. (powszechna) sprawiedliwość społeczne, albo ogólna korzyść
społeczna, czyli dobrobyt, albo państwo ujęte ogólnie, a nawet władza, jak w
przypadku demokracji. Mówi się, że dobrem wspólnym jest demokracja albo państwo
prawa.
Abstrakcyjne myślenie
jest również potrzebne do poszukiwania Transcendencji. Człowiek musi znaleźć
dla siebie jakiś punkt zaczepienia w tym zmiennym świecie. To, co zmienne
wymaga stałej zasady. Wiedzieli o tym Platon i Arystoteles. Dlatego ludzkie
działanie wymaga takiego stałego punktu odniesienia. Ludzkie poznanie i ludzka
wiedza dążą do czegoś stałego i niezmiennego. Poszukujemy wiedzy ogólnej i
koniecznej. Ale musimy pamiętać, że sama zasada nie może być czymś ogólnym, bo
ogólne są pojęcia. Zasada musi być konkretna i realna.
Mówimy, że poznanie
potrzebuje prawdy. To prawda ma być tą niezmienną zasadą poznania. Wiedza
powinna zawsze ujmować prawdę. Ale przecież to nie znaczy, że prawda jest
ogólna i konieczna. Sama prawda musi być realną własnością rzeczy. Uważa się,
że prawda jest własnością transcendentalną przysługującą realnemu bytowi. Taka
prawda przekracza więc poziom własności kategorialnych ujmowanych w poznaniu
ogólnym i koniecznym. Jeśli prawdę sprowadzimy do efektu poznania, to utożsami
się ona z wiedzą i przejmie jej cechy. Pojawia się zatem problem, co nam
pozwala dotrzeć do tej transcendentalnej prawdy?
Na pewno nie jest to
poznanie abstrakcyjne. A więc nie jest to wiedza ogólna i konieczna. Wydaje
się, że potrzebne jest tutaj bezpośrednie doświadczenie. Takim wewnętrznym
doświadczeniem jest mowa serca. Mowa serca informuje nas o własnościach
transcendentalnych. Mowa serca obejmuje kontemplację, sumienie i upodobanie
piękna. Kontemplacja (contemplatio) dotyczy osobowej własności prawdy. Sumienie
(synderesis, syneidesis = conscientia) obejmuje osobową własność dobra. A upodobanie
dotyczy własności piękna.
Tylko postępowanie
moralne buduje naszą realność, gdyż utrwala podmiotowość istnienia, która jest
przyczyną całej realności istotowej człowieka. Jest to ów poziom bycia
(istnienia), który pokazał nam Marcel. Trzeba umieć sięgnąć do poziomu
bytowania, aby jak najwięcej zaczerpnąć ze źródła realności, jakim jest
istnienie ludzkiego bytu (ludzka egzystencja). To istnienie wszystko urealnia.
Tam też leży źródło istotowej realności człowieka, źródło realności ludzkiej
natury. Tam też znajduje się źródło naszej moralności i naszej mądrości.
Człowiekowi najbardziej dziś potrzeba realności i mądrości.
Z dotychczasowych
rozważań wynika, że mądrość rodzi się z doświadczenia mowy serca. Podstawą
mądrości jest bowiem kontemplacja i sumienie, które współtworzą mowę serca. Bez
doświadczenia tego, co w człowieku osobowe, bez kontemplacji i sumienia, które
kontaktują nas z osobową prawdą i osobowym dobrem, nie osiągniemy nigdy
mądrości, gdyż mądrość pozwala nam ująć to, co osobowe i właściwie ocenić jego
znaczenie. Nie ma zatem poznania osoby bez mowy serca. Ponieważ osoby nie da
się poznać i zrozumieć ani dzięki abstrakcji, ani dzięki dedukcji, ani dzięki indukcji,
ani dzięki żadnym innym rozumowaniom. Osoby możemy doświadczyć jedynie dzięki
mowie serca.
Poznanie praktyczne musi
wyrastać z mądrości. Tylko mądrość może nadać ludzkiemu działaniu charakter
moralny. Mądrość obdarza działanie człowieka celowością i powinnością. Celowość
staje się zasadą poznania praktycznego, natomiast powinność musi określać
działanie woli (czyli chcenie). Rozum powinien kierować się celem, zaś wola
posługuje się powinnością. Celowość dotyczy prawdy, ale prawdy osobowej
zawartej w człowieku. Natomiast powinność dotyczy dobra, ale również dobra
osobowego zawartego w człowieku.
Celowość i powinność
wyrastają z doświadczenia mowy serca. Celowością obdarza rozum kontemplacja,
natomiast powinność nakłada na wolę sumienie. Celowość i powinność stanowią
podstawę moralnego działania. Cel leczy rozum z dialektycznego myślenia, zaś
powinność uzdrawia wolę z wybierania między dobrem i złem. Celowość leczy rozum
ze sprzeczności. Usuwa możliwość dialektycznego myślenia na tak i nie. Cel
wskazuje na coś jednego – na jedną zasadę myślenia o działaniu. Cel ukazuje od
razu jeden kres działania, co pozwala rozumowi rozważyć całe działanie. Cel
ostateczny ukazuje wreszcie jeden kres życia.
Człowiek potrzebuje celu
życia. Człowiek powinien widzieć przed sobą jakiś cel i kres działania.
Człowiek musi widzieć przed sobą cel życia. Człowiek poszukuje prawdy. Człowiek
musi odkryć prawdę życia, prawdę swojego życia. Człowiek pragnie odkryć prawdę
własnej egzystencji. Prawda o człowieku, prawda o jego życiu określa cel
ludzkiego działania.
Prawdę o celu życia (o
końcu) można odkryć tylko w kontekście „początku”. Do tego „początku” człowieka
powracał najczęściej w swoim nauczaniu papież Jan Paweł II. Papież szukał
prawdy o człowieku w stworzeniu na obraz i podobieństwo Boże.
Początek zawsze wskazuje
na koniec. Zaś koniec (cel) jest określony przez początek. Początek rozpoczyna
bowiem to, co staje się na końcu. Początek wyznacza więc cel. Początek
człowieka wyznacza zatem cel i kres ludzkiego życia i działania. Bez początku
nie byłoby celu i końca. Bez początku stworzenia nie byłoby w ogóle człowieka.
Cel powstaje więc na początku i z początku. Cel człowieka bierze się z samego
początku człowieczeństwa, czyli ze stworzenia osoby człowieka. Początek i koniec.
A i Ω. Adam i Chrystus.
Cel zaczyna się na początku. Dlatego tak mocno jest związany z prawdą początku. To prawda początku określa i wyznacza cel. Bez początku nie ma celu. Nie ma też celu bez prawdy, gdyż na początku stoi cała prawda o człowieku. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. U początku stoi obraz i on wyznacza cel ludzkiego życia. Stać się na powrót obrazem Boga. Ukazać Boga w swoim człowieczeństwie. Zobrazować albo objawić Boga w sobie. Oto cel człowieka.
A to dotyczy jednocześnie
ludzkiej osoby. To osoba jest obrazem Boga w człowieku. To znaczy, że musimy
wydobyć na jaw osobę. Człowiek musi ujawnić osobę poprzez swoje działania.
Człowiek musi pokazać swoją osobę dzięki moralności. Musi objawić się jako
osoba. Osoba jest bowiem obrazem i podobieństwem do Boga. Ten obraz i
podobieństwo muszą ujrzeć światło dzienne. Ten obraz powinien zajaśnieć
blaskiem prawdy i dobra, blaskiem chwały. Dopiero wtedy wypełnimy nasze powołanie
i nasze człowieczeństwo.
Aby ustalić cel, trzeba
odkryć prawdę „początku”. Bez poznania początku nie można wyznaczyć celu
ludzkiego działania i ludzkiego bytu. A zatem rozpoznanie celu powinno być
efektem pogłębionego poznania ludzkiej natury, a nawet więcej, poznania
ludzkiej osoby. Jeśli więc nie dotrzemy do wnętrza i głębi ludzkiego bytu, to
nie zdołamy określić właściwego celu. Aby ustalić ostateczny cel człowieka i
jego życia, trzeba sięgnąć aż do poziomu osobowego, czyli do istnienia
człowieka. Dlatego tutaj niezbędna jest metafizyka ujmująca byt jako złożony z
istoty i istnienia. Musimy poznać warunki i własności ludzkiego istnienia oraz
skąd ono pochodzi. Nie jest to wcale łatwe. Musimy więc sięgnąć do
wielowiekowej tradycji filozoficznej, aby śledzić i odnajdywać rozważania idące
w tym kierunku. Na tym polega uprawianie filozofii człowieka i osoby.
Człowiek został stworzony
przez Boga. Nawet po grzechu pierworodnym Bóg nie zostawił człowieka samemu
sobie. W całej historii Bóg otacza człowieka opieką, wspiera go wiedzą
objawioną, czyli jakby podpowiada człowiekowi, kim on jest. W ten sposób Bóg
nieustannie opiekuje się człowiekiem, aż po wybawienie go z pęt grzechu
pierworodnego. Bez tego Boskiego wsparcia, czyli bez łaski Bożej, człowiek nie
zdołałby poznać ani Boga, ani siebie samego. Zdobywałby wiedzę przyrodniczą i
trwałby przy nie rozwijając nauki przyrodnicze. Byłby w stanie opanować i
podporządkować sobie przyrodę. Ale nie wiedziałby nic o sobie i swojej osobie.
Byłby wówczas takim tragicznym bytem targanym zarówno dialektycznym myśleniem i
wyborem między sprzecznościami, jak też skrajnymi uczuciami i nastrojami. Jego
wiedza dotyczyłaby świata rzeczy i wytworów. Swoją naturę widziałby tylko w
kontekście przyrody. Świat jawiłby mu się jako nieprzyjazny albo nawet
absurdalny. Człowiek zmagałby się ze swoim tragicznym losem. Walczyłby miedzy
sobą o panowanie nad światem. Podbijałby inne ludy i narody. Co ciekawe, to
wszystko znamy z historii ludzkości. To wszystko stanowi więc znaczną część
naszej historii. A jednak w tych dramatycznych wydarzeniach nieustannie
przejawia się „palec Boży”. Bóg oddziałuje na ludzkie losy poprzez swoich
wybrańców – świętych i proroków, wyznawców i męczenników.
Wydaje się, że
dochodzenie do pojęcia celu ludzkiego życia jest sprawą trudną i rozwijającą
się stopniowo. Potrzebne jest poznanie prawdziwie metafizyczne (jak u
Arystotelesa) i poznanie etyczne (jak u Sokratesa). Konieczne jest sięgnięcie
do natury człowieka, ale i to nie wystarcza. Trzeba umieć przekroczyć poznanie
naturalne i szukać doświadczenia osoby (które ma już charakter doświadczenia
mistycznego). Z kolei inną drogą jest wiedza objawiona zaczerpnięta z Biblii.
To tam znajdziemy antropologię „początku”, czyli stworzenia na obraz i
podobieństwo Boże. Odczytamy tam sens osoby człowieka, jej powołanie i
zbawienie. Uczył nas tego papież Jan Paweł II.
28 stycznia 2026
24 stycznia 2026
Rozważania o polityce /1
Zasady polityki
Zasadami moralności są prawda, dobro i piękno. Polityka nigdy nie będzie się odwoływała do zasad moralnych. Ona co najwyżej może się odwoływać do zasad etycznych. To znaczy, że polityka powinna się kierować zasadami sprawiedliwości i roztropności (mądrości życiowej). Takie postulaty sformułowali już greccy filozofowie, a później rozwinęli je rzymscy prawnicy. Zasady mądrości i sprawiedliwości przyświecały wszystkim długotrwałym rządom.
Ludzie i obywatele w różnych epokach zdawali sobie sprawę, że należy znaleźć człowieka mądrego i sprawiedliwego, który będzie nimi rządził. Najczęściej wybierano takiego człowieka na króla, który tworzył potęgę swojego narodu. Ale kiedy rządy królewskie przybierały charakter dynastyczny, wtedy sprawy polityczne zaczęły się komplikować. Żeby ratować instytucję króla (przecież powstała teza, że władza pochodzi od Boga) stworzono ideał władcy oświeconego, który zawczasu miał być przygotowany do sprawowania rządów w państwie.
Natomiast starożytni Grecy i Rzymianie większy nacisk kładli na rolę prawa. Według nich to właśnie prawo powinno stać na straży porządku społecznego i politycznego. Starożytni sądzili bowiem, że najprościej jest przelać sprawiedliwość i mądrość na przepisy prawne. Wierzyli również, że prawo stworzone na zasadach sprawiedliwości i mądrości będzie w stanie ochronić obywateli przed nadużyciami władzy. Porządkiem politycznym miało rządzić prawo i sprawiedliwość. A jednak nie zawsze się to udawało. Można postawić pytanie – dlaczego? Dlaczego władza tak szybko i tak bardzo korumpuje ludzi? Dlaczego do głosu dochodzą różne zbrodnicze instynkty – zawiść i nienawiść? Czy człowiek jest naprawdę zły w swej naturze, jak twierdzili późniejsi filozofowie? Gdzie w człowieku kryje się zło, które popycha go do zbrodni i przestępstw, do krzywdy i bezprawia?
Jeżeli uznamy, że zła jest ludzka natura, to trzeba zapytać, skąd się brały te różne koncepcje etyczne wskazujące na mądrość i sprawiedliwość? Przecież są dziełem człowieka i jego rozumnej natury. Jeśli z kolei ludzka natura jest dobra, to skąd się biorą ludzkie krzywdy i zbrodnie? Markiz de Sade uznał na przykład, że zbrodnia jest dla człowieka czymś naturalnym.
Otóż filozofia stawiała tutaj na wiedzę i edukację człowieka-obywatela. Już w czasach greckiej demokracji dostrzeżono, że w sprawach publicznych (czytaj politycznych) konieczna jest wiedza o człowieku i jego postępowaniu. Stąd zaczęły powstawać szkoły filozoficzne i etyczne. Historia dowiodła, że to jest rozwiązanie potrzebne i sensowne. W dzisiejszej demokracji mamy powszechne szkolnictwo. Czy jednak nie zagubiliśmy gdzieś głównego przesłania i zadania, jakie stało przed obywatelską edukacją – odpowiednie wychowanie człowieka do mądrości i sprawiedliwości. Dzisiaj postawiono na kształcenie zawodowe, natomiast wychowanie społeczno-polityczne odeszło w zapomnienie. Co najwyżej z okazji jakiejś rocznicy przypominamy sobie o wychowaniu patriotycznym, a więc właśnie politycznym. Co zatem należy z tym zrobić?
Grecy stawiali na wiedzę. Dla nich wiedza była zrozumieniem tego, co jest. Wiedza była rozumieniem realności. Grecy sądzili, że na podstawie wiedzy o rzeczywistości (o świecie i o człowieku) można rozwijać słuszne i odpowiednie dla człowieka działanie, czyli działanie etyczne. Uważali, że nie da się prawidłowo działać bez poznania i rozumienia rzeczywistości. Jednak szybko zdano sobie sprawę, że wiedza to nie wszystko. Do działania potrzebna jest dodatkowa siła. Coś, co by napędzało to działanie. Dlatego grecka etyka ogniskuje się wokół pojęcia cnoty (arete – jako gotowość i dzielność potrzebna do działania). Arystoteles twierdził, że taką cnotę i dzielność nabywamy poprzez powtarzanie właściwego działania.
Człowiekiem sprawiedliwym nie jest ten, kto wie, czym jest sprawiedliwość (jak sądził Sokrates), lecz ten, kto podejmuje sprawiedliwe działania. Tak więc dzielność postępowania tworzy się w działaniu. Nie ma cnoty bez działania. A to oznaczało, iż cnoty etyczne powstają w działaniu a nie na podstawie wiedzy. Człowiek musi się ćwiczyć w sprawiedliwym postępowaniu. Jak zatem należy uczyć moralnego postępowania? Czy w ogóle można się tego nauczyć? Czym jest wiedza praktyczna? Czy jest jeszcze wiedzą, czy już tylko praktycznym ćwiczeniem? Bo przecież w praktyce bardzo łatwo można odwołać się do przyjemności, a wówczas trudno jest mówić o właściwym postępowaniu moralnym. Gdy kierujemy się przyjemnościami, wtedy znika gdzieś poznanie i rozumienie rzeczywistości, znika zupełnie wiedza filozoficzna, a pozostaje tylko jakieś zmysłowe doznanie. Okazuje się jednak, że w praktyce życia codziennego takie podejście w zupełności wystarcza. Trzeba jednak zapytać, czy wystarcza również w życiu społecznym i politycznym? Chyba już nie.
Skąd zatem wzięły się propozycje stawiające na sprawiedliwość i mądrość (roztropność)? Wydaje się, że są one oparte na wiedzy o człowieku i jego ludzkiej naturze. A może wystarczyłoby odwołać się w tym zakresie do wielowiekowej tradycji i obserwacji życia społecznego. To zagadnienie wiąże się z pewnością z ogólną oceną ludzkiego postępowania. Człowiek zawsze oceniał swoje działania. Ocenia je według kategorii dobra i zła, albo pożyteczności i skuteczności. Co więcej, człowiek pragnie na ogół wybierać to lepsze działanie. Mówimy po prostu o racjonalności ludzkiego działania. Ale czy to wystarcza do oceny działania? Filozofia od początku odnosiła się do rozumnej natury człowieka. Na pewno rozumność pozwala nam zestawiać różne rzeczy i porównywać je ze sobą. Właśnie na tym zdaje się polegać ocena działania. Ale jak przejść od tego do pojęcia sprawiedliwości?
Człowiek jest istotą społeczną. Żyje we wspólnocie, w grupie społecznej. To sprawia, że nauczył się współdziałania. W dowolnej społeczności ludzie współdziałają wymieniając się swoimi działaniami i usługami. W zwartej grupie społecznej takie działania mają charakter bezinteresownej pomocy. Ale w kontaktach zewnętrznych (w kontaktach z innymi grupami) takie działania przybierają już postać wymiany handlowej. W takiej wymianie usług i narzędzi pojawia się kwestia należności, czyli należnej zapłaty. Zatem działania handlowe prowadziły do powstania pojęcia należności i zapłaty. Od pojęcia należności już bardzo łatwo przejść do pojęcia sprawiedliwości, czyli oddawania każdemu tego, co mu się należy. Sprawiedliwość oznaczała po prostu odpowiednią zapłatę. Pewnie szybko dostrzeżono, że różne działania człowieka, które prowadzą do wytworzenia czegoś pożytecznego, można ocenić i wycenić. Na koniec filozofowie stwierdzili, że działania społeczne człowieka potrzebują i wymagają sprawiedliwości, czyli należnej oceny. To odnoszono przede wszystkim do działań społecznych, które przyczyniają się do rozwoju współpracy i wspólnoty społecznej. Współdziałanie w grupie społecznej musi być oparte na zasadach sprawiedliwości. Inaczej w ogóle trudno jest mówić o wzajemnej współpracy, a w konsekwencji o rzeczywistym rozwoju. Dla życia społecznego najważniejszy jest sprawiedliwy rozwój i współpraca.
Jednak uznano, że dla właściwego i prawidłowego rozwoju społecznego potrzeba coś jeszcze. Potrzebna jest tutaj mądrość i roztropność, które powinny wyznaczać ogólny cel i kierunek rozwoju. Ten kierunek rozwoju musi być bowiem zgodny z wymogami realności człowieka. Mówimy o realności, która jest rozumiana na tyle szeroko, że obejmuje nie tylko naturę człowieka lecz również jego osobę. Gdy w filozofii odwołujemy się do realności, to należy wiedzieć, że realność w człowieku stanowi przede wszystkim osoba, a dopiero skutkiem osobowej aktywności i sprawczości jest zmożnościowana realność natury. Dlatego rozwój społeczny powinien obejmować nie tylko realność natury, lecz przede wszystkim realność osoby. Obie te sfery ludzkiego bytu muszą być uwzględnione i uzgodnione ze sobą. Dlatego rozwój społeczny nie może podążać w jakąś stronę wyznaczoną przez fragment realności człowieka, np. przez cielesność czy nawet samą rozumność. Rozwój musi uwzględniać wymagania osoby ludzkiej, a dalej duchowości i cielesności człowieka. Nie wolno rozwijać jednego elementu kosztem drugiego, bo to nie daje właściwych efektów. Nie wolno rozwijać duchowości kosztem cielesności, tak jak nie wolno rozwijać cielesności kosztem osoby, albo odwrotnie.
Przeto do życia społecznego potrzebna i konieczna jest wiedza na temat realności. A to oznacza, że potrzebna jest realistyczna filozofia, która będzie dążyć do pełnego zrozumienia realności człowieka. To nie może być filozofia świadomości, ani filozofia języka czy kultury. To musi być realistyczna metafizyka, która rozpoznaje, a dalej rozważa i analizuje ontyczne zasady realności. Tutaj potrzebne jest poznanie realności we wszystkich jej aspektach, ale to, co najważniejsze, to ustalenie zasad przyczynowości i sprawczości. Musimy wiedzieć, co jest skutkiem a co przyczyną, co sprawia i kształtuje aktywność na tych różnych poziomach – osoby, duchowości i cielesności. Każde działanie człowieka musi znaleźć swoje wytłumaczenie. Nie wolno żonglować jedynie jakimiś fragmentami lub elementami całości traktując je jako całość, gdyż jak uczył Arystoteles, mały błąd popełniony na początku staje się wielki na końcu.
Starożytność stawiała w życiu politycznym na mądrość i sprawiedliwość. Dlaczego nowożytność opowiedziała się za wolnością? Co skłoniło nowożytnych myślicieli do wyeksponowania wolności? Przecież tak naprawdę z samej wolności nie da się niczego zbudować. Wolność potrafi raczej wszystko zniszczyć. To wolność zniszczyła mądrość i sprawiedliwość. Wszystkie rewolucje podejmowane w imię wolności prowadziły tylko do zniszczenia i chaosu. Jeśli z tego wyłaniał się jakiś nowy porządek, to na pewno nie z powodu wolności.
Dlaczego więc porzucono mądrość i sprawiedliwość na rzecz wolności. Wydaje się, że było to związane z odrzuceniem rozumienia realności (intelligere) i opowiedzeniem się za myśleniem (cogito). To właśnie panujące w czasach nowożytnych myślenie wybrało wolność przeciwko mądrości i sprawiedliwości. Ludzkie myślenie popchnęło człowieka ku wolności i twórczej swobodzie. Człowiek myślący zachłysnął się twórczym charakterem myślenia i swoje życie zaczął kształtować według twórczej wolności. W ten sposób wolność myślenia zapanowała nad realnością człowieka. Im więcej wolności osiągamy w swoim życiu, tym mniej pozostaje nam realności. Przekładając to na język etyki powiemy, że im więcej wolności w ludzkim działaniu, tym mniej pojawia się tam moralności, która jest przejawem realności. Zatem wolność wypiera z ludzkiego życia moralność, zaś w życiu społecznym wolność neguje mądrość i sprawiedliwość.
Grecy starali się budować swoją demokrację na mądrości i sprawiedliwości. Jednak już Cyceron dostrzegał, że demokracja daje obywatelom tylko wolność. Ten rzymski polityk mądrość i sprawiedliwość łączył raczej z rządami królewskimi, bo król może być mądry i sprawiedliwy. Starożytni zdawali sobie sprawę, że mądrość i sprawiedliwość są wyjątkowymi przymiotami człowieka, natomiast ogół obywateli nie posiada takich cech, gdyż zwykły człowiek dba o własny interes. Dlatego można stwierdzić, że demokratyczna wolność wyraża się w dbałości o własne korzyści i interesy. Polityczna wolność nigdy nie jest bezinteresowna. Taka wolność staje się możliwością zadbania o własną korzyść i pożytek. Stąd też liberalne teorie społeczne odwoływały się do zasady wspólnego pożytku, czyli do utylitaryzmu. Rozwój społeczeństwa miałby się dokonywać na zasadzie zsumowania wszystkich pojedynczych korzyści i pożytków. W ten sposób powstawałby ogólny dobrobyt społeczeństwa, czy raczej państwa. Toteż teorie liberalne mówią najchętniej o wolności ekonomicznej, która miałaby być podstawą dobrobytu ekonomicznego (czyli właściwie pożytku społecznego).
To pokazuje, że wolność stała się po prostu możliwością społecznego działania. Każdy człowiek ma możliwość życia i działania w społeczeństwie i z tego tytułu osiągania poprzez działanie różnych korzyści. Ale taka wolność nie gwarantuje sprawiedliwości, a jedynie prowadzi do utylitaryzmu i dalej do konsupcjonizmu (konsumizmu). Widać to doskonale w dzisiejszej demokracji, gdzie panuje wszechwładnie wolność konsumpcji, czyli każdy może się obżerać do woli, jeśli tylko sobie na to zapracuje. A kto nie pracuje nich nie je, ponieważ staje się nieprzydatny i bezużyteczny.
Demokratyczna wolność stanowi jedynie podstawę funkcjonowania społeczeństwa, gdyż stwarza wyłącznie pole do działania i daje możliwości działania oraz samorealizacji zawodowej. Jednak życie społeczne wymaga dodatkowych realnych zasad, które pobudzałyby i zapewniały rzeczywiste współdziałanie wszystkich obywateli oraz rzeczywisty rozwój każdego z nich. Właśnie do tego są niezbędne zasady mądrości (roztropności) i sprawiedliwości. Powinny one znaleźć odzwierciedlenie w porządku prawnym, który zawiaduje całościowym porządkiem politycznym państwa. Ale przede wszystkim sprawiedliwość i roztropność powinny cechować współobywateli każdej społeczności. Tutaj nie należy wystrzegać się oceny ludzi pod tym względem, ponieważ jedynie słuszna ocena społeczna pozwoli wyłonić odpowiednich kandydatów do sprawowania władzy.


